IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stara autostrada

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 275
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Stara autostrada   Sob Mar 10, 2018 12:22 pm

Nie każdy ambitny projekt miasta był wcielony w życie: czasami któreś z nich porzucano w połowie lub też po realizacji okazywały w gruncie rzeczy zupełnie niepotrzebne z powodu powstania pomysłu na inny, lepszy. Ta druga możliwość spotkała właśnie jedną z autostrad miasta Ebott, która po wybudowaniu drugiej, lepiej tym razem położonej, stała się praktycznie bezużyteczna. Teraz odwiedza ją co najwyżej parę samochodów w ciągu dnia czy dwóch. O wiele mniej przyzwoitych obywateli zapuszcza się w to miejsce, a co za tym idzie: lepiej podwójnie uważać na siebie po zmroku. Pod autostradą wciąż znajdują się ulice dosyć tłumnie zamieszkiwane przez osoby biedniejsze, często „spoza marginesu”, lubiące raz po raz napaść na jakiegoś nieostrożnego włóczęgę, by ten mógł (przy odrobinie szczęścia) kolejnego dnia obudzić się obolały i wyzuty ze wszystkich kosztowności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Johnny
She doesn't want yellow...
avatar

Liczba postów : 215
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara autostrada   Pon Wrz 10, 2018 7:40 pm

10.09, wczesny ranek

"Tym razem wrócę do domu skrótem. W końcu co złego może się stać" - tak właśnie nieszczęśliwe stwierdził Johnny podczas powrotu ze swojej nocnej zmiany w Garten. Tak, wszystko się zgadza, nie reguluj odbiornika. Nocna zmiana w KAWIARNI. Co tu dużo mówić? Robił tam za pseudo ochronę. Tak po prawdzie młody Lingard sam zgłosił się na ochotnika dla tego przedsięwzięcia, będąc ciekawym tego, co może spotkać go w tym miejscu po zmroku, zważywszy na pewne okoliczności. Otóż ów dziwny zabieg wykonany przez jego szefa, który dotyczył trzymania pseudo warty nawet po zamknięciu, był spowodowany coraz częstszymi próbami włamania do przybytku, w którym nasz ukochany posiadacz duszy sprawiedliwości pracował. Cholera wie, czego niby tam szukali, ponieważ w lokalu po dziennych godzinach pracy nie zostaje nawet złamany grosz i żaden pracownik się nawet z tym nie krył. Może chcieli podrąbać jakąś stokrotkę, czy innego tulipana? Kto wie, co mają w głowach dzisiejsi przestępcy.
Na miasto powoli zaczynały padać pierwsze promienie słońca, które zwiastowały jakże to przez wielu nocnych marków znienawidzony świt. Jedno było pewne – już dawno nie był do tego stopnia przymulony. Dosłownie się wlókł po chodniku, korzystając z tego, że jeszcze mało kto może dostrzec jego nieudolne bytowanie. Jak to powszechnie wiadomo, przez zmęczenie potrafią wpaść człowiekowi do głowy różne, niekoniecznie dobre idee. Wiecie, nowy dzień, stary ja, ale z jeszcze durniejszymi pomysłami. Klasyczny, dobrze nam wszystkim znany standard. Tak, jak było na samym początku wspomniane, stwierdził, że skoro jest taki zajechany, to dlaczego nie miałby tym razem skrócić sobie drogi pewną całkiem ciemną uliczką, której to tak bardzo nienawidził przez unoszący się tam smród i dosyć nieprzyjazną dla jakiejkolwiek żyjącej istoty atmosferę. Chciał się zwyczajnie dostać jak najszybciej do swojego mieszkania. To był jeden z jego pierwszych popełnionych tego poranka błędów.
Jak to często w tego typu miejscach stereotypowo bywa, został zaczepiony przez czwórkę miastowych spierdolin, chcących wyciągnąć od niego haracz za przejście ich trasą. Jak dobrze wiemy, ostatnią rzeczą, jaką by Johnny zapewne w tego typu sytuacji zrobił, to posłuszne zapłacenie i pokojowe udanie się do domu, a co za tym idzie, trzeba przyznać, że całe to spotkanie nie skończyło się dobrze. Poleciało parę bluzgów, były popychanki, nawiązała się bójka i tak dalej... Klasyka gatunku. Raczej ciężko o to, aby ktokolwiek mógł zwyciężyć w walce jeden na czterech, czyż nie? Mimo wszystko dziewiętnastolatek nawet zdążył położyć jednego z nich, lecz kolejny z bandy fagasów sprawnie przyłożył mu w łeb swoim kastetem. Gdyby bandzior wycelował trochę niżej, to Lingard mógłby się prawdopodobnie pożegnać ze swoim ostatnim naturalnym okiem.
Chcąc nie chcąc, chłopak musiał przysłowiowo dać nogę. Oczywiście pozostała trójka nie miała zamiaru mu odpuścić. Ganiali się przez dobre dziesięć minut po całym pieprzonym centrum, aż wreszcie udało mu się zniknąć z widoku. Zasapany, solidnie obity oraz w niektórych miejscach na twarzy krwawiący, przystanął w miejscu, ciężko przy tym dysząc. Kiedy uniósł swój łeb, zdał sobie sprawę z tego, że jakimś cudem trafił na kompletne miastowe zadupie, jakim była stara autostrada. Nieźle go przegonili, huh? Koniec końców poleciał w zupełnie przeciwną stronę, niż faktycznie planował, aby dostać się do swojego domowego gniazdka. Mimo wszystko dalej nie miał zamiaru przynajmniej przez najbliższy czas się gdziekolwiek bardziej pokazywać.
Wnet ruszył ostrożnym krokiem w stronę terenów znajdujących się pod wysoko położonymi, niedoszłymi betonowymi liniami komunikacyjnymi, wymijając przy tym te bardziej widoczne, aktualnie w większości już puste menelskie miejscówki. Nie mając zbytnio siły ani ochoty na dalszy marsz, bezpardonowo zasadził się na ziemi, zaraz obok jednej z podtrzymujących autostradę betonowych podpór, starając się po tym w miarę ocenić swój stan oraz mając zamiar przeczekać przynajmniej kwadrans przed powrotem, aby upewnić się, że bandyci od siedmiu boleści dali sobie z nim już spokój.
Nawet mimo tego, że nie miał zbytnio możliwości przyjrzenia się stanowi swojej twarzy, mogę zapewnić, że nie wyglądało to ciekawie. Będzie dużo siniaków, oj tak. Plusem było to, że cieknąca po jego twarzy krew nie mogła zbytnio zabarwić jego koszuli, ponieważ była ona stereotypowym czerwonym ciuchem w czarną kratę, ha! Profit!

/Rana na dupie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rana
WinRAR
avatar

Liczba postów : 40
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Pomoc w bibliotece, student Kryminologii.
Ekwipunek : Portfel, miętówki, nieśmiertelnik, pęk kluczy od mieszkania i roboty, gaz pieprzowy, bo przecież zawsze warto mieć coś na rezerwie.
Join date : 18/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara autostrada   Czw Wrz 20, 2018 9:22 am

Tak wczesne spacerki nie powinny być dla Rany nowością. Ostatnio spała o wiele rzadziej niż kiedykolwiek, a na nogach była już od czwartej czy piątej nad ranem. Jej organizm wciąż był zbliżony do ludzkiego, więc pomimo zaniżonego progu wymagań wciąż potrzebowała zaspokajać swoje potrzeby na sen, czasem na jakies jedzenie czy picie. Kiedy tylko zwlokła się podczas wschodu słońca z łóżka, na którym bezczynnie spędziła kilka godzin, zrobiła sobie herbatę i w sumie uznała, że zajebistym pomysłem będzie spacerek po świeżym powietrzu z ów herbatką w dłoni - oczywiście w plastikowym kubeczku, który później może z czystym sercem wypizgać do śmieci. Ładnego kubka by jej było zwyczajnie szkoda. Wydane pieniądze, w dodatku każdy kubas był inny, w wyjątkowe wzorki, także plastikowy gniot był tutaj najbardziej odpowiadającą jej opcją. Z rana zawsze było jej chłodno, więc jako iż była jeszcze osobą o zdrowych zmysłach wyszła z mieszkania owinięta grubym sweterkiem, którym się opatulała, w przylegających dresach i zwykłych buciszach. Przyjemny dźwięk ćwierkających ptaszysk siedzących na gałęziach drzew i parapetach mieszkańców slumsów koił jej uszy i umilał czas, spędzony na powolnym poruszaniu się na przód.
Dzisiaj chyba dziewczę zapędziło się nieco za daleko. Po południu miała zmianę w bibliotecę, więc nie powinna się odciągać tak daleko od domu, ale przecież zdrowe spacerki jeszcze nikomu nie zaszkodziły, prawda? Rana nigdy się nie spóźniała, więc pewnym było też, że nawet jeśli dzisiaj wystąpiłaby krytyczna sytuacja, to tak się też nie stanie. Jej dłonie wciąż były lodowate, mimo długiego już czasu spędzonego na trzymaniu ciepłej herbaty. Sama tego nie rozumiała, cokolwiek by jej nie próbowało ogrzać, ona wciąż pozostawała chłodna jak nieboszczyk. Nie potrafiła sobie przypomnieć tego, czy kiedyś miała też podobny problem, czy zaczęło się to od oszukania ciała, oszukania samej siebie. Czarnowłosa westchnęła głośno i krótko, po czym zatrzymała się, chcąc się rozejrzeć, na jakie zadupie wywiały ją dzisiaj jej nogi. Nie zauważalnym było dla niej wcześniej to, że dotarła prawie, że do miasta, a raczej do jego obrzeży. Lekko uśmiechnęła się pod nosem, nie dowierzając swoim umiejętnością. Fakt, od siebie miała dość blisko do tego miejsca, ale nie spodziewała się, że dojdzie tu tak szybko podczas powolnego spacerku z herbatką, przeplatanym przemyśleniami o tym, co zjeść dzisiaj na śniadanie i co robić ze swoim życiem.
W tych okolicach, gdzie ledwo blask wschodzącego słońca miał prawo ją musnąć, Rana nie widziała jeszcze żywej duszy. Większość osób spała, bądź włuczuła się po ciemniejszych zakątakch niż ten. A jednak, z oddali na swojej drodzę ujrzała zataczającego się chłopaka. Stanęła nieco z boku, obserwując całe zajście, nie żałując sobie łyczka już prawie zimnej herbaty. No co? Nie mogła się przecież zmarnować. Twarz, jak i sama sylwetka wydawała się jej znajoma. To nie było to uczucie, ze widziała kogoś kiedyś w swojej głowie, nie nie, te osobę spotkała już kilka dni temu. Dziewczyna przygryzła swoją wargę, czemu to właśnie ona tak często wpada na osoby, których stara się unikać. Osoba, która właśnie klapnęła sobie pod podpórką mostu był nikt inny, jak Johnny. Nie był w najlepszym stanie, cała poobijana twarz, trochę krwi w okolicy czoła i skroni. Serce skoczyło Ranie aż pod gardło, blokując jej możliwość oddychania na mniej więcej dziesięć sekund. Dziewczyna aż zaczęła kaszleć i wyszła zza rogu, za którym się ukrywała, chcąc udawać, że jest tylko przypadkowym przechodniem. W sumie takowym była, ale zwykła osoba nie chowa się za jakimiś krzakami chcąc ocenić stan nadchodzącej z naprzeciwka istoty, jakby się bała o własne życie. Johnny mógł ją widziec już z dalszej odległości, a mimo grubego swetra można było ją łatwo rozpoznać. Brak okularów i widoczność jej większej ilości oczu była wtedy najpewniej bardzo pomocna. To, jak dziewczyna podeszła do młodzieńca nie można było nazwać spacerem. Bardziej był to trucht, podczas którego prawie wypuściła kubeczek z ręki.
- Matko jedyna, Johnny. - mruknęła pod nosem, jak tylko podbiegła do pokrzywdzonego chłopaczyny, po czym złapała się za głowę wolną ręką i zmarszczyła brwi. To nie był widok, jaki chciała zastać dzisiejszego ranka. - Co ci się stało? Nie mam nic przy sobie, więc jedyne co mogę, to zadzwonić po pomoc albo wykombinować coś samemu ale.. Coś ty zrobił? - spytała niby poważnie, jednak wprawne ucho mogło wychwycić kropelkę troski i strachu. Fakt, dziewczyna nie miała przy sobie nawet wody czy szmatki, więc jedyną opcją było ruszyć gdzieś samemu albo zawołać pomoc. - Możesz wstać? - spytała jeszcze na koniec, jakby chcąc podać mu rękę, co by pomogło mu we wcześniej wymienionej czynności.

_________________
|| Karta Postaci | Posty fabularne: 11 | Motyw muzyczny ||

|| --- | Most (15.08) | --- ||
Kolorek: #6A287E
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
She doesn't want yellow...
avatar

Liczba postów : 215
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara autostrada   Sob Wrz 22, 2018 1:30 pm

Czasami miał sobie za złe to, że za nic nie potrafił w tego typu momentach trzymać nerwów na wodzy i gęby zamkniętej na kłódkę. W końcu gdyby wtedy sobie odpuścił, to prawdopodobnie w tym momencie kładłby się już do łóżka, żeby odespać noc w robocie, a nie krył się jak pieprzony szczur w jakiejś menelowni z nieźle obitą i srogo zakrwawioną mordą. Byłoby to bez wątpienia o wiele prostsze i poniekąd przyjemniejsze z racji tego, że do masochisty dalej wiele mu brakowało. Oczywiście nie było opcji, aby dał cokolwiek któremuś z tamtych złamasów, lecz być może wszystko skończyłoby się zupełnie inaczej, jeśli podszedłby do tego bardziej pokojowo. No ale co zrobisz? Bycie uległym oraz grzecznym i tak niezbyt by do niego pasowało, czyż nie? Osoby, które zdążyły go już przynajmniej powierzchniowo poznać, zdecydowanie potwierdziłyby to bez najmniejszego zawahania. Ciężko zliczyć, ile razy przez to dostał bęcki i sam je innym spuszczał. O tyle dobrze, że jego sprawność fizyczna dorównywała niewyparzonej jadaczce. Gdyby było inaczej, to cholera wie, czy jego zwłoki nie leżałby już od dłuższego czasu w rowie poza miastem.
Pomimo zdecydowanie małej ilości znajdujących się w okolicy osób, każdy, kto przechodził obok, zerkał na niego czasem z niepokojem, a czasem z podejrzliwością. To mu wystarczyło, aby zrozumieć, że nie wygląda za ciekawie, tak jakby kapiąca z łba krew na ubrania nie mówiła sama za siebie. Podsumował to splunięciem wypełniającej jego jamy ustnej krwi zmieszanej ze śliną i cichym ironicznym parsknięciem śmiechem pod nosem.
Cóż... Wydawało mu się, że i tak to wszystko skończyło się dla niego całkiem nieźle, zważywszy na niezbyt sprzyjający mu rozwój wypadków. Nawet niezbyt mocno przytłaczające szumienie w głowie nie było aż tak upierdliwe, jak faktycznie mogłoby być po takim pierdyknięciu w baniak kastetem. W końcu przecież to nie pierwszy raz, kiedy solidnie oberwał. Obita gęba była niczym w porównaniu do takiego wyłupienia oka, przebicia trójzębem, czy chociażby przedziurawienia na wylot ręki przez zęby pewnego jaszczurzego jegomościa parę miesięcy przez zniszczeniem bariery, tak więc tego typu obrażenia raczej dzielnie bez płaczu przeżyje.
Pojawienie się pewnej znajomej mu potworzycy było równie niespodziewane, co zrzucenie gruzu podczas puszczania cichacza. Ciężko by mu było zapomnieć te liczne oczka, a co za tym idzie, szybko załapał kto to.
Ja... – zaczął z zamiarem wytłumaczenia się, lecz szybko przerwał po usłyszeniu z oddali pewnego źle kojarzącego mu się głosu.
Znowu pojawiła się ta banda, której w dalszym ciągu brakowało jednego, znokautowanego przez Johnny'ego członka. Dziewiętnastolatek szybko poderwał się do góry, lekko się przy tym chybocząc, aby bez pardonu złapać Ranę za dłoń i ramię, a następnie przyciągnąć ją do siebie za kolumnę, zatykając przy tym jej usta dłonią w celu ukrycia swojej obecności, niemalże ją przy tym przywierając do siebie. W końcu stała na widoku, a kolejna ucieczka była ostatnią rzeczą, na jaką miał aktualnie ochotę. Ten dzień zaczyna się robić coraz gorszy, a to dopiero początek!
Na szczęście dzięki szybkiej reakcji udało mu się uniknąć kolejnego kontaktu z tymi czubami. Przeszli sobie obok jak gdyby nigdy nic, ciągle klnąc pod swoimi nosami i nerwowo rozglądając się po okolicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stara autostrada   

Powrót do góry Go down
 
Stara autostrada
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Płacząca wierzba przy stawie
» Charlotte McWeaveer
» Serge vs Danito
» Stara Wioska na Słowacji [Kazuya]
» Stara i opuszczona zimowa twierdza.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Welcome to the Surface! :: Powierzchnia :: Miasto Ebott - Obszar centralny-
Skocz do: