IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stara Tawerna

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 122
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Stara Tawerna   Sob Paź 20, 2018 11:14 pm

Stara Tawerna dla wielu jest stałym miejscem spotkań, „portem”, do którego zawijają po trudach dnia.
Wchodząc do lokalu, zarówno człowiek jak i potwór może odnieść wrażenie, jakby przeniósł się w czasie do lat, gdzie technologia nadal stała na poziomie wozów zaprzęganych w konie. Ponoć dawno, dawno temu był to magazyn portowy i prawdę powiedziawszy, jeśli tylko przyjrzeć się zbutwiałym deskom w podłodze, z których spora część wciąż nie została wymieniona, można nawet dać temu cień wiary. Aby utrzymać całość w klimacie starej tawerny, powstawiano po kątach parę beczek, drewniane ławy oraz stoły, nad którymi poprzywieszano żeliwne lampiony. Nawet niewielka scena na tyłach oraz często obecne na niej instrumenty muzyczne świetnie wkomponowują się w klimat.  
Przy barze na ścianach można znaleźć sieci rybackie, skórę z foki grenlandzkiej, mapy, muszle, wysłużone na „morskiej służbie” kompasy, rakietnice ratunkowe, amfory, a także wyjątkowe pamiątki z "rejsów" tawernianych bywalców.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Nie Paź 21, 2018 12:12 am

26.09, późne popołudnie, poprzednia sesja

Najzabawniejsze w zwracaniu się Johnny'ego do Undyne per "Un" było to, że robił to po części nieświadomie, przez co też ugryzł się w język z zawstydzenia i nie skomentował tego ani słowem więcej, kiedy ta się zdziwiła swoją nową ksywką, zdając sobie sprawę z tego, jak zaczął ją nazywać głównie ze swojego lenistwa. W końcu hej! Tak było łatwiej i szybciej! Przez cały czas, jaki z nią spędził w Podziemiu, zwracał się do niej albo po imieniu, albo bardziej oficjalnie w większym towarzystwie jak do Kapitana Straży. Nie da się ukryć, że była to niewątpliwie... Ciekawa odmiana. Nie zmienia to jednak faktu, że ryba sama nie powinna się aż tak na to obruszać, skoro sama ciągle nazywała go, jak i wielu innych "punkiem".
Co się tyczy całego tematu starzenia się i upływu lat, na szczęście Johnny szybko pozbył się pochmurnych myśli, mimo tego, że jej poprzednia wypowiedź dalej działała na jego nerwy. Naprawdę była ostatnią osobą, od której chciały usłyszeć tego typu babcine mądrości na temat poszanowania swojego własnego życia. Ponownie zmusił się do zaciśnięcia szczeny, aby znowu czegoś nie palnąć. W końcu tak bardzo upierał się, że nie da się sprowokować i tak dalej. Poza tym, co miałby niby odpowiedzieć pomijając jakąś dupkowatą odzywkę dotyczącą tego, że niby co może wiedzieć, ale jaki by to miało niby sens? Dodatkowo musi pamiętać, aby ciągle trzymać gardę w razie, gdyby potworzyca chciała się zrewanżować za wybicie jednego z jej kłów.
To, że nie stawiał już więcej oporu, nie znaczyło, że nie miał żadnych zastrzeżeń, co do ślepego udawania się w tylko Undyne znane miejsce. Nerwowo obserwował swoje otoczenie, toteż nie umknęło jego uwadze, że znajdowali się w portowej dzielnicy miasta Ebott w części Slumsów.
Nim się spostrzegł, co się dzieje, został siłą wepchnięty do środka pomieszczenia, pierw nie zdając sobie sprawy z tego, gdzie się pakuje. Wnętrze przybytku niewątpliwie miało swoją atmosferę, jaką mógłby docenić nawet i Johnny, który tak na marginesie nie był zbytnim fanem tego typu klimatów. Po części był zdziwiony tym, do jakiego miejsca zabrała go jego była mentorka. W sumie ciężko było się dziwić, że potworo-rybę może ciągnąć do tego typu otoczenia. Parę razy widział takie miejscówki w filmach, tyle że zazwyczaj w takich scenach miejsce miały przeróżne imby, dzikie chlanie, czy bicie po pyskach, kiedy w rzeczywistości było spokojniej, niż mogłoby się na początku wydawać. Niewątpliwie było to spowodowane dosyć wczesną porą. W końcu tego typu akcje miały zazwyczaj miejsce późnymi wieczorami.
Może jednak nie jesteś takim bezguściem, za jakie cię brałem... – bąknął z zaciekawieniem pod nosem, przyglądając się ozdobom na ścianach. Koniec końców skrzyżował swoje ręce na piersi i podszedł kawałek do przodu, bardzo widocznie skupiając swoją uwagę na zawieszonych dwóch skrzyżowanych typowo żeglarskich skałkowych pistoletach.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 122
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Pon Paź 22, 2018 8:43 pm

Obruszenie Undyne było w gruncie rzeczy jedynie na pokaz, ale tego typu rzeczy nie była już skora wyjaśniać. Mniejsza zresztą o wyjaśnienia, skoro wreszcie dotarli na miejsce! Eh, gdyby gnojek, to jest Johnny, nie stawiał tego swojego nieporadnego, wymuszonego oporu, mogliby już nawet siedzieć przy drugim kufelku.
- JOŁ! - wydarła się od wejścia, podnosząc łapsko wysoko w górę. Mogło, lecz nie musiało zaskakiwać, że knajpę prowadził człowiek o ewidentnie mieszanych, może nawet i chińskich albo wietnamskich korzeniach. W slumsach było ich pełno, aczkolwiek znaczna większość trzymała się swoich chińskich osiedli i tam też zwykła prowadzić wszelkiego typu biznesy.
Mężczyzna około pięćdziesiątki przymrużył swoje, i tak wystarczająco już skośne i drobne oczy, aby wreszcie uśmiechnąć się szeroko (wyraźnie brakowało mu kilku zębów na przedzie). Ruchem ręki wskazał na dozowniki do piwa. Undyne odpowiedziała mu uniesieniem kciuka oraz... podejrzenie sparklącym spojrzeniem? Lepiej nie wnikać.
- Buahaha! Zaskoczony?! Głupio ci?! Powinno! - odparła głośno i z zadowoleniem, nie przejmując się przytykiem lub nawet nie starając się go wyłapać. - Po dziewiątej grają zazwyczaj na żywo, więc około dziesiątej potrafi się już zrobić diabelnie ciekawie! - sądząc po jej niemalże złowieszczym uśmiechu, można się było spodziewać najgorszego. - W każdym razie, będzie tu niedługo dużo tłoczniej niż możesz sobie wyobrazić. Lepiej od razu zająć miejsca i nie wybierać tych przy barze. Chyba że chcesz skończyć z przypadkowym guzem.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Wto Paź 23, 2018 5:05 pm

Nie da się ukryć, że był to swoisty "pierwszy raz" Johnny’ego w jakimkolwiek znajdującym się w Slumsach barze. Ten może i nie znajdował się jakoś szczególnie daleko od zamieszkiwanej przez niego części miasta, ponieważ tak na dobrą sprawę dzieliła ich od niej tylko rzeka, lecz, tak czy siak, było to dla niego całkiem nowe doznanie. Prawda jest taka, że na połowie Ebott zamieszkiwanej w głównej mierze przez ludzi, większość tego typu przybytków była w jego oczach... Taka sama. Głównie w przenośni, ale jednak i czasami niestety i dosłownie. Zazwyczaj miały do zaoferowania to samo, a także niekiedy same ich wystroje były cholernie podobne, co bywało strasznie nużące. Oczywiście dało się niekiedy znaleźć perełki, jeśli chodzi o charakterystyczność tego typu lokali, ale sprawnie były one zakopywane w mnogich ilościach szarych i dennych barów.
Niemniej jednak trzeba przyznać, że dwudziestolatek nie pałał zbytnim zaufaniem do stojącego za barem mężczyzny. Niekoniecznie było to spowodowane brakami w jego uzębieniu, czy karnacją okej? Nie był żadnym rasistą! Tak po prostu czasami jest. Jedni od razu potrafią wzbudzić czyjeś zaufanie bez wypowiedzenia, chociażby słowa, a drudzy wręcz przeciwnie, mają z tym nie lada problem. A i tak ciężko ostatnimi czasy o jakiekolwiek zaufanie ze strony owego posiadacza duszy sprawiedliwości. Nic osobistego!
Niezauważalnie drgnął, kiedy rudzielec wybuchł z niekrytym zadowoleniem. Chyba za bardzo odzwyczaił się od jej... Żarliwej i wybuchowej osobowości.
Uhuh... – bąknął przytakująco na wypowiedź Undyne o godzinach trwania prawdziwych rozrób i tęgiego picia, wreszcie odrywając się od naściennych żeglarskich ozdób. Już raz dane mu było brać udział w typowo barowej napierdalance, z czego niekoniecznie był dumny. Skończył z podbitym okiem, pieprzonym WIDELCEM w RAMIENIU i wbitymi kawałkami szkła w ŁYDCE. Dalej nie wiedział jakim cudem tak skończył, ponieważ następnego ranka nie mógł sobie nic przypomnieć, ale przynajmniej w szpitalu szybko się uwinęli z tym całym szkłem! – Brzmi nieźle. Nie spieszy mi się do dostania po mordzie. – odruchowo podrapał się palcami w tył głowy, stając obok iskrzącej ryby i niezbyt wiedząc, co powinien ze sobą zrobić, aby przypadkiem nie zgarnąć od kogoś opierdolu za posadzenie tyłka w złym miejscu.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 122
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Czw Paź 25, 2018 7:48 pm

W przeciwieństwie do swojego kompana, Undyne wydawała się czuć jak ta ryba w wodzie. Wreszcie bowiem mogła odsapnąć i maksymalnie się rozluźnić, co na teranie slumsów rzadko było jej dane, wbrew temu co po sobie pokazywała. W tym miejscu nie było nigdy ludzi ni potworów, którzy bezkarnie spróbowaliby wbić jej nóż w plecy. Kiedy ktoś coś do niej miał, najpierw rozdzierał japę, a potem podnosił pięść, kufel albo krzesło w zależności od stanu emocjonalnego bywalca i... i ta świadomość jakoś wprawiało ją w naprawdę porządny spokój ducha.
Opierając dłonie na bokach, spojrzała na Johnny'ego z rozbawieniem ale i rosnącym zainteresowaniem.
- Długo tak jeszcze zamierzasz stać jak kołek?? - wyśmiała jego nagłą niepewność, ostatecznie w ramach okazania litości wbijając mu palec między łopatki, aby zachęcić do ruszenia tyłka w tę czy inną stronę. - Solenizanci nie dostają dzisiaj po mordzie, więc pospiesz się i posadź gdzieś wreszcie ten chudy zadek. Kto by pomyślał, że ten sam pyskacz może mieć równie wielkie dylematy z wyborem prostej ławy. Czy może po prostu aż tak dziwnie czujesz się w niezbyt ekskluzywnym lokalu slumsów? - naparła palcem na plecy dwudziestolatka. Tak naprawdę nie wiedziała nic o jego obecnych gustach i gusteczka, a miejsce wybrała wedle własnych upodobań i dla własnej wygody. Nie było sensu iść gdzieś, gdzie potwór nie mógł się czuć swobodnie.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Czw Paź 25, 2018 8:54 pm

Owszem, Lingard był zaniepokojony ogólnym pomysłem spędzania czasu w takim miejscu oraz oczekiwaniem na te żywsze i głośniejsze godziny, lecz głównie martwiło go to, do czego Undyne może być w stanie... Khm, dokonać po wypiciu większych ilości alkoholu. W końcu na trzeźwo potrafiła być cholernie nieobliczalna, więc strach pomyśleć, co mogłoby się zdarzyć po więcej niż kilku piwach lub, jeszcze gorzej, po czymś o wiele mocniejszym. Rzekomo każdy zachowuje się inaczej podczas tak zwanego stanu "najebania", ale tak na dobrą sprawę, owe stwierdzenie jest lekką przesadą. Wystarczy powiedzieć, że istnieje parę wzorców zachowań po spożyciu sporych ilości wszelkiego rodzaju trunków. Wiadomo, może się komuś załączyć przysłowiowy agresor, ktoś inny może zacząć wylewać swoje smutki, drzeć japę bez powodu, dostać nagłego zastrzyku energii, lub zacznie mu się wydawać, że jest najlepszym tancerzem lub wokalistą na świecie. Niektórzy także lubią się wyrwać z podanych schematów, zlewając system i po prostu uderzając w kimę na lub pod stołem. Opcji jest wiele, ale na szczęście nie są nieskończone. Przynajmniej u ludzi.
Czując napór w punkcie na plecach pomiędzy łopatkami, niemalże instynktownie ruszył do przodu.
Solenizanci? – zapytał cicho ze zdziwieniem, aby po chwili oberwać od swojego własnego mózgu mentalnego liścia prosto w papę. Może wydać się to komuś mało prawdopodobne lub nawet śmieszne, ale na śmierć kompletnie zapomniał o tym, że jakiś czas temu miał urodziny! Tak! Zapomniał! Tak po prostu! Niemniej jednak ciężko pamiętać o czymś, co ostatnimi czasy mało wnosiło do jego życia, pomijając to, że w teorii powinien mieć już ponad czterdzieści lat, a nie nędzne dwadzieścia. Poza tym, co mu z tego? Kolejny rok użerania się... ZE WSZYSTKIM za jego plecami! Jeeej~
Kiedy wreszcie usiadł w miejscu, gdzie mniej więcej nakierowała go Undyne, starając się zamaskować swoje zmieszanie, ukradkiem zerknął pod ladę na wyciągnięty przez siebie telefon. Lekko zamarł, widząc wyświetloną na nim datę. Faktycznie spóźnił się dwa dni ze zdaniem sobie sprawy, że minął już dla niego kolejny rok. Nie było to najprzyjemniejsze uczucie, jakie kiedykolwiek doświadczył, to na pewno.
Po oderwaniu się od komórki uniósł nieznacznie do góry swój łeb i spojrzał iście pustym wzrokiem w mało znaczące dla fabuły miejsce, wydając przy tym z siebie głośne, godne pożałowania westchnięcie. Poczuł się... Stary.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 122
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Pon Paź 29, 2018 8:39 pm

Wow. Nigdy nie uważała Johnny'ego za nie wiadomo jakiego geniusza zbrodni, ale w tym wypadku wydał jej się wyjątkowo powolny. Wyglądało na to, że nawet nie starał się łapać wyraźnych sugestii, których wyłożyła mu do tej pory co nie miara.
- Hej, hej... - zrobiła skonsternowaną minę. - Aby na pewno wszystko tam u ciebie gra? Zachowujesz się jeszcze dziwniej niż zwykle...
Zaraz po tym jak usiadła naprzeciwko chłopaka, przypatrując się jego twarzy z większym niż zwykle skupieniem, zupełnie jakby poszukiwała tam odpowiedzi na swoje pytanie, właściciel pubu pojawił się jakby znikąd przy ich stole, z hukiem stawiając na nim dwa, ciężkie kufle wypełnione po brzegi mętnym, jasnym piwem. Dużo delikatniej postawił przy nich po kieliszku zawierającym jakiś burgundowy trunek lub może sok? Undyne odruchowo posłała mu szeroki, drapieżny wyszczerz, który chętnie odwzajemnił w swój częściowo bezzębny sposób. Tylko z tego powodu nie zdołała zobaczyć, jak Johnny zerka na telefon. Za to całkiem dobrze widziała ten nagle zmarkotniały wyraz i dosłyszała westchnięcie. Z więcej niż jednego powodu ją to poirytowało.  
- IDIOTYCZNE! - podnosząc niespodziewanie głos, uniosła się także ponad ławę i trzepnęła dzieciaka przez łeb. Nie siliła się na delikatność, ale cały zabieg wykonała na tyle chaotycznie, by głownie przejechać bokiem ręki po włosach i samej skórze głowy, oszczędzając mu nie do końca zamierzenie bólu, z jakim spotkałby się w innym wypadku. Zaraz potem wycelowała palcem między jego oczy. Palec zawisł dość niebezpiecznie centymetr, może dwa od obranego punktu na jego facjacie.
- Co to za durna mina, ah?! Zupełnie jak u osoby, która szykuje się do położenia do trumny! PATETYCZNE! - cofnęła rękę, chwyciła jeden z kieliszków i wlała jego zawartość do kufla Lingarda. Ten sam zabieg powtórzyła na własnym. Piwo nieznacznie się zabarwiło, ale ciecz była na tyle ciężka, by jej część osiadła na samym dnie. - Nie ciągnęłam cię tutaj całą tę drogę, żeby oglądać równie żenujące przedstawienia! Ile masz lat, żeby zachowywać się jak jakiś staruch? Jeśli zaczniesz narzekać na życie i jojczeć, że "kiedyś było lepiej", wtłukę ci trochę rozsądku siłą, łapiesz?

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Pon Paź 29, 2018 10:19 pm

Z jednej strony widok przeogromniastego i ciężkiego kufla piwa wydał mu się w pewnym stopniu pocieszny, lecz to, co znajdowało się w kieliszkach, zdecydowanie nie napawało go zbytnim optymizmem. W końcu nie byłby sobą bez swego swojskiego pesymizmu. Nie miał bladego pojęcia, jaką reputację ma bar, w którym się znajdował, ani tym bardziej o tym, czym się szczycił, ale wydało mu się przynajmniej częściowo uspokajające to, że potworzyca zarówno, jak i on sam, także dostała ten... Płyn, czy co to tam do cholery było. Pozostało mu liczyć na to, że nie przekręci się od razu po przełknięciu tego dziadostwa i następnego dnia będzie pamiętał, co się działo poprzedniego wieczoru.
Kolejną rzeczą, która wydała mu się w pewnym sensie interesująca, to relacja jego byłej mentorki z właścicielem pubu. Coś mu mówiło, że pewnie nie raz biedak dostał od niej po gębie. Chyba każdy wie, jaka jest ta ruda ryba, kiedy porwą ją emocje. Zapewne wystarczyło jego jedno krzywe spojrzenie, czy dupkowaty tekst, aby zyskał parę niezbyt gustownych luk w swoim asortymencie zębów. Jeśli tak faktycznie było, to przynajmniej się dowiedział, że zwyczajnie nie opłaca się do niej podskakiwać. Wiadomo, ludzie uwielbiają się uczyć na swoich błędach, albo przynajmniej próbować. Wszystko dla klientów! Byle tak dalej!
Przez te wszystkie przemyślenia, nie był nawet w stanie przynajmniej spróbować uniknąć pacnięcia posłanego mu przez Undyne, wydając z siebie przy trzepnięciu dźwięk niezadowolenia. Kiedy jej palec znalazł się zaraz przed środkiem jego twarzy, ten odruchowo go zagarnął ręką na bok.
Za co t... – nie zdążył nawet dokończyć swojej wypowiedzi przez widok rudzielca wlewającego mu prosto do piwa nieznaną zawartość wcześniej postawionego przed nim kieliszka. Oho... Bawimy się w mieszanie? To się nie skończy dobrze. Oczywiście bardzo optymistycznie zakładając, że był to także jakiś rodzaj alkoholu. – Przecież nawet jeszcze niczego nie powiedziałem! – syknął, wyraźnie nie rozumiejąc nagłego oburzenia się piranii, kiedy ta wreszcie skończyła prawić swoje kazania.
Chłopak szybko przetarł swoje skronie, przymykając przy tym oczy, nerwowo stukając swoją stopą o podłogę i uderzając ugiętym palcem wskazującym drugiej ręki o drewnianą powierzchnię mebla. Gdyby tylko mógł bez większych konsekwencji odpowiedzieć na jej pretensjonalnie pytania.
Po chwili opuścił swoją rękę w dół, łapiąc nią za uchwyt kufla, aby następnie przyłożyć go do swoich ust i pociągnąć z niego kilka solidnych łyków. Nope. Dalej za cholerę nie mógł rozpoznać smaku tego fioletowego czegoś. Zapewne zmieszanie ów płynu z piwem średnio pomagało.
A nie było lepiej? – parsknął ni to śmiechem, ni to prowokująco, odstawiając naczynie na blat. – Wtedy nie musiałaś łazić w tym śmiesznym policyjnym ciuszku... Serio każą Ci to nosić? – wyszczerzył zęby w szyderczym geście, nawiązując do ich poprzedniego spotkania, które odbyło się już parę miesięcy temu. – Skoro najwidoczniej znowu bawisz się w stróża prawa, to zbroja lepiej by Ci pasowała. W niej przynajmniej nie wyglądałabyś jak jakaś maskotka.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 122
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Sro Paź 31, 2018 8:25 pm

Gdyby ktokolwiek tylko raczył zapytać ją o oto wprost, Undyne nawet nie drgnęłaby powieka podczas udzielania odpowiedzi dotyczącej relacji jaka łączyła ją z barmanem. Choć nie nazwałaby jej otwarcie ani przyjazną, ani też wrogą, z pewnością była w stanie zaliczyć ją do wyjątkowo korzystnej wzajemnie koegzystencji, w której obydwoje odgrywali rolę zaprzyjaźnionych druhów. Po raz pierwszy rybia potworzyca trafiła tu absolutnym przypadkiem, goniąc drobnego ćpunka, który będąc na zbyt dużej fazie, usiłował wcisnąć swoje prochy jednemu z jej strażników. Była dostatecznie wściekła, by wparować do tawerny z włócznią w ręku i zdemolować wszystko, co stało na jej drodze - głównie ławy i stoły, pod którymi usiłował chować się jej uciekinier. Jak można przypuszczać, nie spodobało się to ani właścicielowi, ani też licznej wówczas klienteli. Po raz pierwszy w życiu brała wówczas udział typowo filmowej, karczmiennej napierdalance. A choć walka była dość jednostronna i to ludzie latali w głównej mierze ponad stosami połamanych mebli, właściciel chlusnął jej w którymś momencie jakimś ostro pachnącym i gryzącym zdrowe oko alkoholem w twarz. Nigdy nie dowiedziała się co to dokładnie było. Pamiętała jedynie ten okropnie intensywny zapach oraz uderzenie metalowym prętem przez łeb. Na dobrych kilka sekund straciła kontakt z rzeczywistością, potem jednak zdołała wbrew wszelkim zawrotom głowy wybić śmiałkowi dwa zęby z samego przodu. Dalsze wydarzenia były dość mgliste i niepewne, ale z jakiegoś powodu skończyła zapijając ból głowy wraz z pozostałymi poobijańcami oraz głową tego przybytku.
Mimo ustalenia między sobą pewnych zasad, Undyne dobrze wiedziała, że gdyby tylko nastroje w slumsach nie były ostatnimi czasy dość napięte za sprawą mnogich, rywalizujących z sobą gangów, właściciel tawerny bez mrugnięcia okiem wbiłby jej nóż w plecy.
- Prewencja! Nie musiałeś zresztą niczego mówić. Twoja twarz wyrażała przed momentem więcej niż tysiąc słów, z czego przynajmniej połowa mogłaby doprowadzić moje uszy do krwawienia, gdybyś spróbował być dostatecznie szczery. - machnęła ręką w lekceważącym geście, jakby chciała odpędzić się od samych myśli na ten temat. Żeby móc bez bólu słuchać cudzego smęcenia, musiałaby się najpierw upić. Co niekoniecznie było w jej planach, ale też z drugiej strony nie zamierzała niczego zakładać z góry.
Słysząc przytyk odnośnie swojego umundurowania, nie potrafiła powstrzymać się przed wydaniem gardłowego warkotu, który równie dobrze mógł być w jej wykonaniu stłumionym jękiem. Podczas gdy jedna ręka sięgała po stojący przed nią kufel, druga skierowała się automatycznie do lewej skroni piranii. Dwa palce potarły agresywnie docelowy punkt.
- Nawet nie komentuj! Ugh, nadal walczę o przywrócenie naszych starych "uniformów", okej? Problem w tym, że ludzka strona żąda od nas "bycia reprezentatywnymi", a królowa twierdzi, że w ten sposób nie będziemy odstawać i okażemy ludziom respekt. Która niby strona naszych zbroi nie wygląda reprezentatywnie?! - spojrzała na Johnny'ego z ogniem w oku. Nie dało się nie odnieść wrażenia, że odstąpienie od starych strojów gwardii królewskiej, było dla niej z jakiegoś powodu osobistą ujmą, którą niekoniecznie chciała przełknąć. - Jeśli sądzisz, że ja wyglądam w tym komicznie, idź zobaczyć kiedyś Greater Doga... Eh, dobra moja, że nie mam ogona.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Sro Paź 31, 2018 11:04 pm

Tak po prawdzie był w stanie zrozumieć, dlaczego władze podjęły taką, a nie inną decyzję, jeśli chodzi o ubiory swoich potworzych nabytków w służbie prawa. Niektórzy ludzie zapewne czuliby się niekomfortowo w ich towarzystwie, jeśli wyglądaliby non-stop gotowi na prawdziwą potyczkę, czy nawet i wojnę! W końcu osoba piastująca takie stanowisko powinna budzić nie tylko szacunek, ale także i zaufanie. Niestety, jak wiadomo, plusów jest tyle, co minusów. Płótno nie zatrzyma ostrza, a stal nie uratuje właściciela przed degradacją, czy wylaniem. Niemniej jednak w obecnej chwili nie zrobiłoby mu różnicy, gdyby każdy przebywający w terenie policjant był zapakowany w swoje własne blachy. Zapewne było to skutkiem dosyć długiego obracania się Johnny’ego w towarzystwie Królewskiej Straży jeszcze za czasów Podziemia. Przez to nie mogło mu umknąć to, że mogła się owa sprawa wydawać Undyne z lekka uwłaczająca, szczególnie że jej rybia duma i ego były ogromne, jak stąd na szczyt góry Ebott, jeśli chodzi o tego typu sprawy.
Niegdyś wielka, podziwiana nawet i przeze mnie Kapitan Straży, nad którą stała tylko i wyłącznie nieliczna rodzina królewska, a teraz rybka w kubraczku, którą rozstawiają po kątach dziesiątki łysych wyżej postawionych małp. – prychnął, potrząsając przy tym głową. – Zabawne, jak wszystko się spieprzyło, huh?
Johnny skrzyżował swoje ramiona i następnie oparł się nimi o stół. Dalej pamiętał te wszystkie nadzieje i marzenia potworów oraz także i swoje, które dotyczyły ich upragnionego wydostania się na zewnątrz. Chyba nikt nie przewidział, jak źle może się wszystko potoczyć. Oczywiście, były liczne czarne scenariusze, ale żeby przejść ze skrajności w skrajność... Prawda jest taka, że sytuacja byłych mieszkańców Podziemia wcale nie zmieniła się na lepsze, a nawet wręcz przeciwnie. Tam, na dole, mieli przynajmniej swoje prawa oraz wolność. Fakt, zamkniętą, bo zamkniętą, ale jednak wolność, której nikt nie mógł im odebrać. Do czasu. Ciężko było oczekiwać od samolubnej i zadufanej w sobie ludzkości, że z chęcią i sympatią zaczną się dzielić swoim światem z o wiele potężniejszymi istotami, o jakich nigdy nie było im dane nawet usłyszeć.
Pocieszne jest to, że dalej jesteś dokładnie taka, jaką ciebie zapamiętałem. Chyba że coś mi umknęło? – parsknął, przy okazji wyrywając się ze swoich dosyć ponurych przemyśleń, spuszczając swój wzrok na blat. – Jak inni się trzymają? Toriel pewnie musi mieć ciężko. – zapytał z czystej ciekawości, jako że był przedstawicielem takiej, a nie innej rasy, a co za tym idzie, pytania miał we krwi. Poza tym, skoro i tak już padł ofiarą towarzystwa Undyne, to dlaczego niby nie miałby czegoś na tym zyskać? Oczywiście nie znaczy to, że mu nie zależało.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 122
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Pią Lis 02, 2018 8:50 pm

Nie tylko Johnny. Undyne również wiedziała. Wiedziała i rozumiała, co bynajmniej nie przeszkadzało jej w okazywaniu swojej niechęci do samej praktyki, która przy okazji osłabiała morale i możliwości obrony jej podwładnych. Wbrew wszelkim pozorom, zbroje były dużo bardziej funkcjonalne niż tutejszym zdawało się wydawać. A choć wspomniała o tym, że nadal walczy o możliwość powrotu do dawnych, dużo bardziej pasujących ich kulturze umundurowań, nie mogła na razie jeszcze pozwolić sobie na zbytni nacisk. Na razie potrzebowali faktycznie wzbudzić tyle zaufania w swoich powierzchniowych gospodarzach, ile tylko się dało. A to wymagało dostosowania się. Nie mogli żądać i oczekiwać. MUSIELI się dostosować i wpasować. Wiedziała, cholera. Naprawdę wiedziała, ale... To było tak kurewsko trudne do zaakceptowania. Zwłaszcza po tym wszystkim, z czym ich na powierzchni powitano.
- Co miało znaczyć "nawet przeze mnie"?! I co za "niegdyś", AH?! Lepiej posłuchaj mnie dobrze, młody! - obruszyła się tym razem bardziej na pokaz, ale i tak uniosła poślady znad swojego siedziska, wysoko podnosząc kufel ponad głowę. Obecni bywalcy z zainteresowaniem i częściowym rozbawieniem obserwowali jej poczynania. Tylko barman, pomimo uprzejmego wyrazu twarzy, przymrużył nieco swoje kaprawe ślepka. - Jeszcze kilkakrotnie wyskoczysz z portek, kiedy wreszcie stanę ponad tymi łysymi małpami, które tylko udają stróży prawa i to ja tym razem porozstawiam ich tak jak trzeba, albo nie nazywam się UNDYNE! DOTARŁO?! - wydała z siebie wojowniczy okrzyk, po czym wypiła duszkiem ponad połowę kufla, przez co wrzaskami zawtórowała jej cała kompania. Nie dlatego, że ktokolwiek wziął ją na poważnie zapewne, ale po to, żeby sobie pokrzyczeć i zapewne dlatego, że spodobało im się jak radośnie opróżnia swoje szkło.
Ryba usiadła z powrotem z szerokim uśmiechem zadowolenia, ruchem głowy wskazując w stronę baru.
- Uwielbiam tym ludzi! Cholernie zabawne typy. Wystarczy trochę pokrzyczeć albo pomiotać ciężkimi przedmiotami lub nimi samymi, a od razu znajduje się wspólny język, HA! No! - potarła kark wolną ręką. - Plany na przyszłość planami na przyszłość. Dopóki ma się siłę narzekać na to co jest, równie dobrze można jej trochę wykorzystać na zmienienie tego bagna w nieco mniej lepkie i maziste.
Dobrze było sobie czasem pojojczeć, ale skończyłaby jak większość człowieków w slumsach, gdyby skupiała się wyłącznie na tym, jak bardzo okoliczności dają im w kość. Potwory żyły przez setki lat wyłącznie nadzieją. Dlaczego teraz miałoby być inaczej? Jeden krok za nimi, kolejny przed!
- Kiedy akurat TY to mówisz, zawsze muszę się zastanawiać, czy usiłujesz nadepnąć mi na odcisk, czy jednak sobie chwilowo dajesz na wstrzymanie. - skomentowała głośno to, co mogło być w jej mniemaniu zarówno komplementem, co i uszczypliwością. Nie żeby pozostawała w tym zazwyczaj dłużna, dlatego postanowiła nie roztrząsać. - Tsaaaa, jakby to powiedzieć, staramy się sobie wzajemnie nie wchodzić w paradę, chociaż sporo rzeczy często musi ze mną skonsultować lub zwyczajnie mi przekazać. Ona jest od dyplomacji z "górą", więc tematy są raczej skomplikowane i śmierdzą całą masą politycznych bzdetów, od których nawet potworowi mogłaby pęknąć głowa. Wolny czas spędza nad masą ludzkich książek, ciągle chodzi lub jeździ na jakieś spotkania i konferencje... Raz przekonała mnie do towarzyszenia i-... - wzdrygnęła się na samo wspomnienie, po czym szybko pokiwała głową w niemym odmówieniu kontynuowania. - Nawet jeśli połowy z tego nie łapię, jestem w stanie stwierdzić, że jest zapracowana po stokroć bardziej niż ja i Alphys razem wzięte. Byłoby dużo prościej, gdyby Frisk i Asgore nadal tutaj byli.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne


Ostatnio zmieniony przez Undyne dnia Sob Lis 03, 2018 12:01 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Pią Lis 02, 2018 10:43 pm

Mimo tego, że może i obruszenie się Undyne było na pokaz, niezaprzeczalnie wydawało się ono Johnny’emu iście... Ciekawe! Nawet jeśli nie można było po nim tego poznać przez leniwe śledzenie wzrokiem swojej starej rybiej przewodniczki i następujące po tym rozbawione przewrócenie oczami, gdyby nie był ostatnimi czasy takim gburem, to sam by się poderwał w tamtej chwili na równe nogi, uniósł wysoko swój kufel wypełniony piwem i w ślad za piranią wydał z siebie energiczny okrzyk dopingujący dorsza do dalszego dążenia do wykrzyczanego przez siebie celu. Zapewne wiele osób by aktualnie oddało swoją duszę za możliwość zobaczenia takiego zachowania ze strony dwudziestolatka. Niestety rzeczywistość była nieco mniej kolorowa i ekscytująca, co nie znaczy jednak, że owa gwałtowna ekspresja posiadacza duszy sprawiedliwości nie była aż tak bardzo niemożliwa do ujrzenia. Wszystko zależało od ilości wlanego w jego żołądek alkoholu. Nie zmienia to jednak faktu, że musiałoby go być naprawdę dużo!
Trzymam Cię za słowo, Un! – ponownie czysto przypadkowo skrócił jej imię, także nieznacznie podnosząc ku górze swój kufel w dalszym ciągu solidnie wypełniony alkoholem w geście dennego, bo dennego, ale jednak toastu, a następnie sam pociągnął z niego parę łyków. Oczywiście nie była to taka sama ilość, na jaką porwała się potworzyca, bo w dalszym ciągu pozostawała w naczyniu ponad połowa trunku, lecz nie mógł sobie pozwolić na większe odstawanie od żywego sushi. Ucierpiałaby przez to jego żółta duma. – Nie mogę się doczekać, aby móc to zobaczyć i mogę się założyć, że nie jestem w tym jedyny. – dodał, zwracając uwagę na poruszenie gapiów.
Co się tyczy poprzedniej wypowiedzianej przez niego kwestii, którą tak rzekomo ciężko było rybce w kubraczku rozszyfrować, to było w niej tak na dobrą sprawę trochę jednego i drugiego, o czym mógł ją przyświadczyć na krótko pojawiający się w tamtym momencie arogancki uśmieszek na szkaradnej facjacie Johnny’ego. Pomimo tego, że miał zamiar pozostawić ją w prowokującej niepewności, zdecydowanie cała wypowiedź miała mieć bardziej pozytywny charakter, ale tego to Undyne już nie musiała wiedzieć! Nie zawsze trzeba się doszukiwać ukrytych treści i przekazów w jego słowach, o czym napotykane przez niego osoby ku jego zdziwieniu nie mają bladego pojęcia.
Słowa dorsza... Miały sens. Nie żeby było w tym coś dziwnego. Po prostu... Nie mógł się spodziewać bardziej neutralnej odpowiedzi na zadane przez siebie pytanie. Oczywiste było to, że żadne z nich nie miało lekko, jednak w momencie padnięcia imienia pewnego kurwia z boskimi mocami, młody Lingard kilkukrotnie nerwowo zastukał palcem o blat stołu. Z jednej strony mógł się zgodzić z tym, że obecność Frisk ułatwiłaby wiele, niekoniecznie tych, co miała na myśli była Kapitan, spraw, ponieważ mógłby mieć na nią samemu oko i kontrolować jej wybryki, ale tak po prawdzie, to wolał nawet nie widzieć tego szczyla na oczy. Zaoszczędzał sobie tym wielu stresów, których i tak miał na pęczki bez jego ingerencji w życie chłopaka.
A propos... – mruknął ponuro, wyraźnie nabierając jeszcze poważniejszego wyrazu. – Coś wreszcie wiadomo z tym Asgorem? Jedyne, co wiem, to to, że przepadł jak kamień w wodę. Co mu strzeliło do tego koziego łba, aby zwiewać od problemów w takim momencie? – powiedział z wyraźną dezaprobatą w głosie. – Nie ważne, jaka jest wasza obecna sytuacja, dalej jest pieprzonym królem, do cholery...

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 122
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Sob Lis 03, 2018 6:25 pm

No więc jeszcze raz... Niby kto pozwolił ci mówić o mnie ''Un"?! - miała ochotę znowu opieprzyć chłopaka dla samej frajdy opieprzania, ale gdy chwilę się nad tym zastanowiła, nie było tak naprawdę powodu, dla którego nie miałby się tak do niej zwracać. Zwłaszcza gdy sama wołała go od: gnojków, smarków i punktów. W jakiś sposób było to nawet dość miłe. Dobrze brzmiało. Niekoniecznie w ustach Johnny'ego, ale przecież nie można mieć wszystkiego, tak?
- Hahaha! Pewnie! - wyszczerzyła się nawet bardziej, zerkając jeszcze przelotnie w stronę otwierających się drzwi do tawerny. Do środka wparowała niewielka grupka złożona zarówno z potworów, jak i ludzi. Dość niecodzienny widok, nawet jak na slumsy, aczkolwiek nie w tym konkretnie lokalu. To także powód, dla którego Undyne skrycie uwielbiała to miejsce.
Rozsiadła się wreszcie porządnie i tak jak było jej najwygodniej, czyli - mocno po chłopsku, z łokciami opartymi o blat i szeroko rozstawionymi nogami pod stołem. A choć przez jej twarz przebiegł wyraźny cień, kiedy temat króla został ponownie poruszony, nie straciła swojego nowo odbudowanego, dobrego samopoczucia. Jedynie głos nabrał podobnej co u Lingarda powagi.
- Nie wiesz zatem więcej, niż ktokolwiek z nas. Gdyby było inaczej, sądzisz, że siedziałabym z założonymi rękami? Jasne, królowa robi co w jej mocy, przyznaję. Problem w tym, że nadal jest tylko osobą, która przejęła ponownie pieczę po okropnie długim okresie nieobecności. Nawet jeśli niechętnie to przyznaję, jest dużo bardziej godna zaufania niż zakładałam, pracowita i odpowiedzialna, ale... - zawahała się, po czym ponownie sięgnęła do kufla. - Nie jest Królem.
Gdyby Toriel działała zza pleców swojego ex, gdyby była jego doradcą i wprawnie kierowała jego ruchami oraz myślami w taki sposób, w jaki robiła to zapewne w dalekiej przeszłości sprzed polowań w podziemiach na ludzi... Ah, o ile jaśniej prezentowałaby się ich przyszłość.
- Kiedy wróci, obiecałam sobie porządnie skopać mu tę puchatą dupę.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Nie Lis 04, 2018 2:28 pm

To, co zrobił Asgore, było zdecydowanie nie fair względem całej rasy potworów. Pozostawił ich samym sobie w najgorszym wyobrażalnym momencie. Fakt, magiczne istotki miały szczęście, że Kozia Mama postanowiła zakasać rękawy, pieczenie ciasta wrzucić na dalszy plan i wziąć sprawy w swoje własne wielkie puchate łapy, ale dokładnie tak, jak stwierdziła Undyne – nie było nawet możliwości, aby mogła w pełni zastąpić króla, nawet jeśli bardzo by tego chciała. Był on filarem ich całego królestwa. Osobą, za którą naprawdę wielu skoczyłoby w ogień. I tu wcale nie chodziło o to, że Johnny był jakimś szowinistą, bo nie był, ale jak bardzo nie pałał sympatią do Toriel, tak za nic nie widział jej w głównodowodzącej roli i niestety nie był w tym jedyny. Jest to rzecz, jaką ciężko opisać zwykłymi słowami. Niemniej jednak najgorszą rzeczą w tym wszystkim było to, że Puszek Okruszek zawinął się bez żadnego słowa. Nikt nie miał pojęcia, czy coś mu się stało, czy ów zniknięcie było jego własnym wyborem. Kto wie, może go wszystko przerosło? Można smęcić, nieskończenie się domyślać, a i tak nie zmieni to faktu, że potwory zostały bez prawdziwego przywódcy, za którym mogłyby podążać i mu bezgranicznie ufać. Zabawne jest to, jak jedna osoba może udupić całą rasę jedną prostą czynnością.
Na wzmiankę o kopaniu pewnego puchatego tyłka, dwudziestolatek kiwnął z aprobatą, a następnie pociągnął parę łyków ze swojego kufla. Nie ma co, należałoby mu się takie traktowanie, ale to już nie Lingardowi było o tym decydować. W końcu praktycznie go to już nie dotyczyło. Jedyne, co mógłby aktualnie zrobić, to sobie pozrzędzić, co w sumie właśnie robił.
Dalej tylko kopanie cudzych tyłków Ci w głowie, co? – westchnął z odrobiną rozbawienia w głosie, kładąc swoją głowę na dłoń ręki opartej łokciem o blat. – Może sama wreszcie przejmiesz władzę? – zapytał żartobliwie, po czym ponownie zaczerpnął z naczynia kilka sporych łyków.
Tak kompletnie z innej beczki, miał niekoniecznie przyjemne oraz dziwne wrażenie, że niedługo wyczerpią się tematy, na które mógłby mniej więcej porozmawiać ze swoją byłą mentorką bez zbytniego spinania się przy odpowiedzi, bądź jej unikania. Lata unikania swoich byłych kamratów robią swoje, huh?

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 122
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Pon Lis 05, 2018 5:27 pm

Wbrew temu co właśnie zaanonsowała, w jej słowach nie była cienia złości ni wrogości, co nie znaczyło, że swoje słowa rzucała ot tak na wiatr. Gdyby król istotnie postanowił pewnego pięknego dnia pojawić się u progu, na pewno nie zaczęłaby ich ponownego spotkania od pogodnej pogawędki przy filiżance herbatki. Była lojalna nie tylko wobec potworzego rodzaju, ponieważ nigdy nie porzuciła swojej lojalności wobec władcy. I właśnie za sprawą tejże lojalności czuła się w obowiązku obić odpowiednie części ciała, choćby i królewskiego, jeśli tylko takie działanie miało szansę coś naprostować.
- Nie widzę w tym nic złego dopóki działa i sprawia frajdę! - odparła z niemalże rozbrajającą wyniosłością, dokańczając swoje pierwsze piwo z "dolewką" w podobny sposób jak je zaczęła - duszkiem. Z pomrukiem zadowolenia przetarła usta wierzchem dłoni, po czym krótko gwizdnęła, podnosząc kufel sugestywnie nad głowę. Było jej zbyt wygodnie, żeby samej ruszać się do baru.  
- Jesteś pewien, że potrafisz i CHCESZ sobie wyobrażać moją skromną osobę w roli władcy? - spojrzała na niego z rozbawieniem, nawet nie próbując brać pytania na poważnie. Mimo pewnych wrodzonych predyspozycji i całkiem dobrej opinii w obiegu, Undyne nie potrafiła samej siebie umiejscowić jako przywódcy całej rasy. Może dlatego, że nawet nie próbowała. Może dlatego, że nigdy nie chciała choćby próbować.
- Ale dość o mnie! Dobrze wiem, że celowo nie chcesz dopuścić mnie do głosu, żeby nie musieć odpowiadać na MOJE pytania! - wytknęła Johnny'emu, opierając podbródek na zgięciu nadgarstka. - To aż tak wielka tajemnica, co robiłeś do tej pory i dlaczego tak nagle postanowiłeś się odciąć? - nie zamierzała naciskać. Prawdę mówiąc nie planowała nawet poruszać tematu. Samo tak jakoś wyszło. - Cóż. Zakładam, że skoro to zrobiłeś, coś musiało być na rzeczy. - dodała, wzruszając ramionami.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Wto Lis 06, 2018 1:30 pm

Gorzej już i tak raczej nie będzie. – stwierdził, słysząc to, jak potworzyca podważa jego stosunkowo żartobliwą sugestię. – Przynajmniej ludzie by może aż tak bardzo nie mieszali was z błotem. Byliby tak obesrani możliwością podpadnięcia pewnej wysoko postawionej piranii, że zawsze myśleliby dwa razy przed odwaleniem jakiejś akcji. – skinął głową w bok i unosząc w górę brwi, widocznie szczerze wierząc w takową możliwość.
Wyobrażenie Johnny’ego Undyne na tronie... NIE BYŁO TAKIE ZŁE! O dziwo! Może to dlatego, że jego zdaniem całkiem dobrze sobie radziła już na pozycji dowódcy straży, dzięki czemu miała siłą rzeczy niezłe doświadczenie w zarządzaniu zasobami ludzkimi, albo raczej potworzymi. Nie można było też jej zaprzeczyć tego, że miała niezłe gadane oraz była cholernie zdeterminowana i uparta, jeśli chodzi o niektóre sprawy, co jest momentami niezwykle ważne, jeśli chodzi o pełnienie roli władcy. Zarówno siły fizycznej lub magicznej, jak i słownej także nie można było jej odmówić. Ale nie mówcie jej tego! Jeszcze by się rybie w dupie poprzewracało, gdyby poznała zdanie żółtej duszy na swój temat!
Masz mnie! Przyznaję się bez bicia! – odrzekł sarkastycznie na postawione przed nim zarzuty, nagle się prostując i podnosząc w miarę wysoko swoje ręce, po chwili je szybko opuszczając. Następnym czynem młodego Lingarda było kolejne to już złapanie za uchwyt kufla i w ślad za Undyne pociągnięcie z niego dosyć sporej ilości piwska. O dziwo nie był pierwszym, który go opróżnił, bo w dalszym ciągu pozostała w nim przynajmniej jedna trzecia zawartości. Widać, kto był tutaj prawdziwym przyszłym alkoholikiem!
Owszem, miałem powód. – westchnął krótko i enigmatycznie, dalej zastanawiając się nad tym, czy faktycznie powinien się jakkolwiek silić nad odpowiedzią na postawione przed nim pytanie i jeszcze bardziej psuć sobie humor, ryzykując kolejnymi zjebami od swojego starego kapitana, które zapewne, tak czy siak, wreszcie by nadeszły, nawet jeśli wstrzymałby się od komentarza. – Naprawdę liczysz na to, że Ci się wyżalę? O ile się nie mylę, to jeszcze aż tak dużo nie wypiłem. – stwierdził, drapiąc się w tył głowy. Pomimo treści wypowiedzianych słów, o dziwo nie można było wyczuć w nich nic złośliwego. – Żadne moje tłumaczenie się, czy twoje dociekanie niczego już nie zmieni. – odwrócił swój łeb w bok, jakby chcąc za wszelką cenę zawiesić swój wzrok na czymś innym niż Undyne.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 122
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Czw Lis 08, 2018 6:41 pm

Wbrew chęci opierdzielenia Johnny'ego za jego bezmyślną sugestię, jakoby brak króla stojącego na czele szeregów ustawiał ich odgórnie na przegranej pozycji, Undyne nie mogła zrobić tego ze swoją zwyczajową szczerością, dlatego wolała nie robić wcale. Prawda bywała brutalna i bolesna, ale dość głupio było się sprzeczać z oczywistymi oczywistościami. Ich pozycja była słaba. Pozycja potworów była słaba, a Toriel, pomimo wszelkich trudów i starań, była zbyt łagodna i łatwowierna, zbyt często stawiając przy tym na ustępstwa. Mając ją za przywódczynie, byli w stanie co prawda utrzymać się na powierzchni wody, ale przez jak długi czas mogli to robić bez dobrego koła ratunkowego?  
- Buahahaha! Żartujesz?! Nie, serio. Ty tak na poważnie?! - wyśmiała Lingarda, kręcąc powoli głową. - Nieważne kto by stanął na tej barykadzie, nie ma mowy, żeby wasza rasa odpuściła nam tylko dlatego, że jedna potworzyca wreszcie pokazałaby odrobinę pazura. Nie żebym chciała coś sugerować, ale bez ostrych negocjacji i otwartego pokazu siły nie odpuścilibyście nam tak łatwo. - poprawiła się w siadzie, tym bardziej widząc, że raz kolejny podchodzi do ich stolika barman. Tym razem poza nowymi kuflami i kieliszkami z trunkami, przyniósł również to, na co Undyne obnażyła zęby do granic możliwości. Z trudem powstrzymała parsknięcie, a tymczasem przed Johnnym postawiono niewielki talerzyk z równie niewielkim, ale całkiem nieźle wykonanym wypiekiem w kształcie rewolweru - proste ciastko pokryte czekoladową glazurą, ze świeczką niedbale wbitą w sam jego środek.  
- Ludzie to cholernie aroganckie i uparte stworzenia. Nawet ja jestem w stanie przyznać, że dużo bardziej uparte od nas! - kontynuowała jak gdyby nigdy nic, odstawiając swój pusty kufel na bok. - Dlatego tak trudno was do czegokolwiek przekonać bez dobrych argumentów. Jesteśmy tutaj całkiem nowi, a nasza liczebność nie jest wybitnie duża, dlatego wasi przywódcy się nas nie obawiają i dlatego nie widzą potrzeby okazywania nam respektu. Dając temu odpowiedni wydźwięk, podobnej potrzeby nie będzie odczuwał żaden szary obywatel. Jeśli dodać do tego nasze umiejętności i całkiem niezły zasób historyjek, które czyta się u was dzieciakom na dobranoc, mało kto dorasta z naturalną skłonnością do ufności wobec takim jak my. No! Koniec nudnego wywodu! - klasnęła mocno w dłonie. - Najlepszego i takie tam! Możesz teraz okazać odrobinę wdzięczności! Nie obrażę się!
Undyne nie czuła się najlepiej, wchodząc w swoich wolnych chwilach na tematy polityki. Dostatecznie dużo miała tego gówna na co dzień, nie tylko w godzinach pracy, ale także pomiędzy nimi.  
Przysuwając nowy zapas piwa, chwilę pocierała podbródek z zastanowieniem, przyglądając się w tym czasie jednej z belek nad ich głowami bez konkretnego powodu.
- Jasne, że nie zmieni. Co się stało, to się nie odstanie, co nie zmienia faktu, że nadal jestem cholernie ciekawa! Jeśli wolisz, mogę wrócić do tematu, kiedy twój język będzie kompletnie poza twoją kontrolą, ale nie uważasz, że to dość problematyczne?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Czw Lis 08, 2018 8:50 pm

Szczerze? Był niewątpliwie zaskoczony długaśnym wywodem ryby na temat aktualnej sytuacji politycznej! To był już chyba ten moment, kiedy po wypiciu danej ilości alkoholu temat rozmowy zaczyna schodzić na te poważniejsze sprawy, których rzekomo nie powinno się poruszać w normalnej rozmowie. Wiadomo, polityka, wierzenia, rozważania filozoficzne i im pochodne rzeczy. Najwidoczniej dla Undyne JUŻ nadszedł ten moment. Niemniej jednak to, co mówiła, miało sens. O dziwo. Nie oczekiwał od niej tak chłodnego i kalkulującego podejścia do tego typu tematu, który mógłby się okazać niezwykle drażliwy dla większości potworów oraz także i ludzi, szczególnie patrząc na jej momentami nazbyt burzliwy charakter.
No to najwidoczniej już najwyższa pora na te twoje "ostre negocjacje i pokaz siły". – stwierdził ironicznie, mając pełną świadomość tego, że pirania mogłaby zaprezentować mu je choćby tu i teraz. – Nie zrozum mnie źle, ale dalej uważam swój pomysł za dobry. – wzruszył ramionami, będąc po cichu ciekaw reakcji drugiego rozmówcy.
Widok postawionego przed nim tortu całkowicie wybił go z dosyć o dziwo spokojnej postawy i samopoczucia. Już w pierwszej chwili spojrzał na właściciela z niedowierzaniem, jakby właśnie padł ofiarą najgorszego kawału na świecie. Nie miał pojęcia czy powinien zacząć się śmiać, czy się jeszcze bardziej spłoszyć. Brak jakiejkolwiek reakcji potworzycy tylko utwierdził go w swoim przekonaniu, że ta jędza wszystko zaplanowała, czemu tak po prawdzie ciężko było się dziwić.
Co chwilę przenosił swoje spojrzenie to na wypiek, to na obcykaną w polityce piranię. Za nic nie wiedział, co miał właśnie ze sobą zrobić. Już same życzenia sprawiły, że przez całe jego ciało przeszył silny dreszcz. Że niby teraz ma pomyśleć jakieś urocze życzonko, zdmuchnąć świeczusie i przeskoczyć przez stół, aby paść w jej ramiona? Ha!
Odrobiny wdzięczności, huh...? – westchnął na tyle cicho, że Undyne mogła mieć problemy ze zrozumieniem tego, co przed chwilą wymamrotał. Następną rzeczą, jaką zrobił, było przesunięcie talerza w stronę piranii. Gdyby podziękował w najzwyklejszy na świecie, to zapewne by się przy tym zbytnio rozkleił, czego wolałby za wszelką cenę uniknąć. – Jako że spóźniłaś się z moimi urodzinami, na ciebie spada dodatkowy obowiązek wymyślenia mi życzenia, zdmuchnięcia świeczki i pierwszego spróbowania ciasta! – stwierdził dumnie i wyniośle, starając się brzmieć jak ktoś niebywale urażony czyjąś postawą. – Tylko nie zeżryj wszystkiego na raz! Zostaw mi chociaż kawałek! – podniósł głos, który wyraźnie w paru momentach mocno zadrżał, wskazując przy tym energicznie palcem na rudzielca.
Przynajmniej tak mógłby się za to odwdzięczyć tej wrednej babie. Za nic nie mógłby wyrazić w słowach tego, co przez chwilę poczuł. Jakkolwiek dziecinnie i żenująco by to nie zabrzmiało, miał chęć wyściskania i wytarmoszenia Un. Johnny miał wrażenie, jakby po naprawdę długim i wyczerpującym czasie wreszcie wrócił do domu. Choćby na krótką chwilę.
A co do twojej dręczącej mnie ciekawości... – zaczął, wracając do poprzedniego tematu. – Wiem, że to, co zrobiłem, było wobec was wszystkich, a szczególnie wobec ciebie, cholernie nie fair i nie musisz mnie o tym uświadamiać, ale będziesz się musiała o wiele bardziej postarać, aby to ze mnie wycisnąć. - stwierdził, siląc się na dosyć arogancki wydźwięk swojej kwestii oraz posyłając przy okazji dorszowi oczko. Może i nie miał kompletnie zamiaru się spowiadać, ale zawsze mógł dać rybce złudną nadzieję na to, że jednak będzie przeciwnie.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 122
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Nie Lis 11, 2018 12:08 am

Samej w którymś momencie stwierdzając, że trochę za bardzo się rozgadała na tematy, na które w dniu jak ten gadać się nadmiernie nie powinno, spróbowała ukryć zmieszanie pod oczyszczającym gardło odchrząknięciem. Mało kobiecym, ale jej zachowanie i całość sposobu bycia z reguły były mało kobiece. Fakt, że nigdy nie lubiła polityki nie oznaczał, że do pewnego stopnia się na niej nie znała czy też jej nie pojmowała. Niezależnie od jej własnych upodobań, znać się niestety musiała. Tego wymagała od niej jej pozycja. Tego wymagało dobro ich rasy. Eh, i to pewnie na tyle z wielkich planów przejścia na właściwą emeryturę i zostania uwielbianą przez wszystkich nauczycielką wychowania fizycznego.
W nieoczekiwanej wierze Johnny'ego w jej możliwości, było coś mile rozbrajającego. Mogła się z nim nie zgadzać, ale to nie znaczyło, że tego typu opinia w jakimś stopniu nie ugłaskiwało jej ego.
- Kysz! - machnęła na niego ręką, starając się zbytnio nie zapędzać z wyobrażeniami o "pokazie siły", jaki chętnie i z duszą na ramieniu wykonałaby, gdyby tylko mogła i nic jej nie trzymało. - Właśnie dlatego dzieciaki powinny trzymać się z dala od polityki! Marzy ci się wojna domowa pod oknami? Nam może i taka opcja pasuje, ale ktoś później zawsze obrywa rykoszetem. Głównie ci, którzy nie mają z tym nic wspólnego. Nawet pokaz siły powinien poczekać do zdobycia dobrej ilości sojuszników. Inaczej tłumy pociągną z pochodniami, nie? Eh, byłoby świetnie, gdyby zwykli ludzie po prostu przestali traktować nas, jak... Tch, jak wy to nazywacie? Tranowaci? Tryndowatyci? - zastanowiła się chwilę, po czym wzruszyła ramionami, nie będąc pewną, czy wyskoczyła z odpowiednim określeniem. - Hej.- wychyliła się w każdym razie bardziej w stronę chłopaka i konspiracyjnie ściszyła ton. - ...Serio jesteśmy dla was aż tacy przerażający i paskudni? Jasne, jeśli to ktoś taki jak Jerry, kapuje. Większość potworów nie chciałaby wyglądać choćby odrobinę podobnie. Ale popatrz tylko na Papyrusa albo Alphys. Są przecież cholernie uroczy!
I to był główny problem. Ich inność. Inność już nawet nie pod względem tego, że nie potrzebowali tlenu czy wody do życia. Zdawać by się mogło, że nawet zdolności magiczne potworów, które przecież doprowadziły do pierwszego konfliktu między ich rasami, nie stanowiły dłużej sedna problemu. Ludzie bali ich się lub nienawidzili z samej aparycji. Okej, być może różnorodność między nimi budziła zaskoczenie, ale żeby od razu tyle negatywnych odczuć? Dobrze, że jeszcze nie chcieli z nich zrobić niewolników, tak jak robili to w dawnych czasach z własnymi ziomkami tylko dlatego, że akurat różnili się językiem, kulturą albo kolorem skóry. W slumsach żyło wielu, którzy mówili trochę inaczej, mieli bardziej skośne oczy albo byli bardziej żółci niż biali. I tyle już w zupełności wystarczyło, żeby biała część społeczeństwa Ebott uznała ich za niechcianych. Smutne.
Dalsza konwersacja musiała w każdym razie poczekać. Undyne pozwoliła sobie z satysfakcją cieszyć oczy reakcją Johnny'ego na ten drobny poczęstunek. Nie miała wiele czasu, a większe ciasta to kłopot ze zjedzeniem w tak małym gronie, jakie sobą reprezentowali. Ale być może ciastko nie było dobre? Może tort był w takich sytuacjach OBOWIĄZKOWY? Nie znała się na tym aż tak dobrze, ale właśnie to przeszło jej przez myśl, kiedy chłopak przesunął smakołyk w jej stronę. Jego szczęście, że rozwiał rybie wątpliwości, bo jeszcze chwila zwłoki, a skończyłby w ciastkiem wepchniętym w gardło albo rozwalonym na twarzy.
- HAAA?! O czym ty-... Jestem prawie pewna, że nie tak to miało działać! - sprzeciwiła się, sięgając po swój telefon. Parę sekund po nim klikała, zanim pokazała Lingardowi otworzoną stronę, którą musiała wygrzebać z netu. - "SOLENIZANT"! - stuknęła w bok telefonu paluchem, wyraźnie wymawiając obce dla niej słowo. - Zdmuchiwanie świeczek, życzenie i... W sumie nie ma tu nic o tym, kto pierwszy próbuje ciasta, ale to MUSI działać w taki sam sposób! Wszystko należy do obowiązków SOLENIZANTA! Przyznaj się... Gdybym zrobiła to zamiast ciebie, czekałby na mniej jakiś rodzaj kary? Albo moje życzenie zostałoby spełnione w jakiś pokraczny sposób? - przymrużyła oczy podejrzliwie, spodziewając się, że Johnny specjalnie usiłuje wywinąć jej jakiś numer, który zabawny okazałby się tylko dla niego, czy coś w ten deseń. Urodziny wydawały się całkiem ważne dla ludzi. Dlaczego w innym wypadku chciałby, żeby niszczyła wszystkie, ustalone z góry zwyczaje?
Nic się nie dało na to poradzić. Wiele rzeczy z ludzkiej kultury nie było wciąż jasnych dla potworów. Zwłaszcza tych najbardziej oczywistych z oczywistych.
- ... - Undyne zerknęła w stronę baru, a następnie znowu na urodzinowego chłopca. A zatem... Musiała się "postarać", żeby coś z niego wyciągnąć mniej po dobroci? Ale dzisiaj miała zachować nerwy na wodzy... Mm. Nie szkodzi! Były inne metody!
- Heh! - obiła swoim kuflem o kufel towarzysza z miną nie mogącą świadczyć o niczym dobrym. Widać było, że się niezdrowo podekscytowała. - Brzmi jak wyzwanie. UWIELBIAM WYZWANIA! - gwizdnęła jak uprzednio, po czym uniosła wolną rękę i pokazała barmanowi trzy palce.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Nie Lis 11, 2018 5:15 am

Tiaaa... – przeciągnął, kierując swój wzrok teatralnie w bok. – Takie Temmie są dla nas koszmarnie przerażające. Nie wspominając o waszych piekielnych bezlitosnych cerberach z byłej straży. – zaśmiał się w swój własny, Johnny'owaty sposób, wyobrażając sobie to, że ktoś faktycznie mógłby się bać wymienionych przed chwilą milusich sierściuchów. – Na szczęście takie urocze i kochane potworki twego pokroju sprawnie balansują linię. – wyszczerzył się drwiąco.
Prawdziwym problemem, z jakim borykali się ludzie, jeśli chodzi o kontakty między rasowe, nie był czysty strach przed ich wyglądem, a strach przed samym istnieniem potworów. Obawy przed nieznanym grały pierwsze skrzypce. Jednak już to pomijając, to owszem, niewątpliwie niektóre aparycje magicznych istot mogły się wydać rdzennym mieszkańcom powierzchni aż zanadto niepokojące. Nawet taki Papyrus na swoje nieszczęście wyglądał ich oczami na stereotypowe straszydło z niskobudżetowych horrorów starych lat, a przecież był jedną z najbardziej pociesznych istot na globie. Wiadomo, szkieletory z pustymi oczodołami były głęboko zakorzenione w ich kulturze, niekiedy będąc symbolem strachu czy nawet i samej śmierci.
Kiedy wypełniona wątpliwościami Undyne wyciągnęła swój telefon i zaczęła przedstawiać mu swoją interpretację tekstu dotyczącego wyjaśnienia fenomenu obchodzenia ludzkich urodzin, ręka dwudziestolatka gwałtownie wystrzeliła do przodu, aby nagle wyrwać komórkę z ręki rudzielca.
Widzisz?! Właśnie dlatego tak ciężko jest wam ogarnąć naszą kulturę! Zamiast zasięgnąć informacji u źródła i normalnie zapytać na żywo o daną rzecz jakiegoś człowieka, to bawicie się w takie pierdoły! W internecie są przecież same bujdy! – odstawił własność ryby na lewym skraju stołu, poniekąd przy tym opieprzając jej właścicielkę, po czym złapał za swój kufel i duszkiem wypił resztę jego zawartości, następnie go odstawiając i szybko wycierając usta kciukiem, aby po chwili zamienić go miejscami z niedawno doniesioną, nową porcją piwa. – Nie będzie żadnej kary, czy jakiejś innej tego typu klątwy, słowo. – dodał z widocznym rozbawieniem na wszelki wypadek zapobiegawczo, gdyby Un miałaby zamiar zacząć się sprzeczać, odmachując przy tym ręką. - Kiedyś moja babcia mi powiedziała, że rybie łuski przynoszą szczęście. Może CAŁA ryba wymyślająca dla mnie życzenie przyniesie mi jeszcze większy fart, jeśli chodzi o jego spełnienie? – skrzyżował ręce na swojej piersi, unosząc przy tym lekko głowę w zamyśleniu. Trochę przekręcił owe wspomnienie, bo chodziło wtedy staruszce o to, że znajdujące się w portfelu łuski KARPIA, a nie losowej ryby, rzekomo miały w przyszłości poprawić jego zasobność, ale Undyne nie musiała o tym wiedzieć, zresztą tak, jak i on sam! W końcu i tak tutaj chodziło mu o podroczenie się ze swoją byłą mentorką. Jeśli jakimś cudem jego słowa okazałyby się prawdziwe, to byłby to niezły pstryczek w nos dla losu, którego to tak bardzo nie znosił, ani nawet praktycznie nie wierzył, patrząc na to, co mu ciągle przynosił.
Więc...? – jako że możliwie niepokojący gest wykonany przez potworzycę w stronę baru jakoś mu umknął, młody dorosły wskazał z odległości palcem na wciąż palącą się świeczkę, w oczekiwaniu na to, czy siedzący przed nim alkoholik zatańczy tak, jak mu właśnie zagrał.
Powoli przestawał żałować tego, że dał się tu zaciągnąć. No i jeszcze piwo było dobre!

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 122
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Nie Lis 11, 2018 7:48 pm

Dolna, lewa powieka Undyne zadrgała spazmatycznie, a palce nieco mocniej objęły ucho kufla. Gówniarz naprawdę nie wiedział, kiedy należy trzymać ozór za zębami. Lepiej dla niego, aby tego nie robi, kiedy będzie po paru kolejnych kufelkach. Inaczej nawet jej pobożne życzenie o dotrzymaniu samej sobie obietnicy, aby mu dzisiaj nie wtłuc, pójdzie się kochać.
- Masz tupet, żeby sobie ze mnie kpić, gówniarzu. - powieka zadrgała raz kolejny, a uśmiech przybrał niepokojący wyraz wymuszonego, kwaśnego grymasu. Gdy jednak kliknęła parę razy językiem o podniebienie i upiła kolejny, większy łyk z kufla, zdołała utrzymać swoje zacne siedzenie na ławie. - AA-Aah! Nieważne! Nieważne! Tak jakbym mogła oczekiwać sensownej odpowiedzi od kogoś, kto przez długie miesiące pobytu w podziemiach zdołał przywyknąć do potworów!
Temmie, psie potwory, rybie potwory czy cebulopodobne potwory... Każdy wzbudzał nieco inne reakcje, jasne, ale nieważne do jakich by one nie należały, Undyne nigdy nie mogła pozbyć się wrażenia, że nieważne czyje, ludzkie oczy spoczęły na jednym z ich rodzaju, zawsze obecne było tam zgorszenie lub strach. Nie usiłowała dotąd pytać. Gdy czasami surfowała po internetach, natykała się na różne opinie na mnogich forach. Po przejrzeniu kilku z nich, jej monitor cudem uniknął roztrzaskania. Tyle jej w zupełności wystarczyło, żeby wyrobić sobie pewną opinię co do sposobu, w jaki ludzie ich postrzegają. W każdym razie znaczna większość z nich. A skoro już o informacjach pobieranych z internetu mowa...
- HEJ! - oburzyła się w pierwszym odruchu, zanim niespodziewanie Johnny wybuchnął w jej stronę z pretensjami, które kompletnie usadziły ją w miejscu. Z szeroko otwartym ślipiem, lekko uchylonymi ustami i pewnie jedną z durniejszych min kompletnego ogłupienia wpatrywała się w chłystka, który ośmielał się ją rugać. I to jeszcze za dobre chęci! Aż kompletnie zapomniała o chęci odebrania telefonu siłą.
- Ha...? - wydała z siebie tak spokojnie, jakby to nie ona używała swoich ust do porozumiewania się. Nic jednak nie dało się na to poradzić. Ostatecznie zdołała zmarszczyć brwi. To mogło zabrzmieć niedorzecznie, ale w jakimś stopniu poczuła się oszukana. Bo do licha-...! - Czemu w takim razie ludzie mają tendencje do zamieszczania tam nieprawdziwych informacji?! - nastroszyła się, ale nie wyglądało na to, aby jej irytacja kierowana była w tym momencie bezpośrednio w stronę Johnny'ego. - I jak niby mamy w takim razie odróżnić prawdziwe od nieprawdziwych??? Większość rzeczy, które tam wyszukuję, jest całkiem zgodna, kiedy je testuje w terenie!
Być może lepiej nie wiedzieć, co dokładnie Undyne stosowała w terenie. Dobrze też, że nie miała okazji robić tego często przez wzgląd na ilość innych obowiązków, które na co dzień zobowiązana była wypełniać.
Dużo przyjemniejszą i ciekawszą informacją była wiadomość dotycząca łusek, aczkolwiek mimo natychmiastowego nastawienia uszu, ponownie spojrzała na Lingarda z pewnym dystansem.
- Ty... Robisz sobie ze mnie teraz jaja? Czy to tak na serio? - macnęła jednym palcem powierzchnię własnej dłoni z namysłem. Jej łuski nie były konkretnie takie same jak u ryb. Prawdę mówiąc bardziej przypominały w dotyku gadzie, jeśli brać pod uwagę strukturę, ale to akurat mało istotny szczegół. Niby nigdy nie mogła narzekać na niedobór szczęścia w życiu, lecz nie planowała z drugiej strony zasłaniać się nim, bo większość z tego "szczęścia" generowana była pracą. Nic nie przychodziło samo i nie lubiła nadmiernie zawierzać czemuś, co równie dobrze można było nazwać "przypadkiem". - Załóżmy, że to zrobię. Więc? Czego byś niby chciał?
Krótka wymiana spojrzeń z barmanem zaowocowała lekkim zmarszczeniem brwi u mężczyzny, ale uśmiech nie zrzedł nawet na moment. Uparty drań.
- Myślisz, że gdzie jesteśmy? - pewność siebie Undyne szybko wróciła na właściwe jej miejsce. - To miejsce, w którym języki rozwija się przede wszystkim jednym sposobem!

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Nie Lis 11, 2018 11:29 pm

Owszem, Johnny niewątpliwie nie należał do grona osób, które obiektywnie byłyby w stanie spojrzeć na zaistniały pomiędzy rasami konflikt i komplikacje w akceptacji potworów przez ludzi. Nawet nie miał zamiaru się z tym sprzeczać! W końcu swoje z nimi na dole przesiedział. Dodatkowo sam wolałby urodzić się po drugiej stronie barykady, więc o bezstronności w ramach dostrzegania czyichś wad można było z góry zapomnieć.
Czasami jesteś naprawdę rozczulająca! – stwierdził bez żadnego namysłu i świadomości wypowiadanych przez siebie słów, widząc jego zdaniem ciekawe zakłopotanie piranii. Nawet w Podziemiu rzadko widywał u niej tego typu reakcje, które, nawiasem mówiąc, także miały miejsce, gdy również opowiadał o niektórych sprawach powiązanych ze zwyczajami powierzchniowców, więc to naturalne, że owe wydarzenie było czymś dla niego niecodziennym. – Chyba nawet ty masz w sobie przynajmniej małą iskierkę niewinności! - ponownie parsknął śmiechem, jednak ciężko było wyczuć w nim coś złośliwego.
Było to zaskakująco... Interesujące, móc widzieć tak zagubioną Undyne, która od zawsze była dla niego swego rodzaju wzorem do naśladowania pod niektórymi aspektami jej czynów i podejścia do życia. Niby wiecznie pewna siebie i wygadana, a teraz będąca jak te brzydkie niebieskie, przerośnięte dziecko ze skrzelami we mgle.
Dobra, teraz słuchaj, padawanie! - stuknął energicznie pięścią w otwartą dłoń oraz wygodniej się usadowił na ławce. – Ludzie to debile i dupki. – stwierdził ze stoickim spokojem, tak jakby była to najszczersza niezaprzeczalna prawda. – Wręcz kochają sobie wszystko niepotrzebnie utrudniać. Często też uwielbiają wciskać przeróżne kity takim łatwowiernym osobom, jak ty, czysto dla własnej satysfakcji. Może i nie wszystko w internecie jest jedną wielką ściemą, ale nie zmienia to faktu, że do wielu rzeczy trzeba się dystansować oraz je interpretować po swojemu, przy okazji nie władowując się na zastawioną przez kogoś złośliwie minę. Powinnaś dobrze wiedzieć, że najprościej się czegoś nauczyć przez samą praktykę. Tak samo jest z naszymi zwyczajami. Najlepiej ich samemu doświadczyć, aby móc je w pełni zrozumieć. – starał się jak najprościej wyjaśnić postawioną przed nim zagwozdkę, co nie było najprostszą rzeczą na świecie, szczególnie że nie siedział aż tak bardzo w internecie i ogólnie tego typu sprawach. – Rozwodzić można się nad tym godzinami. Dlatego dobrze by było, gdybyś sobie skombinowała kogoś, kto ogarniałby te sprawy i ewentualnie co jakiś czas wyciągałby cię z błędu. - pociągnął parę łyków ze stojącego przed nim nowo dostarczonego kufla piwa, aby zwilżyć swoje gardło. Nie był najlepszy w wyjaśnianiu takich rzeczy. Nie ma co, dobrze będzie, jeśli ruda załapie przynajmniej połowę tego, co chciał jej przekazać.
Dwudziestolatek nie sądził, że dorszowi uda się kiedykolwiek tak bardzo zabić mu ćwieka. Czego by sobie życzył, huh...? Trochę by tego było, ale jeśli miałby wybrać jedno z tych bardziej przyziemnych marzeń, które miały w przeciwieństwie do innych przynajmniej minimalną szansę powodzenia, to wybrałby...
Życzyłbym sobie, aby wasza sytuacja się poprawiła. Byłoby miło wreszcie zobaczyć na waszych buźkach wytchnienie, którego to tak wam ostatnimi czasy brakuje. Mówię też o tobie, zębata jędzo! – odrzekł, opierając swoją brodę na ręce i mając świadomość tego, że być może i tak prosi o coś niemożliwego do spełnienia. Przynajmniej na obecną chwilę. – W sumie jakaś wycieczka na Dziki Zachód też nie byłaby najgorsza... – dodał z konsternacją.
Na stwierdzenie Undyne dotyczące tutejszego enigmatycznego sposobu rozwijania języków, Johnny wydał z siebie pomruk zdziwienia i niezadowolenia, spoglądając przy tym podejrzliwie na barmana. Co oni do cholery kombinowali?!

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 122
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Pon Lis 12, 2018 7:13 pm

Popijając swoje piwo, omal się nie zakrztusiła. Tylko dzięki czystemu refleksowi, który kazał jej natychmiast przycisnąć pieść do ust, ich zawartość nie wylądowała na twarzy Johnny'ego. Choć może przydałoby się, gdyby jednak wylądowała. Tak czy inaczej, przełknęła w bólu i rozkaszlała się na dobre kilka sekund, wspierając łokciem o kraj blatu stołu. Jej twarz chcąc nie chcąc nabrała nieco czerwieni, która dziwnie prezentowała się z jej standardowo błękitnym odcieniem skóry. Khm, łusek.
"Rozczulająca"?! "Niewinna"?! Że kto?! Co?! Jak?! Że ona?! Co u stu demonów?! Co to było za zagranie?! Chwyt poniżej pasa?! Dlaczego akurat w taki sposób?! I dlaczego akurat ON?! Czy osoba, która wypowiedziała te słowa, to naprawdę ten sam knyp, którego trenowała w Podziemiu?! Ten sam Johnny Lingard?!
Przecierając usta wierzchem dłoni, rzuciła mu spode łba SPOJRZENIE, które przez kurtynę czerwonej grzywki zasłaniającą w tej chwili połowę twarzy, robiło niezłe wrażenie.  
- ...nigdy więcej nie używaj tego typu określeń w mojej obecności!!! Uaaah! Nadal mam ciarki na całym ciele...! - odciągnęła dłoń od japy i potarła nią ramię. Było coś niepokojącego i nieodpowiedniego w jego słowach. I to nie tylko z uwagi na to, że absolutnie nie potrafiła się podpisać pod podobnymi przymiotnikami. Prawdę mówiąc... Miała teraz nieziemską ochotę przewrócić nogą ławę na której siedział. Walcząc z samą sobą, zahaczyła lekko czubkiem buta prawej nogi o jej kraj.
- ... - przynajmniej jego wyjaśnienia miały jakiś sens. Dobrze, że chociaż były przekazane w nieskomplikowany sposób. Jakkolwiek bycie nazywaną "naiwną'' bodło w jej rybią dumę. Czubek buta zadrgał jej mimowolnie. - Mówisz tak, jakby łatwo było znaleźć człowieka, któremu można by było dostatecznie zaufać. BA! Człowieka, który CHCIAŁBY pomóc potworowi takiemu jak ja zrozumieć tego typu zawiłości! Większość mieszkańców ze slumsów najpierw obdarłaby mnie z miesięcznej wypłaty, zanim w ogóle chciałaby wysłuchać podobnej prośby!
Nawet nie starała się w tym wypadku przesadzać. Jasne, pewnie znalazłoby się paru całkiem przyjaznych i chętnych do pomocy Chińczyków czy innych rezydentów pochodzenia azjatyckiego, ale tych mało kiedy w ogóle potrafiła zrozumieć. Że już nie wspomnieć o tym, że ich kultura to coś z kompletnie innej bajki. Ładniejszej, zdaniem Undyne, ale nadal obcej standardowym mieszkańcom tej części globu.
Myślenie o tym, w jakiś sposób tylko zachęciło ją do odegrania się za jego durne docinki. W każdym razie za to, co brała za docinki. A choć miała jeszcze nieznaczne opory, szczegóły dotyczące życzenia zaskoczyły ją na tyle, że tym razem całkiem nieintencjonalnie kopnęła w ławę na której siedział Johnny.
- . . .

/rzut na siłę kopnięcia, która wywali lub nie całą ławę razem z Johnnym

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Pon Lis 12, 2018 7:13 pm

The member 'Undyne' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   Pon Lis 12, 2018 10:19 pm

Hej! Wszystko okej?! – poderwał się znacznie do góry z wypisanym na twarzy zmartwieniem, kiedy Undyne zaczęła zanosić się niezbyt przyjemnym dla ucha kaszlem. W sumie lepiej było to nazwać piekielnymi dźwiękami agonii. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby mu tu wykitowała w takim miejscu przez taką pierdołę. Dopiero wtedy miałby sporo na sumieniu! – Ha! Od zawsze wiedziałem, że gdzieś tam w środku jesteś jednym wielkim wrażliwcem! – wytknął niemalże od razu po niepokojąco wrogim komentarzu rudzielca na tę całą akcję, powstrzymując się od dodania do wypowiedzi określenia "mięczakiem" w obawie o własne życie. Pewnie dopiero wtedy by mu się naprawdę oberwało! Wyglądał niewątpliwie na zadziwiająco... Rozbawionego? Jakkolwiek ciężko by było w to uwierzyć, nie była to żadna iluzja, czy inny tego typu kit! Jak to się mówi? Przyganiał kocioł garnkowi?
Co do oburzenia ryby, dotyczącego jej wielkich problemów w znalezieniu kogoś zaufanego z rasy ludzi, to niestety nie mógł się z nim zgodzić. Po prostu trafiała na nieodpowiednich typków, na co już nic stety niestety nie mógł poradzić. Wbrew powszechnej opinii, na globie była ogromna liczba osób, którym można by było nawet i powierzyć bez zawahania swoje własne życie. Nie wszyscy byli skorumpowani, czy źli do szpiku kości. Wystarczyło bardziej poszukać! Dziwne, że był tego bardziej świadom od niej, porównując ich podejście do niektórych spraw.
Wzdrygnął się, kiedy poczuł zadziwiająco lekkie kopnięcie w ławkę, na której siedział. Ze zdumieniem zaczął spoglądać to na piranię, to na mebel, na którym siedział. Całość podsumował głośnym zrezygnowanym westchnięciem.
Rany... – parsknął z rozbawieniem w głosie i poniekąd ulgą, że nie wyleciał od tego kopniaka na drugą część tawerny. Trzeba przyznać, że był naprawdę blisko wybuchnięcia śmiechem, co można było bez problemu zobaczyć, nawet pomimo tego, że starał się ukryć swój wyszczerz dłonią. – Co ja z tobą mam? – można było bez problemu wyczuć w jego słowach nutę nostalgii. Owa wypowiedź dotyczyła nie tylko tego wieczoru, a całokształtu spędzonego z nią czasu. Doprawdy były z nią same kłopoty. Niekoniecznie w złym i pretensjonalnym znaczeniu tego stwierdzenia.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stara Tawerna   

Powrót do góry Go down
 
Stara Tawerna
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Welcome to the Surface! :: Powierzchnia :: Miasto Ebott - Slumsy-
Skocz do: