IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mroczna część lasu

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 127
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Mroczna część lasu   Wto Sty 16, 2018 12:28 am


Miejsce do którego nikt nie chce trafić nocą. Zwłaszcza w pojedynkę! Powyginane drzewa, oraz dziwne odgłosy dobiegające z oddali, nadają mu klimat rodem z horroru, co jest w sumie dziwne, bo tak naprawdę nie żyje tu nic czego można by się bać. Niemal niemożliwym jest tu o dopatrzenie się czegokolwiek więcej ponad owady i robactwo. Ptaki nie śpiewają w koronach drzew i nawet myszy dają jak najszybciej z niego dyla. Ciekawe czemu...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Johnny

avatar

Liczba postów : 74
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Kelner w kawiarni "Garten"
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Wto Maj 01, 2018 10:45 pm

01.05.2119, późny wieczór

Każdy potrzebuje raz na jakiś czas się zresetować, prawda? Jedni robią to za pomocą książek i filmów, kompletnie odcinając się za ich pomocą od świata. Inni preferują solidne alkoholowe libacje i leczenie przez kolejny dzień kaca, który sprawia, że nie są w stanie myśleć o niczym innym. Ba! Johnny sam wielokrotnie korzystał z tego drugiego sposobu i nie był jedyny! Osób chętnych na tęgie chlanie piwska, wódy i innych trunków jest w bród. Wystarczy wejść do losowego baru i o ile natrafiło się na dobry moment, to wszystko powinno się już samo magicznie potoczyć. Ów sposób był jego zdaniem zdecydowanie nadwyraz skuteczny i sprawnie pomagał wykreślić na jakiś czas z pamięci te gorsze dni z ostatnich paru tygodni i związany z nimi stres. Był taki czas, kiedy Lingard potrafił sobie tak konkretnie popić w tygodniu średnio co dwa lub trzy dni. Całkiem nieźle jak na dziewiętnastolatka, huh? Dobrze, że koledzy z pracy zauważyli jego problem z piciem i pomogli mu wyjść na prostą. Z początku negatywnie podchodził do ich prób zwalczania jego nałogu, lecz koniec końców na szczęście w porę się ogarnął i przestał doić litrami wszelkiego rodzaju alkohol. Zrobił to głównie dlatego, że wręcz nienawidził być w centrum uwagi. Była to kolejna rzecz, która zmieniła się w jego charakterze przez ostatnie dwa lata. Dodatkową motywacją było to, że nie chciał zostać wylany z kawiarni przez swojego szefa, który mu tym po jakimś czasie zagroził w trosce o jego zdrowie. Mężczyzna miał nadzieję, że dzięki temu da Johnny’emu trochę do myślenia. Cóż, ciężko się nie zgodzić z tym, że mu się udało. Oczywiście dalej niekiedy popija, lecz nie robi już tego tak często... Ale hej! Piwo to nie alkohol... A przynajmniej tak się tłumaczą alkoholicy!
Po tym wszystkim, posiadacz duszy sprawiedliwości musiał znaleźć inny sposób na wcześniej wspomniane resetowanie się. Próbował wielu rzeczy, lecz najbardziej przypadło mu do gustu... Zwykłe szwendanie się poza granicami miasta! Odkrył, że dawało mu to na swój pewien specyficzny sposób ukojenie. Czuł ulgę, będąc z dala od ogromnego i wypełnionego wszelkiego rodzaju problemami miasta Ebott. Każdy ma swoje dziwactwa, no nie? Ciężko oczekiwać, że osoba, która została połowicznie oślepiona przez cholerny, żółty, gadający kwiatek i zadźgana przez ogromny, czerwony trójząb koziego króla, nie wspominając już o posiadaniu wiedzy na temat tego całego pierdolnika z resetami, będzie NORMALNA jak na ustalone przez ludzkość na całym świecie standardy.
Pewnego razu po cholernie ciężkim tygodniu, wypełnionym spotkaniami ze starymi znajomymi, których to tak usilnie próbował unikać i istnym harowaniu w robocie, uznał, że znowu wybierze się na takową przechadzkę. Przed każdym takim wypadem planował, gdzie miałby się udać. Tym razem padło na okoliczne lasy. To właśnie w ich stronę zamierzał się tego dnia wybrać.
Nie można zaprzeczyć, że chłopak był znany ze swojego braku orientacji w terenie i łażenia z głową w chmurach. Ciężko zliczyć, ile razy zgubił się w mieście z powodu długotrwałego zamyślenia się, które było u niego normą. W pewnym momencie, zachodząc już daleko w głąb lasu, wzdrygnął się i gwałtownie przystanął w miejscu. Zdał sobie sprawę z tego, że za cholerę nie ma pojęcia jak się z niego wydostać. Normalnie każdy z nas zwyczajnie by zawrócił w tył i szedł naprzód, albo określił kierunek, w którym miałby się udać na postawie położenia słońca lub księżyca. Niestety, z racji tego, że dziewiętnastolatek wielokrotnie zbaczał z głównej ścieżki i raz po raz zmieniał nieświadomie kierunek marszu, nie mógł sobie pozwolić na tak proste i zarazem wygodne wyjście z tej kłopotliwej sytuacji. Niebo przysłaniały mu gęste korony dziwacznie pozakrzywianych drzew, więc kolejny pomysł na powrót do domu też odpadał. Brak zasięgu w telefonie i nadchodzący zmrok, zwiastujący nadejście nocy, także nie pomagał.
- Zajebiście... Brawo! – warknął pod nosem, idąc nieświadomie coraz głębiej w puszczę, co jakiś czas zerkając z nadzieją na telefon, aby być pewnym, że nie przegapi powrotu zasięgu.

//Dia

_________________

Prowadzone sesje:
Mieszkanie Johnny'ego (23.05.2018) | Mroczna część lasu (01.05.2018) | WOLNE MIEJSCE


Ostatnio zmieniony przez Johnny dnia Sro Maj 23, 2018 7:52 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dia

avatar

Liczba postów : 16
Zamieszkanie : Dom w lesie
Praca/Zawód : Kasjerka
Ekwipunek : Czerwono-żółte rogi, telefon, pamiętnik i zdjęcie obiektu westchnień
Join date : 25/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Sro Maj 02, 2018 9:54 am

Dia cały dzień nudziła się; życie z wolna przestało ją w jakikolwiek sposób ekscytować i w sumie tylko jedna rzecz wynagradzała jej tą potworną nudę. Cóż, nie było to ani rysowanie, ani pracownie, ani też pisanie wierszy — te rzeczy w jakiś dziwny sposób nie interesowały brązowowłosą w ogóle, przynajmniej ostatnimi czasy, choć wszystkie z wymienionych należały do jej pasji, a przynajmniej codziennych zajęć. Pięciooka w wolnym czasie zajmowała się śledzeniem innych; zarówno ludzi, jak i potworów, w większości jednak ludzi, bowiem ci bali się jej bardziej niż rozmaite stwory. Swoje hobby odkryła przez przypadek, dzięki faktu, iż cholernie pokochała obserwować swoimi kilkoma ślepiami wszystko co znajdowało się wokół niej, a szczególnie żywe istoty. Życie reszty otaczającego społeczeństwa zaintrygowało ją najbardziej na świecie, toteż chciała być świadkiem przeżyć każdego z osobna — właśnie dlatego zaczęła podążać za często nieświadomymi tego przechodniami. Kto bardziej przykuł jej uwagę, stawał się tymczasowym zajęciem króliczycy, które w następnej kolejności porzucała znudzona. Część "ofiar" o tym, że była "ofiarami" nie dowiedziała się nigdy, bowiem Dia wycofała się w ostatnim momencie, z całą resztą bestyjka ucinała sobie pogawędki. Szczerze nie czuła potrzeby, by udawać, że tak naprawdę ich nie stalkowała; właściwie, nie obchodziło ją to, co pomyślą sobie o niej prześladowani. Prawdopodobnie i tak byłby to pierwszy i zarówno ostatni raz, gdy na siebie trafiają, więc nie ma dobrego powodu by miała odgrywać jakieś role zaskoczonej "przypadkowym" spotkaniem, jak to się czasem zdarza w życiu, prawda? Nie była też miłośniczką teatru, a jej umiejętności aktorskie pozostawiały naprawdę wiele do życzenia... No i nie lubiła kłamać, kiedy nie było to czymś koniecznym. Ludzie mogliby nazwać jej ulubioną rozrywkę chorą psychicznie, bo co niby może komukolwiek dać chodzenie krok w krok za kimś, kogo się kompletnie nie zna? Można przecież podczas takiego wspólnego spacerku zabłądzić, co nie? Cóż, Dii zdarzyło się to więcej niż parę razy, jednak na szczęście po jakimś czasie wynajdowała wyjście z tarapatów w których się znalazła. Były też miejsca w które ten dziwaczny królik wolał się nie zapuszczać — nie dlatego, że się bała, ale dlatego że doskonale wiedziała, że wydostanie się stamtąd może zająć jej więcej czasu niż by tego chciała. Zresztą w ciągu jednej tylko, dajmy na to niedzieli, była w stanie podążać za dziesięcioma kompletnie różnymi osobami. Fakt, że mogłoby być ich znacznie więcej, ale cholera jasna, brązowowłosa też ma własne życie poza stalkowaniem, w porządku? No okej, nie jest ono jakoś mega wyjątkowe, bowiem kończy się na jej codziennej pracy oraz na spaniu i jedzeniu, ale mimo wszystko — sama w końcu uważała się za zapracowaną duszyczkę, której trochę adrenaliny przyda się w życiu.
Akurat dzisiaj, w oczy rzucił jej się młody człowiek, którego widziała swoimi ślepiami po raz pierwszy w życiu. Szczerze nie wiedziała jak długo już za nim podąża i gdzie tak naprawdę zmierza prześladowany, ale cel tego młodzieńca strasznie zaintrygował pięciooką, która mrużąc swoje cztery z pięciu oczek uśmiechnęła się do siebie. W końcu ktoś ciekawy — przeszło jej przez myśl, kiedy to najciszej jak tylko była w stanie przemieszczała się za niczego nieświadomym Johnny'm. Wydał się on króliczycy pogrążony w myślach, dzięki czemu uznała, że nie musi się starać aż tak bardzo, by jej nie dostrzegł — być może szelesty uznałby za dzikie zwierzę? Doprawdy, ludziom czasem brakło wyobraźni, a wszystko co działo się wokół nich zganiali na tak przyziemne rzeczy, jak właśnie "leśne zwierzaczki". Nie żeby Dia narzekała — takie myślenie było jej jak najbardziej na rękę, bo dzięki temu czuła się nieco bezpieczniej w swojej roli Łowcy. Po cholerę on tam idzie? Brudne interesy? Nikt od tak nie oddala się aż tak bardzo od miasta, racja? A tym bardziej tacy jak on... — przewróciła ruchomymi patrzałkami, wręcz powstrzymując się od ciężkiego westchnięcia. — Może kieruje nim jakaś siła? Nie wygląda jakby był pewny tego, gdzie idzie... Raczej błądzi, jak jakieś zombie. — czerwonooka mimo wszystko wciąż szła krok w krok za chłopakiem, choć czuła się tak, jakby oboje błądzili po omacku; do tej pory był chyba jedyną istotą tak niezdecydowaną swojej trasy. Chętnie by w tej właśnie chwili zawróciła, bo czuła, że się nudzi, aczkolwiek doszło do niej coś, czego wolałaby nie przyznawać — nie miała pojęcia gdzie jest. Rozejrzała się wokół, a nie widząc niczego, co mogłoby być pomocne, najprzód zaklaskała na słowa młodzieńca, a następnie zeskoczyła z jednych drzew starając się przy tym być głośną. Zależało jej na wywołaniu hałasu, by dziewiętnastolatek mógł ją doskonale usłyszeć; wolała użyć takiej zagrywki, niż się od razu przedstawiać. No wiecie, "cześć, stalkowałam cię tą całą drogę, a teraz się zgubiłam" nie jest chyba najlepszym tekstem na rozpoczęcie konwersacji.
Brawo, właśnie zgubiłeś się w lesie do którego wszedłby tylko ktoś chory na umyśle. — odparła podchodząc do niego, wymachując jednocześnie swoim ogonkiem. Cóż, chłopak odblokował nowe osiągnięcie, nie ma co gadać.


_________________
KARTA POSTACI | SkRyTkA
Sesje: 1. JOHNNY — Mroczne Części Lasu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny

avatar

Liczba postów : 74
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Kelner w kawiarni "Garten"
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Sro Maj 02, 2018 8:35 pm

Z punktu widzenia kompletnie przypadkowej osoby, postępowanie Johnny'ego zdecydowanie mogłoby się wydawać... Niecodzienne. Oczywiście bardzo delikatnie mówiąc. Tak bardzo, bardzo delikatnie. W końcu niby kto przy zdrowych zmysłach wybiera się ot, tak wieczorem na beztroski spacer po lesie, w którym jeszcze nigdy nie był? Ciężko się dziwić temu, że pięciooka potworzyca mogła sobie pomyśleć, że chłopak kombinuje coś podejrzanego. Młodzieniec raczej sam by pomyślał o tym, że ktoś taki udaje się dobić jakiegoś targu z jakimś typkiem spod ciemnej gwiazdy. Zapewne uznałby, że chodzi o jakiś niebezpieczny sprzęt, czy inny, uznawany przez prawo za nielegalny, przedmiot lub o wiele bardziej prawdopodobnie, narkotyk. Wiecie... Trawka, kwas, amfa, koks i inny tego typu szajs, do którego jeszcze nigdy dziewiętnastolatka na szczęście nie ciągnęło. Nie rozumiał, co specjalnego widzą w tym inni. Jeśli chciał mieć tak zwaną "fazę" to mógłby się równie dobrze przysłowiowo schlać w trzy dupy i nawet by pewnie wyszło mu to taniej. Wolał dalej pozostać pijakiem na pół etatu niż pełnoprawnym ćpunem. Przecież miał swój honor i dumę! Chyba... Prawdopodobnie!
Wracając do problemu posiadacza duszy sprawiedliwości, trzeba mu niewątpliwie przyznać, że nieźle się wkopał, no nie? Kompletnie zgubił się w pieprzonym lesie, brakowało mu jak na złość zasięgu w telefonie, zaczynało robić się dosyć ciemno i cholernie zimno, nie miał zbytni jak określić swojego położenia, a jak gdyby tego było mało, to najwyraźniej wszedł chwilowo i nieświadomie w posiadanie swojego własnego prześladowcy, który to kręcił się za nim już od dłuższego czasu!
W pewnym sensie plusem zaistniałej sytuacji było to, że zamiast odczuwać strach i napięcie, czuł upokorzenie i zażenowanie. Mimo wszystko było to lepsze od panicznych i desperackich prób wydostania się z tej dosyć niepokojącej części lasu, których dopuściłaby się większość osób znajdujących się w takiej sytuacji. Nawet jeśli jakimś cudem wpadłby na kogoś, to raczej jego żółta duma by nie pozwoliła mu na to, aby się zapytać o kierunek, w którym powinien się udać, żeby wreszcie wyjść z tej dziczy. Zdecydowanie wolał się dalej błąkać i próbować znaleźć jakąś ścieżkę lub skraj lasu na własną rękę, niż jeszcze bardziej się niepotrzebnie ośmieszać. Zachciało mu się spacerku, cholera. A było pójść w jakieś normalne jak na tę porę miejsce, lub... ZWYCZAJNIE SIĘ NAJEBAĆ, CO?! Teraz ma za swoje. Ile on by teraz oddał za jakieś cieplejsze ciuchy, butelkę piwa i możliwość dostępu do internetu w telefonie w takim miejscu. Zgadza się, do jako takiego szczęścia, niewiele mu potrzeba. Niestety może raczej o tym wszystkim w aktualnej chwili zapomnieć.
Kiedy dalej maszerując w ciszy przez mroczny las, usłyszał coś, co brzmiało jak nagłe klaśnięcie rękoma i głośny trzask gałęzi, spowodowany zejściem Dii na ziemię, ledwo się powstrzymał od podskoczenia do góry. Niemal od razu instynktownie skierował swój wzrok w stronę, z której dochodziły ów dźwięki. Ciężko zaprzeczyć, że go trochę zatkało, gdy z ciemności wyłoniło się coś, co zdecydowanie nie wyglądało mu na człowieka i skomentowało jego nieporadne włóczenie się po lesie. W sumie to nie powinien być zdziwiony. Z tego, co wiedział, to wiele potworów zamieszkiwało tutejsze tereny, twierdząc, że wolą to od niewolniczego życia w tej gorszej dzielnicy betonowej dżungli, lecz jego skonsternowany wyraz twarzy był bez wątpienia bezcenny.
Z wrażenia i zarazem zaciekawienia wychylił głowę w stronę pięciookiej istoty i zmrużył oczy z lekko uchylonymi ustami ze zdziwienia. Zastanawiał się nad tym, czy powinien ją skądś kojarzyć, lecz po chwili doszedł do wniosku, że bez wątpienia jeszcze kogoś takiego o dziwo nigdy nie widział, a trzeba mu przyznać, że napotkał do tej pory całkiem pokaźną ilość potworków. Nie wiedział nawet, czy to jest on, czy ona. Jeszcze tego brakuje, żeby ktoś mu urządził awanturę w takim miejscu o to, że pomylił czyjąś płeć.
- Co jest do cholery... – wymamrotał cicho pod nosem, prostując się i jeszcze bardziej szturmując stwora przeszywającym wzrokiem. – Kim jesteś? Jak długo już za mną łazisz? - zapytał z niekrytym rozdrażnieniem w głosie.

_________________

Prowadzone sesje:
Mieszkanie Johnny'ego (23.05.2018) | Mroczna część lasu (01.05.2018) | WOLNE MIEJSCE
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dia

avatar

Liczba postów : 16
Zamieszkanie : Dom w lesie
Praca/Zawód : Kasjerka
Ekwipunek : Czerwono-żółte rogi, telefon, pamiętnik i zdjęcie obiektu westchnień
Join date : 25/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Czw Maj 03, 2018 2:04 pm

Istota wpatrująca się z zaciekawieniem w Johnny'ego ziewnęła głośno i przeciągle. Chyba go przeceniłam — przeszło jej przez myśl, kiedy to znudzona starała się dostrzec w nim coś, co z początku przykłuło jej uwagę. Będąc jednakże całkowicie ze sobą szczerą nie była w stanie pojąć jakim cudem ktoś tak zwyczajny zainteresował ją na tyle, by znalazła się za nim aż tutaj — w miejscu do którego normalnie by nie trafiła. Nie dlatego, że bała się tego "strasznego" lasu... Co to to nie! Poprostu nie miała ochoty by tutaj iść tak czy siak, sama z siebie czy też podążając za kimkolwiek; mroczna część lasu nie wydawała jej się aż tak atrakcyjna, toteż kiedy inne potwory, a nawet ludzie zamierzali w tym kierunku, zwyczajnie odpuszczała. Ale nie dzisiaj! Dzisiaj miała taki kaprys, by zobaczyć co w tym miejscu widzi taki niewinnie wyglądający chłopaczek jak ten tutaj. Oczywiście, pierwszą myślą były nielegalne interesy, ale szczerze miała nadzieję na to, że będzie to coś z goła innego — i jak się okazało, jest. Problem w tym, że sam dziewiętnastolatek nie wie co tutaj robi, a przynajmniej sprawia takie wrażenie. Może w ostatniej chwili spostrzegł się, że ktoś za nim idzie i postanowił grać zabłąkanego włóczykija? Cholera go tam wie, w końcu jest człowiekiem, a z nimi nigdy nic nie wiadomo, prawda? Dii podobała się jednak bardziej wizja tego, iż jest on jak najbardziej autentyczny; do tej pory nikt jej jeszcze nie złapał, kiedy to zajęta była śledzeniem danej osoby. W takich chwilach normalnie się wycisza na wszystko i zwyczajnie wyłącza, skupiając się tylko i wyłącznie na swoim aktualnym celu, a także źródle zainteresowania. Nie było więc mowy o tym, że ktoś taki jak on przyłapał ją na gorącym uczynku — była zbyt dobra w te klocki, a on od samego początku do teraz nie wydawał się ogarniać co jest, kolokwialnie mówiąc — grane. Co prawda brązowowłosa sama z siebie nie należy do tych, którzy jakoś za bardzo w siebie wierzą, jednak w swe stalkerskie sztuczki pokładała naprawdę dużo wiary. Była wręcz zdania, że nikt, absolutnie NIKT nie jest w stanie jej zauważyć, jeżeli ona sama tego nie zechce i że żadna z istot, które miała przyjemność śledzić nie odkryła obecności pięciookiej przed jej wielkim pojawieniem się. To sprawiało, że w jakiś dziwny sposób czuła się przepełniona dumą i podziwem do tego, jak dobrze wychodziły jej najpierw obserwacja, a następnie ostrożne podążanie. Wszystko szło po jej myśli — zorientował się dopiero w chwili, gdy sama o tym zadecydowała, zastępując z jednego z powykrzywionych drzew... Niczym bóg ukazujący się swojemu wybrańcowi. Och nie Dia, nie jesteś bóstwem, a tylko popaprańcem o bardzo niecodziennych upodobaniach — stalkowanie i schodzenie z niebios to kompletnie różne rzeczy, a Johnny w żadnym stopniu nie przypomina Mojżesza. "Bliżej mi do władcy piekieł, niż nieba" pomyślała, kiedy to w jej głowie pojawiło się to szurnięte porównanie; ciężko się z tym faktem nie zgodzić, bowiem ogoniasta nie była w żadnym stopniu niewiniątkiem, a chodzenie za przypadkowymi osobami nie jest czymś, co zrobiłby "anioł stróż" czy innego rodzaju bożek. Króliczyca bez słowa oparła się o konar pokręconego drzewa, wbijając swe przenikliwe spojrzenie pięciu oczu w stojącego na przeciwko chłopaka. Widać, że jeszcze dzieciak. — przeszło jej przez myśl, kiedy to mrużyła ze skupieniem pierwszą parę ślepi. — Chociaż nie wygląda też na aż tak młodego. — poprawiła się, próbując w myślach odgadnąć wiek Johnnyego. 17? 18? Nie żeby miało to większe znaczenie, jednak w pewnym sensie lubiła zastanawiać się nad tak pozornie nieistotnymi rzeczami, jak czyiś wiek. Lubiła szacować i bardzo często to robiła, przykładowo jadąc autobusem; "za jakieś pięć minut będę na miejscu, za dziesięć koło ratusza, a za szesnaście u Briggie" to jedna z jej bardziej standardowych myśli. A jak się cieszyła, kiedy miała rację! Nie ekscytowało ją to co prawda, ale w pewien sposób wynagradzało to idiotyczne myślenie. Może później spyta się go o jego wiek, o ile rzecz jasna nie zapomni? Uśmiechnęła się lekko do siebie, po czym biorąc nieco głębszy oddech rzekła:
Czy ja wiem, czy powinnam ci mówić, hmm... — udając konsternacje spojrzała w górę; niebo zasłaniały szczyty drzew, dlatego też nie zauważyła w nim niczego ciekawego. W pewnym momencie nieco odsunęła się od pnia i zaczęła iść w kierunku chłopaka, wciąż ze spojrzeniem skierowanym ku niebiosom i dopiero gdy zatrzymała się po około trzech krokach, zwróciła swój wzrok na przód, a następnie przekierowała go na Johnnyego. —No dobrze. Jestem Dia. Jeżeli to wciąż nic ci nie mówi, a widzę, że raczej nie, to sprostuję to w inny sposób. Lubię... Obserwować. Na coś się zdadzą te pięć oczu, prawda? To wszystko robię ze względu na Niego. Powiedzmy, że to On kazał mi za tobą iść. — zaczęła mówić. Fakt, że nie była do końca szczera, bo robiła to z własnej woli, ale lubiła uważać, że rzeczy przez nią wykonywane kazał jej zrobić Chael... Jakoś się potem lepiej z tym faktem czuła. — Iiiiiii, idę za tobą od miasta. To chyba jest miasto, prawda? Duuuuużo jest tam duuuużych prostokątnych budynków. Budynków? Chyba. Ale nie wiem. W każdym razie, towarzyszę ci już dłuższy czas. Ale ty nawet mnie nie zauważyłeś; to niebezpieczne chodzić samemu po takich lasach, wiesz? No na przykład, gdybyś trafił na mordercęęę, mogłoby się to źle skończyć, huhu! Flaki, flaki w powietrzu! Fruwająca głowa! Mięso odchodzące od skóry! I wiele, wiele, WIELE innych ATRAKCJIII!!! Mogłoby być całkiem zabawnie... Ale tobie nie byłoby do śmiechu, huhu! — mówiąc te słowa Dia wyskoczyła na jedną z gałęzi drzewa, po czym zaczęła się na niej bujać zwisając głową do dołu. — Nikt by nie słyszał twoich krzyków, bo bieeedny zabłąkany chłopiec POSZEDŁ DO MROCZNYCH CZĘŚCI LASU CAŁKOWICIE SAM! HUHU!

_________________
KARTA POSTACI | SkRyTkA
Sesje: 1. JOHNNY — Mroczne Części Lasu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny

avatar

Liczba postów : 74
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Kelner w kawiarni "Garten"
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Czw Maj 03, 2018 4:45 pm

Pomimo zaistniałych okoliczności, chłopak naprawdę był zaciekawiony tym, kim jest stojący przed nim potwór. Z samego wyglądu istoty mógł wywnioskować, że jest jakimś niecodziennym połączeniem królika i pająka. Była to pierwsza rzecz, która przyszła mu do głowy i ciężko było się dziwić. Ogromne uszy, duża ilość oczu, królicze łapy, na pierwszy rzut oka ledwie widoczna, głównie biała sierść, którą ku własnemu zdziwieniu jednak w ciemności dostrzegł i jak gdyby tego było mało - ogon. Teoretycznie nie powinien być jakiś zaskoczony aparycją stojącej przed nim, pięciookiej istotki. Widział już ogromne, humanoidalne kozy, żyjące i nieustannie zarzucające jakimiś żartami, sucharami, czy innymi gierkami słownymi szkielety, ciskającą magicznymi włóczniami rudą rybo-kobietę i naukowca-dinozaura, a to i tak tylko garstka tych ciekawszych. Wymieniać mógłby przez wieczność, a i tak zapewne pominąłby lwią część osób, które także zasługiwałyby na wzmiankę. Ale hej! Johnny chcąc nie chcąc, dalej jest tylko człowiekiem. Ludzie mają niestety zapominanie we krwi, prawda? Nie ma co tego ukrywać. Mieli od cholery wad, a ów problemy z pamięcią były tylko wierzchołkiem naprawdę ogromnej góry lodowej.
Kiedy potworzyca wreszcie zdecydowała się przedstawić i potwierdzić to, że szła za nim aż od miasta, wyraz twarzy młodzieńca jeszcze bardziej spoważniał. Czy to jest jakiś durny żart? Nie miał nawet nerwów na to, aby się także przedstawić. Z jednej strony było mu trochę głupio, że wcześniej nie złapał jej na gorącym uczynku. Gdyby nie łaził cały czas z głową wysoko w chmurach, raczej mogłoby się to potoczyć zupełnie inaczej. Lingard pomyślał, że pewnie w ogóle by tego wieczoru jej nie spotkał, gdyby łaskawie nie zechciała zwrócić chwilę temu na siebie trochę jego uwagi klaśnięciem i chwilowym poruszaniem się jak słoń w składzie porcelany. Sama myśl o tym, że ktoś się zdecydował go "poobserwować" dla czystej przyjemności, wydawała mu się delikatnie mówiąc – denerwująca. W końcu kto normalny tak robi? Niby po jaką cholerę? Co jest w nim niby takiego ciekawego?
- Jaki "On"? Po co tak naprawdę za mną łazisz? Nie masz nic lepszego do roboty? – zasypał Dię serią pytań, nie kryjąc irytacji w swoim głosie, wywołanej tym, że jakaś przybłęda postanowiła się za nim szwendać z tylko sobie znanych powodów.
Wzmianka o niebezpieczeństwach wynikających z samotnego szwendania się po lesie wydała mu się dosyć niepokojąca. Najwyraźniej nie tylko on miał konkretnie wypaczone poczucie humoru. Było to dla niego w pewnym sensie pocieszające.
- "Biedny zabłąkany chłopiec", huh? – powtórzył z zaciekawieniem, powoli unosząc kąciki swoich ust, co w efekcie sprawiło, że na jego twarzy pojawił się drwiący uśmieszek. – Odezwał się chuderlawy zając-karzeł. – rzucił prowokująco, aby się odgryźć za poprzednią zniewagę. Dobrze, że jego niewyparzona gęba dalej była w świetnej formie.
Pomijając to, co mówiła, to już sam jej ton głosu wydawał się Johnny'emu iście irytujący do tego stopnia, że z chęcią sam trzepnąłby ją szybko i zarazem solidnie w potylicę w ramach..."reprymendy". Niemniej jednak już wiedział, z jakim typem osoby aktualnie rozmawiał. Tacy wydawali mu się najzabawniejsi, spośród mnogich ilości przeróżnych i osobliwych charakterów, które było mu dane do tej pory przez dziewiętnaście lat swojego życia napotkać. Niczym nowym jest to, że ci niscy zawsze mają najwięcej do powiedzenia. Sam kiedyś był tego wręcz idealnym przykładem, gdy jeszcze ganiał po Podziemiu przed zniszczeniem więżącej potworzą rasę bariery. Niestety sam nie miał nigdy na dłuższe przebywanie z nimi wystarczającej cierpliwości.
W momencie, gdy potworzyca zawisła na jednej z gałęzi głową w dół, dziewiętnastolatek podszedł do niej bliżej tak, aby znajdować się tuż przy niej. Głośno westchnął, po czym gwałtownie bez żadnego ostrzeżenia złapał obiema rękami za jej uszy i mocno pociągnął w dół, aby ta zsunęła się z powrotem na ziemię, nie dając jej przy tym nawet najmniejszych szans na jakąkolwiek reakcję i obronę. Nie minęła chwila, a Johnny szybko się nad nią pochylił i założył "hak" na jej szyi swoim przedramieniem, przygniatając przy tym nogą jej ogon. Nie był to jakoś przesadnie silny chwyt, lecz skutecznie mógł udaremnić jej wszelkie próby ucieczki.
- Szukasz wrażeń, ty mała mendo? – zapytał cicho, starając się zabrzmieć jak najbardziej poważnie i groźnie. No co? Nie ma to jak solidnie nastraszyć takiego aroganckiego kurwia. Niech chłopak przynajmniej dostanie coś od życia w ten upierdliwy wieczór. - Powinnaś uważać na to, aby to właśnie ciebie nie spotkało nic złego... Co, jeśli to właśnie ja bym był jakimś porąbanym mordercą czy gwałcicielem? No dalej... Sprawdź mnie! – dodał, po czym zwolnił uścisk, poklepał stwora po plecach ze sztucznym uśmiechem i się wyprostował. – Zrób mi przysługę i nie pokazuj mi się więcej na oczy.

_________________

Prowadzone sesje:
Mieszkanie Johnny'ego (23.05.2018) | Mroczna część lasu (01.05.2018) | WOLNE MIEJSCE
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dia

avatar

Liczba postów : 16
Zamieszkanie : Dom w lesie
Praca/Zawód : Kasjerka
Ekwipunek : Czerwono-żółte rogi, telefon, pamiętnik i zdjęcie obiektu westchnień
Join date : 25/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Czw Maj 03, 2018 6:27 pm

On, to znaczy Chael. Jakby Ci to powiedzieć, jego zdanie jest dla mnie naaaaaajważniejsze na świecie! Więc jeżeli Chael powie, Dia idź za nim, Dia pójdzie! Oczywiście Chael próbował się mnie pozbyć, ale Chael i ja jesteśmy związani już na zawsze i nikt nie może tego popsuć, a jeżeli spróbuje, to Dia będzie baaaardzo zła. — zaczęła powoli, natomiast o samym Chael'u mówiła z dziwną i dla niej nietypową powagą. Tak jakby był naprawdę kimś ważnym; cóż, w jej oczach faktycznie tak było. — Mówiłam ci już, wszystko co robi Dia, robi dla Chael'a. Szłam za tobą, bo ON powiedział mi, że MAM IŚĆ, HUHU! — a ta wciąż obstawiała przy swoim; cóż, tak naprawdę to wspomniany chłopak Johnnyego pewno na oczy nie widział, więc nie było powodu dla którego miałby chcieć by pięciooka podążała za dziewiętnastolatkiem... Ale króliczyca wciąż trzymała się swojej wersji, bo ta była poprostu wygodna. — Ale jesteś nudny... N-U-D-N-Y. Oglądanie Chael'a jest ciekawsze...! Ale nic nie poradzę, nic nie poradzę! Chael nie kazał mi ciebie zabijać, więc Dia cię nie zabije. W sumie, to nie miałabym nawet takiej ochoty... Ale gdyby On powiedział, ach ON! Wtedy, nawet jeżeli nie chcę, to to robię! Ale dzisiaj... Dzisiaj tylko szłam. — potworzyca kiwnęła głową na potwierdzenie swoich słów. Ostatnie pytanie sprawiło, że przez chwilę się zamyśliła. Nie wiedziała w sumie co odpowiedzieć, a kiedy nie znała poprawnej odpowiedzi, zawsze używała tej samej formułki: — On mi kazał. Mam wieeeele rzeczy do zrobienia, naprawdę wiele, ale nie dzisiaj! Dzisiaj Chael kazał iść, to Dia idzie... I Dia poszła? Poszła! A czy mam? Nie mam! Mam smuuuutne życie~ Muszę sprawić, by Chael kochał Die! Ale którą Die? Tą pierwszą, czy drugą? A może dwie?... Die! Huhuhu! Chael kocha mnie, ale nie wie, że kocha, wiesz? Dlatego Dia idzie dla niego za innymi, żeby Chael miał spokój od Dii... — W pewnym momencie ogoniasta musiała odetchnąć. Nic dziwnego, bowiem swoje wcześniejsze kwestie powiedziała wręcz na, być może dwóch-trzech wydechach. Zawsze traciła nad sobą kontrolę, kiedy to do rozmowy wtrącała osobę wilkopodobnego potwora... Dosłownie każdy musiał wiedzieć o istnieniu Chael'a, a przynajmniej każdy z kim ucinała sobie pogawędki. Spojrzała w bok, nieco się uspokajając. W sumie to na nowo chciała coś dodać do tej rozmowy i pewnie znów byłoby to coś niezbyt zdrowego psychicznie, ale powstrzymała się. Zachichotała tylko kompletnie bez żadnego kontekstu i powodu, dokładnie tak, jakby Johnny opowiedział śmieszny żart (czego nie zrobił). — Ty nie znasz Chael'a, prawda? HUHU! Ale Chael zna ciebie! Kiedy w mieście z nim rozmawiałam, on powiedział, idź za nim! A Dia poszła, bo Chael miał do ciebie interes! A właściwie chciał, żebyś zajął czymś Die! Pierwszą? Drugą? Die! Huhu... Więc Dia poszła. I teraz tutaj stoi i jest. HUHU! Ale dobrze, dobrze, Dia chciała uszczęśliwić Chael'a... Więc jeżeli ON tak chce, to ONA TAK ROBI, HUHUHU!!!
Ponownie umilkła, tym razem jednak na nieco dłużej. Odgarnęła spadającą na czoło i oczy grzywkę, po czym skomentowała docinkę chłopaka: — Królik, nie zając. Widzę, że do biologa ci daleko... Czym się zajmujesz? Sprzątasz ulice? Pracujesz w pralni? A może jesteś kelnerem? Do tych prac nie trzeba być inteligentnym więc, huuuuh, zgaduję. — mówiąc to wzruszyła ramionami. O dziwo w tejże chwili mówiła z "sensem", a przynajmniej nie brzmiała jak ucieknierka z psychiatryka... Tak jakby na bardzo krótką chwilę znormalniała, a nawet co więcej — sama patrzyła na Johnnyego jak na wariata. — Takich ludzi też nam potrzeba. Wiesz, kiedy ambitniejsi będą się bogacić, reszta będzie odwalać brudną robotę. Mam nadzieję, że nie jesteś analfabetą i że potrafisz zapisać swoje imię bez byków, hę? W moim akurat ciężko zrobić błędy, ale niektórzy mają z tym już problem, huhu. HUHUHUHU!
Bujała się na tej gałęzi przez chwilę; przyglądała się przy tym Johnnyemu, któremu jej słowa chyba nie za bardzo przypadły do gustu. Zaczęła nawet coś tam nucić, coś co brzmiało jak "wlazł kotek na płotek, pierdolnął go młotek, huhu!", po czym odważyła się na komentarz: — Do góry nogami WSZYYYYYYYSTKO WYDAJE SIĘ cieka~WSZEE! POWI~nieneś sprawdzić, huhu! — zaczęła się śmiać i śmiać, mrużąc przy tym swe patrzałki. Do tego przez chwilę miała je zamknięte, więc nawet nie spostrzegła się gdy nastolatek znalazł się znacznie bliżej niej; jego obecność poczuła dopiero w momencie gdy ściągnął ją z drzewa za uszy, co w żaden sposób się pięciookiej nie spodobało. Niby na początku coś tam próbowała się wyrwać, ale czas reakcji i ból w okolicy zmysłu słuchu nie był jej na rękę; westchnęła teatralnie, kiedy wylądowała w nieprzyjemnej pozycji. — Zaraz tam szuuukam~ przychodzą do mnie same, huhu! — zaśmiała się, próbując się wyrwać. Oczywiście bezskutecznie. — Iiiii nie, nie boję się ciebie. Mówię całkowicie SZ-CZ-E-RZ-E. Hmmm, co bym zrobiła, gdybyś był mordercą? Hmmm, babeczki? Nawet mordercy lubią babeczki. KAŻDY NA ZIEMI lubi babeczki! A kto nie lubi, ten usmaży się w piekle, huhu! — czując, że Johnny zwolnił uścisk jedynie obróciła się do niego przodem. — Nie pokazywać się na oczy? Prosta sprawa. Dzisiaj się spostrzegawczością nie wykazałeś, huhu. Zresztą nie musisz mnie wcale widzieć! — kiedy wypowiedziała te słowa, nabrała powietrza w płuca i użyła jednej ze swych sztuczek; niewidzialności. Wykorzystując czas, który na tą umiejętność posiadała, usiadła na gałęzi drzewa; tym razem jednak na znajdującej się za chłopakiem. Usiadła na nim w normalny sposób, po turecku i tylko ogonkiem delikatnie, wręcz bezszelestnie poruszała. Wpatrywała się w niego czekając na jego reakcje; jeszcze przez jakiś moment była niewidoczna, nim rzecz jasna upłynęła minuta.

_________________
KARTA POSTACI | SkRyTkA
Sesje: 1. JOHNNY — Mroczne Części Lasu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny

avatar

Liczba postów : 74
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Kelner w kawiarni "Garten"
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Pią Maj 04, 2018 12:31 pm

Na początku ich rozmowy miał pewne wątpliwości i nie chciał jej oceniać tylko na podstawie paru chwil od poznania, lecz teraz był już w stu procentach przekonany o tym, że Dia jest nieźle porąbana. Mówienie o sobie w drugiej osobie, stalkerskie i masochistyczne zapędy, zupełne ignorowanie możliwego zagrożenia... Plus jeszcze dochodził do tego pierdolnika ten cały Chael-Srael. Wzmianek o nim też miał już konkretnie dość. Zdążyła wypowiedzieć jego imię podczas ostatnich kilku chwil przynajmniej paręnaście razy. To, co opisywała, wydało mu się cholernie żenujące. Że niby jakiś inny gość, którego nigdy nie widział na oczy, ani nawet o nim nie słyszał, kazał jej go śledzić, żeby się czymś "zajęła"? Na samą wzmiankę o tym, że gdyby ten jej obiekt westchnień rozkazał go zabić, a ona by to bez żadnego sprzeciwu grzecznie zrobiła, kąciki ust Johnny'ego nieznacznie unosiły się do góry. Bardzo dobrze znał ten arogancki, wypełniony przesadną pewnością siebie ton głosu. Szkoda, że nie był nawet świadom tego, że potwór łże w żywe oczy.
Johnny potrafił uszanować uparte dążenie do celu pomimo wszelkich przeciwności, ponieważ sam kiedyś zawsze parł naprzód, nie zważając na nic, ale tego było już po prostu za wiele. Podchodziło to bardziej pod czystą obsesję niż jak na potworze standardy, determinację. Zapewne jeszcze parę lat temu pogadałby z nią jeszcze przez chwilę i spróbowałby wybić jej z głowy te całe żałosne uganianie się za tym gościem, lecz teraz... Można powiedzieć, że niezbyt obchodziły go cudze sprawy, a nawet jeśli było inaczej, to nie miał zamiaru w takowe sprawy w żaden sposób ingerować. Przecież to nie jego zmartwienie. Każdy powinien umieć sobie radzić ze swoimi własnymi problemami, prawda?
W momencie, gdy pięciooka potworzyca dosłownie rozpłynęła się w powietrzu przed nastolatkiem, ten nie wiedział, jak pierw powinien zareagować. Koniec końców otworzył tylko nieznacznie szerzej oczy ze zdumienia, po czym delikatnie się uśmiechnął. Zrobiła to, żeby jeszcze trochę poszpanować, czy co? To, że jej nie było widać, nie oznaczało, że nie było jej także słychać. Teraz kiedy był skupiony na tym, co się wokół niego dzieje, mógł bez problemu wywnioskować po dźwięku stawianych przez nią kroków i szeleście liści na gałęzi jednego z licznych drzew to, gdzie znajduje się Dia.
- To trochę przykre, wiesz? Tak bezmyślnie i desperacko uganiać się za gościem, którego ledwo co obchodzi twoje istnienie i jeszcze dodatkowo spełniać jego wszystkie debilne zachcianki? Skoro tak bardzo chce znaleźć ci zajęcie, to może niech sam się tobą wreszcie zajmie i przestanie zwalać to na innych? – wreszcie odrzekł, udając, że nie ma bladego pojęcia o tym, gdzie udał się potwór. – "Chael kocha mnie, ale nie wie, że kocha"? "Szłam za tobą, bo ON powiedział mi, że MAM IŚĆ"? Żartujesz sobie?! To, co o nim mówisz, tylko potwierdza, jakim jest upierdliwym dupkiem, a ty łatwowiernym frajerem. Dia, twoje życie chyba naprawdę musi być "smuuuutne" i jeszcze bardziej nudne ode mnie. A to już jest jakieś osiągnięcie!
Dziewiętnastolatek złapał pierwszy lepszy kamyk, który znajdował się zaraz obok jego stopy, wziął zamach i cisnął nim w miejsce, gdzie jego zdaniem znajdowała się potworzyca. Nie był on jakiś szczególnie duży i równie dobrze mógł jej nie trafić.
- Jeśli dalej chcesz być jego przydupasem, to proszę bardzo... Droga wolna! To nie moja sprawa. – stwierdził z obojętnością, odwracając się plecami do miejsca, w które rzucił kamieniem. – Tylko później nikomu się nie żal z jego powodu. – dodał przez ramię, ruszając przed siebie z zamiarem dalszego pałętania się po lesie. Już wolał to od towarzystwa tej nieszczęśliwej w miłości pierdoły. Była nieznośna. I to tak cholernie nieznośna. Jeszcze nigdy nie natrafił na osobę, która tak bardzo, jak ona by skutecznie podnosiła mu aż tak ciśnienie. Nawet ta ruda pirania, rzucając dla zabawy w niego swoimi włóczniami w ramach "treningu" aż tak bardzo go nie drażniła. Chyba już wiedział, jak się czuła Undyne, kiedy to on jej truł dupę z zostaniem pierwszym ludzkim królewskim strażnikiem. – Nie mam zamiaru cię zabawiać. Skończ za mną łazić i wracaj do domu, mała mendo.

//rzut kostką na celność lecącego kamienia

_________________

Prowadzone sesje:
Mieszkanie Johnny'ego (23.05.2018) | Mroczna część lasu (01.05.2018) | WOLNE MIEJSCE
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 127
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Pią Maj 04, 2018 12:31 pm

The member 'Johnny' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Papyrus

avatar

Liczba postów : 56
Zamieszkanie : Dom Sansa I Papyrusa
Praca/Zawód : Kucharz
Ekwipunek : Czerwona peleryna Papyrusa, telefon, prawdopodobnie spaghetti
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Pią Maj 04, 2018 1:58 pm

Rzut Johnnego: 6

Człowiek tym razem miał szczęście. Rzeczywiście, Dia znajdowała się mniej więcej w tym miejscu gdzie Johnny przypuszczał że jest, tak więc rzut był w miarę celny. Jednak kamyk nie wyrządził większej szkody prześladowczyni miotającego. Trafił on bowiem w lewą górną kończynę i to jeszcze tak słabo, że jedynym efektem był  ból, który mógł być porównywalny do uderzenia się (niezbyt mocno) gumowym młotkiem. Widać że człowiek nie włożył serca w ten rzut.


_________________

NYEH HEH HEH!
Autobus (31.05.2018)|Bar Grillby's (17.04.2018)|Rynek główny(19.05.2018)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dia

avatar

Liczba postów : 16
Zamieszkanie : Dom w lesie
Praca/Zawód : Kasjerka
Ekwipunek : Czerwono-żółte rogi, telefon, pamiętnik i zdjęcie obiektu westchnień
Join date : 25/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Nie Maj 06, 2018 5:58 pm

Szczerze powiedziawszy, Dii co raz mniej podobało się chodzenie za tym chłopakiem; w żaden sposób się go nie obawiała, aczkolwiek niesamowicie ją denerwował swoim sposobem bycia. Sprawiał, że myślała o nim tylko i wyłącznie jako o irytującym wyrośniętym dzieciaku — ktoś taki nie mógł się dobrze kojarzyć, a spędzanie czasu wokół niego (przynajmniej dla pięciookiej) nie mogło należeć do najprzyjemniejszych. Już w chwili, gdy po raz pierwszy się do niej odezwał, chciała odejść, jednakże jej duma prześladowcy oraz brak żadnej innej rozrywki były niezbyt do tego zachęcające. Z tego właśnie powodu postanowiła, że jeszcze trochę go pomęczy swoją obecnością; zresztą w aktualnej sytuacji nie miała nawet pojęcia, jak wydostać się z tego lasu. Fakt, że mogłaby się trochę pokręcić w kółko, bądź też spróbować pójść drogą, którą tu przyszli, jednakże — tak jak zauważył to Johnny — sposób, w jaki chodził prześladowany przez stalkerkę był nietypowym. „Jak ktoś tak nudny mógł mnie zaciekawić?" w pewnym momencie pomyślała, przyglądając się jeszcze dokładniej niż przedtem Johnny'emu. „Nie jest ani ładny, ani nawet interesujący w jakikolwiek inny możliwy... Cholera jasna, tak właściwie to jest brzydki. Ale o czym ja myślę? Tylko Chael jest piękny, prawda?" w głowie bestyjki kotłowały się przeróżne myśli, kiedy to próbowała dostrzec w Johnnym to, co prawdopodobnie widziała wcześniej. No cóż, nic z tego — najwidoczniej nie każda osoba, która z łatwością wzbudza zaciekawienie, faktycznie należy do intrygujących — do właśnie takiego wniosku doszła ogoniasta. W sumie to poddała się już całkowicie; jedyne, co mogło chłopaka uratować w jej oczach to jakaś wciągająca historia, która kryła się za jego szwendaniem się po akurat tych okolicach. Jak się jednak okazało, nie posiadał on powodu, by tu być, a to wywołało w czerwonookiej irytacje — naprawdę liczyła na to, że ten młody mężczyzna skrywa za sobą jakieś poważne tajemnice. Wychodzi na to, że jest nieładny (przynajmniej jak na gust króliczycy, rzecz jasna!), niemądry, nieciekawy, bez polotu i do tego chyba mocno trzepnięty, bo naprawdę nikt rozsądny w taką porę dnia nie chodziłby sobie „ot, tak" po mrocznej części lasu. To nie tak, że Dii samej nie zdarzyło się włóczyć całkiem późno lub nawet po ciemku po terenach, które nie były jej znane, jednakże wciąż wydało się to brązowowłosej nietypowe w przypadku człowieka... To wcale nie tak, że uważała się za lepszą w ten sposób od ludzi, ale... W sumie tak, uważała się za taką — po cholerę kłamać? W każdym razie, pięciooka nie raz chodziła bez celu po dość niebezpiecznych częściach świata (zarówno podziemnego, czy też tego nadziemnego), a mimo to był to jej pierwszy raz, gdy znalazła się akurat tutaj. Owszem, wiedziała o istnieniu tego miejsca, słyszała nawet wymyślone historię od swoich znajomych, które miały odstraszyć potencjalnych „turystów" tego typu natury, nie miała jednak nigdy potrzeby, by odwiedzać je tak sobie.
Najwidoczniej ten chłopak nie bał się tego okolicy lub może nawet nie był świadom tego, gdzie kroczy, acz nie był z nią zaznajomiony tak samo, jak Dia (wywnioskowała to po jego sylwetce oraz braku orientacji w tym lesie), co raczej nie polepszało ich obecnej sytuacji. Pięciooka szczerze zastanawiała się nad tym, czy szukać wyjścia na własną rękę, czy poszukać go razem z tym poddenerwowanym nastolatkiem (w końcu przez niego się tu znalazła, więc niech ją stąd wyciągnie!). Postanowiła, że na razie nie będzie nad tym rozmyślać i że da potoczyć się losowi tak, jak sam tego zechce; w aktualnej sytuacji nie wydało jej się koniecznym podejmowanie szybkich decyzji, tym bardziej że póki co i tak oboje stali w miejscu. „Później jakoś się to potoczy" pomyślała, nie zastanawiając się już dłużej nad sposobem, w jaki wydostanie się z tego cholernego lasu.
Na ogół podczas takich akcji jak ta — kiedy to wchodziła w tryb niewidoczny — była niesamowicie skupiona i ostrożna tak, by w razie wypadku nikt jej w żaden sposób nie przyuważył. No cóż, można by rzec, że dzisiaj miała jednak pecha, bowiem niefortunnie wpadła w miejsce, w którym znajdowała się masa gałęzi; a mówiąc masa, mam na myśli naprawdę dużo. Dia zaklnęła pod nosem — wybór akurat tej ścieżki sprawił, że choć miała swój brak widoczności, to zdążyła trochę pohałasować. Wciąż próbowała nie wywoływać aż tak wielu dźwięków, było to jednak ciężkie — na zwykłej ulicy, czy nawet leśnej ścieżce nie miałaby problemu z byciem niezauważalną przez cały czas trwania incognito, jednakże w tych odmętach lasu pozostanie niedostrzegalnym graniczyło z cudem. Wciąż starała się robić tak zwaną „dobrą miną do złej gry", ale im bardziej się starała, tym więcej szmerów wywoływała. No cóż, pokazowa sztuczka nie zadziałała dokładnie tak, jakby tego chciała, ale wciąż — miała czym się chwalić! A ten człowiek? Pfft, pewnie nie potrafi nic szczególnego; nie dorównuje jej, a tym bardziej Chael'owi — właśnie coś takiego pojawiło się w głowie małej, oszalałej potworki. W końcu po niezbyt przyjemnej drodze w kierunku tej jednej konkretnej gałęzi wspięła się na nią. Szczerze mało ją obchodziło to, jak wiele słyszał ów chłopak i czy był w stanie na podstawie tych dźwięków zlokalizować jej położenie... Nawet jeżeli, to nie miało to teraz dla niej większego znaczenia, chodziło czerwonookiej głównie o fakt pokazania swojej sztuczki temu zarozumiałemu, ledwo wydoroślałemu dzieciakowi. W końcu sam powiedział, że nie chce jej widzieć na oczy, racja?
Jesteś nikim, zarówno w moich oczach, jak i w oczach Chael'a. Nie powinieneś Go oceniać; nie znasz Go, więc NIE TWOJA SPRAWA, za kim się JA, nie TY – UGANIAM. Chael jest najlepszą rozrywką spośród wszystkich możliwych, ale nawet On musi czasem odpocząć, wiesz? Chcę widzieć tylko Jego i tylko JEGO SŁYSZEĆ, WIĘC NAWET TWOJE SŁOWA SIĘ DLA MNIE NIE LICZĄ. JESTEŚ ZEREM, PÓKI NIE JESTEŚ CHAEL'EM, człowieczku. — odpowiedziała nieco zbulwersowana; nie, słowa Johnnyego w żaden sposób nie poruszyły Dii, była jednak rozgoryczona faktem, iż ktoś taki jak on podważa słuszność jej działań; działań które miały na celu uszczęśliwić Chael'a. Kiedy nastolatka zauważyła zmierzający w jej kierunku kamień, a niewidzialność minęła, uchyliła się lekko. Niestety jednak poczuła uderzenie, choć nie było jakoś bolesne. — Kto pozwolił ci mówić w TEN SPOSÓB DO MNIE? NIE wiem, CO konkretnie CHCESZ MI PRZEZ TO POWIEDZIEĆ, ALE NIE POTRZEBUJĘ RAD KOGOŚ, KTO NIE JEST CHAEL'EM. GARDZĘ KAŻDYM, KTO NIE ZNA CHAEL'A, A TYM BARDZIEJ SIĘ KOGOŚ TAKIEGO NIE SŁUCHAM. W DODATKU, JESTEŚ nic nieznaczącym dla świata CZŁOWIEKIEM. Moje życie jest smuuuuuUUUUUUtne tak długo, jak nie ma w nim CHAEL'A. RESZTA SIĘ DLA MNIE NIE liczy. TY SIĘ NIE LICZYSZ DLA MNIE. I PEWNIE TEŻ DLA TEGO ŚWIATA, HUHU! — króliczyca zaczęła machać nogami w powietrzu, przeszywając jednocześnie młodego chłopaka swym lodowatym i obojętnym, a jednocześnie obłąkanym spojrzeniem.
Twoja przemowa była NAAAAAAPRAWDĘ WZRUSZAJĄCA! NIESTETY, BIEDNAAA DIA JEST ZA BARDZO ZAPATRZONA W PRZEPIĘKNYM CHAEL'U! ACHHH, CZŁOWIEK NIE POJMIE, CZŁOWIEK NIE POJMIE PRZEZ CO PRZECHODZI TERAZ DIA! DIA? DWIE DIE! HUHU! — pięciooka zaśmiała się, zakasłała, po czym znów zaczęła się śmiać co raz to bardziej histerycznie. W pewnym momencie puściła się i upadła na ziemię. Podniosła się z gleby, a następnie jak gdyby nigdy nic, zaczęła iść, krążyć tak naprawdę nie wiadomo w którą stronę. Czy to za Johnnym, czy to koło niego, czy w odwrotną stronę... — Ty, zabawiać MNIE? NIE WIEM, dlaczego myślałam, że pójście za tobą będzie fajne... Wybacz, WYBACZ, myliłam się! TERAZ WIDZĘ JAK DALEKO WAM LUDZIOM DO CHAEL'A! I NIE TYLKO LUDZIOM! HUHUHU!

_________________
KARTA POSTACI | SkRyTkA
Sesje: 1. JOHNNY — Mroczne Części Lasu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Papyrus

avatar

Liczba postów : 56
Zamieszkanie : Dom Sansa I Papyrusa
Praca/Zawód : Kucharz
Ekwipunek : Czerwona peleryna Papyrusa, telefon, prawdopodobnie spaghetti
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Wto Maj 08, 2018 5:36 pm

Krzyczenie w takim miejscu nie jest dobrym pomysłem. Szczególnie w świecie pełnym dziwnych kolesi i magii. Kiedy byliście zajęci beztroskimi igraszkami, ktoś postanowił się Wami zainteresować. Kiedy Dia skończyła swój wywód na temat Chael'a, mogliście usłyszeć śmiech. Nie był to zwyczajny śmiech, był on pełen drwiny.
Przez echo nie mogliście zlokalizować nieznajomego, jednak nie był to długotrwały problem. On sam postanowił się wyjawić i wyszedł zza dość ponurego drzewa. Był to niewątpliwie ludzki mężczyzna. Postać nosiła rozpięty płaszcz, pod którym eksponowała swoje mięśnie brzucha, a na głowie miała zawiązaną ciemno-zieloną bandanę.
Wygląd:
 
Człowiek wskazał na Die palcem i uśmiechając się drwiąco rzekł:
- Ty tępy Potworze! Jesteś tak zaślepiona jakimś kolesiem, że w ogóle mnie nie zauważyłaś. Aż sama się prosisz, aby pozbawić cię parę zębów!
Następnie nieznajomy spojrzał na Johnnego, jakby dopiero teraz go zauważył. Jego mina zmieniła się momentalnie. Teraz wyrażała czystą irytacje. Postać postąpiła pare kroków w stronę chłopaka.
- Naprawdę zadajesz się z takimi paskudztwami? Ale jesteś cholernie tępy. Każdy kto zadaje się z Potworami powinien taplać się w błocie razem z nimi. Przeproś że z nią rozmawiałeś... - mężczyzna złożył propozycję Johnnemu. Raczej nie wyglądał jakby rzeczywiście oczekiwał że chłopak przeprosi. Świadczy o tym to, że z kieszeni wygrzebał kastet i nałożył na rękę, a z tyłu pasa wyciągnął duży klucz nastawny. Ustawił się w pozie, jakby miał zaraz zaatakować. Jego następne słowa przypominały bardziej krzyk niż normalną mowę i mogło by się zdawać że mówiąc je, z trudem powstrzymywał się od śmiechu:
-... INACZEJ POŁAMIĘ CI WSZYSTKIE KOŚCI I ROZWALĘ GŁOWĘ!

_________________

NYEH HEH HEH!
Autobus (31.05.2018)|Bar Grillby's (17.04.2018)|Rynek główny(19.05.2018)


Ostatnio zmieniony przez Papyrus dnia Sob Maj 12, 2018 3:52 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny

avatar

Liczba postów : 74
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Kelner w kawiarni "Garten"
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Sob Maj 12, 2018 11:37 am

Jak długo masz jeszcze zamiar za mną łazić...? – zapytał z irytacją w głosie, dalej idąc naprzód i ciągle słysząc dookoła siebie odgłosy poruszania się po lesie Dii. Nawet się z tym nie kryła. Chciała go specjalnie sprowokować i przy okazji się zemścić za to, co mówił o tym jej chłoptasiu? Cholera wie. Na podstawie tych kilku minut rozmowy z nią, młodzieniec mógł bez problemu stwierdzić, że jest zdolna do wszystkiego.
Wyraz twarzy Johnny'ego gwałtownie spoważniał, kiedy tylko po okolicy rozniósł się donośny, drwiący śmiech. Już na samym wstępie zaczął pałać niekoniecznie pozytywnymi uczuciami do osoby będącej źródłem ów rechotu. W teorii nie powinien być zdziwiony tym, że ktoś wreszcie się nimi zainteresował. W końcu byli sprawcami niemałego zamieszania i trzeba im było przyznać, że wybrali do odbycia tej... "dyskusji" dosyć osobliwe miejsce i godzinę, nie wspominając o tym, że nie mieli nawet pewności, że w okolicy nie kręci się ktoś inny.
Pomimo tego, że spodziewał się ot kolejnego potwora, którego to zwyczajnie bawiło te żenujące przedstawienie, ku jego zdziwieniu ukazał im się człowiek. Już po jego paru pierwszych wypowiedzianych słowach, w dziewiętnastolatku coś zawrzało. Fakt, chłopak nie mógł zaprzeczyć temu, że jego komentarz na temat zaślepienia Dii tym całym Chael’em pomimo zawartego w nim ogromu arogancji i cyniczności, miał w sobie trochę prawdy. Gdyby mężczyzna przywdziewający bandanę sobie odpuścił ten cały tekst z wybijaniem zębów, Lingard mógłby się nawet sam zaśmiać z takiego rozwoju wypadków. Niestety, chcąc nie chcąc, po tych dwóch latach, które spędził na "przyzwyczajaniu się" do ponownego szarego, momentami cholernie nudnego i zarazem męczącego życia w społeczeństwie, dalej nie potrafił się wyzbyć swojej pogardliwości do jakichkolwiek przejawów rasizmu skierowanego w stronę rasy istot, które przez setki lat zmuszone były zamieszkiwać podziemia góry Ebott. W końcu kiedyś przez całkiem spory okres czasu pewna ruda pirania starała się z uporem maniaka niepotrzebnie wbić mu do głowy szacunek do wszystkich potworów. Cholera, wolał je milion razy bardziej nawet od swojej własnej rasy. I żeby jedna rzeczy była jasna, nie miał zamiaru bawić się w jakiegoś honorowego, dumnego i szlachetnego rycerza na białym koniu, który to łaskawie i kompletnie bezinteresownie przybył z zamiarem wybawienia pewnej pająko-króliczej damy z opresji. Oczywiście dalej nie znosił tej całej potworzej mendy, ale w momencie, gdy nieznajomy skierował swój zniesmaczony wzroku ku niemu i kazał mu przepraszać za rozmowę z Dią, stało się do dla Johnny'ego bardziej osobiste.
Z takimi paskudztwami, huh...? – wymamrotał z ciekawością do siebie pod nosem, zerkając ukradkiem na Dię. – Nie zdziwiłbym się, gdybyś powiedział coś takiego o jakimś człowieku, ale że o potworze...? Serio...? Musisz cholernie mało o nich wiedzieć. – dodał wyraźnie głośniej, przekrzywiając swoją głowę w bok, co wywołało rozniesienie się po okolicy dosyć głośnego trzasku charakterystycznego dla nagłego rozdzielenia jednego ze stawów w szyi chłopaka.
Gdy chutliwy i dosyć rąbnięty nieznajomy postąpił parę kroków w jego stronę, wyciągając przy tym kastet i klucz nastawny, chłopak nawet nie drgnął. Jego jedyną reakcją było ciągłe i pewne świdrowanie swoim wzrokiem rozszalałych i zarazem rozbawionych oczu agresora. Ostatnie, na co mógł sobie aktualnie pozwolić to pokazanie własnego zwątpienia. Właśnie w takich momentach brakowało mu swojego ukochanego rewolweru, będącego niezawodnym i zaufanym towarzyszem wszystkich przygód, jakich było mu dane do tej pory doświadczyć, który został skonfiskowany już dawno temu, jeszcze przed jego wybudzeniem się ze śpiączki, która tak, jak i u innych dzieciaków z Podziemia, była następstwem wyczerpania jego żółtej duszy po zniszczeniu wszystkim nam dobrze znanej bariery trzymającej w ryzach cały potworzy gatunek. Mógłby go zwyczajnie wyciągnąć z kabury, wycelować jego lufą w grożącego mu łamaniem wszystkich kości frajera i odwzajemnić ów groźby, zamieniając gruchotanie kości na dziurawienie jego ciała pociskami.
Lepiej schowaj te zabaweczki, bo jeszcze zrobisz sobie nimi krzywdę. – odrzekł nad wyraz spokojnie, chowając ręce do kieszeni swoich spodni. – I przemyśl jeszcze raz, czy aby na pewno chcesz mnie zaatakować. – dodał, a na jego twarzy pojawił się ledwie widoczny, prowokujący uśmieszek.
Nie spodziewał się nawet tego, że Dia postanowi także z nim walczyć. Prawdę mówiąc, wolał, żeby dała gdzieś jak najszybciej nogę i nawet nie próbowała odpyskowywać niczego stojącemu przed nim nieznajomemu. Wiedział, że jeśli ten gość go zaatakuje, to będzie musiał liczyć na to, że aż tak bardzo nie zardzewiał przez swój pobyt na powierzchni, jeśli chodzi o walkę wręcz. To, że zdecydowanie preferował atakować z dystansu niestety nie miał nic do rzeczy podczas wszelkiej maści treningów z Undyne. Dalej pamiętał to, jak pewnego razu kazała mu uderzyć ją z całej siły, a następnie po wyprowadzeniu ciosu przez chłopaka podniosła go i rąbnęła nim z całej siły o grunt, po czym stwierdziła, że musi się nauczyć bronić i walczyć nawet na bliskim dystansie. Johnny nie miał nawet w tej kwestii tak, jak i w wielu innych, nic do gadania.
Ku swojemu zdziwieniu zaczął odczuwać swego rodzaju ekscytację. Tak to chyba można bez problemu nazwać. Zdecydowanie już cholernie długo nie walczył na poważnie, a w jego życiu bardzo mu brakowało właśnie takich momentów. Oczywiście nigdy by za żadne skarby nie przyznał nawet przed samym sobą tego, że niesamowicie mocno brakowało mu tamtych czasów.

_________________

Prowadzone sesje:
Mieszkanie Johnny'ego (23.05.2018) | Mroczna część lasu (01.05.2018) | WOLNE MIEJSCE
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dia

avatar

Liczba postów : 16
Zamieszkanie : Dom w lesie
Praca/Zawód : Kasjerka
Ekwipunek : Czerwono-żółte rogi, telefon, pamiętnik i zdjęcie obiektu westchnień
Join date : 25/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Wto Maj 22, 2018 6:15 pm

Dia nie tyle się nie kryła z chodzeniem za Johnnym, co po prostu była zdania, iż zwyczajnie nie posiada zbyt wielu innych opcji wyjścia z tejże nieprzyjemnej sytuacji. Właśnie dlatego, choć osoba chłopaka nie za specjalnie przypadła jej do gustu, wciąż podążała w jego ślady. W końcu oboje się zgubili — on z powodu swojej głupoty, ona natomiast przez niego (tak, króliczyca obwiniała za to wszystko tylko i wyłącznie Lingarda), więc doszła do wniosku, że trzymanie się jakiegokolwiek towarzystwa będzie dobrym rozwiązaniem. Chciała już w końcu opuścić to cholerne miejsce, jedynym problemem było to, że cholera jasna nie wiedziała dokąd tak właściwie zmierza, jednego była jednak pewna — nie czuła się w żaden sposób bliżej swoim „rodzimym“ stronom. Westchnęła cicho, zmniejszając dystans między swoją osobą, a stojącym przed nią człowiekiem, w końcu jednak zatrzymała się. „Wiesz, to nie tak, żebyś mnie jakkolwiek jeszcze interesował, ale oboje jesteśmy w tym bagnie“ pomyślała, acz na głos tego już nie powiedziała. Nie miała zamiaru pokazywać po sobie tego, że czegokolwiek się boi, choć właściwie właśnie tak było. Przez jej głowę przeszły już chyba wszystkie najczarniejsze scenariusze, jeżeli jest to w ogóle możliwe; pozostanie w tym lesie samemu wydało się pięciookiej wyrokiem śmierci, a już na pewno nie zobaczyłaby Chael'a tak szybko, jakby tego chciała! Właśnie... Chael! — Nie widzi mi się tu być z TOBĄĄ, JESTEŚ TAKIII OBRZYDLIWY! OBRZYDLIWY! OBLEŚNY! Ale mogę zrobić jedną rzecz, która może wyjść na dobre... Zadzwonię do Chael'a! ♥ Jestem pewnaaa, że nie zostawi MNIE w potrzebie... Aaaaa ciebie możemy wziąć przy okazji... — powiedziała, chichocząc przy tym tak często, jak często rozbrzmiewało Jego imię. Już właśnie wyciągała swoją komórkę, praktycznie wystukała numer telefoniczny do Chaelcia, kiedy to usłyszała szyderczy rechot. Jej uszy nieco drgnęły, a ona sama odskoczyła jak najdalej od źródła hałasu. Jednocześnie oddaliła się również od śledzonego przez nią chłopaka, nie miało to jednak dla niej największego znaczenia... Dla brązowowłosej liczył się teraz jedynie nowo przybyły, na którego spojrzała dopiero chwilę od swego króliczego skoku. Jakoś wytrzymała ten śmiech, przez dłuższy czas nie odzywała się nawet do mężczyzny, który okazał się być tak samo jak Johnny — człowiekiem. Do tego nie byle jakim! Wydał się on jej... Paskudny. W sumie to właśnie pomyślała, widząc go po raz pierwszy: „Paskudny typ“. To był chyba jeden z tych rodzajów ludzi (oraz potworów), których — choć sama do normalnych i przyzwoitych nie należy — nie była w stanie zdzierżyć. Do tego śmiał się szydzić z NIEJ, z, DII! To było już wręcz niewybaczalne! Ledwo się powstrzymała od tego, by nie rzucić się z niego z wyciągniętymi łapami, zamiast tego po prostu obnażyła wściekle ostre, rekinie zęby, a także zastrzygła długimi, spiczastymi uszami. — O moje zęby się nie martw... Dla mnie TY jesteś już martwy, wieeeesz? W sumie, to już w tej chwili mogę zapalić ci Znicza nad twoim póki co nieistniejącym grobem, ghhhhhh!
Słysząc kolejne słowa nieznajomego, Dia doszła do kolejnej konkluzji — mieli doczynienia z rasistą, najwidoczniej też nie bylejakim, skoro kazał się Johnnyemu „przepraszać“. Nie była pewna tego, co zrobi nastolatek, szczególnie, że jeszcze chwilę temu sam próbował ją ukamieniować, ale wydało się jej, że raczej tenże włóczęga również mu nie przypadł do gustu. Dla samej tylko pewności, postanowiła warknąć do „towarzysza niedoli“: — Mam nadzieję, że nie jesteś na tyle tępy, by przepraszać jakiegoś śmiecia za ROZMOWĘ z KIMKOLWIEK, hęę? — Pytanie było raczej retoryczne, czerwonooka nie wymagała odpowiedzi od Lingarda, zresztą jego późniejsza postawa oraz słowa wyjaśniły obawy króliczycy. Nie żeby nagle go polubiła czy coś, ale fajnie byłoby mieć przewagę liczebną nad tym tutaj. Odetchnęła głośno i ostentacyjnie, po czym machnęła ręką na obcego: — Nie powinieneś się tu pałętać. No chyba, że jesteś menelem, który sobie żyje pod jednym z tych SUUUPER ŚMIESZNIE WYGIĘTYCH KONAAARÓW. Wtedy faktycznie, miałoby to sens... Ale widzisz, Johnny ma własny rozum, a ty swój pieprzony rasizm. Dowodzenia, musimy znaleźć stąd wyjście, póki się nie ściemni, co nie, Jo~? — Uśmiechnęła się słodko, rzecz jasna pokazowo. Szczerze nie była pewna, jak wiele widział i słyszał ten typ, ale czy udawanie extra zgranego duetu „znajomych“ (cóż, znajomość sprzed maksymalnie 5 minut, ale co to za różnica?) nie byłoby dobrym zagraniem? Wiecie no, zazwyczaj walka zespołowa jest lepsza niż w pojedynkę, zresztą tym bardziej, kiedy jest to dwa na jeden. — Mamy przewagę liczebną, lepiej se odpuść koleś. Nikt chyba nie chce skończyć w szpitalu, co nie? Mam chłopaka do wytulania, Jo pewnie też ma dziew... No dobra, nie wyglądasz na kogoś kto ma dziewczynę, ktoś taki nie chodziłby sam ch*j wie gdzie. Naaah, chodźmy stąd, Joo~. — mruknęła, nie ukrywając swojego znudzenia. Ktoś inny by się przeraził, bo koleś wydał się naprawdę mocno trzepnięty, ale Dia w końcu sama żyła z kimś takim... Co więcej, pod jednym dachem. W dodatku od urodzenia; ze sobą. Króliczyca liczyła na to, że „Jo“ i pan nieznajomy sobie podarują, bo walczenie w tej chwili i tym miejscu mogłoby być bardzo upierdliwe, jednakże ogoniasta szybko ujrzała w nastolatku coś takiego. Tak jakby... Błysk w oczach? Nie, to chyba tylko przewidzenie... A jednak, uśmiechał się. Oboje w sumie byli tak jakby uchachani, co dla Dii okazało się być rozczarowaniem — chciała opuścić to miejsce, ale doskonale wiedziała, że nie da rady sama. — Znam was krótko i raczej nie chcę poznać bliżej, ale wiem jedno. Jesteście utrapieniem. — powiedziała na tyle głośno, by mogli ją słyszeć. Oparła się o jedno z drzew, patrząc na nich swoimi pięcioma oczkami, które bacznie rejestrowały każdy najmniejszy ruch. Zastanawiała się nad tym, czy do bójki dołączyć, w międzyczasie zakładając na głowę opaskę z czerwono-żółtymi rogami; zrobiła ona głośne „klik“ kiedy dopasowała się do łba bestyjki, która powoli zaczęła przybliżać się w kierunku zamieszania (z początku odeszła kawałek, nie chcąc im przeszkadzać). — Ludzie i potwory są dziwni. Wszyscy są dziwni. Wy jesteście, ja jestem... A co najdziwniejsze, nie ma w tym żadnej puenty. Po prostu tacy jesteście... Huhu! — zachichotała, odrzucając w bok swoją niewielką torebkę. Zaczęła się rozciągać; tak, tak normalnie, po ludzku. Biegała sobie w miejscu, co raz to głośniej się śmiejąc. — Mówiłam ci Jo, chodźmy, zostawmy tego palanta! Ale z tego co teraz widzę, to chyba jesteś szczęśliwy, co nie?! W twoich oczach, huhu! Pobaw się trochę. Pomogę ci, jeżeli będziesz zdychać czy coś. Do tej chwili, pozwól, że się zdrzemnęę... — mówiąc to wspięła się, a następnie położyła na gałęzi jednego z najbliższych drzew. Przymknęła cztery oczy, ale centralne było wciąż otwarte (cóż i tak nie jest w stanie go chociażby zmrużyć). Nie spała, tak właściwie to jedynie udawała niezainteresowaną... Tak właściwe, to na tego kolesia chciała już się rzucić, kiedy to nią pogardził, ale postanowiła poczekać. Niech Johnny ją zabawi!

_________________
KARTA POSTACI | SkRyTkA
Sesje: 1. JOHNNY — Mroczne Części Lasu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Papyrus

avatar

Liczba postów : 56
Zamieszkanie : Dom Sansa I Papyrusa
Praca/Zawód : Kucharz
Ekwipunek : Czerwona peleryna Papyrusa, telefon, prawdopodobnie spaghetti
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Wto Maj 22, 2018 9:03 pm

Drwiący śmiech znów odbił się echem o pokraczne drzewa. Nieznajomy zakrył oczy ręką i śmiał się jakby usłyszał najlepszy żart w życiu. Wasze słowa najwyraźniej nie zrobiły na obcym większego wrażenia. Jednak jak możecie zauważyć; zamiast rzucić się w waszą stronę na razie stał i się śmiał. Wkrótce opanował się z grubsza i dalej chichocząc zwrócił się w waszą stronę.
- Ale Wy jesteście tępi! Człowiek broniący potwora! Hahaha! Może jeszcze posłużysz jej za dywanik i dasz się zdeptać? A Ty tępa wywłoko sama jesteś dziwna. Uganiasz się za jakimś kolesiem, który nawet pewnie cie nie chce! Kto chciałby Potwora!? Hahaha! Jesteś odrażająca! Oboje jesteście warci aby dać wam nauczkę.
Nieznajomy postąpił parę kroków przed siebie. Drwiący uśmiech nie schodził mu z twarzy. Rzucił do góry swój klucz, a następnie zręcznie go złapał.
- Jesteście gotowi? Jeżeli tak, to KRWAWCIE ZA ZBRODNIE!
Nagle niespodziewanie rzucił się w stronę chłopaka. Jego ręka wystrzeliła i miotła kluczem w twarz, a drugą dłoń trzymał nisko aby utrudnić ewentualny blok. Jego zamiarem był cios w nadnercza.

Johnny: 100 HP

Dia: 100 HP

*
Nieznajomy człowiek: 120 HP

//Pierwszy kostka za rzut kluczem, druga za cios.

_________________

NYEH HEH HEH!
Autobus (31.05.2018)|Bar Grillby's (17.04.2018)|Rynek główny(19.05.2018)


Ostatnio zmieniony przez Papyrus dnia Wto Maj 22, 2018 9:17 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 127
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Wto Maj 22, 2018 9:03 pm

The member 'Papyrus' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 4, 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Johnny

avatar

Liczba postów : 74
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Kelner w kawiarni "Garten"
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Pią Maj 25, 2018 10:41 pm

Coraz częściej zdarzało się Johnny'emu myśleć o tym, że to właśnie ludzie zasługują na miano "potworów" w przeciwieństwie do rasy niegdyś zamieszkującej ogromne, nawet do tej pory nieprzemierzone w pełni podziemia góry Ebott. Są oni cholernie okrutni, chciwi, zapatrzeni w siebie, skłonni do czynienia innym krzywdy, przeraźliwie płytcy i mściwi. Czasem zwykły człowiek może stać się gorszym potworem niż wcześniej wspomniane, posługujące się magią istoty. Dalej twierdził, że świat byłby o wiele lepszym miejscem bez jego gatunku. Czasami miał nawet wrażenie, że narodził się po złej stronie barykady. Zdanie chłopaka na ten temat do tej pory się nie zmieniło i nie zanosiło się na to, aby miałoby to kiedykolwiek jakimś cudem nastąpić. Co prawda, nie tyczy się to wszystkich przedstawicieli rasy powierzchniowców, lecz nie da się ukryć, że ci "milsi" z dnia na dzień coraz bardziej stają się zdecydowaną mniejszością. Mężczyzna, którego imienia posiadacz duszy sprawiedliwości nawet nie znał, jest idealnym tego przykładem. Dziewiętnastolatek był świadom tego, że tacy, jak on nigdy się nie zmienią. Nigdy nie dopuszczą do siebie myśli o tym, że to właśnie z nimi jest coś nie tak.
Nie można zaprzeczyć tego, że Dii nieświadomie (a może wręcz przeciwnie) prawie udało się wytrącić chłopaka z równowagi. Już samo przekręcenie przez nią jego imienia przyprawiało go o dreszcze na plecach, nie wspominając już o drażniących go docinkach i udawaniu znajomych. Ciekawe czy dalej by była taka odważna, gdyby Johnny jednak stwierdził, że nie ma zamiaru się mieszać. Mała cwaniara... Fakt, udawanie tego, że mają zamiar walczyć razem ramię w ramię, było całkiem dobrym pomysłem i jakimkolwiek sposobem na wybrnięcie z tej nieciekawej sytuacji, lecz Johnny już wiedział, że nie ma nawet sensu się z tym trudzić i próbować przemówić przywdziewającemu bandanę facetowi do rozumu. Poza tym nie mieli nawet pewności, że nie ma w okolicy żadnego jego kumpla, który miałby wkroczyć w razie, gdyby zaczęło robić się gorąco.
- No dalej! Obiecałeś mi łamanie kości i rozwalanie głowy! – rzucił w stronę nieznajomego, wyciągając ręce z kieszeni, odruchowo strzelając knykciami i obnażając swoje zęby w szyderczym i prowokującym uśmiechu. – Nie mów mi, że się boisz...
Komentarz pięciookiego potwora na temat szczęścia w jego oczach wprowadził nastolatka w chwilową konsternację. Naprawdę aż tak bardzo było po nim widać to, jak bardzo jest nakręcony? Cóż, nigdy nie był dobry w ukrywaniu swoich prawdziwych emocji, to na pewno. Faktem jest to, że każdy w takiej sytuacji chciałby się w jakikolwiek sposób z kimś takim dogadać i za wszelką cenę uniknąć rękoczynów i wzajemnego krzywdzenia siebie, lecz Johnny nawet przez chwilę tego nie rozważał. Czuł, że musi to zrobić. Czuł, że musi go ukarać za wszystko, co do tej pory powiedział. Tak długo już udawał kogoś, kim tak naprawdę nie jest. Podświadomie tylko czekał na tego typu okazję. Okazję, aby móc przynajmniej przez chwilę poczuć się chociażby w najmniejszym stopniu tak, jak kiedyś. Chociaż na chwilę znowu być sobą. Niestety, stary Johnny już od dawna nie istniał. Został zniszczony wraz z upadkiem bariery, a może stało się to nawet jeszcze wcześniej, wraz z poznaniem prawdy od Frisk na temat tego, jak działa ten świat. Raczej nikt nie pozostałby w pełni przy zmysłach po tym, czego się wtedy dowiedział. Koniec końców pozostała z niego tylko frustracja i żal.
W momencie, gdy nieznajomy cisnął kluczem nastawnym w chłopaka, ten uniknął go bez problemu, lekko przekrzywiając głowę w bok. Z lekkim zawodem stwierdził, że napastnik nie posiada najlepszej celności. Szkoda, cicho liczył na jakieś wyzwanie. Wreszcie po takim niesamowicie długim czasie miał okazję zawalczyć i się na kimś wyładować, poczuć dreszczyk emocji i pulsującą w jego ciele adrenalinę, a tu taki zawód. Niemniej jednak nie zamierzał go lekceważyć. Cholera wie, do czego ten gość jest zdolny i co ma jeszcze ukryte w swoich kieszeniach. Nie ciężko się domyślić tego, że musi mieć coś dodatkowo w zanadrzu, skoro jest taki uchachany i zgubnie pewny siebie... A przynajmniej właśnie w to chciał wierzyć młodzieniec. Równie dobrze mogło się okazać, że facet jest po prostu skończonym idiotą, który przecenia własne siły.
Dziewiętnastolatek nie ruszył się nawet o krok z miejsca, w którym do tej pory stał. Widząc szarżującego na niego przeciwnika wyposażonego w kastet, nie miał nawet zamiaru blokować lub unikać jego ciosu. Chciał zwyczajnie chwycić jego uzbrojoną rękę, żeby przerzucić go przez swoje ramię, aby następnie, kiedy mężczyzna będzie już na glebie, wykręcić jedną z jego górnych kończyn za plecami z całych sił. Tak szczerze to miał w głębokim poważaniu to, czy coś mu przypadkiem zrobi. Gardził takimi osobami jak on. Może jeśli złamie tego wieczoru jedną czy dwie kości, to może się czegoś nauczy... Nie... To raczej odpada, ale kto chłopakowi zabroni się wyżyć i przy okazji zabawić? Plus skoro może wyniknąć dodatkowo z tego coś dobrego, to raczej nic nie stoi temu na przeszkodzie, prawda?
- A teraz to ty przeprosisz... Nie... Masz błagać ją o wybaczenie! – warknął, brzmiąc tak, jakby się cholernie dobrze bawił, przy okazji jeszcze mocniej wykręcając jego rękę. – No dalej kozaku! Skończ wreszcie zgrywać pieprzonego, dumnego rasistę. Nie mam zamiaru użerać się z tobą całą noc! Może to ja powinienem łamać twoje kości tak długo, aż się nauczysz szacunku do potworów, huh? – dodał, coraz bardziej podnosząc swój głos. - NO DALEJ! DALEJ! DALEJ! DALEJ! DALEJ! CZEKAM DO CHOLERY!

//pierwszy rzut kością na przerzut przeciwnika przez ramię na ziemię i drugi na unieruchomienie go

_________________

Prowadzone sesje:
Mieszkanie Johnny'ego (23.05.2018) | Mroczna część lasu (01.05.2018) | WOLNE MIEJSCE


Ostatnio zmieniony przez Johnny dnia Pią Maj 25, 2018 10:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 127
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Pią Maj 25, 2018 10:41 pm

The member 'Johnny' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 8, 9
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Dia

avatar

Liczba postów : 16
Zamieszkanie : Dom w lesie
Praca/Zawód : Kasjerka
Ekwipunek : Czerwono-żółte rogi, telefon, pamiętnik i zdjęcie obiektu westchnień
Join date : 25/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Nie Cze 10, 2018 2:48 pm

Na komentarz nieznajomego zareagowała dość zwyczajnie, otóż odpowiedziała jedynie: — Ten „koleś“ za którym się UGANIAM, to Chael, który w rzeczy samej SAM JEST POTWOREM. Więc uważaj na swoje słowa, bo wieeeele mogą cię kosztować, panie bezimienny! — zaszczebiotała przeraźliwie, niby to słodko, a jednak chrypliwie i szaleńczo. Obłęd w jej oczach był z każdą sekundą bardziej widoczny, tak bardzo, iż cała sylwetka bestyjki wydawała się nim promieniować. Dię nie obchodziły zbytnio durnowate komentarze osób, które nie reprezentowały sobą nic, aczkolwiek mimo owego faktu wciąż czuła się podirytowana. Spoglądała co jakiś czas na Johnnyego, którego sobie pozwoliła przechrzcić na „Jo“, dopatrując się w chłopaku chęci opuszczenia tego miejsca... Niestety jednak, młodziak nie wydawał się być chętny na ucieczkę z tychże okolic, a jedynie tylko bardziej się podekscytował. Ogoniastej nie przypadło to do gustu — tak jak wcześniej już rozmyślała, nie ruszy się stąd bez niczyjego towarzystwa. Zawsze w końcu jest lepiej utknąć z kimś innym, niż w pojedynkę. Doskonale to pojmowała, toteż zezwoliła chłopakowi na małe „swawole“ z tymże dziwnym, acz nieco groźnym typem. Co mogła w tej chwili zrobić króliczyca? Niby go zaatakować, ale osoba, za którą tutaj doszła, cóż, widać było, że chciała to załatwić chyba samemu? Z jednej strony diabelska kreatura postanowiła odpuścić, z drugiej zaś, cholera, nie chciała stać, siedzieć czy też leżeć bezczynnie tępo wpatrując się w dziejące się na jej oczyskach rozlewy krwi. Już samo jej istnienie temu zaprzeczało — lubiła trochę się poszarpać, a jeżeli straci ząb czy dwa, to jeszcze nie powód do płaczu; odrosną, w końcu jest królikiem! Nie takim typowym, ale nadal. Widząc wyszydzającego, niedawno przybyłego, a także podnieconego zaistniałą sytuacją Jo... No cóż, jedyne co przemknęło czerwonookiej przez myśl to: „Oboje jesteście siebie warci“. Dia nie była dobra w analizowaniu ludzkich osobowości, owszem, była w stanie przejrzeć niektóre ich zachowania oraz manipulować nimi, ale nie było to niczym wyjątkowym. Ot, taka drobna przepustka na wszystko i nic więcej. Mimo to, miała dziwne wrażenie, iż jej ślepiom ukazały się dwie takie same osoby, wyrażające siebie po prostu na dwa różne sposoby. Właściwie to tak jakby o tym pomyśleć, Dia nie wstydziłaby się przyznać do tegoż pomyślunku, tak naprawdę była dumna z owych refleksji, a nawet natchnęło ją to do napisania kolejnego, na pewno świetnego wiersza! Niestety jednak, nie miała przy sobie nic, czym mogłaby go napisać, ani nawet na czym — jej malutki notatnik oraz ulubiony długopis z czarnym tuszem znajdowały się hen daleko, po za zasięgiem samej bestyjki. Dia przymknęła cztery oczy, które były w sumie jedynymi, które mogła zamknąć. Jej środkowe oko nie widziało jeszcze doskonale, promienie słoneczne wciąż oświetlały nieco tą mroczną część lasu powodując jednocześnie, iż dzięki centralnej gałce ocznej króliczyca widziała niewyraźnie, tak jakby mozaikowo. Próbowała skupić się na tym, by całe jej istnienie przestało, no cóż, „istnieć“, albo przynajmniej rzucać się w oczy. Nie chciała w takim stanie trafić w wir walki, no chyba, że coś jej się odwidzi i sama się na oprawcę nie rzuci. Milczała, tak długo, jak długo nie miała nic do powiedzenia... Szybko jednak drzemka poszła w zapomnienie, bowiem ZNUDZIŁA SIĘ ona bestyjce.
Dia przeciągnęła się, wciąż znajdując się na jednej z górnych gałęzi. Póki co, Johnny nie miał problemów, a napastnik albo był kiepski, albo nie dał z siebie jeszcze wszystkiego. Gdyby króliczyca miała brwi, to w tej chwili pewnie uniosłaby jedną z nich ku górze, spoglądając na nieznajomego z politowaniem i zażenowaniem — spodziewała się rozlewu krwi, a jak narazie (chyba) żaden z nich nie krwawił — ani Jo, ani ten bezimienny, którego wciąż nie wiedziała jak nazwać inaczej niż „nieznany, niezidentyfikowany mężczyzna“. — BUUUU, gdzie ta cała krew, o której cały czas pi*rd*l*c*e?!!! Zawiodłam się, ojj zawiodłam! Żadna z was rozrywka!!! — bestyjka łapiąc się wpierw ogonem i tylnymi łapami gałęzi zawisła na niej, kołysząc się do tyłu oraz przodu. Przednie łapy przyłożyła po bokach uzębionej paszczy, nawołując na okrągło: — BUUUU! MIAŁA BYĆ KREW, MIAŁO BYĆ ŁAMANIE, A WYSZŁO WIELKIE G JAK ZWYKLE! Ludzie, tacy są właśnie ludzie! Nuuuuudniiiii! — kiedy zmęczyło ją krzyczenie odetchnęła cicho, po czym dodała, pozwalając swoim rękom zwisać swobodnie: — Fajnie, że nic Ci nie jest, Jo~ ale coś za mało czadu dałeś. Już wyścigi ślimaków są bardziej ekscytujące, boohoo. — wciąż będąc do góry nogami, pozwoliła zsunąć się jednej z nóg. W tej chwili wisiała dość niebezpiecznie, bowiem cały ciężar ciała pozostał jedynie na nie za grubym ogonie oraz lewej łapie. Czy przejęło to Dię? A gdzie tam, nawet się w sumie nie zorientowała, że jej lewa strona jest bardziej obciążona niż prawa; tak, jakby nie zdała sobie sprawy z tego, że prawa nóżka znajduje się po za gałęzią. Króliczyca chętnie sama by coś zrobiła, by stworzyć bardziej pikantną akcję, aczkolwiek Johnny radził sobie świetnie, co tu dużo gadać? Trochę mocniej się kołysząc, chwyciła gałęzi dłońmi, po czym wskoczyła na nią, uprzednio stojąc przez chwilę na rękach (takie trochę salto). — Błagać o wybaczenie?... Jo, błagam, jestem najbardziej niemiłosierną i wredną potworzą «mendą» na całym naszym frajerskim globie.

_________________
KARTA POSTACI | SkRyTkA
Sesje: 1. JOHNNY — Mroczne Części Lasu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Papyrus

avatar

Liczba postów : 56
Zamieszkanie : Dom Sansa I Papyrusa
Praca/Zawód : Kucharz
Ekwipunek : Czerwona peleryna Papyrusa, telefon, prawdopodobnie spaghetti
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Nie Cze 10, 2018 10:53 pm

Johnny: 8 +1, 9+1
Akcje Johnny'ego powiodły się. Napastnik został pomyślnie przerzucony przez ramię, skutkiem czego wylądował na ziemi. Wykręcanie ręki także okazało się nad wyraz skuteczne, szczególnie z siłą zapaśnika.
*
Nieznajomy człowieka: 110 HP (-10)
*
Ale nawet po tych niezwykle widowiskowych sztuczkach człowiek w bandanie nie przestawał się uśmiechać. Można nawet rzec, że jego usta rozszerzyły się jeszcze bardziej. Kiedy Johnny wykręcał mu rękę, ten zaczął się chichotać. Zupełnie jakby nie czuł bólu związanego z niezbyt wygodną pozycją.
- Myślałem że jesteś po prostu zwykłym frajerem, a tu proszę - powiedział patrząc użytkownikowi duszy sprawiedliwości w oczy - chciałem się trochę pobawić, ale chyba muszę rozwalić ci łeb trochę szybciej. Hehehe.
Rechot przez chwilę unosił się w powietrzu. Miał on sobie mnóstwo pewności siebie, oraz niezachwiane rozbawienie, spowodowane tym, co zaraz się wydarzy.
Nieznajomy sięgnął wolną ręką do ukrytej kieszeni w płaszczu, a następnie wyciągnął coś, co mogło przypominać rękojeść miecza. Wyglądało raczej jak coś, co próbuje zrobić naćpany inżynier mechaniki po oglądnięciu Krzyżaków w rozszerzonej wersji. Skierował szybko przedmiot w stronę Johnny'ego i przycisnął mały guzik wystający z obiektu.
- ŻRYJ TO! - ryknął, a z rękojeści wystrzelił pocisk energii. Miał on raczej za zadanie zmusić chłopaka do odwrotu, niż go zranić. Jeżeli mu się nie udało to strzelił drugi raz. Lecz jeśli akcja się udała i chłopak puścił nieznajomego, to ten wstał i otrzepał się. Następnie wyjął parę innych, poukrywanych elementów i złożył w jedną całość. W efekcie czego powstało coś na kształt Mieczo-pistoletu. Człowiek przyjął postawę obronną.
- Pewnie przez chwilę myślałeś że wygrałeś, co? ALE JESTEŚ TĘPY! TAK SAMO TĘPY JAK TO COŚ CO TYLKO PATRZY I BOI SIĘ ZEJŚĆ! Idioto! Nie wiesz z kim zadałeś! Hahaha!
Jego wzrok patrzył to na potwora, to na chłopaka. Może wyglądał na oszalałego, ale bacznie przyglądał się każdemu ruchowi tych dwóch i był gotowy na ich działania. Zupełnie jakby robił to już wiele razy.

//Pierwsza kość na strzał, druga na kolejny strzał/pozycję obronną

_________________

NYEH HEH HEH!
Autobus (31.05.2018)|Bar Grillby's (17.04.2018)|Rynek główny(19.05.2018)


Ostatnio zmieniony przez Papyrus dnia Nie Cze 10, 2018 11:05 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 127
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   Nie Cze 10, 2018 10:53 pm

The member 'Papyrus' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 8, 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mroczna część lasu   

Powrót do góry Go down
 
Mroczna część lasu
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Obrzeża lasu
» Droga obok lasu
» Strumyk w środku lasu
» Południowa część lasu
» Bajeczna część lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Welcome to the Surface! :: Powierzchnia :: Okoliczne lasy-
Skocz do: