IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Centrum

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 275
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Centrum   Nie Mar 18, 2018 11:19 am

Nawet peryferia muszą mieć swoje małe centrum. W przeciwieństwie do miasta nie ma tu dużego ruchu, czy raczej: nie jest on aż tak przytłaczający. Krząta się tu wielu ludzi, ciągle się coś dzieje, jednak da się w tym wszystkim jakoś połapać i zorientować, co gdzie leży. Tu sklepik, tam stragan, gdzie indziej warsztaty tkactwa, a na końcu ulicy fontanna, którą poprzedza kamienny łuk oraz schody. Na każdym kroku można odetchnąć świeżym, niezanieczyszczonym powietrzem, pełnym zapachu dobrego jedzenia i kwiatów. Kto by nie chciał tutaj mieszkać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Johnny
She doesn't want yellow...
avatar

Liczba postów : 215
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Centrum   Wto Lip 10, 2018 6:02 pm

10.07.2119r., późne popołudnie

Tak to z najlepszą kawą w całym mieście Ebott jest, że stosunkowo dosyć często się kończy. W takim wypadku oczywiście należy jak najszybciej uzupełnić jej braki. Aby tego dokonać, właściciel kawiarni Garten zawsze wysyła jednego ze swoich pracowników z wyliczoną kwotą do osoby urzędującej w okolicach centrum miasteczka na peryferiach, aby za jego pośrednictwem zakupić cholera wie skąd eksportowane ziarna kawy. Jako że co miesiąc się zmieniali, tym razem nadeszła kolej na Johnny'ego.
Tego dnia słońce nieźle dawało popalić, a gorąc był wręcz nieznośny, więc dziewiętnastolatek stwierdził, że nie ma zamiaru przebyć pieszo w upale ów dosyć sporego dystansu i żeby tego uniknąć, uznał, że wreszcie pierwszy raz od dawien dawna skorzysta ze swojego roweru, który będąc w jego posiadaniu, praktycznie przez cały czas stał i się kurzył w piwnicy. Traf chciał, że nie miał tego dnia po swojej porannej zmianie nic do roboty, a co za tym idzie - nie musiał się jakoś szczególnie ze wszystkim spieszyć. Ciężko zaprzeczyć temu, że było mu to bardzo na rękę. Rzadko tam bywał i miał nadzieję się trochę bardziej rozejrzeć.
Kiedy wreszcie po około piętnastominutowej jeździe udało mu się wreszcie wydostać z betonowej dżungli i zażyć prawdziwego świeżego powietrza, które wręcz uwielbiał, był iście wniebowzięty. Jeśli nie wspominać o dosyć nieźle doskwierającym żarze nawet pomimo wcześniejszego przywdziania krótkich spodenek i T-shirtu, było całkiem przyzwoicie, a nawet przyjemnie.
Całość drogi od domu do celu zajęła młodemu dorosłemu jakieś niecałe czterdzieści minut. Gdy trafił do centrum, nie mógł przestać się rozglądać po różnych straganach, sklepach i innych dla nietutejszych wartych przynajmniej szybkiego odwiedzenia miejscach. Zapewne musiało to dla mieszkańców wyglądać komicznie, jak szary mieszczuch z zadziwiającym zapałem przeprowadza dokładną "inspekcję" ich miasteczka ku zaspokojeniu własnej ludzkiej ciekawości. Nie da się ukryć, że gdyby tylko miał na to wystarczające fundusze, to z chęcią by się tutaj przeprowadził. Niestety ciężko oczekiwać niesamowitych zarobków od pracownika kawiarni, czyż nie?
Niemniej jednak przyjechał tu po coś więcej niż samo zwiedzanie. Sama transakcja w sklepie, w którym znajdowało się dosłownie wszystko przebiegła nadwyraz pomyślnie. Johnny chciał nawet z ciekawości zadać ów mężczyźnie parę pytań, które miały głównie dotyczyć tego, skąd bierze swoje towary, lecz na szczęście przypomniał sobie słowa swojego szefa, który twierdził, że lepiej nawet nie poruszać tego tematu. Koniec końców, po zapłaceniu, chłopak zapakował do swojego plecaka ledwie mieszczący się w nim wór wypełniony nieznanego mu pochodzenia ziarnami kawy i wyszedł.
Po opuszczeniu budynku, młody Lingard ruszył z powrotem dalej zwiedzać te jakże urokliwe miasteczko znajdujące się daleko od zamieszkiwanego przez niego Ebott. Po krótkim marszu z rowerem u boku i napęczniałym od zawartości plecakiem zarzuconym na ramię, stwierdził, że zrobi sobie chwilę postoju na znajdującej się wolnej ławce przy fontannie, którą już wcześniej udało mu się dostrzec. Miała ona w sobie coś, co sprawiało, że mógł patrzeć na nią nawet godzinami. Siedział tak przy niej i ze smutkiem się w nią wpatrując, rozmyślał nad tym, że niedługo będzie musiał już wracać.

//Sansy boi
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sans
Legendary Fartmaster
avatar

Liczba postów : 16
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Sprzedawca-czego-popadnie
Ekwipunek : Telefon komórkowy, portfel, poduszka pierdziuszka, brzęczyk elektryczny, okulary z wielkim sztucznym nosem i wąsami, różowe papucie(!)
Join date : 07/07/2018

PisanieTemat: Re: Centrum   Czw Lip 12, 2018 7:19 pm

Gdy Papyrus pracował na pełną zmianę, Sans do woli mógł zajmować się sobą, swoją pracą lub po prostu robieniem niczego - czyli tego, co Sansy lubią najbardziej! Gdy jego brat przebywał w barze Grillbsa, u którego dość niespodziewanie zaczął pracować od czasu zamieszkania na Powierzchni, nie było się czego obawiać, a wszelkie paranoje mogły przynajmniej na chwilę schować się w dalsze zakamarki czaszki i tym samym pozwolić nieco odetchnąć. I to też robił aż do chwili, w której nie pozwolił sobie na kolejną z rzędu "krótką drzemkę". W każdym bądź razie ta była akurat krótka. Wyrwał go z niej bowiem głośny trzask, a następnie kobiecy wrzask, który był niczym więcej jak koleją kłótnią ludzi z sąsiedztwa. "Patologiczna rodzina", jak to lubią określać tutejsi. Dla Sansa jednak, który w pierwszej chwili nie otrząsnął się jeszcze do końca z sennego amoku, było to niczym przyłożenie kijem przez łeb. Przyłożenie, które jak raz podsunęło mu przed otwarte szeroko oczodoły wizję ciśniętego o ścianę ciała dziecka, które wcześniej zdążyło faktycznie jedynie raz krzyknąć w odzewie zaskoczenia. Posokę rozbryzło dookoła, tworząc tym najbardziej makabryczny obraz jaki miał okazję oglądać. W mieszkaniu szkieletów zawibrowało lekko, kiedy niewysoki szkielet teleportował się w panicznym zrywie.
Gdy ponownie poczuł ruch powietrza na twarzy, zamrugał szybko i kilkakrotnie przetarł oczodoły przedramieniem. Nie był do końca pewny co się stało, ale niezbyt go to martwiło. to nie pierwszy raz. Najwyraźniej znowu miał jeden z TYCH snów, huh? Nieźle go wywaliło, skoro znalazł się w jakimś pogranicznym miasteczku. Gdyby nie wyrzuciło go zresztą aż na czyjś dach, z którego swoją drogą miał całkiem niezłe widoki na oddalone odpowiednio wieżowce, pewnie dużo trudniej byłoby mu od razu określić miejsce swojego położenia.
Pozwolił sobie chwilę posiedzieć w bezruchu, poobserwować okolice i uspokoić pulsującą jeszcze jakiś czas duszę, zanim wreszcie zsunął się po dachówkach, zeskoczył na czyjś balkon, a z niego ponownie przeniósł swoje grube kości na ziemię.
Nie od razu spostrzegł nieprzychylne, przestraszone lub zgorszone wręcz spojrzenia nielicznie przechadzających się mieszkańców, ponieważ sam spostrzegł coś, co od razu przykuło jego uwagę - lokalny sklep spożywczy. Czy aby nie obiecał Papsowi, że zrobi zakupy? Prawdopodobnie... jakieś dwa dni temu? Ups.
Uśmiechając się do samego siebie, bez cienia niepewności ruszył w tamtą stronę. Podobno nigdzie nie szło o zakup lepszych jakościowo i smakowo produktów, jak na pograniczach. Że niby nieprzetworzone, naturalne, takie prosto z krzaczka. Papyrus na pewno ucieszyłby się, gdyby Sans kupił mu trochę świeżych pomidorów. O! I wyglądało na to, że ceny też nie były najgorsze, jak zauważył po karteczkach poprzyklejanych do różnorakich produktów z wystawki. Jak się jednak szybko okazało, nie dane mu było choćby odezwać się na powitanie. Za to jego powitał kolejny, kobiecy okrzyk.
Rozkojarzony, zaczął się powoli wycofywać poza sklepik, lądując tym samym na niewielkim placyku. Starał się nie spuszczać wzroku z postawnego, opalonego mężczyzny, będącego zapewne bratem bądź mężem sklepikarki. Facet szedł na niego, napinając mięśnie niczym sam Aaron, jednakże jego mina nie sugerowała, że robi to hobbystycznie czy też z chęci przyciągnięcia uwagi przypadkowego potwora jakim był w tej sytuacji Sans.
- Woah! Spokojnie, kolego. Nie chciałem nikogo przestraszyć. - uniósł nawet nieco obie dłonie, chcąc pokazać, że jest całkowicie bezbronny.
Ksenofobia była bardzo popularnym zjawiskiem w świecie ludzi, lecz Sans nie wiedział. bo i nie miał dotąd okazji się przekonać, że jeszcze szerzej rozwinięta niż w wielki miastach była właśnie na pograniczach oraz w odległych wsiach i osadach, gdzie nadal kultywowano zbyt wiele zabobonów. Oba jego łuki brwiowe uniosły się zatem w niekłamanym zaskoczeniu, gdy usłyszał, że nie ma tu dzieci, które mógłby... zjeść?
- Chill, przyjacielu.- spróbował załagodzić sprawę po swojemu, zanim coś wymknie się spod kontroli. - Nie mógłbym zjeść żadnego człowieka. Poza tym słyszałem, że jesteście strasznie... KOŚCIŚCI~ - mrugnął do tamtego porozumiewawczo, licząc, jeśli nawet nie na odrobinę śmiechu, to przynajmniej oszołomienie podaną na tacy aluzją. Mocno się przeliczył. Twarz człowieka stała się bowiem najpierw blada, a następnie jeszcze bardziej czerwona niż do tej pory. To było... nieoczekiwane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
She doesn't want yellow...
avatar

Liczba postów : 215
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Centrum   Wto Lip 17, 2018 9:07 am

Mieniąca się od promieni letniego słońca woda, dokładnie jak ów całe miejsce, do którego Johnny tego dnia zawitał, wydawała się nawet na swój sposób magiczna. Wszystko tutaj w pozytywnym sensie było całkowicie oderwane od rzeczywistości i zarazem typowych miastowych problemów, które potrafiły być po takim czasie koszmarnie upierdliwe. Ba! Możliwe było tu nawet ujrzenie przyjaźnie rozmawiających ze sobą potworów i ludzi, co nie ukrywajmy, potrafiło być wręcz niesłychanie rzadkie. Zapewne nie wszyscy mieszkańcy mieli pozytywne podejście do rasy, która niegdyś zamieszkiwała podziemia dobrze nam znanej Góry Ebott, lecz można było się domyślać, że większość miała do nich przynajmniej neutralne nastawienie. Już sam widok beztrosko bawiącego się ludzkiego dziecka z potworzym, który dziewiętnastolatek napotkał jeszcze przed zakupem kawy, potrafił być cholernie pocieszający, szczególnie zważywszy na czasy, w których przyszło mu żyć i obecną, nieustannie podsycaną przez rasistów sytuację.
W sumie to dosyć zabawne... Większość jego rówieśników non stop myślało o imprezowaniu lub przyszłości; założeniu rodziny, spłaceniu kredytu, kupieniu szybkiego samochodu i o innych typowo dorosłych rzeczach, kiedy tymczasem on zastanawiał się nad tym, gdzie chciałby spędzić resztę swoich dni, zanim nadciągnie znikąd reset, który wymaże z egzystencji i zastąpi go kolejnym "Johnnym", czy innym Williamem-Brajanem. Niemniej jednak cokolwiek, co tutaj napotkał, tylko utwierdzało go w tym, że chciałby tu spędzić resztę swoich dni. Nie ważne ile mu czasu pozostało do kolejnego wymazania przez Frisk wszystkiego, co działo się przez ostatnie lata... A przynajmniej właśnie w to chciał wierzyć. Wierzyć w to, że jest gotowy na swoje własne zejście ze sceny. Wierzyć w to, że tak właśnie musi być i na sto procent będzie. Pewnych rzeczy po prostu nie da się zmienić, prawda?
Dosyć głośne, jak na tę okolicę zamieszanie i krzyczenie o pożeraniu przez kogoś dzieci wyrwało młodego dorosłego z głębokiej i dosyć niepokojącej zadumy. Jak to człowiek, jego naturalnym odruchem było zerknięcie za plecy przez ramię w kierunku, z którego dochodziły odgłosy niezadowolenia pewnego jegomościa. Momentalnie pobladł, gdy ujrzał znajomego, niskiego szkieleta, który był najprawdopodobniej atakowany przez dosyć wysokiego i umięśnionego mężczyznę, co sprawiło, że niemal od razu poderwał się z ławki, na której dotąd siedział obok fontanny. Dlaczego znajomego? Po pierwsze - znał tylko dwójkę potworów o tak kościstym wyglądzie i po drugie - nikt inny, jak Sans we własnej osobie nie nosiłby na sobie tak dziwnego, a zarazem charakterystycznego stroju.
W głowie Johnny'ego zaczęło roić się od wręcz mnogich ilości rozwiązań, które pozwoliłyby mu wybrnąć z tej niezbyt przyjemnej sytuacji, lecz nad wszystkimi górowała ta, na pierwszy rzut oka najrozsądniejsza względem jego postanowień. Wystarczyło tylko odejść, prawda? Skoro w teorii wydawało się to takie proste, to dlaczego nie mógł tego zrobić? Nawet jeśli zdrowy rozsądek nakazywał mu jak najszybciej wiać, aby nie wdać się w kolejną rozróbę, to dlaczego nie potrafił wykonać tak cholernie prostej czynności? Dlaczego jego własne nogi odmawiały mu posłuszeństwa...?
Po krótkiej chwili stania w miejscu jak słup, niemal instynktownie ruszył w stronę źródła zasilania. Nie potrafił zostawić Sansa z czymś takim. Nikogo nie potrafiłby zostawić samotnego w takiej sytuacji.
- JAK PAN ŚMIE NAZYWAĆ MOJEGO SIEDMIOLETNIEGO BRATA POTWOREM?! - ryknął, kiedy zbliżył się na tyle wystarczająco, aby móc bez problemu przyjrzeć się twarzy ludzkiego rasisty, starając się przy tym brzmieć jak ktoś cholernie oburzony. - NIGDY NIE SŁYSZAŁEŚ O KOŚCIOMENTULI?! TO NAJWYŻSZE STADIUM ANOREKSJI, TY CHOLERNY IGNORANCIE! - dodał, starając się wypowiedzieć nazwę wymyślonej choroby tak, jakby naprawdę istniała.
Kiedy wreszcie znalazł się obok Sansa, poklepał go bez słowa porozumiewawczo po kości ramiennej, mając przy tym nadzieję, że szkielet zrozumie, co chce osiągnąć.
- Chodźmy stąd, Jacusiu. - dodał z rezygnacją i udawanym ciepłem w głosie, skinając głową w stronę fontanny. - Ten zły pan nie będzie już na ciebie krzyczał.
To była chyba najdurniejsza rzecz, jaką zrobił przez ostatnie lata swojego życia.

//rzut na zrobienie sklepikarza w ciula


Ostatnio zmieniony przez Johnny dnia Wto Lip 17, 2018 9:12 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 275
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Centrum   Wto Lip 17, 2018 9:07 am

The member 'Johnny' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 12
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Papyrus
Paściarz
avatar

Liczba postów : 158
Zamieszkanie : Dom Sansa I Papyrusa
Praca/Zawód : Kucharz
Ekwipunek : Czerwona peleryna Papyrusa, telefon, prawdopodobnie spaghetti
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Centrum   Wto Lip 17, 2018 11:24 am

Postawny mężczyzna na początku nie wiedział jak zareagować na okrzyki Johnnego. Dopiero po chwili zrobił się czerwony jak burak i spuścił głowę.
- Przepraszam Pana - powiedział dziwnym, trochę dziecinnym głosem.
Pobiegł do sklepu. Nie minęła chwila, a wrócił niosąc coś w rękach.
- P-proszę to przyjąć. Przepraszam bardzo. - mówiąc to, wcisnął w ręce chłopaka woreczek z brzęczącą zawartością. Tak na oko 25 G.
Następnie zwrócił swój wzrok w stronę "Jacusia". Ukłonił się przepraszająco i burknął coś, że jak chce, to może kupować w tym sklepie co chce. Dostanie nawet zniżkę.

_________________

NYEH HEH HEH!
Chatki Rybackie (23.08.2018)|Dzika plaża (07.08.2018)|Park(03.08.2018)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sans
Legendary Fartmaster
avatar

Liczba postów : 16
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Sprzedawca-czego-popadnie
Ekwipunek : Telefon komórkowy, portfel, poduszka pierdziuszka, brzęczyk elektryczny, okulary z wielkim sztucznym nosem i wąsami, różowe papucie(!)
Join date : 07/07/2018

PisanieTemat: Re: Centrum   Sro Lip 18, 2018 8:20 pm

Kto by pomyślał, że pierwszy człowiek spotkany tego dnia, okaże się typem nie tylko wyjątkowo odpornym na jego żarty, ale wręcz całkowicie pozbawionym poczucia humoru. Postawiło go to w wyjątkowo niedogodnej sytuacji, ponieważ ostatnim czego sobie życzył, było zwracanie na siebie zbędnej uwagi. Szczerze zastanawiał się nawet nad teleportacją z powrotem do łóżka, choć dobrze wiedział, że nie powinien stosować tego typu sztuczek tuż przed ludzkimi oczami. Przynajmniej dopóki sytuacja nie stawała się naprawdę poważna, a działanie obowiązkowe.
Z nieoczekiwaną pomocą przyszedł mu jednak ktoś, kogo z pewnością by się tutaj nie spodziewał. Zwłaszcza, że nie od razu rozpoznał chłopaka, z którym kiedyś zdarzało mu się zajadać smuty u Grillbsa. Jeszcze w Podziemiu. Ah, dobre czasy! Tak czy inaczej tylko przez wzgląd na prośby starej, dobrej Tori dwukrotnie sprawdzał jak się chłopak miewa i tylko z racji tego wiedział w ogóle jak wygląda. W innym razie niekoniecznie zdołałby go rozpoznać. Urosło się skubaniutkiemu! W ogóle nie przypominał już tamtego, ledwie sięgającego mu czubka czaszki dzieciaka. Tak szybko dorastają! Z Papsem w sumie było tak samo. Jednego dnia jeszcze mógł potraktować głowę tamtego jako podłokietnik, a następnego sam ledwie sięgał mu już żuchwy...
W niekontrolowanym odruchu przekręcił głowę, by spojrzeć w twarz swojemu obrońcy. Nie był co prawda zbyt szczęśliwy z faktu, że musi okrutnie wręcz w tym celu odchylać głowę, ale jak to zwykli mawiać ludzie - nie można mieć wszystkiego! Zresztą już wkrótce to bynajmniej nie nagła różnica wzrostu wprawiała Sansa w zdumienie, a SŁOWA i sam pomysł z jakimi wyskoczył Johnny, by wyciągnąć go z opresji. Im więcej kwitnącej pretensji wypływało z ust nastolatka, tym bardziej bolało go między żebrami i tym gwałtowniej zdawały się dygotać z sekundy na sekundę jego ramiona. Nowe kropelki potu również wypłynęły na czoło, zaś dusza niemalże skręcała się agonalnie w ledwie powstrzymywanym przez niego rozbawieniu. Całe szczęście, że nie miał aż tak rozbudowanej mimiki twarzy jak ludzie, bo mięśnie drgałyby mu teraz na niej jak szalone! Tymczasem tylko w kącikach oczodołów zbierały mu się coraz grubsze grochy łez. To było ponad niego...! Jak jakakolwiek ryba mogła złapać na tak beznadziejną, choć zdecydowanie ulepiona ze złota przynętę?! Cóż. Ta stojąca przed nimi najwyraźniej mogła. Ba! Łyknęła ją w całości i jeszcze gotowa była w swojej łatwowierności pożreć i samego wędkarza!  
Przytłoczony do granic możliwości, Sans szybko sięgnął do kaptura bluzy, który zaraz zarzucił w bezustannym dotąd milczeniu na czaszkę, garbiąc się przy tym widocznie. Zupełnie jakby sytuacja rzeczywiście przyprawiała go o złe samopoczucie, co nie tak do końca niezgodne było z prawdą. Bo czuł się wręcz okrutnie źle, nie mogąc wybuchnąć tubalnym śmiechem! Nic zatem dziwnego, że z chęcią większą niż można to opisać słowami, ruszył w stronę fontanny, jedynie gorliwie przytakując Lingadrowi głową. Nie mógł natomiast niestety odpowiedzieć sklepikarzowi, czy kimkolwiek był jego niedawny agresor. Gdyby spróbował, wszystko poszłoby jak magia w piach.  
Gdy już za to znaleźli się dostatecznie daleko, praktycznie przy samej fontannie, szkielet poczuł jak nogi odmawiają mu posłuszeństwa. Upadł ciężko na kolana, jedną ręką obejmując się na wysokości żeber, drugą wspierając o marmur kamiennego basenu.
- Pff-... PFFFfffffh....!
Ah. To bez sensu... Dłużej już nie potrafił.
- "Kościmentula"... - wyjęczał jeszcze, zanim wreszcie na dobre zaczął się dusić ze śmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
She doesn't want yellow...
avatar

Liczba postów : 215
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Centrum   Sob Sie 04, 2018 9:11 pm

- Nikomu ani słowa o tym, co tutaj zaszło. - bąknął stosunkowo cicho pod nosem, kiedy dołączył do duszącego się ze śmiechu kościotrupa przy fontannie, trąc palcami swoje skronie. - Nigdy. - dodał zapobiegawczo dla pewności, że karzełek go dokładnie zrozumiał.
Zgadza się, to zdecydowanie była zarówno najbardziej idiotyczna, jak i spontaniczna rzecz, jaką zrobił od dłuższego czasu. Zapewne zasługiwała na swoje własne mniejsce na półce idiotyzmów popełnionych przez Johnny'ego, zaraz obok wpadnięcia do Podziemia, ufania niewinnemu i przyjacielskiemu kwiatuszkowi, walki z Asgorem oraz proszenia Undyne o to, aby ta go trenowała. Pomimo ilości głupot, których dokonał młody Lingard, te najbardziej się wyróżniały spośród dosłownie ich wszystkich.
Zapewne z takiego rozwoju sytuacji ucieszyłby się każdy, czyż nie? Każdy prócz a jakże inaczej naszego dziewiętnastolatka, który wręcz zamarł w miejscu, widząc niewyobrażalną łatwowierność solidnie napakowanego mężczyzny. Jego skruszony głos kompletnie zbił chłopaka z tropu, a wręczenie mu woreczka z pieniędzmi i udzielanie zniżki na zakupy w jego sklepie, które odbyło się parę chwil później, sprawiły, że w miejscu w duszy sprawiedliwości, w którym niegdyś znajdowała się wiara w ludzkość, a aktualnie było ono puste, pojawiła się ogromna czarna dziura. Oczywiście metaforycznie, ale jednak. Sama myśl o tym, że ktoś może być do tego stopnia naiwny i głupi, niezmiernie go przerażała. Przecież NAWET brat ów szkieleta, któremu właśnie wybawił kościste dupsko z opresji, nie dałby się na coś takiego nabrać.
- Co ty tutaj tak w ogóle robisz, huh? Odczułeś potrzebę szukania kłopotów poza miastem, czy jak? - wreszcie zapytał po skierowaniu twarzy w stronę nieba i cichym oraz bezradnym westchnięciu. - Musisz się bardziej pilnować. - dopowiedział poniekąd karcąco do kościeja. O dziwo dało się wyczuć w jego słowach coś na kształt troski.
Nie ma mowy, żeby akurat TEN potwór zechciał sobie spędzać tutaj czas na świeżym powietrzu. Prędzej Papyrus, jego ukochany braciszek, stwierdziłby, że skończył z gotowaniem spaghetti i że przerzuca się na robienie kebabów w jego budkach z hot-dogami i hot-catami. Johnny chcąc nie chcąc znał jego pewne zachowania i zarys leniwego charakteru, a to tylko sprawiało, że jeszcze bardziej młody dorosły chciał poznać przyczynę jego odwiedzin centrum tutejszych peryferii Miasta Ebott.
- Jesteś naprawdę ostatnią osobą, którą bym podejrzewał o tak łatwe władowanie się w jakąkolwiek awanturę. - mruknął, wreszcie kierując swój wzrok na Sansa. – Mów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sans
Legendary Fartmaster
avatar

Liczba postów : 16
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Sprzedawca-czego-popadnie
Ekwipunek : Telefon komórkowy, portfel, poduszka pierdziuszka, brzęczyk elektryczny, okulary z wielkim sztucznym nosem i wąsami, różowe papucie(!)
Join date : 07/07/2018

PisanieTemat: Re: Centrum   Sro Sie 08, 2018 6:02 pm

Jak dobrze, że większość ze swoich przemyśleć Johnny zostawiał jednak dla siebie. Sugerowanie przy Sansie na głos, że jego brat mógłby być głupi lub naiwny, niezależnie od tego jaka była prawda bądź też nie, skończyć by się mogło sporymi nieprzyjemnościami. Lenistwo lenistwem, a braterska solidarność solidarnością.
Gdy jako tako udało mu się zebrać do kupy, uniósł przemęczone stare kości do punktu, w którym mógł przekręcić się i klapnąć siedzeniem na otaczający fontannę murek. Powoli zgarnął i kaptur z głowy. Jego kości policzkowe nadal mogły być odrobinę błękitnawe.
- Dzieciaku... To była najgorsza linia obrony, jaką kiedykolwiek słyszałem. Nawet moje wymówki na niewyprowadzanie kamienia na spacer wydawały się bardziej wiarygodne. - zgarnął ostatnią łezkę rozbawienia z kącika oczodołu. - I za to masz ode mnie dzisiaj podwójny szacunek. Mało kto odważyłby się wypowiedzieć na głos coś podobnego. - mrugnął do chłopaka, szczerząc się jeszcze bardziej niż zwykle. Kto by pomyślał, że głupie i totalnie beznadziejne kłamstwo zdoła mu aż tak poprawić humor. Nie zepsuło mu tego nawet bardzo intymne pytanie o powód pojawienia się w tym miejscu.
- Gdybym powiedział, że wybrałem się rozprostować stare kości, pewnie od razu PRZEJRZAŁBYŚ MNIE NA WYLOT? - bo byłaby to tak samo naiwna wymówka o ile nie bardziej, zważywszy na ich dotychczasową znajomość oraz wiedzę jaką o sobie wzajemnie dzielili. - Przypadki lubią chodzić po szkieletach. W jednej chwili leży taki w swoim łóżku, w drugiej siedzi na czyimś dachu, kontemplując braki w lodówce i jęki jakich będzie świadkiem, jeśli czegoś z tym nie zrobi. - rozłożył lekko ręce na boki w udawanej bezradności.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
She doesn't want yellow...
avatar

Liczba postów : 215
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Centrum   Sro Sie 08, 2018 10:49 pm

Dosłownie przy każdym wtrąceniu lub istniejącej możliwości na wplecenie jakiejkolwiek gry słownej, lub żartu przez Sansa w swoją wypowiedź, Johnny coraz bardziej przymrużał oczy, świdrując szkieleta swoim wzrokiem. Faktem jest to, że je lubił, lecz czasami były one cholernie nie na miejscu i potrafiły bardziej irytować, niż rozśmieszać, nawet po tak długim ich braku z racji zerwania kontaktów ze stojącym przed nim potworem. No ale to może on stał się przez te parę ostatnich lat nazbyt przewrażliwiony. Wychodzi na to, że chyba każdy musi chociaż w minimalnym stopniu dorosnąć tj. Według ustalonych przez społeczeństwo norm, zamienić się po części w przygniecionego trudnościami życia człowieka-nudziarza, który w efekcie posiada z dnia na dzień coraz mniej wolnego czasu na zabawę i przyjemności. Nawet ktoś taki jak ów posiadacz duszy sprawiedliwości.
- ... - dziewiętnastolatek milczał, nieustannie z cichą satysfakcją wysłuchując jego słów. - Masz rację. Nie dam Ci się wykręcić od odpowiedzi w tak błachy sposób. Skoro twój "szacunek" do mnie tak bardzo wzrósł, to co ci szkodzi, no nie? - jego kąciki ust delikatnie się uniosły, gdy sam postanowił złapać go za słówko.
Kiedy potwór zakończył swoją wypowiedź, chłopak wręcz natychmiastowo rzucił w jego stronę woreczek z podarowanymi mu przez pracownika sklepu pieniędzmi, które do tej pory cały czas trzymał zaciśnięte w ręce.
- Źle bym się czuł je zabierając. - odrzekł, drapiąc się nerwowo dłonią w tył głowy. - Wychodzi na to, że jesteś koszmarnie zajętym szkieletem, huh? - dodał nieco sarkastycznie. - Leć, skorzystaj ze swojej zniżki, Panie Jacusiu. Sam też muszę się już powoli zbierać. Szef mi ukręci łeb, jeśli nie zdążę wrócić do końca jego zmiany, a przede mną jeszcze kawałek drogi. - stwierdził, podchodząc powoli do leżącego w pobliżu plecaka wypełnionego ziarnami kawy, patrząc się na niego z lekkim niesmakiem.
Kiedy miał się za niego zabrać i podnieść rower, aby po chwili na niego wsiąść, nagle przypomniał sobie o pytaniu, jakie od bardzo dawna chciał zadać osobie, której przed chwilą uratował tyłek. Być może miejsce ani czas do tego typu rozmowy były ni w ząb nie odpowiednie, lecz Lingard miał świadomość tego, że może go nieprędko ponownie spotkać.
- Jeszcze jedno... - zaczął, lecz na moment zamilkł, jakby zbierając w środku siebie odwagę na dalsze poprowadzenie wypowiedzi. - Jak sobie z tym wszystkim radzisz, huh? Wiesz, o co mi chodzi... - wreszcie wypalił, mając nadzieję, że Sans pojmie to, że chodzi mu o moce pewnej, dobrze nam znanej zdeterminowanej osóbki i odnalezienie się w aktualnej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sans
Legendary Fartmaster
avatar

Liczba postów : 16
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Sprzedawca-czego-popadnie
Ekwipunek : Telefon komórkowy, portfel, poduszka pierdziuszka, brzęczyk elektryczny, okulary z wielkim sztucznym nosem i wąsami, różowe papucie(!)
Join date : 07/07/2018

PisanieTemat: Re: Centrum   Czw Sie 09, 2018 6:34 pm

Biedny Johnny. Sans niby już wiedział, że dorosłość mu nie służyła, ale kto by pomyślał, że AŻ TAK?! Jeszcze nawet nie posiwiał na głowie, a już grymasił na dobre żarty. Jeśli tak dalej pójdzie, poza nim i Tori nie zostanie w tym mieście nikt, na kim jego puny będą robiły odpowiednie wrażenie. Strach się bać.
Lekko zaszurał papuciami o bruk, odchylając głowę w celu spojrzenia w leniwie przesuwające się po nieboskłonie chmurki. Miło byłoby znaleźć się wśród nich. Zaraz jednak szybko wrócił do pozycji wyjściowej, w ostatniej chwili łapiąc podrzucony mu woreczek.
- Pewnie z czystej przyzwoitości powinienem zacząć protestować, ale wiesz, nie należę do szkieletów, które danemu złotu zaglądają w kruszec. - i pewnie ostatecznie kiedyś postawi coś młodemu w ramach niewysłowionych podziękowań, dlatego nie planował czuć się źle z faktem, że praktycznie od razu schował woreczek do kieszeni bluzy. Będzie za co kupić Papyrusowi pomidory i być może dorwie przy okazji jakiś zacny ketchup? - Zajrzyj kiedyś do któregoś z moich stanowisk, BRACISZKU. Zawsze znajdzie się jakiś hot-cat spod lady.
Gdyby nie incydent z absolutnie nieplanowanym przeniesieniem się za pomocą magi poza miasto, nawet zaoferowałby Johnny'emu odpowiedni skrót. Był w końcu leniwy, ale nie niewdzięczny. Tymczasem na chwilę obecną wolał odczekać jeszcze godzinę lub dwie, zanim ponownie zdecyduje się na jakakolwiek teleportacje. Jego magia bywałą ostatnimi miesiące zbyt przewrotna.
Podczas gdy Lingard zbierał się do drogi, Sans podniósł się z powrotem - raczej niechętnie - na równe nogi. Był gotów się pożegnać i ruszyć w swoją drogę, kiedy ton głosu wyrostka zatrzymał do w miejscu lepiej, niż jakakolwiek magiczna uprząż. Poczuł ostrzegawczy dreszcz na kręgosłupie, który jeszcze rok lub dwa wstecz kazałby teleportować się jak najdalej. Zamiast tego, odczekał wybitnie cierpliwie na dalsze słowa, domyślając się czego może dotyczyć ewentualny temat. Nie mylił się nadmiernie.
- ... - oczodoły Sansa przygasły, a następnie kompletnie zajęły się niewysłowioną czernią. Jego uśmiech mógł w tym momencie prezentować się wybitnie przerażająco nie tylko dla człowieka, ale także innego potwora. Jak szybko jednak zniknęły, tak szybko ponownie pojawiły się białe, łagodne punkciki. Choć może nie aż tak jasne jak zazwyczaj. - Jeśli znajdziesz dostatecznie dobry powód na to, by mieć po co wstać z łóżka każdego kolejnego dnia, życie stanie się odrobinę bardziej Sansowne~ - umilkł na moment. - Wiedziałeś, że Paps w końcu zaczął się realizować jako KUCHARZ? Z prawdziwego zdarzenia? Heh. Czasami zastanawiam się, czy Grillby nie doliczył mi tego ukradkiem na zeszyt. - kolejna pauza. - Dopóki się dobrze bawi, muszę sobie "radzić" i nie przyprawiać o zbędne zmartwienia. Jakby nie było, jestem w końcu starszym bratem~ W twoim przypadku... Jakby to powiedzieć? Dopóki nie masz jeszcze przed sobą zbyt wielu obowiązków, a twoje konto nadal jest czyste, postaraj się po prostu korzystać z życia, bo co masz do stracenia? Wiedza bywa straszna i nie mogę cię winić za obawy, ale dopóki nie doświadczyłeś jej efektów, to nadal tylko "możliwość". Puste słowa bez pokrycia. Będzie ci lżej, jeśli nauczysz się tak to postrzegać~ A jeśli nie potrafisz, znajdź inny powód do wstawania z łóżka. I postaraj się aż tak często nie zaglądać do butelki~ - machnął leniwie ręką nad głową, zanim ruszył z powrotem w stronę warzywniaka. Rany, rany. Kto by pomyślał, że aż tak się rozgada.
...
Dzieciak nadal był szczęściarzem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
She doesn't want yellow...
avatar

Liczba postów : 215
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Centrum   Pią Sie 10, 2018 6:24 pm

Na propozycję Sansa dotyczącą zawitania w jednym z jego stanowisk na darmowego hot-cata, jedyną reakcją Johnny’ego było lekkie skinięcie głową, poprzednio tłumiąc w sobie dreszcz, jaki by po jego plecach prawdopodobnie przeszedł, gdy usłyszał jak nazywa go "braciszkiem". Niemniej jednak nie oczekiwał niczego w zamian za te pieniądze. Ba! Czuł się poniekąd zobowiązany oddać je potworowi, ponieważ tak na dobrą sprawę, to właśnie jemu one się należały. Praca zespołowa pracą zespołową, ale nie przesadzajmy. W końcu, gdyby nie on, to ciężko by było o jakąkolwiek możliwość na zarobienie takiej szczodrej sumki kompletnie bez żadnego wysiłku. W sumie to szkielet został przez niego na swój sposób wykorzystany. Poza tym nie potrzebował na ten moment pieniędzy na gwałt. Do codziennego życia w zupełności wystarczały mu te, które sam uczciwie zarabiał bez wyzyskiwania ich od pracowników sklepów po uprzedzającym to zrobieniu ich w balona. Dodatkowo miał trochę zaoszczędzone i nawet planował w najbliższym czasie gdzieś wyjechać na wakacje, o ile zupełnie nie wyprowadzić się z tego zaszczutego miasta, co byłoby dla niego w aktualnej sytuacji niczym zbawienie.
Co do powrotu, to i tak prawdopodobnie odmówiłby mu towarzystwa. Raz, że chciał w miarę szybko oddać do kawiarni ładunek znajdujący się w jego plecaku, to musiał jeszcze po tym wstąpić tego samego dnia na siłownię, którą od ponad tygodnia już zaniedbywał. Znając tępo, z jakim normalnie porusza się stojącym przed nim kościotrup, to dotarcie z powrotem do miasta przed świtem następnego dnia, byłoby niebywałym sukcesem. W końcu kawałek drogi do miasta musieliby przebyć.
Tak na dobrą sprawę, to nie liczył na żadną szczególną odpowiedź na swoje pytanie. Zadał je głównie z ciekawości, pomimo świadomości tego, że nie tylko mu jest ciężko żyć z wiedzą na temat boskiej mocy pewnej małej, zdeterminowanej, lubującej się w noszeniu fioletowego sweterku dziewczynki. Nie miał nawet zamiaru specjalnie drążyć tego tematu, jeśli nie chciałby nic o tym powiedzieć. Nie spodziewał się aż tak długiej wypowiedzi od jego kościstego kolegi, a jeśli już chodzi o samą jej zawartość, to było parę momentów, gdy chciał mu przerwać i zacząć się o daną rzecz wykłócać, lecz dał sobie z tym zwyczajnie spokój. Głównie chodziłoby mu o to, że jak ma na spokojnie korzystać z życia ze świadomością, że w dosłownie KAŻDEJ chwili wszystko, co zna, może zostać zwyczajnie cofnięte i że łatwo mu o tym tak luźno mówić, skoro w przeciwieństwie do Johnny’ego, on nie zostanie zapomniany i wymazany z powierzchni ziemi. Ale co do jednego miał rację. Nie ma nic do stracenia. Właśnie to stwierdzenie zaszyło mu się nie wiedzieć czemu w głowie jeszcze przez parę następnych chwil.
Kiedy zobaczył, że Sans się także zabiera, Lingard odmachnął mu ręką w geście pożegnania i wskoczył na rower, aby następnie pojechać z powrotem do Miasta Ebott. Wracając, przystanął na chwilę w połowie drogi, zdając sobie sprawę z tego, co powiedział na sam koniec szkielet. Skąd on wiedział o jego "problemie" z piciem?!

//zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Papyrus
Paściarz
avatar

Liczba postów : 158
Zamieszkanie : Dom Sansa I Papyrusa
Praca/Zawód : Kucharz
Ekwipunek : Czerwona peleryna Papyrusa, telefon, prawdopodobnie spaghetti
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Centrum   Pią Sie 10, 2018 6:46 pm

Sesja była krótka, ale objętość postów pozwala mi dać wam po 1 FD. Tylko nie wydajcie na głupoty.

_________________

NYEH HEH HEH!
Chatki Rybackie (23.08.2018)|Dzika plaża (07.08.2018)|Park(03.08.2018)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Centrum   

Powrót do góry Go down
 
Centrum
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pomieszczenie Główne
» Centrum dowodzenia kryptonim "Polana"
» Centrum monitoringu
» Centrum monitoringu
» [ CENTRUM ] Lwia jama

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Welcome to the Surface! :: Powierzchnia :: Peryferia-
Skocz do: