IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ogród botaniczny

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Ogród botaniczny    Sob Mar 10, 2018 12:12 pm

W spokojnej, oddalonej od harmideru centrum części miasta, znajduje się ogromny, poprzeplatany ze szkłem i metalem budynek przypominający połączenie szklarni z muzeum. Przy wejściu jednak szybko orientujemy się, iż jest to ogród botaniczny, do którego można wejść za niewielką opłatą, by móc nacieszyć się pięknem licznych okazów flory... a także fauny, jeśli policzyć znajdujące się tutaj owady. Rozstawione ławki pozwalają na odpoczynek, ścieżki zaś umożliwiają nieśpieszny, przyjemny spacer wokół roślin i kamiennej fontanny, tkwiącej pośrodku ogrodu. Całość jest w ciepłe, słoneczne dni poprzecinana promieniami słońca, dzięki czemu otoczenie nabiera dodatkowego, niezwykłego blasku. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Wto Paź 23, 2018 4:30 pm

11.10, popołudnie, poprzednia sesja

Dobra... Na wstępie wypadałoby powiedzieć, że wciąż dosyć młodziutki posiadacz duszy sprawiedliwości niewątpliwie liczył na to, że cały proces legalnego porywania Marinette z jej nowo-rodzinnego współczesnego leża przebiegnie... Zdecydowanie szybciej i sprawniej, niż faktycznie miało to miejsce. Nie dość, że zamiast paru chwil, spędził tam spory kawałek czasu, to jeszcze do tego niewątpliwie napytał sobie srogiej biedy, całkiem umiejętnie i mniej więcej płynnie robiąc w bambuko przyszywaną mamę aktualnie wreszcie przebywającej w jego obecności brunetki oraz nieźle się wygłupił, coraz bardziej brnąć w opowiadaną przez siebie durnotę. Oczywiście sama Mari także dostała częściowo odpryskiem, a to przecież dopiero wstęp do zgotowanego jej przez Johnny’ego piekła. Najsmutniejsze jest to, że to właśnie ona prawdopodobnie będzie najbardziej poszkodowaną osobą w tej sesji.
Trzeba przyznać, że trochę inaczej także wyobrażał sobie ogólną atmosferę towarzyszącą pierwszej części ich wypadu. Chyba dawno już nie czuł takiego skrępowania, ale ciężko zaprzeczyć temu, że na nie zasłużył, czego był świadom. Potwornie okrutna cisza, jakiej jeszcze nigdy nie doświadczył w obecności idącej zaraz obok czternastolatki, była iście przytłaczająca. Odkąd ją znał, jeszcze nigdy nie widział jej w takim stanie. OD KIEDY DZIEWCZYNY W JEJ WIEKU SĄ TAKIE STRASZNE?!
Co się tyczy naprawiania swoich błędów i odzyskiwania w oczach młodej, i tak pewnie postara się za jakiś czas dorwać któregoś z jej aktualnych opiekunów i wszystko jeszcze raz na spokojnie wyjaśni, tym razem starając się nie opierać całej rozmowy na wszechogarniającej ściemie. Pozostaje liczyć na to, że uda mu się przetrwać jej nieubłaganie nadciągającą wielkimi krokami niebieską, zdecydowanie nieintegracyjną furię za to, jak bardzo się przez niego wygłupiła i to, co udało mu się odstawić.
Niemniej jednak zmowa milczenia, jaką był traktowany przez niebieską duszyczkę, nie była początkowo największym problemem. Po paru krokach od opuszczenia bloku, w którym znajdował się dom Mari, uświadomił sobie, że nie pomyślał jeszcze o tym, gdzie będzie najlepsze miejsce na odbycie planowanej przez niego... Khm, rozmowy. Już na samym wstępie odrzucił pomysł zabrania jej do siebie. Myśli dwudziestolatka wędrowały po przeróżnych miejscach, a jednak mimo tego miał upierdliwy problem z wyborem. To nie jego wina, że nie przewidział powodzenia swojej krucjaty! Na pewno miało być to w centrum po tej bardziej ludzkiej części miasta. Wszystko, co znajdowało się poza nią, kategorycznie odpadało. Przecież nie będzie tachał swojej towarzyszki, bóg wie gdzie.
Po paru chwilach udawania, że doskonale wie, gdzie idzie, rozwiązanie nasunęło się dosłownie same. Zaraz po drugiej stronie ulicy zauważył miejsce, do którego został kiedyś zaciągnięty przez swoich współpracowników kawiarni podczas dnia wolnego. Był to całkiem sprawnie skryty ogród botaniczny. Może i sam nie był fanem tego typu miejsc, ale wydawało mu się, że może się ono spodobać naburmuszonej Marinette. W końcu z tego, co było mu wiadomo, lubiła kwiaty. Może nie będą one jedynym elementem flory, jaki się jej podoba? Poza tym musiało być w środku ciepło, za co aktualnie oddałby lewą rękę.
Dosłownie sekundę po przekroczeniu drzwi wejściowych, uderzyła go fala przyjemnego ciepła oraz całkiem niezły widok. Może i nie wywierał na nim odpowiedniego wrażenia, ale nie mógł narzekać. Lepsze to niż siedzenie na jakimś zadupiu w parku w ten iście chłodny dzień.
Johnny gwałtownie przystanął po przejściu paru kroków zaplanowaną dla zwiedzających ścieżką, powoli odwracając swoją głowę w kierunku małej Liddell. Raczej wypadało mu coś wreszcie powiedzieć, prawda?
Przepraszam za tą całą akcję u ciebie. – bąknął stosunkowo cicho pod nosem, bardzo widocznie odwracając swój wzrok. – Potrzebowałem wymówki, aby cię wyciągnąć bez zbędnych pytań.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Sro Paź 24, 2018 9:33 pm

Szczerze? Marinette brakowało słów, dzięki którym mogłaby wyrazić dobitnie to, co jeszcze chwilę temu działo się w domowym zaciszu nastolatki. Wciąż zastanawiała się, dlaczego postąpił tak nierozważnie, a przede wszystkim jak powinna to wszystko odebrać. Zbłaźnili się okropnie, czego aż sama Liddell nie była na ten moment zdolna tego znieść i jakby nie patrzeć irytowało. Liczyła, że Johnny wyjaśni jej zaraz po wyjściu z bloku całą tą sytuację, jednakże tego nie zrobił, idąc w sobie znanym kierunku, co już na starcie nie spodobało się Mari.
Nie miała powodu, aby milczeć, w końcu zawsze była pierwsza do wszczęcia rozmów, lecz w tej chwili naprawdę nie miała bladego pojęcia co powiedzieć, wciąż miała ten mętlik w głowie związany z tą sytuacją. Czy była zgorszona po tym wszystkim? Oczywiście, w końcu oberwała jakby nie patrzeć rykoszetem za działania duszy sprawiedliwości i na tym pewnie nie koniec! Amelia z pewnością będzie chciała z dziewczyną w cztery oczy porozmawiać na ten temat, czego się już obawiała i w duchu liczyła, iż nie napotka żadnych niewygodnych pytań, przy których z pewnością używałaby wymijających odpowiedzi. Jednak nie mogła kryć się z faktem, iż ona też nie była święta i poszła za nim w całą tę śpiewkę, nie wyrażając przy tym słowa sprzeciwu, a przecież mogła to zrobić. Za dużo tego, miała już serdecznie dość, lecz chłodny wiatr studził niechciane przez nią emocje, stąd też na jej twarzy malował się spokój przez całą tą drogę, dzięki czemu ta mogła bez nerwów przemyśleć kilka aspektów.
Miejsce, do którego ją chłopak zaprowadził nieco ją zdziwił, gdyż z niczym jej się to nie kojarzyło, a przynajmniej zewnątrz. Ot zwykły budynek, z zaskakującym wnętrzem, które poznała, dopiero gdy oboje weszli do środka. Malowniczy ogród botaniczny był z pewnością strzałem w dziesiątkę, aby udobruchać nieco pogniewaną duszyczkę. Pytanie tylko w jakim stopniu skuteczne!
W końcu też doczekała się jakichś słów wyjaśnienia, które dla niej były dość niejasne. Wiele nie mówiły, a w tej chwili naprawdę oczekiwała od niego jakichś konkretów. Był jej to winien, a ona nie zamierzała tym razem cierpliwie czekać na łaskę ze strony „chłopaka”.
Bez zbędnych pytań, hm? Rozumiem. — westchnęła ciężko, spoglądając na niego przymrużonymi oczami. Jego wymijający wzrok tylko utwierdził ją w przekonaniu, że nie jest z siebie dumny z tego, co zrobił. Mimo to, Marinette poczyniła kilka kroków w przód, by następnie go wyminąć, będąc bliżej nieznanych jej roślin. Choć woń była dla dziewczyny relaksująca, to nie zagłuszyła tych myśli. — Naprawdę było to koniecznie, abyś podszywał się pod kogoś, kim nie jesteś? Johnny, czy ty zgłupiałeś?! — o ile wcześniej się od tego wstrzymywała, tak teraz nie zamierzała kryć się ze swoimi wyrzutami, zresztą już i tak powiedziała to na tyle cicho, by tylko on to usłyszał. — Wyjaśnij mi to, proszę. — dodała po chwili, spoglądając na niego przez ramię, by wnet ponownie zwrócić się do niego twarzą w twarz. Sprawiała wrażenie już mniej zdenerwowanej niż przed chwilą. Zdecydowanie Liddell w tym momencie psuje atmosferę ich jakże miłego „spotkania”, lecz miała ku temu powody. Może i oboje narobili sobie kłopotów, ale część odpowiedzi jej pytania posiada nie kto inny jak właśnie Johnny Lingard.

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Czw Paź 25, 2018 3:22 pm

"Podszywanie się pod kogoś, kim się nie jest", huh? Może i nie powinien być z tego dumny, ale, jakkolwiek to zabrzmi, wychodziło mu to coraz lepiej. Fakt, niby było to zwykłe pytanie z odrobiną zawartych w nim przez Marinette wyrzutów, lecz mimo wszystko potrafiło ono go skłonić do dziwnych oraz poniekąd dokuczliwych przemyśleń. W końcu robił to w pewnym sensie dosłownie cały czas, dokładnie tak samo, jak sama stojąca przed nim brunetka, a także reszta dzieciaków, które zdążyły się wydostać z dwuletniego pobytu w laboratoryjnych wyrach, co mógłby jej kąśliwie wypomnieć, ale jaki tak po prawdzie, jaki miałoby to sens? Przecież wszyscy robili, co mogli, aby móc się dostosować do otaczającego ich świata i nowych warunków, jakie im bezlitośnie stawiał. Mówi się, że cel uświęca środki. Przedstawiona sytuacja chyba idealnie oddaje te powiedzenie.
Twierdzisz, że powinienem był powiedzieć całą prawdę? Włącznie z naszymi wszystkimi historyjkami z Podziemia? – zapytał ironicznie, mrużąc przy tym oczy i wysuwając swoją głowę bardziej w kierunku Mari. – Nawet gdybym je pominął, sięgając po bardziej zwyczajną ściemę, to jaki normalny rodzic pozwoliłby dwudziestolatkowi, o którym praktycznie nic nie wie, na takie nagłe spotkanie w cztery oczy ze swoją czternastoletnią córką, co? Ostatnie, czego potrzebuję, to oficjalny tytuł pedofila. – skrzyżował ręce na piersi i rezygnacyjnie pokręcił głową. – Poza tym, mogłoby sprawić Ci to jeszcze więcej kłopotów i upierdliwych przesłuchań.
To nie tak, że czuł się w porządku ze sobą, jeśli chodzi o to, co odstawił w nowym domu małej Liddell. Nie ważne co, kłamstwo nadal bezwarunkowo jest kłamstwem, do których zazwyczaj się posuwał w zupełnej ostateczności, ale mimo wszystko uważał się po części za usprawiedliwionego, mimo tego, że faktycznie mógł znaleźć jakieś inne wyjście. Niemniej jednak jakiekolwiek ono by nie mogło być, żadne nie byłoby bardziej lub przynajmniej równie skuteczne i widowiskowe od tego zaprezentowanego dzisiejszego dnia! Dodatkowo łatwowierność macochy tylko dolała oliwy do ognia wznieconego przez posiadacza duszy sprawiedliwości, już i tak będącego podsycanym przez niebieską duszyczkę. Krótko mówiąc – nie było już dla nich odwrotu, odkąd tylko przekroczył pierwszy próg mieszkania. Hmpf... Jeszcze trochę i Johnny będzie uchodził za istny zwiastun nieszczęścia i zagłady. Zawsze to jakiś dodatkowy tytuł, jaki jego twórca może zacząć wykorzystywać w swoich postach.
Nie przeżywaj tego aż tak bardzo. – powiedział, trąc palcami swoje skronie, po chwili opuszczając oba ramiona w dół i ruszając do przodu ścieżką powolnym krokiem, uprzednio skinając we wspomnianym kierunku głową, dając znak małolacie, żeby przemieścili się kawałek dalej. – Później z nimi pogadam i wszystko załatwię, obiecuję.
Czasami zapominał, jak bardzo niekiedy drażliwa potrafiła być. W końcu to już ten wiek, huh? Plus nie da się ukryć, że w pewnym sensie zasłużył sobie na zjeby, patrząc na to, do czego ją delikatnie przymusił podczas konfrontacji z zarazem podejrzliwą, jak i naiwną Amelią.

_________________

Prowadzone sesje:


Ostatnio zmieniony przez Johnny dnia Wto Lis 27, 2018 6:32 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Nie Paź 28, 2018 2:04 am

Z pewnością wdrążenie tematu śpiączek duszyczek byłby jawnym pstryczkiem w nos, lecz i ciosem poniżej pasa dla czternastolatki, która do teraz nie jest zadowolona z tego, jak się ma sytuacja. Może to i lepiej, przynajmniej nie prędko dowie się tego, czym jest kobieca kurwica. Stop, bo jeszcze narratorka się rozpędzi ze swoim niecenzuralnym słownictwem i wyjdzie inna postać niż w opisie.
Nie zmienia to jednak faktu, iż nastolatka nie powinna tak ciskać błyskawicami, nawet jeśli miała ku temu powód, to powinna była jednak podejść do tego inaczej. Nic nie mogło ją usprawiedliwiać i ta doskonale zdawała sobie z tego sprawę, a już zwłaszcza gdy Johnny rzucił celnie, burząc w ten sposób niejako grunt pod jej stopami, jednakże również nasilając stopniowo wzburzenie swoimi słowami. Zacisnęła przez to mocniej zęby, gdyż nie mogła zaprzeczyć jasnej i palącej jak słońce racji, co rzecz jasna Marinette było w niesmak z tego powodu. Była dzieckiem, oczywiście, lecz to nie miało nic do rzeczy, jak i nie broniło ją w żadnym wypadku. Choć młoda, to już posiadała swego rodzaju kobiecą dumę, to i tak z trudnością przytaknęła mu kiwnięciem głowy, spuszczając swój wzrok na posadzkę. Nie miała na tyle odwagi, by spojrzeć mu w oczy po takim kalibrze. Jakby już przystosowanie się do życia w obcym świecie nie było dla niej wystarczające dobijające. To zaskakujące, jak wiele rzeczy lubi się powtarzać, czyż nie?
Nie o to mi chodziło... ― burknęła cicho, zastanawiając się, czy poszerzyć swoją myśl. Chciała być po prostu z każdym fair, nawet jeśli pod niewidoczną płachtą bujdy ze swojej strony. Integrując się z rodziną, Mari chciała w ten sposób zrekompensować wszystkie wpajane im z początku brudy, których się ta dopuściła. Taki cios mógł na dłuższy czas zaburzyć to, co tak chciała zbudować. ― To... nie ma sensu. ― stwierdziła ze smutkiem, więc bez sprzeciwu poszła w tym samym kierunku co dziewiętnastolatek, a dopóki ten nie rzucił czymś nader rażącym dla niej! ― No wiesz ty co! ― zaczęła, przyśpieszając kroku, by znaleźć się bliżej niego. ― Teraz siedzimy w tym razem, więc i RAZEM to załatwimy. ― dodała szybko, chwytając Johnny'ego za rękaw bluzy. Nie zamierzała mu pozwolić, by ten wszystko brał na siebie po tym wszystkim, co odwalili. Jakby nie patrzeć oboje znaleźli się w tym bagnie, więc nawet jeśli on to wszystko zapoczątkował, to i tak odpowiedzialność za to ponosili równie taką samą. ― Jasne? Bo nie odpuszczę! ― powiedziała, udając groźbę w głosie, puszczając przy tym jego rękaw. ― Chyba że mam cię zmusić do złożenia paluszkowej obietnicy, hm? ― zapytała już bardziej w żartach, po czym poczyniła kolejnych kilka kroków w przód, by przynajmniej na moment mogła spojrzeć na kwiaty, które ją zaciekawiły.
Pomijając to wszystko... o czym chciałeś pogadać? ― zapytała, chcąc oddalić jak tylko możliwe paskudną atmosferę, do której to sama się przyczyniła swoim zachowaniem. Stąd też chciała brzmieć spokojniej, kryjąc się na ten czas z urazem, co jako-tako jej wychodziło, lecz nie chciała też toczyć większego sporu, a już zwłaszcza z Johnnym, który to pofatygował się by... no właśnie! ― Jakim cudem trafiłeś na mój adres? ― wyskoczyła z kolejnym pytaniem, spoglądając w szoku na duszę sprawiedliwości, ponieważ sama mu go nie podawała!

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Nie Paź 28, 2018 9:27 am

Młody dorosły poczuł poniekąd dziwną ulgę, kiedy Mari odpuściła sobie dalsze sprzeczanie się z nim na temat tego, czy słusznie postąpił odwalając taką, a nie inną akcję w jej domu. Dobrze było wiedzieć, że już nie musi grać złego gościa, który miesza w cudzym życiu dla swoich własnych celów. Akurat to, kto ma rację, nie miało już na aktualną chwilę większego znaczenia, zważywszy na to, że nie było już możliwości na wybrnięcie ze wspólnie przez nich wykreowanego bagna. Stało się i tyle. Nie było po co bardziej drążyć tej kwestii, chyba że dla najzwyklejszego poprowadzenia dalszej kłótni, jak to mają zazwyczaj w naturze robić zarówno przedstawicielki płci pięknej z nadmuchanym ego, jak i zadufani w sobie faceci. Oczywiście z większym naciskiem na to pierwsze.
Satysfakcja z tego, że udało mu się już na wstępie przegadać rozsierdzoną małolatę, niestety nie trwała wiecznie. Nie da się ukryć, że rozbawiło go jej poruszenie i upartość, jeśli chodzi o wspólne naprawianie tego, co zmajstrowali dzisiejszego dnia. Prędzej spodziewałby się naburmuszonych i pretensjonalnych oczekiwań dotrzymania obietnicy, a tu proszę, taka niespodzianka. Nie żeby był co do niej uprzedzony. Miał trzeźwe spojrzenie na to, że wciąż jest dzieckiem, a jak powszechnie wiadomo, dzieci często zbytnio skupiają się na pewnych dotkliwszych sprawach oraz je wyolbrzymiają, kiedy dorośli mają, albo przynajmniej powinni mieć, świadomość tego, że da się je szybko i sprawnie załatwić. Najprostszym oraz zarazem najgłupszym przykładem może być obrażenie się na kogoś i nieodzywanie się do niego pomimo chęci naprawy swoich stosunków. W końcu wystarczy na spokojnie pogadać, no nie? Chociaż z tą tezą akurat można się kłócić z racji tego, że każdy młodziak jest inny.
... – przemilczał wszystkie niewinne groźby czternastolatki, wstrzymując się od jakiejkolwiek odpowiedzi i wciąż idąc w ciszy do przodu. Po cichu liczył na to, że pozwoli mu ona samemu pogadać z jej nowymi rodzicami. Tak byłoby prościej. Poza tym, to on wszystko zapoczątkował i wciągnął Marinette w swoje intrygi. Nie było potrzeby, aby kazać brunetce się w to wszystko mieszać, ale skoro takie było jej życzenie, to kimże on jest, żeby jej tego zabraniać? Nie znaczy to jednak, że to popiera. – Zmusić, powiadasz? – powtórzył pod nosem wyraźnie rozbawiony oraz zaciekawiony. Wzmianka o paluszkowej obietnicy kompletnie zbiła go z tropu. Jak to jest, że cały czas udaje się jej czymś go zaskoczyć?
Kiedy padło pierwsze pytanie właścicielki duszy integracji, Johnny drgnął w ledwie widoczny sposób, stając przy tym gwałtownie w miejscu. Całkowicie wypadło mu z głowy, że będzie musiał odbyć z Mari dosyć nieprzyjemną dla niego rozmowę o tylko mu znanym temacie, co pierwotnie było celem tego całego spotkania. Nie miał pojęcia, jak nawet ma zacząć. Na szczęście z owej zagwozdki szybko wyrwało go kolejne pytanie małej Liddell.
Undyne. – odpowiedział na pytanie młodej, które dotyczyło tego, jakim cudem udało mu się dorwać do jej adresu, tylko jednym słowem, jakby ono miało rozwiać wszelkie wątpliwości i być rozwiązaniem każdej najmniejszej zagwozdki. Czego by o niej nie powiedzieć, to właśnie dzięki niej, albo raczej za jej sprawką, się tutaj teraz znajdował w towarzystwie niebieskiej duszyczki. – Więc... Jak ci się żyje na powierzchni? – szybko zmienił temat, mając nadzieję na to, że mikrus zapomni o swoim poprzednim pytaniu, żeby zdobyć trochę czasu na zebranie się w sobie.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Wto Paź 30, 2018 12:29 am

Prosta i szybka odpowiedź w tej kwestii jej wystarczyła, choć nie kryła swego zdziwienia, że to właśnie ona dała adres Marinette i nie tylko jej. Choć zaskakującej i mało treściwej odpowiedzi, ta była jednak usatysfakcjonowana, przez co nie zdecydowała się, aby ciągnąć dalej ten temat. Po prostu tyle starczyło, więc przyszedł czas na kolejne pytania, jednak tym razem nie z jej strony.
Pytanie Johnny'ego mogła się jak najbardziej spodziewać, w końcu kto nie byłby ciekawy w tej kwestii. Co nie zmienia faktu, że sama Mari nie miała pojęcia jak odpowiedzieć na to pytanie. Nie było jej źle, ale też nie mogła powiedzieć, iż jest u niej dobrze. Tutaj również wchodziły jej osobiste rozterki, po części typowe dla dziewcząt w jej wieku, lecz nie tylko.
Jakby nie patrzeć żyła w innych czasach, które w dużym stopniu różnią się od dzisiejszych... gdzie oczywiście wizyta w Podziemiu i ponowny powrót do życia pozwolił jej poznać na nowo świat i związaną z nią technologią. Już pierwsza styczność Marinette z wypasionym telefonem był istnym kabaretem, bo przez krótki czas brunetka istnie bała się go, że coś kliknie i zepsuje go przez to albo inne cudawianki. Chwilową ciszę przerwało ciche parsknięcie ze strony dziewczyny, gdy zderzyła się z tym konkretnym wspomnieniem. Mała i głupiutka Liddell. Teraz było zdecydowanie lepiej, choć wciąż preferuje inną formę rozrywki niżeli jej rówieśnicy, wpatrzeni godzinami w te swoje małe czy duże ekrany gadżetów. Czasem fakt tego, że sprawiała wrażenie „staroświeckiej” po prostu ją drażnił. Jest po prostu sobą, czyżby to nie wystarczało? Co się stało z tymi ludźmi...
Hym, cóż.― chowając swe rączki za plecami, zaczęła mówić, po dłuższej zmowie milczenia z jej strony, decydując się w końcu na szczerość. ― Prócz tego, że czuje się dziwnie obco wracając do Ebott, to... jest dobrze, niczego mi nie brakuje. ― odpowiedziała zgodnie z prawdą, choć jej odpowiedź sprawiała wrażenie okrojonej, wręcz wybrakowanej. Nie kwapiła się na to, aby powiedzieć coś więcej, czy w ogóle skora do podzielenia się jakimiś większymi szczegółami. Nawet jeśli miała na twarzy wymalowany uśmiech, to zdawała się skryta, co nie świadczyło dobrze o nastolatce, która zawsze dzieliła się ze swoimi myślami w kręgu zaufanych i ważnych dla niej osób. ― Chociaż liczyłam, że będzie ździebko inaczej jeśli chodzi o sytuację naszych przyjaciół. ― dodała nagle nieco smętnie, po czym usiadła przy najbliższej ławeczce i gestem dłoni zaprosiła Johnny'ego do tego samego. Postanowiła odbić piłeczkę, jeśli chodzi o pytanie, pozwalając świadomie na zbycie ją, a przynajmniej na ten moment. Skoro tak, to i ona dopuści swoją ciekawość do głosu w tej kwestii. ― A tobie? ― spytała, spoglądając na młodego dorosłego z ukosa, będąc naprawdę zaintrygowana tym, jak u niego potoczyły się sprawy czy również spotkał się z trudnościami i jak sobie z nimi poradził. Może w ten sposób znajdzie też rozwiązanie czy też podpowiedź na własne rozterki? Kto wie, ale dziewczyna dyskretnie na to też liczyła. ― Masz więcej do opowiedzenia niż ja, więc zamieniam się w słuch. ― pozwoliła sobie na delikatnych śmiech ze swojej strony na to spostrzeżenie, uważnie przyglądając się brunetowi i jego reakcji.

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Czw Lis 01, 2018 10:54 pm

Oczywiście, że prędzej, czy później zadałby takie pytanie! Come on! Kto by na jego miejscu tego nie zrobił?! Może i nie było ono jakoś szczególnie sprecyzowane, tylko dotyczyło właśnie ogółu, lecz padnięcie owej kwestii było niemalże idiotycznie pewne! Nie ma co, wystarczyłoby słowo od czternastolatki, że z jej nową rodziną jest coś nie tak lub że ktoś jej dokucza, a Lingard natychmiastowo wziąłby szturmem przestrzeń osobistą takowego dupka. Co się tyczy już samej odpowiedzi, to cóż... Uczucie, jakiego doświadczyła oraz zapewne w dalszym ciągu doświadcza Marinette, było Johnny'emu wręcz niesamowicie bardzo dobrze znane i ciężko było mu się dziwić. W końcu sam został postawiony wcześniej w dokładnie takiej samej sytuacji. Zawód obecną sytuacją potworów, skołowanie powrotem do szarej i smutnej rzeczywistości na powierzchni, a nawet i potworna, wszechogarniająca obcość wywołana nagłą wymuszoną potrzebą zaadaptowania się na nowo do... WSZYSTKIEGO! Młoda miała ten plus, że w przeciwieństwie do niego nie postanowiła samej się zmierzyć z wymienionymi problemami i nie unikała z uporem maniaka żadnego kontaktu, czy pomocy ze strony starych znajomych. Chociaż tyle, że nie musiała się z tym wszystkim babrać dokładnie tak, jak posiadacz duszy sprawiedliwości.
Skądś to znam. – powiedział z ironią w głosie, przyglądając się siadającej na drewnianej ławce dziewczynce. – Wszystko jest takie szare, huh? Bez polotu. Zwykłe. – pokręcił głową, krzyżując ramiona na swojej piersi. – Chyba nikt nie pomyślał, że wszystko może się skończyć w taki sposób.
W momencie, gdy niebieska duszyczka odbiła w stronę dwudziestolatka jego własne pytanie, ten ze zmieszaniem podrapał się w tył głowy, a następnie usiadł obok małej złośnicy we wskazanym miejscu, wyraźnie unikając jej wzroku.
Trzeba przyznać, że dosyć długo zabrała mu jakakolwiek odpowiedź. Milczał przez dobre pół minuty, zastanawiając się nad tym, co powinien powiedzieć, aby nie zmartwić drugiego uczestnika rozmowy, zarazem nie pozwalając mu na zwęszenie, że coś było zdecydowanie nie tak. Może i miał "więcej do powiedzenia", ale niekoniecznie miał ochotę dzielić się swoimi przeżyciami, jeśli tak można było je nazwać. W końcu... Nie było czym się chwalić, prawda? W sumie wbrew wszystkim pozorom nie było tego aż tak dużo, a przynajmniej on sam tak to widział. Większość dni, jakie dane mu było spędzić na powierzchni, były zwykłym powtórzeniem poprzednich dób, co mogło wydawać się smutne, zważywszy na to, jakie rzeczy działy się w Podziemiu. Tam każdy dzień był inny. Każdy niósł nowe możliwości, doznania, nowe ciekawe znajomości, kiedy tutaj wszystko było takie same. I nawet już nie chodziło tu o obraną przez Johnny'ego drogę, jaką starał się za wszelką cenę trzymać.
Jakoś to leci... Przynajmniej tak mi się wydaje. – westchnął, wreszcie wyrywając się z zadumy. Nie ma co, przynajmniej miał dach nad głową, lodówkę wypełnioną żarciem i mógł sobie pozwolić na niektóre przyjemności. Większość ludzi by za takie coś zabiła! – W teorii nie mam na co narzekać. Poza tym nie wydaje mi się, że chciałoby Ci się wysłuchiwać zgredziałego biadolenia na pracę, czy płacenie rachunków. – postarał się wymusić śmiech, lecz w efekcie wydał z siebie coś na kształt pojedynczego parsknięcia.
Nie spodziewał się takiego chamskiego odbicia piłeczki! Niech Cię Mari!

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Pon Lis 05, 2018 12:13 am

Przytaknęła, dziewczynie nie było trudno zgodzić się ze stwierdzeniami, którymi serwował Johnny. Niby powrót do normalności, lecz nie na tyle barwną, jaką zapamiętała czy też taką, z którą to spędziła przez krótki okres w Podziemiu. Dla Marinette to była diametralna zmiana, lecz patrząc wstecz, równie miała to samo odczucie, gdy wpadła do świata pełnych potworów. Kwestia przyzwyczajenia, więc prędzej czy później ten dyskomfort minie, a przynajmniej na to liczyła nasza duszyczka.
Zmarszczyła delikatnie brwi, gdy dostrzegła, że chłopak ponownie unika jej wzroku, a dłuższe milczenie z pewnością nie świadczyło o jego bogactwie doświadczeń, z którymi musiał się zmagał przez ostatnie dwa lata. Coś takiego po prostu nie mogło umknąć uwadze młodej Liddell. Nawet jeśli diabelsko ją kusiło, to na ten moment nie zamierzała naciskać, choć zachowanie Lingarda zaniepokoiło Mari, przez to nie chciała pozostać temu obojętna.
A może akurat jestem ciekawa? ― odpowiedziała pytaniem na pytanie, nie siląc się na prześmiewczy ton. Nie przepadała za tym, gdy ktoś rzucał przypuszczeniami, aczkolwiek sama ostatnio się na tym łapie. Do kompletu jeszcze brakuje, aby wierzyła w niektóre pozory, przez co stanie się całkowicie nieufna do znacznej części społeczeństwa. Wtedy z pewnością nie będzie mianować się jako dusza integracji. Utracenie cechy prawdopodobnie byłoby czymś koszmarnym nie tylko dla kasztanowłosej. ― W końcu to nie zdrowe trzymać tyle w sobie, czyż nie? ― dodała niedługo po tym, z serdecznym uśmiechem na ustach. Subtelnie tym zdaniem chciała Johnny'ego poniekąd zachęcić i dać mu do zrozumienia, iż w każdej kwestii go wysłucha, nie bacząc na tematy. Fakt, na niektóre z nich mogła być zwyczajnie za młoda czy też część z nich jeszcze ją nie dotyczą, co jednak nie zmienia tego, iż chciała w ten sposób wystawić swego rodzaju pomocną dłoń. ― Ale jak wolisz. ― sapnęła koniec końców zrezygnowana, nie kusząc się na kontynuowanie tegoż tematu, o ile sam dwudziestolatek miał co do tego inne zdanie. Jednak, jakby nie patrzeć, mieli jeszcze inne sprawy do omówienia.
Od czasu do czasu machając nogami w czasie gdy siedzieli oboje na ławce, Mari na moment się zawiesiła. Przez chwile wahała się, czy zacząć rozmowę, a jeśli już to czym. Wciąż miała do niego kilka pytań, lecz z kolei cichutki głosik z tyłu jej głowy podpowiadał, aby pozostawiła je na później. Tak też zrobiła, więc zaczerpnęła nieco powietrza i wyskoczyła z kolejnym pytaniem.
Ciekawi mnie też jedno. ― zaczęła, a kwitnące rozbawienie na jej twarzy mogło już coś sugerować, a przez myśl dziewczynie przeszło o... ― Szef się dowiedział, że jego herbatki troszkę ubyło? ― nie chciała zabrzmieć złośliwie, choć i to nie wyszło. Nawet jeśli ta sprawa ją teraz bawiła, to nie mogła ukryć faktu, że w tamtym okresie martwiła się o dwójkę pracowników i ich losie przez najbliższe tygodnie. Tak jak wtedy „obiecała”, nie wstąpiła do kawiarni w czasie kiedy to miał wrócić szef lokalu, ale nawet po tym więcej tam nie zajrzała... aczkolwiek planowała!

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Czw Lis 08, 2018 4:33 pm

Co się tyczy kwestii przyzwyczajenia, Johnny dalej miewał z nią mimo wszystko problemy, a przecież spędził już na powierzchni o wiele więcej czasu niż Marinette, pomijając fakt, że od upadku bariery minęło już go jeszcze więcej, porównując do tego, który spędził z potworami przed ich uwolnieniem. Czasami nawet dochodziło do tego, że czuł się uwięziony w swojej własnej przeszłości, co tak na dobrą sprawę nie było aż tak nieuzasadnione. Właściwie to dokładnie tak było, ale mimo wszystko nie da się ukryć, że każdy adaptuje się do nowych sytuacji i otoczenia w swoim własnym tempie, którego, nawet jeśli bardzo by się chciało, nie da się sztucznie przyspieszyć.
Kiedy niebieska duszyczka stwierdziła, że zatrzymywanie dla siebie swoich wszystkich problemów może powodować przykre szkody, dwudziestolatek poczuł silną chęć ironicznego parsknięcia śmiechem, którą to szybko postarał się w sobie stłamsić, aby nie budzić u młodziaka niepotrzebnego niepokoju. Czy to nie zabawne, że był tego idealnym przykładem? Wydawało mu się to nie o tyle śmieszne, co o wiele bardziej poniżające. Jeszcze tylko brakowało tego, żeby ktoś zaczął się o niego zbędnie martwić. Wtedy ciężko by było mu przebić poziom prezentowanej przez siebie żenady. Może i nie był w najlepszej kondycji, jeśli chodzi o całokształt prowadzonego przez siebie życia, ale przynajmniej dalej miał swoją własną żółtą dumę, której nigdy nikt nie byłby w stanie mu odebrać.
Spokojnie, mam wszystko pod kontrolą. – śmiało zarzucił tego dnia kolejną srogą ściemą, widząć rezygnację w postawie Mari. – Przecież mnie znasz. Nie pozwoliłbym na to, aby cokolwiek wymknęło mi się spod kontroli. – lekko się zawahał przed wypowiedzeniem owych słów przez przebiegający po jego plecach nieprzyjemny dreszcz, lecz na szczęście szybko poleciał dalej z wiatrem. – Dobrze wiesz, że gdyby działo się coś poważniejszego, to zwróciłbym się z prośbą o pomoc w pierwszej kolejności do ciebie! – posilił się na nieco rozbawiony ton, starając się przy okazji podrasować ego forumowego słoneczka podczas dalszego kręcenia karuzeli spierdolenia kłamstw.
Następne pytanie wywołało u niego... Mieszane uczucia.
Raczej nie...? – powiedział niepewnie. – Przynajmniej nic na to nie wskazuje. W końcu jeszcze żyję. – dodał, wykrzywiając swoje usta w niepokojąco przerażonym uśmiechu oraz spoglądając na oszklony sufit całkiem sporego pomieszczenia, w jakim się aktualnie znajdowali.
Gdyby tylko czternastolatka wiedziała, ile zjadł nerwów na tego typu rozmyślaniach. Za każdym razem uderzała go fala stresu, kiedy tylko się witał ze swoim pracodawcą w obawie, że wreszcie mu się za to oberwie.
WŁAŚNIE! - nagle się wzdrygnął, kiedy przypomniał sobie o jednym z najbardziej nurtujących go pytań. – Jak tam szkoła?! Nikt Ci się nie naprzykrza? – przygarnął małą Liddell do siebie ramieniem z niepokojącym uśmieszkiem na buźce. – Pamiętaj, żadnych imprez, alkoholu, papierosów, czy chłopaków! To ostatnie szczególnie odpada! – wyciągnął drugą rękę w górę z wyprostowanym palcem wskazującym, aby nim kilka razy machnąć w powietrzu, kiwając przy tym głową, aby samemu sobie przyznać rację. – Do książek bez żadnego jojczenia! – szybko dodał.
Hmpf... Kto by pomyślał, że może zebrać mu się na takie staroświeckie kazania?

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Pon Lis 12, 2018 1:08 am

Kłamstwo ma krótkie nogi, więc prędzej czy później wszelkie fałszywe gesty ujrzą światło dzienne. Gdyby Marinette nie kierowała swej uwagi na szczerości i zaufaniu... to z pewnością mielibyśmy do czynienia z nie tyle głupią, co i zwyczajnie ślepą, chodząca na wygodę. To była dla niej podstawa, którą w mniejszym stopniu naruszył właśnie Johnny. Zatem „podrasowanie” ego czternastolatki skończy się nie tylko srogą czkawką u młodego dorosłego.
Fakt, faktem przyjęła jego ściemę, odpowiadając jedynie skinieniem głowy, choć za fasadą uśmiechu dziewczyny kryło się dziwne uczucie, intuicja próbowała coś jej uzmysłowić, lecz na ten moment Mari była zwyczajnie głucha na wszelkie aluzje ze strony swej niemej „kompanki”.
Nerwy... a kto ich nie ma! Każdy się boryka z własnymi, choć te w porównaniu do Lingarda zdawały się błahe, aczkolwiek dla takiego młodzika jak Marinette bywały i kolosalne. Nadrabianie zaległości, które w teorii były dla niej przyjemne okazały się niezwykle męczące, nie wspominając o stresie. Hah, a jest to dopiero wierzchołek góry lodowej, więc kasztanowłosa powinna się cieszyć jak małe dziecko, że jeszcze nie ma styczności z innymi... a przynajmniej na razie.
Chciała pociągnąć ten temat jeszcze, jednakże wyskok Johnny'ego solidnie zbił ją z tropu, ba, wręcz przeraził! Nie tyle co się tego po nim nie spodziewała, to od razu zdawał się zachowywać jak inny człowiek niż ten, którego znała do tej pory, a przynajmniej tak do tej pory sądzi. Będąc w nie małym szoku, ta przez moment nie miała bladego pojęcia co powiedzieć. Mowę jej odjęło? Prawdopodobnie tak.
C-co? ― powiedziała niezwykle cicho, gdy ten objął ją ramieniem, nie rozumiejąc jeszcze przez chwilę tego, co do niej mówił. Potrzebowała kolejnej chwili na to, ale też nie wiedziała, od czego zacząć. Wypadałoby od tego pierwszego, lecz już dawno wyleciało jej z pamięci. Johnny, coś ty narobił chłopie. ― SŁUCHAM?! ― odezwała się niemal oburzona jego zakazami, zupełnie jakby słyszała Theodora, który również prawił podobne kazanie na samym początku. O ile starcze pierdolenie przyszywanego ojca Marinette dało się zrozumieć, tak u dwudziestolatka w zupełności nie potrafiła pojąć. ― [coloe=#3333ff]Co to ma znaczyć?![/color] ― odezwała się wręcz z pretensją w głosie, a jarząca czerwień na jej policzkach z pewnością świadczyły o zażenowaniu bądź, co gorsza, o rozdrażnieniu. Miała ku temu powód, dopóki do głowy czternastolatki nie przyszedł sensowny argument. ― Ty się ze mnie nabijasz czy jak? ― burknęła, mierząc w niego tępo swe szkarłatne oczy. Wolała spytać w gwoli ścisłości, choć to i tak nie zmieniało tego, iż Mari była po tym wszystkim urażona. Już nawet jego ostatniej kwestii wolała się nie wypowiadać, bo to już było istny słaby żart, jakim to mógł się posłużyć sam posiadacz duszy sprawiedliwości. ― O co ci chodzi? ― spytała wprost, domagając się odpowiedzi od chłopaka, który zdecydował się prawić Liddell ojcowskie lekcje godne pożalenia. Może i się o to nie obrazi, ale z pewnością mu coś takiego nie ujdzie na sucho, a sama zacznie rzucać kąśliwymi uwagami wobec niego. Jakiś nawrót karmy z jej strony? A skąd, tylko małe złośliwości równie drobnej dziewczyny.

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Pon Lis 12, 2018 10:14 pm

Trzeba przyznać, że po części spodziewał się takiej reakcji u siedzącej obok niego niebieskiej duszyczki. W końcu sam zapewne w jej wieku wybuchłby dokładnie takim samym oburzeniem na ów zakazy. Przecież dla takiego młodziaka to wręcz niedopuszczalne, aby ktokolwiek mu prawił takie kazania, czyż nie? Kto by się spodziewał, że u Mari tak szybko zacznie się okres buntu i dojrzewania? Widocznie to prawda, że dziewczyny dojrzewają szybciej od chłopaków. Niemniej jednak uważał to za swój obowiązek, aby przynajmniej po części po swojemu upewnić się, że mała wyjdzie na ludzi. Nie wiedział, jak wygląda podejście do tych tematów u jej nowych rodziców, a przecież nie mógł pozwolić na to, żeby wyrosło z niej jakieś małe diabelstwo! Wiadomo, gdyby tylko by mu na to pozwoliła, to rozpieszczałby ją najbardziej na świecie, ale jeśli chodzi o te tematy, to niestety kończyła się już taryfa ulgowa. Może podejście Johnny'ego było jakby na wyrost, bo sam miał tylko dwadzieścia lat, więc do prawdziwego dorosłego było mu jeszcze daleko, ale jego intencje były jak najbardziej słuszne i szczere! Kto wie? Może po prostu się bał, że nie mógł się już opiekować nią i resztą tak, jak miało to miejsce w Podziemiu? Wtedy byli zawsze razem, a teraz...? Każdy poszedł w swoją stronę i zajął się swoim życiem. Ich wspólna przygoda naprawdę się skończyła, huh?
Jestem śmiertelnie poważny. – stwierdził dumnie, niezbyt zdziwiony myślą, że brunetka mogła uznać jego poprzednią wypowiedź za jakiś kolejny durny dowcip, jeszcze mocniej przyciskając młodą do siebie. – Nie mogę już dłużej przy was być. – dodał zdecydowanie ciszej w porównaniu do poprzednich kwestii. – Obiecaj mi, że będziesz się trzymać z dala od kłopotów. Musisz mi to obiecać. Inaczej cię już nie puszczę. – ręka, którą obejmował czternastolatkę, zaczęła delikatnie drżeć, co Marinette mogła bez problemu poczuć. Co się tyczy wyrazu jego twarzy, to... Nigdy nie był jakimś specjalnie dobrym aktorem szczycącym się wyrachowaną pokerową twarzą. Bez problemu dało się dostrzec na niej zmartwienie, a nerwowe przebieganie wzrokiem po całym otoczeniu mogło tylko potwierdzić jego prezentowane przez siebie obawy.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Sob Lis 17, 2018 6:37 pm

Nie mogła przecież odebrać jego wypowiedzi inaczej niż zwyczajnie głupi i kompromitujący dziewczynę żart. Dla młodej to było zwyczajnie nie na miejscu, stąd też nie prędko malało oburzenie w stosunku do wspomnianych wcześniej zakazów. Naprawdę, do tego wszystkiego brakuje jeszcze reguły ograniczającą jej swobodę albo – co gorsza – wolność. Takich drastycznych szkód z pewnością nie napotka, więc nie miała co do tego żadnych obaw, ale jednak... co ci dorośli mieli w głowach? Tego się powinna obawiać, gdyż to oni w przeciwieństwie do niej mają ostatnie słowo. Pozostało jej jedynie przymknąć na to oko i posłusznie kiwnąć głową, aby mieć święty spokój, choć zawsze pozostaje opcja — jakby nie patrzeć paskudna — gdzie schowa za plecami skrzyżowane palce, aczkolwiek takie zagranie jest dość niesprawiedliwe względem drugiej osoby, zresztą to też posuwanie się do kłamstw, od którego dziewczyna woli się już trzymać z daleka.
Jesteś niemożliwy. — westchnęła zrezygnowana na jego pierwsze słowa, a gdy usłyszała kolejne wyznanie Johnny'ego nie tyle zamilkła, co jeszcze wywołały niemały smutek w odbiorze. Zmiany zaszły zbyt gwałtownie dla nich wszystkich, co każdy z nich odczuł i następni odczują. Rozstanie z dziewczynami w tamtym momencie było dla Marinette naprawdę przykrą sprawą, lecz wiedziała, że prędzej czy później ponownie się spotkają tak jak i reszta gromadki. Nadzieja była tą, co czternastolatkę uparcie trzymało w jakże wielu przekonaniach. — Wiem... — mruknęła pod nosem, na moment spuszczając niżej wzrok. Johnny brał na siebie zbyt wiele, o czym mu niejednokrotnie mówiła, ale jak widać chłopak ma w tej kwestii ma nie tyle co inne zdanie, co i drewniane uszy.
Z każdym zdaniem dwudziestolatek coraz bardziej sprawiał dziewczynę w nieprzyjemne uczucie dyskomfortu. To zaskakujące, z jaką gracją przemykali w zabawnej atmosfery na nieco posępny, lecz tak jak życie nie zawsze jest kolorowo i wesoło. Czując niepokojące drżenie ręki u Johnny'ego na swoim ramieniu, a towarzyszące temu zdanie tylko pogłębiało to uczucie, na co ta zacisnęła usta w wąską kreskę, by następnie na niego spojrzeć. Strapienie zmieszane ze strachem było czymś, co go w tej chwili nękało, przez co duszyczka integracji na chwilę nie wiedziała co odpowiedzieć. Poniekąd brunet wymuszał na nią, aby ta złożyła obietnicę, zaś ona nie wiedziała, czy powinna nawet takową złożyć. Nie bez powodu z takową wyskoczył, więc musiała być dla niego ważna, stąd też się zawahała od szybkiej odmowy. Mimo to z dozą niepewności położyła swą dłoń, na dygoczącej dłoni duszy sprawiedliwości, by następnie ją delikatnie objąć, po to, aby dodać mu otuchy w tenże sposób. Przez dłuższą chwilę nie powiedziała nic, czekała aż tlące w nim emocje nieco przygaszą.
Źle do tego podchodzisz. — powiedziała nagle, wpatrzona w punkt przed siebie myśląc nad ułożeniem sensownego zdania, gdyż słowa, którymi chciała się wyrazić, miały w sobie moc, lecz nie posiadały na tą chwilę ładu i składu. — Razi mnie to, więc proszę, nie zmuszaj. Może i jesteś dorosły, ale nie masz takiej władzy nade mną. — choć młoda sobie na wiele pozwalała, to trzeba było w tej chwili jej przyznać rację, miała swój rozum, więc nawet jeśli w ten sposób go zraniła, to tylko po to, aby dać mu do zrozumienia kilku ważnych kwestii. Zaraz po tym ta puściła jego dłoń, a następnie zrzuciła lekko ramię chłopaka, by móc wstać, aby z kolei stanąć naprzeciw niemu, twarzą twarz. Teraz mniej więcej oboje byli w tym samym wzroście, przez co ta mogła w cztery oczy zakomunikować Johhny'emu pewien sprawunek. Marinette w pełnej krasie przez tą krótką chwilę sprawiała wrażenie przygaszonej. — Bardzo bym chciała, ale oczekujesz czegoś niemożliwego. Nie mogę obiecać czegoś, na co nie mam wpływu, więc szybko taka obietnica zostałaby złamana, a tego nie chcesz, prawda? — przyznała szczerze, lecz z towarzyszącym żalem w głosie. Po raz kolejny wykazała się bystrością, jego prośba posiadała mankament, przez co ta wolała go w tym uzmysłowić. Nie chciała składać takiej obietnicy bez pokrycia, byłaby to ujma na honorze dziewczyny, z którą by się z pewnością nie pogodziła. Co nie zmienia faktu, że Liddell było dość przykro z tego powodu i przez moment obawiała się reakcji ze strony Johnny'ego. — Rozumiem, że się martwisz, bo masz ku temu powód. — zaczęła łagodnie. — Z pewnością jest to dla ciebie ważne, więc... postaram się unikać, ale niczego nie mogę obiecać. — chciała choć minimalnie zapewnić, aby przyjaciel zaprzestał szargać się myślami wobec niej. Nie chciała być niczyim problemem bądź zmartwieniem, więc przynajmniej na to mogła się zgodzić, o ile ten nie wyskoczy z jakąś alternatywą.

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Wto Lis 20, 2018 5:46 pm

Co się tyczy brania zbyt dużej ilości spraw na swoje własne barki, to fakt, był pod tym względem niemożliwy. Sam by się niewątpliwie dosyć mocno oburzył, gdyby ktoś mu to faktycznie zarzucił wprost podczas rozmowy twarzą w twarz. W końcu nigdy sam tego w taki sposób nie postrzegał. Od zawsze miał problemy z proszeniem innych o pomoc. Było to wywołane nie tyle ile jakimś wstydem i powodowaną przez niego obawą przed wykonaniem tejże czynności, lecz właściwie świadomym wstrzymywaniem się od zwalania zmartwień i trudności na bliskich, szczególnie gdy w pełni wiedział, że sprawa była z góry przegrana. Wolał radzić sobie z danymi problemami na swoich własnych warunkach bez zbędnego mieszania innych person w owe kwestie. Może i było to niczym świadomy strzał we własną stopę bez specjalnego powodu, ale także przy okazji zaoszczędziło mu to wielu trosk i nieznośnego poczucia winy, które było wysoko na czarnej liście znienawidzonych przez niego rzeczy. O tyle dobrze, że dzięki temu szybko nauczył się samodzielności. W przeciwnym razie za długo by nie pociągnął, uparcie żyjąc według swoich, zdaniem wielu osób, nieznośnych przekonań, czyż nie? Ale co poradzisz? Taki to już sobie wybrał los i miał zamiar się go trzymać.
Marinette zdecydowanie nie była jedyną osobą w ich małym towarzystwie, która czuła się niekomfortowo w zaistniałej sytuacji. Wracając jeszcze na moment do wcześniej wspomnianej czarnej listy niesławnego posiadacza duszy sprawiedliwości, targające nim nieprzyjemne poczucie także, co zabawne, zajmowało swoje własne cieplutkie miejsce na jednej z pierwszych pozycji. Za cholerę nienawidził się tak rozklejać, mimo tego, że zapewne dla niektórych o wiele bardziej uczuciowych osóbek byłoby to jeszcze nic. Raczej nie zdziwiłby nikogo tym, że już w domu po czymś takim z chęcią by się w nim zaszył na ładne parę dni, co jakiś czas przy okazji solidnie waląc sobie z główki w ścianę w celu ukarania samego siebie i wybicia ze łba dalszego ewentualnego dopuszczania do tego typu wydarzeń.
Prawdę mówiąc, delikatnie się zdziwił, gdy mała Liddell dzielnie wydobyła się z jego uścisku, aby za chwilę mu się postawić. Nie da się ukryć, że przez ten czyn narodziła się w nim... DUMA! Nie w stu procentach, ale jednak! Może i nie popierał w pełni prezentowanej przez nią poniekąd naiwnej pewności siebie, ponieważ wciąż jeszcze naprawdę dużo było przed nią i mimo wszystko miała dopiero się zderzyć z brutalną rzeczywistością, ale był w stanie ją w jakiejś tam części chcąc nie chcąc zaakceptować. Wychodzi na to, że to właśnie tak czują się rodzice, kiedy ich dzieci dorastają, albo przynajmniej właśnie cząstkę tegoż uczucia mógł doświadczyć starszak Johnny, który od pewnego dosyć już dawnego momentu zaczął traktować całą zgraję dzieciaków z Podziemia, jak swoją własną rodzinę. Oczywiście pomijając już to, że wszyscy byli od niego politycznie poprawnie starsi o ileś tam pierdyliardów lat! No nic. Pozostaje mu czekać, aż mała wróci do niego z płaczem! Kiedy to się tylko stanie, będzie gotów zawojować cały świat!
Ładnie to tak łamać staremu Johnny'emu serducho? – zaśmiał się prowokacyjnie, pochylając się do przodu, aby po chwili położyć swoją głowę na dłoni ręki opartej o kolano. Pomimo treści wypowiadanych przez niego słów, nie szło wyczuć w nich za grosz umyślnej złośliwości. Gorzej było, jeśli chodzi o leciutką pretensjonalność, lecz i ona także nie była w żadnym stopniu nachalna. – Chyba nigdy się nie przyzwyczaję do myśli, że zaczynacie dorastać. Kto by pomyślał, że mała Mari mnie tak kiedyś okrutnie potraktuje... – wyszczerzył się, nie zmieniając swojej pozycji.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Nie Lis 25, 2018 5:12 am

Aż wróci do niego z płaczem? Hym, no cóż, istnieje takie prawdopodobieństwo, jednak i tak pozostaje czekać na rozwój wydarzeń, w końcu nie wiadomo co przyniesie złośliwy los na naszych milusińskich.
Nie odczuwała może strachu, jednak skrycie obawiała się tego, co powiedziała Johnny'emu, lecz jak na nią przystało — powiedziała zgodnie ze swoim przekonaniem, którego to mocno się trzymała, choć z różnymi wyjątkami. Stąd też słowa chłopaka uspokoiły nieco zszargane nerwy. Samo to, że przyjął to dość spokojnie miło ją zaskoczyło, lecz o dziwo tego nie okazała... w przeciwieństwie do słów, które zbytnio wzięła do siebie.
Co, jak to stary? — odezwała się pytająco, unosząc prawą brew ku górze. Nawet jeśli zaśmiał się przy tym, to czternastolatka zamierzała dodać ku temu swoje trzy grosze. — Czyli jak dobrze rozumiem, powinnam się do ciebie zwracać per DZIADKU? — cicho parsknęła śmiechem na własne słowa. Już na starcie można było o tym zapomnieć, gdyż brunetka raczej nie zwróci się do niego takim „przydomkiem”, no, chyba że w akcie złośliwości, co jest bardziej niż pewne, iż w takim momencie go użyje. Prowokacja prawie żadna, ale no cóż... nie rozumiała jeszcze dlaczego tak młoda osoba, jak Johnny czuje się teraz dość staro, choć jakby nie patrzeć była o wiele starsza od całej gromadki ludzkich dzieci, co przy jej młodej, wręcz dziecięcej, aparycji jest jawnym żartem. Sama Mari miała tego świadomość, przez co częściowo bawił ją własny los, który sobie zaserwowała. Nawet owiana optymizmem, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, iż jej już dawno nie powinno być na tym świecie, co jest poniekąd przerażające, że osóbka pokroju Liddell ma takowe myśli. — Hm, wiesz jak to brzmi? — zagadała, chowając swe rączki za plecami. Do jej głowy przyszła naprawdę głupia myśl, z którą to koniecznie chciała się podzielić. — Mówisz, że złamałam ci serce, stałam się okrutna... wiesz, do kompletu mi brakuje jedynie tego, abym była niestała. — wbiła w nim swe szkarłatne spojrzenie, a na twarzy zagościł fałszywy uśmiech. — Czy to jakaś sugestia, abym się stała łamaczką serc, Johnny? — powiedziała to z taką dozą niewinności, lecz skryta złośliwość z domieszką żart biła wręcz drzwiami i oknami. Zaraz jednak zaśmiała się perliście, spuszczając wzdłuż tułowia swe wcześniej schowane rączki.
Nie brała słów duszy sprawiedliwości do siebie, uznawała je za żarty, choć nieco ją dotknęły. W końcu czasem takie zdania posiadały w sobie niekiedy nutkę prawdy. Może faktycznie zbyt brutalnie przekazała swe myśli. Szczerość bywała obosiecznym mieczem, lecz robiła to zawsze w dobrej wierze, choć zawsze bywała na początku ta nuta niepewności. Cecha Liddell potrafiła konfundować, jak i zranić.
W sumieeee... — pomyślała na głos, przyglądając się Johnny'ego, po czym kąciku ust dziewczyny powędrowały ku górze. Naprawdę, w tej chwili przychodziły same głupie pomysły, aczkolwiek... i takie są potrzebne, dokładnie tak! Stąd też sekundę później prawa dłoń Mari powędrowała ku włosom bruneta i zaczęła solidnie je tarmosić tak, aby znaczna część kosmyków włosów były wystrzępione w każdą stronę świata, niczym obszarpaniec. Nie widząc swojego dzieła, nastolatka od razu rzuciła się do ucieczki, kontynuując ich „wycieczkę” po ogrodzie. — BYŁO WARTO! — krzyknęła, niezwykle dumna z tego, co właśnie zrobiła. Odegrała się za te wszystkie ptasie gniazda w wykonaniu chłopaka przez te ostatnie lata. Wcześniej nie miała co do to okazji, gdyż zwyczajnie była za niska, a że teraz miała jego kudełki jak na dłoni... to grzechem było nie skorzystać! Nie bała się konsekwencji, ani jej to przez myśl nie przyszło! Zresztą... tak głupie i dziecinne zachowanie w jej wykonaniu z pewnością na chwilę odgonią wszystkie przykrości, więc czyn Marinette miał w sobie poniekąd drugi cel, lecz pytanie - ona to zaplanowała czy pod wpływem impulsu? Narratorka tego z pewnością nie zdradzi, pozostawiając jedynie domysły.

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Wto Lis 27, 2018 6:31 pm

Prędzej niebo runie nam na głowy, niż ja się zestarzeję! – podniósł energicznie głos, będąc przerażony tym, że ktokolwiek mógłby zacząć się do niego zwracać jak do wcześniej wspomnianego dziadka. Było w tym ewidentnie coś... Nieprzyjemnego. W końcu był dalej młodym i niezbyt pięknym dwudziestolatkiem. No chyba, że coś się zmieniło, kiedy to akurat nie patrzył.
Cóż, w praktyce Johnny miał już około czterdziestu lat, jakby przeliczyć ten cały czas od roku, w którym się urodził, więc po części jego prawowita młodość już dawno przeminęła, co wydawało mu się o dziwo dosyć zabawne oraz niestety momentami zbytnio przytłaczające, czemu ciężko było się dziwić. Każda normalna osoba by wówczas dumnie twierdziła, że jest w kwiecie wieku, kiedy u wspominanego posiadacza duszy sprawiedliwości wielu by się wciąż sprzeczało o jego samą dojrzałość, czy też dorosłość.
... – może to i zabawne, ale za nic nie potrafił sobie wyobrazić szarmanckiej wersji Marinette, która bez skrupułów łamałaby serca innych osób. Sama próba dokonania tegoż czynu automatycznie wywoływała nieprzyjemny, złośliwie przebiegający po plecach dreszcz. Na jej nieszczęście, niewinne i kochane wyobrażenie dotychczasowej Mari za bardzo wszyło się w jego rozczochrany baniak. Zresztą czasami jest i tak, że dane zachowanie kompletnie nie pasuje nam do naszego własnego zdania na temat danej persony. Dowód tego był przedstawiony na powyższym umownym pisanym obrazku.
Ha! Uważaj, bo jeszcze kiedyś faktycznie będziesz musiała dać kosza jakiemuś swojemu przyszłemu adoratorowi! – rzucił bez większego namysłu. Miał nawet zamiar kontynuować wypowiedź, ale niespodziewany wybryk mentalnej czternastolatki z łatwością pokrzyżował jego plany. – TY MAŁA... – poderwał się z ławki po tym, jak padł ofiarą swojej własnej broni przeciw małej Liddell, ledwie powstrzymując się od dokończenia swojej kwestii.
Niewiele myśląc, wnet pognał za małą rozbójnicą, chcąc się na niej odegrać. Tutaj niestety dla młodej przeważyła szybkość i wzrost Johnny'ego, przez które dopadnięcie jej było tylko formalnością. Znienacka objął ją wzdłuż bioder jedną ręką, aby zaraz zacząć drugą gilgotać nastoletnią buntowniczkę po całej bocznej części tułowia. Po wykonaniu pierwszego etapu swego złowieszczego planu złapał ją oburącz pod ramionami, aby najszybciej jak tylko mógł unieść ją do góry, przerzucić za siebie i posadzić na swoich barkach. Po cichu liczył na to, że miała lęk wysokości. Chociaż minimalny. Sam osobiście czegoś takiego nienawidził, ponieważ w dzieciństwie jego ojciec lubił go KARAĆ w dokładnie taki sam sposób. Lingard właśnie po nim odziedziczył swój wzrost, więc nie trudno się domyślić, jaką to było wówczas dla niego traumą.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Sro Gru 05, 2018 9:36 pm

Taka norma zbyt weszła w krew też samej Mari i jej autorki, więc taka gwałtowna zmiana o równe sto osiemdziesiąt stopni również byłaby nie lada wyzwaniem dla śmiałka, który się tego podjął. Sama dziewczyna może mówić ile wlezie, że będzie się tego wystrzegać czy też nie pokusić się ku złemu, lecz nigdy nic nie wiadomo, a już zwłaszcza, gdy mamy do czynienia ze złośliwym losem bądź głodnych wrażeń pewnych osobników.
Nie żałowała tego, co właśnie zrobiła, jak sama powiedziała — było warto. Mała zemsta, a jak potrafiła ucieszyć tak drobną osóbkę, jaką była właśnie Marinette. Wewnętrzne dziecko zdecydowanie się obudziło, gdyż jej czyn tylko świadczył o jawnej dziecinadzie, co przez innych ludzi mogłoby być odebranie różnie, aczkolwiek znając Johnny'ego to mógł się domyślić, co się za tym kryło. Wybaczy? Musi, bo to w końcu Mari!
Może i mała, ale... AAA! — odkrzyknęła, a następnie pisnęła głośno, gdy ten ją złapał. Spodziewała się tego, owszem, lecz zamierzała tego uniknąć i jeszcze igrać z nim. Niestety misterny plan nastolatki spalił się na panewce... a był naprawdę dobry! Johnny psuja, o! — NIE, PRZESTAŃ! — popiskiwała, próbując się wyrwać, gdy ten począł ją łaskotać. Momentalnie zgięła się w pół, z trudem powstrzymując się od śmiechu czy chichotu. Człowiek był w stanie znieść prawie każde katusze, lecz nie łaskotania. Wtedy każdy w obliczu tego działania zdawał się bezbronny niczym dziecko, przez reakcję własnego ciała. Jedynie, o czym w tej chwili myślała młoda Liddell, to uciec z tej sytuacji, aby ponownie stanąć na wymyślonym przez siebie „podium”. — NIENIENIENIENIENIE! — na nic się zdały jej prośby, gdy ten przeszedł do kolejnego etapu swoich działań. Nie posiadała może lęku wysokości, lecz tak nagłego posunięcia z jego strony już się nie mogła spodziewać, przez co też przedstawiało brunetkę niekorzystnie, gdyż sprawiała wrażenie nieco spłoszonej. Mimo to nie zmienia faktu, iż jedynie dał sobie w ten oto sposób w stopę. Miała duże pole do popisu, oj tak, lecz to do niej jeszcze nie dotarło. — No weź! — stęknęła niezadowolona, po czym skrzyżowała swe ręce na czubku głowy chłopaka, który to w tej chwili otrzymał miano tymczasowego stoliczka. — Postaw mnie na ziemię... proszę. — dodała z prośbą, pochylając się nieco do przodu, przez co poniektóre kosmyki jej długich kasztanowych włosów mogły nieco przeszkadzać chłopakowi co i delikatnie łaskotać po twarzy. — Bo się jeszcze połamiesz na pół i kto cię potem złoży, co? — dorzuciła żartobliwie, nie licząc na odpowiedź, choć z pewnością u Lingarda otrzyma równie co jej bądź znacznie dowcipną. Nie zmienia to faktu, iż jej docinka była niemożliwie głupia, patrząc na posturę czternastolatki, a już tym bardziej wagę. Może nie była lekka jak piórko, lecz zdecydowanie nie była w stanie poczynić żadnych szkód wobec większych od siebie, co trochę mogło ją denerwować. Nikt nie brał ją na poważnie, nikt sobie z niej nie robi... jeszcze! Kwestia czasu!

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Nie Gru 09, 2018 1:02 am

Johnny poczuł się prawie że źle z tym, jak szybko udało mu się dorwać do młodej. No ale właśnie... PRAWIE. Słowo klucz! I to bardzo ważne w tym przypadku. Pomimo tego, że nie przejmował się stanem swoich włosów do tego stopnia, co Marinette, wielokrotnie udowadniając to całemu światu swoimi rozczochranymi i nieco przydługimi jak na standardy rdzennej płci męskiej loczkami, nie było powodu, aby nie dać się sprowokować. Spokojnie, nie regulujcie odbiorników, ani nie przecierajcie swoich nerdowskich oczu z byle takiego powodu. Zgadza się, poniekąd reakcja, jaką sprezentował, nie była praktycznie w żadnym stopniu wywołana prawdziwą chęcią zemsty za potarmoszenie jego łba. Lingard znalazł w tym okazję. Okazję do zabawnego i przyjemnego spędzenia czasu z personą, której obecności już praktycznie nie doświadczał w przeciwieństwie do poprzednich "czasów". Okazję do chwilowego oderwania się od brudu tego świata. Może i był świadom, że będzie później żałował zezwolenia sobie na takie opuszczanie gardy, ale... Był tylko człowiekiem. Nie jakąś maszyną bez emocji, żywym głazem, czy jakimś innym pustym ustrojstwem. Człowiekiem z krwi i kości, o czym już nie raz zdarzało mu się zapomnieć przez prowadzone przez siebie życie i bycie malutkim nic nieznaczącym trybikiem w ogromnej maszynie przegniłego do swoich korzeni miasta Ebott. Ot kolejny, bezmyślny wybryk, jakiego się ponownie dzisiaj dopuścił.
Nie ma takiej opcji, młoda! Zostajesz tam za karę! – parsknął z wyraźnym rozbawieniem, słysząc konsternujący przytyk małej Liddell o łamaniu się posiadacza duszy sprawiedliwości w pół, idąc powoli ścieżką do przodu. Po chwili jednak gwałtownie przystanął w miejscu, jakby właśnie wydarzyło się nagle coś wymagającego jego natychmiastowej uwagi. – PRZYTYŁO CI SIĘ!!! – niemalże krzyknął z udawanym zdziwieniem, starając się wcisnąć Mari swój kolejny kit. Dlaczego tylko ona miała mu robić na złość dla zabawy? Niemniej jednak był poniekąd zdziwiony tym, jak lekka nadal pozostawała dziewczyna pomimo upływu lat.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Pią Gru 14, 2018 6:05 pm

Bezmyślny wybryk? Czy aby na pewno? Bycie wiecznie poważnym dorosłym prędzej doprowadzi do ataku nerwicy, niżeli jakiegokolwiek szczęścia, nawet jeśli ułoży sobie dostatnie życie. Marinette niestety nie ma o tym bladego pojęcia, przez co żyje przypuszczeniami bądź słowami innych, którzy właśnie obwieszczają jak im ciężko w danej sytuacji. Dziecięcy czas wciąż w niej tkwił — mimo iż należała do innej kategorii wiekowej — więc nawet nieświadomie mogła sprawić, aby takowa osoba poczuła się lepiej, a najlepiej to doprowadzić do śmiechu, niwelując w ten sposób nagromadzone nerwy... a przynajmniej na taki zbieg mogła sobie liczyć, choć wiedziała, iż z każdym człowiekiem bądź potworem trzeba podejść na swój indywidualny sposób. W końcu każdy pęknie. Ach, uroki integracji, nie ma co. Jeszcze chwila, a u narratorki odpali się szydera od jej nadmiaru.
Za karę? — powtórzyła nie dowierzając, w to, co właśnie powiedział dwudziestolatek. Niby za co? Przecież właśnie powinien być wdzięczny, że taki kurdupel jak Marinette „poprawiła” mu włosy! Dzięki niej wygląda na większego obdartusa, niż faktycznie jest, same plusy, więc gdzie się podziały podziękowania? Zresztą, przynajmniej mają okazję, aby sobie pożartować, więc dziecinada ciąg dalszy! — Johnny, błagam, postaw mnie na ziemię... — po raz kolejny z jej ust wydobyła się prośba, jeszcze chwila i zacznie kajać, a tego nawet sama czternastolatka wolałaby uniknąć, gdyż nie żałowała tego, co zrobiła, aczkolwiek wolałaby poczuć grunt pod swoimi stopami, zwłaszcza gdy ma do czynienia z dość nieprzewidywalnym człowiekiem łagodnie mówiąc.
Gwałtowny zastój ze strony duszy sprawiedliwości niezmiernie zaskoczył samą kasztanowłosą, o czym świadczyła jej mina, dopóki nie usłyszała obwieszczenia samego Lingarda. Na chwilę się zawiesiła, musiała dać sobie szybką analizę tego, czy powinna obrać to na poważnie, czy zwyczajnie potraktować jako żart. Może i jest wrażliwa, ale nie na tyle, aby rzucić się na niego z jadem czy innym świństwem za taką obelgę w jej stronę... choć dla baletnicy temat wagi był, no cóż, ciężkim tematem. Oczywiście Mari miała z tym styczność, dlatego też zmarszczyła oburzona swe brwi, by następnie momentalnie pacnąć z nie małą siłą bruneta w ten głupi czerep.
No widzisz! MÓWIŁAM, ale ktoś mnie nie słuchał! — odparła zjadliwie, co niestety jej nie wyszło, stąd też chłopak mógł szybko się pokapować, że dziewczyna jawnie żartuje, a na domiar złego skorzystała z kolejnej okazji, aby oddać mu za dobre! Nie lubiła posuwać się do cwanych zagrywek, lecz bez nich też do niczego by nie doszła. Ajć, moje serce. — Przepraszam, nie chciałam tak mocno... — powiedziała przepraszająco po krótkiej chwili, spuszczając z tonu ze swoich własnych zagrywek.

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    Yesterday at 6:28 pm

Może to i zabrzmi nie za dobrze, albo raczej jeszcze gorzej, bo bardzo źle, ale prośby nastolatki o opuszczenie ją na stały grunt napawały go dziwną satysfakcją. Wreszcie przydał mu się na coś ten cholerny wzrost. Oczywiście ów plus był tylko malutką kroplą w oceanie durnoty i problemów powiązanych z posiadaniem prawie dwóch metrów z hakiem, ale zawsze coś! Nie miał zamiaru spełnić jej prośby. No... Przynajmniej nie w przeciągu paru najbliższych chwil. Zrobi to, kiedy będzie się tego najmniej spodziewała. Najlepiej, gdy zacznie się do tego powoli przyzwyczajać! HA! ZAISTE BYŁ MISTRZEM ZŁA!!!
Umiejętność poprawiania czyjegoś humoru, którą szczyciła się dumnie nasza Marinette, w tych czasach bywała niezwykle potrzebna, o czym Johnny zdawał sobie bardzo dobrze sprawę. Młoda zawsze potrafiła sobie z łatwością zjednywać innych oraz prędko stawać się częścią ich życia. Przynajmniej w tej kwestii mógł odetchnąć z ulgą. Jeśli miał dzięki temu pewność, że niebieska duszyczka będzie miała, jeśli już nie ma, przyjaciół na pęczki, to w praktyce były widoczne same plusy. Żeby tylko nie dała się innym na coś naciągać. W tej sprawie ci dobroduszni zawsze mieli przekichane przez niektórych naciągaczy. Jak bardzo dojrzale się niekiedy zachowywała, dalej była w niektórych sprawach diabelnie niewinna, co tylko podkreślał jej fizyczny wiek i nawet nikt nie powinien się z tym sprzeczać!
Dajesz mi kosza, prowokujesz mnie, a teraz jeszcze bijesz? No wiesz?! – wyburczał pod nosem, udając poruszenie w reakcji na pacnięcie od czternastolatki. - Ha! Będziesz potrzebowała o wiele więcej, aby się mnie pozbyć! - gwałtownie krzyknął, unosząc do góry swoją głowę, aby móc spojrzeć buntowniczce w oczy i się do niej wyszczerzyć, a zaraz potem zacisnął trochę mocniej dłonie na kostkach spoczywającej na jego barkach dziewczyny i przyspieszył kroku. Oczywiście uważał, aby nie sprawić jej tym większego dyskomfortu.
Podczas zwiedzania botanicznego ogrodu i sprawdzania tego, co ma do zaoferowania, natknęli się na wiele przeróżnych roślin, jak to w bogu ducha winnym ogrodzie. Większość roślin wydawała się dziwacznie znajoma, nawet pomimo tego, że widział je pierwszy raz na oczy, a przecież w większości były one specjalnymi odmianami tych dobrze wszystkim znanych tworów przyrody, ale mimo wszystko za nic nie podjąłby się wypowiedzenia którejkolwiek z ich nazw.
Masz już jakichś znajomych? – zapytał z ciekawości, zatrzymując się na ścieżce przy miejscu, gdzie zebrane były dziwaczne rodzaje kaktusów.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ogród botaniczny    

Powrót do góry Go down
 
Ogród botaniczny
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Rosarium (ogród różany)
» Ogród przed domem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Welcome to the Surface! :: Powierzchnia :: Miasto Ebott - Obszar centralny-
Skocz do: