IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ryneczek

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Nie Gru 02, 2018 7:26 pm

Mimo iż obrona Daniela pozostawiała jeszcze wiele do życzenia, udało mu się sparować cios. Dodatkowo dostał całkiem sporo czasu na koleją akcję dzięki działaniom Jule. Jej przeciwnik wpadł prosto w rozlany po bruku płyn, który niczym super klej uniemożliwił postawienie dalszych kroków.

Przeciwnik nr 2 zostaje uziemiony na całą następną kolejkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Gru 04, 2018 5:05 pm

Niestety chłopak nie chciał ani po dobroci, ani po złości co niestety było nie w sam samej Marinette. Dziecięca naiwność i nijako ufność wobec ludzi czasem potrafiła zgubić człowieka. Kolejna obosieczna broń, której powinna się troszku wystrzegać... Co raczej nigdy nie przejdzie u małej panny Liddell.
Działała pod wpływem emocji, nie myślała, nie analizowała niczego. W jej głowie po prostu huczało, aby działała, więc tak też właśnie zrobiła, choć faktycznie było to z jej strony stanowczo nierozsądne, aczkolwiek dla samej czternastolatki najważniejsze było przekazanie Undyne o zagrożeniu.
Kreśląc w swej główce dalszy ciąg własnego działania, niestety ta nie zdążyła jakkolwiek zareagować na działanie mężczyzny, z którym nie miała szans, będąc w ten sposób na straconej pozycje, przez co ten z banalną łatwością pozbył się dziewczyny jako swej niemej przeszkody ku uzbrojonej rybki. Machinalnie przymknęła oczy, wydając z siebie zszokowane sapnięcie nim upadła na twarde podłoże. Po raz kolejny do jej pary uszu dotarły następne wybuchy, które to były już wymierzane z wrzaskiem przerażonych ludzi i potworów, przez co Mari obawiała się najgorszego. — Akt terroryzmu czy...? — wiele tego było, a każdy był paskudniejszy od następnego, co budził skryty lęk u drobnej posiadaczki duszy integracji.
Tak, wszystko gra... — odpowiedziała od razu, bez większego pomyślunku nad własną odpowiedzią. Nie wiadomo czy to było wywołane szokiem, czy tym aby nie martwić niepotrzebnie Undyne swoją osobą. — Proszę, nie pozwól mu uciec! — dodała szybko, widząc, jak agresywny mężczyzna zbierał się z ziemi i prawdopodobnie zbierał się do ucieczki po nieudanym ataku. Sama Mari próbowała równie szybko podnieść się z ziemi, nie bacząc na to, czy rzeczywiście doznała jakichś uszczerbków na ciele bądź ubraniu. Nie było to dla niej w tej chwili istotne, zresztą sama też nie czuła żadnego bólu bądź szczypania, więc pewnie wszystko było jak najbardziej w porządku, choć przez pewien hormon „walki, ucieczki bądź strachu” było to nieco cięższe do zweryfikowania. W przeciwieństwie do Undyne, która mogła zobaczyć minimalne zabrudzenia na odzieniu nastolatki.
Jednak co z chłopcem? Znowu była w sytuacji, gdzie musiała dokonać szybkiego wyboru, który w przeciwieństwie do poprzedniego był znacznie cięższy. Zbrodnia szerzyła się wszędzie, o czym świadczył przerażony tłum na wszelkie wybuchy. Zacisnęła mocno swe usta we wąską kreskę.
Puść chłopaka, później się nim zajmiemy! — krzyknęła do rybiej znajomej, aby ta nie traciła już cennego czasu na mniejsze zło ze strony chłopaka. Mieli teraz styczność z większym złem, stąd też i on powinien stać się ich priorytetem!

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vorbis
Śmiechowa Gwiazda
avatar

Liczba postów : 65
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Pracownik Antykwariatu
Ekwipunek : Telefon komórkowy
Join date : 19/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Gru 04, 2018 5:11 pm

Mógł się tego spodziewać. Oczywiście każdy jest zajęty obroną własnej skóry. Ludzie zamaskowani ludzie naprawdę wkładają w bicie Potworów całe serce i widać w nich pasje. Potwory nawet ze swoją magią mają problem z uratowaniem swojego zadka, a co dopiero pomóc przedstawicielce rasy, która właśnie ich morduje. Jednak pomimo tego, Vorbis szukał dalej. A nóż ktoś akurat nie będzie zajęty walką o własne życie i zauważy czarnego kaptura.
Tak się jednak nie stało. Co więcej, został zauważony przez jedną z tych ludzi w maskach. Co ciekawe, nie zaatakowała od razu. Widocznie noszona na rękach dziewczyna zniechęciła ją, do rzucenia się na Potwora. Zakapturzony spostrzegł tutaj szansę na uratowanie pechowej niewiasty.
- Pomóz jej. Została niechcący skrzywdzona przez ludzi - rzekł do niej. Miał nadzieje, że ranna otrzyma tą upragnioną pomoc i szybko zostanie przetransportowana do jakiegoś ludzkiego medyka. W przypadku, gdyby dziewczyna zgodziła się na pomoc, Vorbis delikatnie postawiłby konającą na ziemi i dość energicznie postarałby się oddalić z miejsca zdarzeń. No chyba, że kolejna duszyczka potrzebowała by pomocy, ehh…
Jednak gdyby kobieta w masce zareagowałaby agresją, Zakapturzony postanowiłby uciec. Nie mógł ryzykować walki z ranną na rękach. W sumie ucieczka też wydaje się nie najlepszym rozwiązaniem. Och. czy istnieją tutaj jakieś dobre opcje? A może gdyby po prostu zostawić dziewczynę, to ktoś sam się nią zainteresuje? Cóż, na razie po prostu z nią ucieknie. Czuje się za nią trochę odpowiedzialny po tych pięknych chwilach, które spędzili razem.

// rzut na przekonanie dziewczyny w masce.

_________________
KP| Skrytka
Zajęte sloty: 2/3
20.07.2018
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Gru 04, 2018 5:11 pm

The member 'Vorbis' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Gru 05, 2018 2:13 pm

Przerażająca wydała mu się ogromna znieczulica oraz troska o tylko i wyłącznie swoje własne cztery litery. Wielokrotnie mijał popychane i nawet taranowane osoby, siłą rzeczy samemu taką personą będąc, zważywszy na obrany przez siebie przeciwny kierunek. Zazwyczaj, kiedy miał do tego okazję, to starał się pomagać takowym człowieczkom, czy potworom, tu nakierowując ich na poprawną stronę, w jaką mieli wiać, tam podciągając ich w górę za ramię, jeśli mieli problemy z utrzymaniem się na własnych nogach, lecz jednak nie poświęcał temu dużej ilości czasu w celu jak najszybszego dotarcia do Koziej Królowej. Oczywiście człowiek instynktownie będzie robić wszystko, aby utrzymać się jak najdłużej przy życiu, ale nie zmienia to faktu, że iście zwierzęce zachowanie i masowa rozpaczliwa panika niezbyt wychodziły w całym rozrachunku na plus.
Prawdopodobnie jedynym plusem było to, że udało mu się przedostać przez rozszalały tłum bez większych problemów. Niemniej jednak widok tego, co działo się przy scenie, z łatwością utwierdzał w przekonaniu, że będzie to możliwie ostatnia dobra rzecz, jakiej dzisiaj doświadczy. Zwyczajnie przerosło to jeszcze bardziej jego oczekiwania. Jakimi pierdolonymi bezmózgimi zwierzętami trzeba być...?!
Mimo tego, że prawdopodobnie nie było to już fizycznie możliwe, Johnny pobladł jeszcze bardziej, widząc dwójkę delikwentów majstrujących przy czymś, co zapewne miało pełnić funkcję koktajlu mołotowa.
NAWET SIĘ NIE WAŻ...! – ryknął, niemalże od razu ruszając w stronę wcześniej wspomnianych wandalów. Bez większego namysłu postanowił staranować jednego z fagasów barkiem, aby przynajmniej na jakiś czas wyautować go z akcji. Docelowo miał być to ten, który był w posiadaniu tajemniczo nietajemniczej, jeszcze niepodpalonej butelki. Co się tyczy worka do bicia numer dwa, jeśli wszystko poszło zgodnie z planem, dwudziestolatek spróbował wyczekać ataku wroga, aby chwycić go w odpowiedniej chwili za rękę i przerzucić go przez swoje ramię prosto na ziemię. Pod sam koniec miał zamiar szybko dorwać się do szklanego naczynia, aby je wydupić gdzieś na bok w celu jego bezpiecznego rozbicia.

Pierwszy rzut na powalenie gościa z mołotowem, drugi na przerzut drugiego mięsnego worka przez ramię na grunt oraz trzeci na przejęcie i zniszczenie butelki z łatwopalną substancją.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Gru 05, 2018 2:13 pm

The member 'Johnny' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 12, 11, 11
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Daniel
Jak bardzo jest to dla Ciebie ważne?
avatar

Liczba postów : 24
Zamieszkanie : Ebott
Praca/Zawód : Prywatny Detektyw
Ekwipunek : Pocztówka
Join date : 17/08/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pią Gru 07, 2018 1:39 am

Daniel ledwo co sparował cios, po czym kątem oka zobaczył pokaz umiejętności Jule
- Że też nie mogliśmy zacząć od tego... - przemknęło mu przez myśl
White musiał być jednak skupiony na swoim przeciwniku, w końcu to on był największym zagrożeniem
- Mieliście szansę. - powiedział, kontratakując, uderzając kantem lewej dłoni w okolice obojczyka zbira - celny i mocny cios w to miejsce mógł wiele popsuć, jako że trafiłby go w nerw
Dla pewności, detektyw zadał kolejny atak, tym razem klasycznego "haka", prawą, od dołu, w podbródek, niczym bokser. To jednak musiało wystarczyć, sytuacja robiła się coraz to niebezpieczniejsza z sekundy na sekundę, wystarczyłby jeden błąd i ktoś mógłby tutaj stracić życie. A do tego mężczyzna nie miał zamiaru dopuścić. Daniel miał maskę jednego z bandziorów, więc mógł użyć tego jako dowodu zbrodni. Jeżeli pokazałby to władzą i wraz z Jule złożył zeznania, może zaczęliby ich szukać pod zarzutem napaści z bronią w ręku. No właśnie, jeżeli pokaże. A żeby to zrobić, najpierw musi się stąd wydostać.
Jeśli jego przeciwnik nadal by stał po podbródkowym, wykręciłby pięść o 90 stopni w lewo, i uderzyłby tzw. "młotem" w nos wroga. Chyba że już poprzedni atak powaliłby przeciwnika, wtedy po prostu rzuciłby się do ucieczki, wraz z Jule
//Trzy rzuty kością - pierwszy na uderzenie kantem dłoni w nerw, drugi na podbródkowy, trzeci na uderzenie "młotem", każdy rzut +1 z umiejętności
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pią Gru 07, 2018 1:39 am

The member 'Daniel' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 10, 6, 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pią Gru 07, 2018 8:41 pm

Podczas całej akcji z agresywnym mężczyzną, mały złodziejaszek nie odważył się nawet drgnąć, wytrzeszczając jednie oczy, które kompletnie nie wiedziały gdzie się podziać. Zdławiony strachem  zarówno przez nieoczekiwany atak, jak i ogólny chaos, który zaczynał pochłaniać teren festiwalu, nie potrafił zmusić swojego ciała do najmniejszego ruchu. A przynajmniej dopóki jego szczupłego ramienia nie dopadł uścisk rybiej potworzycy, która nagle i bez ostrzeżenia sięgnęła w jego kierunku, a następnie przyciągnę i praktycznie wepchnęła w ramiona Marinette.
- Szlag... – syknęła niebieskoskóra kobieta, materializując zaraz potem w garści magiczną włócznię. Mari mogła zauważyć, że jej palce zacisnęły się wręcz spazmatycznie, kiedy dotarły do nich odległe, psie zawodzenia komunikujących się ze sobą strażników. – Co tu się u diabła wyprawia!? ARGH! WY DWOJE...! – wskazała na dzieciaki, nie patrząc jednak w ich kierunku. – Wynoście się stąd obydwoje. Znajdźcie bezpieczne miejsce z dala od tego placu, schowajcie się i siedźcie tam dopóki po was nie przyjdę! Chłopak wie jak poruszać się po slumsach. HEJ! Mówię do ciebie, smarkaczu, słyszysz?! Spróbuj zostawić młodą samą, a znajdę cię i naprawdę odgryzę ręce, łapiesz?! Zmiatajcie stąd! Będziecie tylko zawadzać! TO ROZKAZ! – wydała pospiesznie polecenia, po czym rzuciła się do natarcia na faktycznie usiłującego uciec, niedoszłego napastnika. Zanim jednak zdołał go dorwać, uderzyła w nią od prawego boku... szklana butelka. Kilku zamaskowanych osobników wykrzykujących hasła nawołujące do nienawiści wobec potworów nadbiegało z tamtej strony, a choć butelka sama w sobie nie wyrządziła potworzej kapitan żadnej widocznej szkody, zmusiła do zmiany priorytetów. Pojedynczy osobnik nie był wielkim zagrożeniem w porównaniu do większej grupy. W towarzystwie donośnego, wyzywającego warkotu, stanęła zatem naprzeciwko nadchodzących awanturników, pospiesznie rzucając tylko naglące spojrzenie w stronę dzieciaków, którym mogła jedynie życzyć jak najlepiej, starając się przy okazji zwrócić całą uwagę mogącego stanowić niebezpieczeństwo otoczenia na siebie.
Chłopiec nie zamierzał czekać na więcej zachęt. Chwytając starszą od siebie dziewczynę za przegub nadgarstka, postarał się pociągnąć ją za sobą w przeciwnym kierunku. Niezależnie do postawy Marinette wobec całej sytuacji, w kilka chwil później podniósł się silny, ciepły, magiczny wiatr, który niczym niewidzialna dłoń, falą zgarniał utrudniający widoczność, opadający dookoła pył.

//Marinette, jeśli zamierzasz uciekać, wykonaj rzut kością.

Vorbis nie mógł być pewny, jak wielkie szkody w całości poniosły i nadal ponosiły potwory oraz przypadkowo uwikłani w cały incydent ludzie, głównie przez wzgląd na ciągle opadający na całą okolicę pył, ale to, co migało mu od czasu do czasu z różnych stron oraz narastające krzyki, z całą pewnością wystarczająco dobrze obrazowały rozwój sytuacji w jego własnej głowie. Stojąca na jego drodze kobieta tymczasem przestąpiła nerwowo z nogi na nogę, trzymając swoją broń w gotowości. Jeszcze jakiś czas wahała się, aż wreszcie wskazała palcem bruk przed sobą.
- Ty... Ty jesteś potworem? Odłóż ją! – rzuciła rozkazująco, biorąc przy okazji ostrzegawczy zamach przez prawy bark. – Powoli i bez sztuczek! Nie powtórzę dwa razy! – ostrzegła ostro i poważnie, jednak nie trzeba było wcale dobrze się przysłuchiwać, żeby dosłyszeć w jej głosie drżenie.
Gdy tylko potwór wykonał polecenie, kobieta od razu zmieniła swoją postawę i wsunęła palce jednej z dłoni pod maskę, po czym mocno zagwizdała na palcach. Trudno powiedzieć czy wzywała pomocy, czy może chciała sprowadzić na Vorbisa dodatkowe problemy. To zresztą nie musiało mieć dla niego znaczenia, ponieważ zaraz potem ktoś zaczął wykrzykiwać dziwną mantrę powtarzających się, lecz ciężkich do powtórzenia słów w kompletnie nieznanym języku, o ile w ogóle był to jakiś język, a nie przypadkowy zlepek niestworzonych słów. Jak na komendę, ciepły, magiczny wiatr zaczął oczyszczać powietrze na całym obszarze festiwalu. Vorbis mógł jeszcze dostrzec niespełna dziesięć, może piętnaście metrów od siebie wysokiego, szczupłego potwora o czerwonawym futrze, którego uniesione, puchate łapy emanowały złotawym blaskiem. Wielka szkoda, że jego trud szybko został odwzajemniony pchnięciem noża w podbrzusze. Oczyszczenie powietrza i przy okazji poprawienie widoczności mogło wielu ułatwić ucieczkę, ale także i terrorystom ułatwiło teraz polowanie.
Nie zmieniając swojej postawy mimo zadanego ciosu, potwór westchnął ciężko, a następnie stopniowo zaczął obracać w pył. Jego oprawca praktycznie od razu rzucił się w stronę innych, pierzchających w popłochu odmieńcach, pokroju dopiero co uśmierconego osobnika. Dwóch kolejnych w maskach dostrzegło wreszcie również Vorbisa. Jeden z nich miał krótki nóż, drugi jakąś metalową rurę, zakrzywioną na jednym z jej końców.
- Wynocha z naszego miasta! – krzyknął ten z rurą, pędząc w stronę zakapturzonego potwora.    

Panika kompletnie ogarnęła plac oraz ulice dookoła. Czasami tylko dało się dostrzec jakieś potwory, a dużo rzadziej pojedynczy przypadek człowieka, który rzeczywiście usiłował osłaniać bądź asekurować słabszych bądź też mających mniej szczęścia od siebie. A skoro mowa o szczęściu, owe z pewnością dopisywało dzisiaj Lingardowi nie tylko podczas jego wojowniczo-samarytańskiej przeprawy, ale również szarży na zagrażających Toriel i jej strażnikom terrorysów! Niesamowite doprawdy, co też upór oraz nieco adrenaliny potrafią zrobić z człowiekiem!
Dwudziestolatek praktycznie nie odczuł efektów impetu z jakim uderzył w pierwszego z wyrostków. Tamten z kolei - wręcz przeciwnie. Uderzenie okazało się na tyle silne, by nie tylko z miejsca go powalić, ale również pozbawić przytomności, gdy tylko wyrżnął całym ciałem o bruk. Trzymana przez niego butelka nie rozbiła się z miejsca, ale pozbawione czucia palce szybko wypuściły ją ze swoich objęć niedługo po omdleniu ich właściciela. Jego kolega nie skończył wcale lepiej. Patrząc na jego zdezorientowaną minę, prawdopodobnie nawet nie zdążył dobrze zorientować się właśnie dzieje, kiedy w ślad za niedoszłym towarzyszem zbrodni wylądował twardo na glebie po krótkim, acz popisowym przelocie ponad ramieniem Johnny'ego. Kolejne ciało uderzyło o ziemię z głuchym łupnięciem oraz krótkim, acz wyraźnym trzaskiem, który mógł sygnalizować złamanie kości. Sądząc po sposobie w jaki wylądował na prawej ręce oraz momentalnej próbie zwinięcia się na w kulkę, uszkodzenie kończyny było raczej pewne. Zgarnięcie i rozbicie niebezpiecznej butelki było już wyłącznie formalnością.
Całą akcję Lingarda można śmiało nazwać małym cudem. Fakt, że chłopak sam nie zwichnął ani nie nadwyrężył żadnej kończyny przy swojej małej szarży, był istotnie łaską od losu.
Obraz, który mógł się nieco rozmazać przed oczami Johnny’ego z nadmiaru ekscytacji, szybko wrócił do normy, a nawet się wyostrzył. Tak. Bez dwóch zdań, ponieważ nie wiedzieć dokładnie kiedy, powietrze dookoła oczyściło się za sprawą magicznej ingerencji. Miało to swoje plusy, jak i oczywiście minusy. Na pewno przerażającym było zobaczyć ilość dokonanych zniszczeń oraz ciągle trwające tu i ówdzie walki z wykorzystaniem zarówno broni, jak i magii. Spora kamienica znajdująca się tuż za sceną, na której jeszcze niedawno stała królowa oraz grupa muzyczna, zawaliła się w sporej mierze pod wpływem wybuchu i tylko dlatego, że ładunek najprawdopodobniej nie został podłożony przez profesjonalistę, nie zawaliła się bezpośrednio na nią. Liczne stoiska prezentowały się podobnie jak i zrujnowany budynek. Niektóre z nich stały tez w ogniu i bynajmniej nie był to ten sam, przyjazny ogień, którym płonął daszek baru Grillby'ego.
- Moje dziecko?! – mógł dobiec Johnny’ego przerażony okrzyk Toriel, która nie tylko go dostrzegła, ale również bez problemu rozpoznała. Jak raz wymknęła się chroniącemu ją zbrojnemu, pędząc w stronę niegdysiejszego podopiecznego. Jego widok najwyraźniej musiał na nowo przywołać głęboko zakorzenione, matczyne instynkty, ponieważ nawet usiłujący stanąć jej na drodze, samotny człowiek z metalową pałką nie został potraktowany w tym wypadku ugodowo. Sprawiająca wrażenie mięciutkiej i ciepłej łapa królowej, jak raz sprzątnęła go z drogi. Biedny facet... Praktycznie wylądował pod stopami usiłującego podążać za władczynią królika, który stanął przed nim z niemałą konsternacją.
- Dobre gwizdy! Co ty tu robisz?! Nic ci nie jest???

Nie mając czasu na przyjęcie postawy obronnej, napastnik przyjął cios na obojczyk z pełną jego mocą. Odepchnięty i wytrącony z równowagi, niemrawo podniósł ręce, lecz i to nie zdołało uchronić go przed wprawnym ciosem wprowadzonym z podbródek. Tym razem nie zdołał już ustać i ciężko przewrócił się na prawy bok, choć i to nie zdołało jeszcze całkowicie wyautować go z gry. Ciężko lecz powoli i miarowo zaczął podnosić się z ziemi, podczas gdy jego uziemiony kolega wykrzykiwał w głos o pomoc do tych, którzy zostali w tyle. Tyle w sumie wystarczyło, aby dać zarówno Danielowi jak i Jule zapas czasu na ucieczkę. Potworzyca była w pełni zwarta i gotowa, samej chwytając dłoń White’a z niemą prośbą.

// Daniel, wykonaj rzut kością.  


/Kolejny post MG pojawi się 11.12 (uczestnicy eventu proszeni są, aby ich posty pojawiły się najpóźniej do godziny 20:00 tego dnia)

//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Nie Gru 09, 2018 12:59 am

Za żadne skarby świata by tego nie przyznał, ale czuł się... Zadziwiająco dobrze. I to jeszcze w taki sposób, jakiego nie było mu dane doświadczyć od naprawdę bardzo dawna. Buzująca w jego ciele adrenalina, satysfakcja z tak łatwego załatwienia dwójki jakichś niebezpiecznych fagasów, dziejąca się dookoła niego afera, możliwość wykazania się i zrobienia czegoś PRAWDZIWEGO, ŻYWEGO I SŁUSZNEGO. Wszystko to niesamowicie go nakręcało. Może i było to z jednej strony kompletnie nieodpowiedzialne oraz nawet i do pewnego stopnia aż głupawo dziecinne, ale miał ochotę pobiec dalej, aby móc dorwać się do kolejnych "złoli" i wyładować na nich całą zbieraną przez ostatnie lata frustrację, gniew i energię. Chwilowe ożywienie zardzewiałej duszy? Można było bez problemu to tak nazwać. Na szczęście znajomy głos z łatwością sprowadził go z powrotem na ziemię, do chłodnej rzeczywistości, która nie wyglądała już jak jakiś pieprzony film akcji.
Nic ci nie jest?! – krzyknął w tym samym momencie dokładnie takie same słowa, co Toriel, widząc zbliżającą się do niego z obstawą Kozią Mamę. Było to... Khm, niezamierzone. Szybko potrząsnął na boki głową, aby się już kompletnie odciąć od poprzednich i prawdopodobnie niebezpiecznych dla jego zdrowia płonnych planów. - Nie mamy na to czasu! – podniósł głos, aby po chwili zwrócić się do strażników. – Musimy jak najszybciej zabrać stąd Królową! I gdzie jest do cholery Undyne?! – krzyknął zadziwiająco władczym i rozdrażnionym tonem. To nie była pora na takie spotkania. Aktualnie najważniejsze było to, aby wydostać Tori poza atakowaną okolicę w bezpieczne miejsce. Szkoda tylko, że za cholerę nie było nigdzie widać rybiastego rudzielca. Oby wyszła z tego cało, bo miał ochotę osobiście skopać jej te niebieskie, generujące pieprzone włócznie dupsko za odstąpienie przedstawicielki potworów, chociażby na krok w takim miejscu. Bezsensownym było jej teraz szukać. Zapewne sprawiłby tym jeszcze więcej szkód. Jedyne, co mógł na aktualną chwilę zrobić, to pomóc odeskortować niedoszły cel ataku.
Powinniście znać dobrze teren całego festiwalu, prawda? Prowadźcie! – ponownie skierował swoje słowa do bardzo dobrze mu już znanej króliczej jedynki i smoczej dwójki, aby po tym poprowadzić swój wzrok z powrotem na przeogromniastą kozę. – A ty... – zawahał się ze swoim tonem, przypominając sobie, do kogo mówi. – Jeśli zajdzie taka potrzeba, to wiej ile sił w nogach!
Jeszcze trochę i zacznie rozstawiać wszystkich po kątach, jak Undyne na pozycji Kaptiana w Podziemiu. Jeszcze tylko tego mu brakowało.

Rzut na ucieczkę.

_________________

Prowadzone sesje:


Ostatnio zmieniony przez Johnny dnia Nie Gru 09, 2018 12:59 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Nie Gru 09, 2018 12:59 am

The member 'Johnny' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 10
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Vorbis
Śmiechowa Gwiazda
avatar

Liczba postów : 65
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Pracownik Antykwariatu
Ekwipunek : Telefon komórkowy
Join date : 19/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Gru 10, 2018 5:34 pm

Cóż, mogło pójść gorzej. Jest szansa, że zajmą się dziewczyną. Lepsza szansa, niż jej brak, prawda?
Gorzej z samym Zakapturzonym. Dziewczyna chyba nie wie co to wdzięczność i zagwizdała po swoich kumpli, aby po prostu spuścili łomot Vorbisowi.
Niewdzięczne małpy - pomyślał.
Nie miał ochoty skończyć jak ten biedak, którego zabili przed chwilą. Teraz, kiedy powietrze było w miarę widoczne, Potwór mógł zauważyć ile bólu sprawili ci ludzie. Na ziemi leżało mnóstwo pyłu, ale także sporo ludzkich ciał. Zabawne, zabijać kogoś, bo jest inny i przy okazji krzywdzić własnych pobratymców. Zakapturzony do tej pory widział prawdziwą naturę ludzi tylko w książkach. Mnóstwo wojen o skrawek nic nie znaczącej ziemi, śmierć i morderstwa. Teraz ma okazje zobaczyć to wszystko na własną gwiazdę.
Tylko milej by było, gdyby nie stał w samym środku konfliktu.
Widząc nadbiegającego człowieka, Potwór rzucił się do ucieczki. Nie zamierzał walczyć z kimś, kto ma wielokrotną przewagę liczebną. Wie kiedy ma jakieś szansę na wygraną, a tutaj jej nie miał. Postanowił wrócić do pierwotnego planu, czyli oddalić się stąd jak najprędzej.
Jednak... coś nagle zaświtało w jego gwieździe. Przecież tutaj na pewno jest mnóstwo wartościowych rzeczy! A gdyby tak... nie! Nie można ograbiać zmarłych! No chyba, że byli złymi ludźmi, co jest bardzo prawdopodobne, więc...
Ahh, tylko jeśli będzie coś po drodze!
I tylko jeśli Vorbisowi uda się zgubić pościg.

// 1 rzut na ucieczkę, 2 rzut na ewentualne znalezienie jakiś skarbów po drodze, 3 rzut na próbę wydostania się z tej rzezi.

_________________
KP| Skrytka
Zajęte sloty: 2/3
20.07.2018
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Gru 10, 2018 5:34 pm

The member 'Vorbis' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 11, 8, 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Gru 11, 2018 5:46 pm

Chaos był wszędzie, przez co Marinette było naprawdę ciężko skupić się na kilku rzeczach naraz. Kątem oka rozglądając się, dostrzegając mieszaninę strachu i niepojętej nienawiści również na dziewczynę miał wpływ. Okazywany przez jej mimikę strach niekoniecznie o niej świadczył, obawiała się o zdrowie i bezpieczeństwo innych niżeli o swoje własne, stąd też rozkaz ze strony Undyne, zmieszany mową nienawiści ze strony agresorów, z trudem został przetrawiony u młodej Liddell.
Undyne, a-ale...! — nie chciała jej zatrzymywać, lecz również ona sama nie zamierzała siedzieć w „bezpiecznym" miejscu wraz z założonymi rękami. Może i modlitwy pomyślności coś by wskórały, ale zdecydowanie kasztanowłosa nie planowała tego uczynić. Nie uznała tego za bezcelowe, gdyż faktycznie wiara potrafiła niekiedy nieść cuda po wizycie w Podziemiu, lecz teraz mogła w duchu liczyć na wiele dobrego, samej również ją nieść.
Nie, zawróć.
Nawet w obliczu niebezpieczeństwa nie zamierzała pozostać obojętna czy zachować się jak tchórz. Z pewnością sumienie by ją gryzło, a tego czternastolatka nie ścierpiałaby. Dlatego też zacisnęła mocno zęby i z niemałą siłą wyszarpała swoją rękę, wymuszając również w ten sposób, by chłopiec na nią spojrzał.
Uciekaj i pomóż innym stąd wyjść, ja tam wracam. — wyraziła się krótko i jasno, siląc swój głos na wysoki regulator, aby ten mógł ją usłyszeć jasno i wyraźnie. Nie bacząc na jego słowa sprzeciwu czy inne, gwałtownie obróciła się na pięcie, by zawrócić, przeciskając się przez innych, używając przy tym swej tanecznej zwinności. Działała nieco impulsywnie, lecz jak najbardziej miała świadomość zagrożenia, z jakim ma styczność, lecz narastająca determinacja zmieszana z jej cechą nie pozwalała na to, aby ta zeszła z drogi. Może i było ich więcej, lecz — jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Gru 12, 2018 5:25 pm

// Przepraszam wszystkich bardzo za zwłokę, ale choroba rozłożyła mnie na łopatki. Odpisze tak szybko jak to tylko możliwe, więc nie zniechęcajcie się!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Gru 15, 2018 8:49 pm

Królowa uśmiechnęła się i pokręciła głową, zduszając po drodze wszelkie chęci uściśnięcia swojego niegdysiejszego podopiecznego. W tym czasie króliczy zbrojny całkiem ostrożnie przesunął BUTEM leżącego na ziemi mężczyznę, odkopując przy okazji jego broń na dobre naście metrów, zanim zastrzygł długimi uszami. Johnny mógł spostrzec, jak jedno z nich obraca się na różne strony, zupełnie niczym nietypowa antena satelitarna czy inny nadajnik. Zanim dołączył do nich jego smoczy partner, który również skończył użeranie się z poprzednimi napastnikami, wydał spod przyłbicy krótkie westchnienie.
- Bro, psi usiłowali nawoływać Kapitan. Nikt nie wie i nikt nie informuje, nie ma powiadomień. Tylko o dużej ilości wroga. Hej. Hej, słyszałeś coś więcej, bro? – spytał wreszcie strapiony drugiego potwora, jednak ten tylko pokręcił krótko głowa, z bronią pozostającą w gotowości. Przez cały czas pilnował, aby nikt więcej nie znalazł się w zasięgu władczyni.
- O rany... Tego się mogłam spodziewać po uczniu naszej drogiej Undyne. – westchnęła Toriel, składając swoje duże łapy na padołku. Pomimo nieciekawej sytuacji, przez jej twarz przemknął wyraz rozczulenia oraz dumy. – Przepraszam, że sprawiam ci kłopoty, moje dziecko. – mogła nie być chętna do opuszczenia swoich poddanych, ale na pewno lepiej niż ktokolwiek wiedziała, co oznaczałby jej upadek i czym mógłby się skończyć. Musiała zatem zagryźć zęby i z ciężkim sercem trzymać się w podobnej sytuacji z dala od zagrożenia oraz tych, którzy byli w nie przez nią wplątani.
- Tędy, b-... W-Wasza Wysokość! – odezwał się ponownie przerośnięty królik, wskazując drogę ucieczki na ukos od zgliszcz pobliskiej kamienicy, jednak zanim potwory i Johnny zdążyli dobrze się rozpędzić, rzucając ostatnie, ciężkie spojrzenia toczonym walkom oraz szkodom do jakich już doszło, z jednej z uliczek zaczęła zmierzać w ich stronę spora grupka ubranych... Cóż, ubranych zaskakująco porządnie i z pewną "klasą" ludzi, co zmusiło ich do natychmiastowego zatrzymania się w pozycjach obronnych. Wyglądali absolutnie spokojnie i nieporuszenie, pomimo szalejącego dookoła chaosu. Podczas gdy ten kroczący na samym czele i idący wprost na nich uniósł w przyjaznym geście puste dłonie, inny z jego kompanów sprawnym susem dopadł okładającego nieopodal kijem potwora człowieka i jednym, szybkim kopniakiem prosto w żebra posłał go w bok.
- Lady Dreemurr, jak mniemam? - odezwał się głośno i wyraźnie, zanim zdołał wyjść im dobrze na spotkanie. Był mężczyzną w średnim wieku, z licznymi bliznami po ospie na policzkach i raczej ostrymi rysami twarzy. Lekki zarost i krótko przystrzyżone, zaczesane do tyłu włosy dodawały mu powagi godnej biznesmena. – Przyszliśmy zaoferować swoją pomoc.
Toriel uniosła własną dłoń, by zatrzymać wyraźnie nastroszonych i gotowych do podjęcia ewentualnej walki zbrojnych. Jej druga łapa wylądowała w miarę możliwości na ramieniu Lingarda. Potworzy nos lekko się zmarszczył, oczy miała wyraźnie czujne lecz również pełne zmartwienia. Nie zdołała jeszcze udzielić odpowiedzi, gdy wszyscy nowo przybyli rozpierzchli się w różnych kierunkach. W przeciwieństwie jednak do tych, którzy nosili maski, ich ruchy były pewne, niespieszne i uważne, a oni sami wyglądali na całkiem dobrze zorganizowanych, poruszając się w grupkach po dwie i trzy osoby. Wszyscy brali za cele zamaskowanych prowoderów całego zamieszania - ludzi w maskach.

Ponieważ Vorbis postanowił nie marnować czasu na dłuższe i niekorzystnie działające w jego sytuacji zastanawianie się, czy też jeszcze bardziej niekorzystnie mogące zakończyć się pertraktacje z napastnikami, które mimo to nadal usiłowała bezskutecznie stosować znaczna część atakowanych potworów w okolicy, zdołał on całkiem szybko zgubić pościg. Kierunek, który zupełnie przypadkowo obrał, okazał się równie korzystny, co sama decyzja o podjęciu ucieczki. Nie tylko bowiem udało mu się sprawnie przedrzeć do aktualnie dużo bezpieczniej wyglądającej części placu, ale również dostać się między zgliszcza licznych, porzuconych już kramów. Jeden z nich co prawda został podpalony, jednak nie wyglądało na to, żeby ogień miał realne szanse przeniesienia się na pozostałe zgliszcza. Vorbis mógł spokojnie skorzystać teraz z okazji, by nieco poszperać wśród najbliższych trzech z nich, gdzie nie grasował nikt poza nim samym. Wokół jednego rozrzucone były najrozmaitsze, potworze przysmaki. Pomimo iż w ruinie, nie dało się go nijako pomylić z żadnym innym! Ten stragan musiał należeć do pajęczycy Muffet! Czy jednak mądrze było go ograbiać, choć na pewno kusił zapach świeżych wypieków oraz widok porzuconej luzem skrzynki na „datki”, skrzącej się od oblepiającej jej, mającej zapewne chronić przed lepkimi rękami pajęczyny? Drugą opcją było przeszperanie tego, co mogło się ukrywać w stosach porozrzucanych ksiąg – należących do właściciela sąsiadującego stoiska, kimkolwiek by on nie był. Jeśli zakapturzony potwór zechciał zawiesić oko na walającym się po ziemi asortymencie, mógł dostrzec kilka starych zwojów oraz sporych płócien, z których przynajmniej jedno wyglądało jak mapa. Trzecią opcją była jeszcze próba dorwania tylu kryształów i kamieni, ile tylko mógł dorwać. Jedno ze stoisk prezentowało najrozmaitsze ich rodzaje, niektóre o doprawdy bajecznych kształtach i kolorach! Mogły, lecz nie musiały mieć większej wartości. Niektóre przymocowane były do łańcuszków i zapewne sprzedawano je jako pamiątki.
/Vorbis, po dokonaniu wyboru, które ze zgliszczy przeszukać jako pierwsze, rzuć dwukrotnie kością.

Z uwagi na różnicę wieku oraz wzrostu, Marinette była naturalnie silniejsza niż jej mały, niedoszły przewodnik. Nawet jeśli jego uścisk wydawała się w pierwszej chwili mocny i być może miał taki być, przy odrobinie wysiłku ręka dziewczyny łatwo wymsknęła się spoconej z nadmiaru stresu, chłopięcej dłoni.
Jeszcze bardziej zdezorientowany i podenerwowany chłopiec tylko raz rzucił jej pełne niedowierzania, spłoszone spojrzenie, zanim wreszcie puściły mu nerwy. O mało sam się nie wywrócił pod wpływem jej nagłego szarpnięcia, wiec chyba nie można mieć mu tego za złe.
- Głupia! GŁUPIA! Jesteś szalona! Rób co chcesz! Nie będę nikomu więcej pomagał! Nie będę! – wykrzyczał ze złością i piskliwą paniką, zanim odwrócił się ponownie na pięcie i ruszył biegiem przed siebie, umykając niczym zając przed nagonką. Susami i slalomem między nogami wyższych od siebie. Zgrabnie unikał wszelkich potrąceń, to mu trzeba było przyznać. Jednak aby wierzyć, że mały szczurek uliczny jego pokroju pomoże komukolwiek ot tak z siebie? Było to raczej mało prawdopodobne, ale Mari nie znała zasad rządzących tymi ulicami.
Mari podjęła decyzję o powrocie, a ponieważ nie zdążyła oddalić się nadmiernie, bez problemu odnalazła miejsce w którym ostatni raz przed paroma chwilami widziała niebieską wojowniczkę, nie wpadając po drodze w kłopoty. Undyne sprawnie radziła sobie z odpieraniem ataków sporego grona ludzi w maskach. Nie na darmo przyznano jej w końcu kiedyś tytuł Kapitana, który nadal się za nią ciągnął niczym ten smród po gaciach, choć w nieco innej niż wcześniej odsłonie. Wyglądało na to, że wszyscy postronni zdołali mniej lub bardziej szczęśliwie umknąć z zasięgu pola walki i dopóki dookoła nie kręcił się żaden z takowych, Undyne mogła działać bez oporów, usiłując przykuć uwagę wszystkich napastników w polu widzenia. Dopóki nie było w pobliżu postronnych... Niestety, gdy tylko wyłapała pojawiającą się czternastolatkę, jej oryginalne skupienie przysłowiowo poszło się kochać.
Zakląwszy brzydko, wierzchem dłoni uderzyła mężczyznę stojącego jej na drodze, a następnie staranowała go barkiem. Wyglądała na zmęczoną, ale i w dalszym ciągu zdeterminowaną. Czerwone kosmyki licznie poprzyklejały się do jej twarzy i szyi.
- PUNKU?! CO TY TUTAJ JESZCZE ROBISZ?! MÓWIŁAM CI-...! GHH! – rozzłościła się nie na żarty, na chwilę tracąc czujność, którą sprawnie wykorzystał jeden z zamaskowanych, uderzając metalowym prętem pod kolano, gdzie pancerz chcąc nie chcąc musiał być bardziej ruchomy i tym samym mniej odporny. Z głuchym stęknięciem rybia potworzyca wyrżnęła bokiem na twardy bruk. Banda czterech chłopa momentalnie skoczyła przygnieść ją do ziemi. Musieli się już zorientować, że próby uderzania po pancerzu bez przemyślenia i tak nie zdadzą się na wiele. W tym samym czasie ktoś pochylił się nad Mari i złapał ją za ramię. Był to elegancko ubrany w koszulę pod krawatem mężczyzna o srogiej twarzy. Nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia lat, lecz zmarszczki na czole znacznie mu dodawały.
- Młoda damo. To nie jest miejsce, w którym powinnaś się znajdować. – odezwał się oschle, wyciągając zza pasa broń. Pistolet.

// Yay! Admince już dużo lepiej! Jeszcze raz przepraszam za zwłokę! Kolejny post MG pojawi się 19.12 (uczestnicy eventu proszeni są, aby ich posty pojawiły się najpóźniej do godziny 20:00 tego dnia)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ryneczek   

Powrót do góry Go down
 
Ryneczek
Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Welcome to the Surface! :: Powierzchnia :: Miasto Ebott - Slumsy-
Skocz do: