IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ryneczek

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Czw Lis 22, 2018 4:42 pm

Raczej ciężko o to, aby ktokolwiek po niepokojących informacjach, jakie usłyszał Johnny, zachował pełen spokój i nie wyczuł nic podejrzanego. Wspomniany posiadacz duszy sprawiedliwości nie był wyjątkiem tejże umownej reguły. Już sama świadomość tego, że jeden z typków niezbyt chciał się dzielić posiadanymi przez siebie informacjami, w zupełności wystarczyła, aby zrozumieć, że chodzi o coś o wiele, wiele, wiele grubszego i paskudniejszego. I niezwykle elokwentny, miły oraz kulturalny autor postu o dziwo nie ma tu na myśli fanek shipu Undyne i Alphys.
Słuszna uwaga drugiego mężczyzny, dotycząca tego, że kroi się coś większego, niż mogłoby się takiemu pierwszemu lepszemu ludkowi wydawać, z łatwością uzyskała aprobatę dwudziestolatka. Zwykły dupiasty protest, czy wspomniane obrzucanie błotem byłoby szybko ogarnięte przez ochronę, więc organizowanie takich przedsięwzięć raczej mało by dało domniemanym adwersarzom Święta Pojednania.
Gdzie o tym usłyszeliście? Oczywiście, jeśli mogę zapytać. – zapytał jak gdyby nigdy nic, mając na uwadze to, że być może nie powinien na razie płoszyć dosyć niezłego źródła informacji.
Równie dobrze mogłaby to być zwykła plota, która miała się ni jak do rzeczywistości i była zwykłą transportowaną przez slumsowe paple ściemą, ale... Cholera... Mimo wszystko przydałoby się zagadać do kogoś z głównych osób ogarniających cały festiwal. Odrobina ostrożności nikomu jeszcze nie zaszkodziła, a jeśli faktycznie miało się zadziać coś złego, to tym bardziej powinien ruszyć swój zadek. W końcu sam się tutaj znajdował, więc, chcąc nie chcąc, było to także i w jego interesie. Oczywiście umyślnie pomijając te mniej oczywiste, lecz równie mocno, lub jeszcze ważniejsze powody, jakimi mimo wszystko wolałby się nie zasłaniać dla utrzymania zadowalającego stanu swojej żółtej dumy i ego. Przydałby się jakikolwiek strażnik. No, jakikolwiek pomijając Undyne. Jeszcze tego mu brakuje, aby musieć się z nią ponownie użerać. Skuteczność skutecznością, ale przecież apokalipsa jeszcze się nie zbliżała, żeby musiał sięgać po tak drastyczne środki, no nie? ...no nie?

Pierwszy rzut na perswazję w wyciąganiu informacji + drugi na zachciankę admina.

_________________

Prowadzone sesje:


Ostatnio zmieniony przez Johnny dnia Czw Lis 22, 2018 4:43 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : Autyzm i ortografia)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Czw Lis 22, 2018 4:42 pm

The member 'Johnny' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 6, 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Vorbis
Śmiechowa Gwiazda
avatar

Liczba postów : 65
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Pracownik Antykwariatu
Ekwipunek : Telefon komórkowy
Join date : 19/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Czw Lis 22, 2018 4:50 pm

Vorbis nie należy do osób wybuchowych. Wie on, że gniew często może zgubić. Jednak ta sytuacja z tym człowiekiem doprowadzała go do szewskiej pasji. Nie dość, że arogancki dryblas ubrudził najlepszą (bo jedyną) szatę Vorbisa, to jeszcze zaczął wyzywać jego magię oraz właściciela tych "sztuczek". Nie można ukryć tego, że Vorbis poczuł ujmę na honorze. Nikt nigdy go tak wcześniej nie traktował. Być może przez to, że dużo czasu spędzał w samotności, a być może też dlatego, że tylko ludzie bez wyobraźni mogą chcieć ubliżać wysokiej, zakapturzonej postaci w czarnej szacie. Tak czy inaczej: zachowanie tego faceta nie należy do najbardziej miłych, co rozsierdziło Potwora.
Na prowokacje pechowca, Zakapturzony odparł milczeniem. Nie zamierzał wplątywać się w słowne przepychanki. Sytuacja doszła do tego momentu, gdzie takie rzeczy są bez sensu.
Potwór nie zauważył psich strażników zainteresowanych tą sytuacją, jednak zdołał zaobserwować, że nawet te ludzkie samice nie życzą sobie, aby ten agresor akurat przebywał w tym miejscu i robił to co właśnie robi. Przysługują więc byłoby pozbyć się natręta prawda?
Kiedy agresywny człowiek próbował uderzyć z bara w Vorbisa, ten... pozwolił mu na to.
Tylko haczyk polega na tym, ze w momencie zetknięcia ramion tych obydwu rywali, ręką Zakapturzonego Potwora była naładowana dość dużym potencjałem magicznym, dzięki czemu przeciwnik Czarnego Kapturka powinien zostać porażony energią. Vorbis nie jest bezduszny i zadbał o to, aby wstrząs spowodował najwyżej paraliż. Celowo nie chciał go w większym stopniu krzywdzić. Szkoda by było zepsuć taki ładny festiwal.

// 1 rzut na efekt porażenia człowieka, 2 rzut na rozwój sytuacji.

_________________
KP| Skrytka
Zajęte sloty: 2/3
20.07.2018
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Czw Lis 22, 2018 4:50 pm

The member 'Vorbis' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 7, 9
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Daniel
Jak bardzo jest to dla Ciebie ważne?
avatar

Liczba postów : 24
Zamieszkanie : Ebott
Praca/Zawód : Prywatny Detektyw
Ekwipunek : Pocztówka
Join date : 17/08/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Czw Lis 22, 2018 7:10 pm

Gdyby Daniel teraz zbladł, ujawniłby swój strach. Także mniej-więcej postarał się opanować, jednak sytuacja była nieciekawa. Jeżeli zaraz nie zrobi nic konkretnego, konfrontacja będzie nieunikniona. Tak, konfrontacja - nie przyjmował do wiadomości, że Jule pójdzie z tymi łachudrami. Ona też była jakaś... no, dziwna, nie owijajmy w bawełnę, skoro od razu zgodziła się bez zająknięcia odejść. Nie, nie, nie, moi drodzy, tak nie będzie.
-White, teraz albo nigdy stary... - usłyszał cichy głos w swojej głowie, po czym zaczął kiwać delikatnie głową, zdejmując swe skórzane rękawiczki i wkładając je do kieszeni spodni, pokazując tym samym swoje paskudnie poparzone dłonie
- Chyba się nie zrozumieliśmy. Powiedziałem, że TERAZ przejdziemy bez problemu, a wy rozejdziecie się bez zająknięcia. Chyba nie chcecie, żebyście wyglądali gorzej, niż te dłonie, prawda? Tak więc.. wypierdalać. Już. - powiedział detektyw, patrząc z góry na grupę, z napiętymi wszystkimi mięśniami, które utworzyły groteskowy obraz na jego rękach
~Kostki - rzut na zastraszanie~
Daniel wiedział, że ich liczebność może przeważyć nad strachem. Ale miał plan. Trzeba wykorzystywać nawet ułamki sekund, gdzie przeciwnik jest rozkojarzony, lub nie spodziewa się ataku. Gdyby groźba nie poskutkowała, mężczyzna od razu wyskoczył by do pierwszego zbira i uderzyłby go w krtań pięścią, wysuwając lekko zgięty środkowy palec, co miało skutkować większymi obrażeniami. Następnie druga dłoń uderzyłaby w twarz, tym razem wbijając palce w oczy.
Chodzi o przetrwanie.
~Kostki - dwa rzuty na walkę wręcz (+1 z umiejętności)~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Czw Lis 22, 2018 7:10 pm

The member 'Daniel' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 8, 11, 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Czw Lis 22, 2018 11:03 pm

Odpis od MG pojawi się jutro, to jest 23.11. Adminka przeprasza za opóźnienie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Lis 24, 2018 2:56 am

Wyczuwając intencje swojego nowego, ludzkiego towarzysza, Jule zatuptała z napięcia w miejscu.
- D-Daniel, nie powinieneś... To niebezpieczne! – zaprotestowała poważnie ale i z obawą, najwyraźniej nie chcąc dopuścić, aby człowiekowi pod jej opieką stało się cokolwiek złego. Koniec końców, była niejako jednym z gospodarzy festynu oraz osobą, która miała zapewnić mu bezpieczeństwo w trakcie korzystania z tego małego, acz niestety niefortunnie wybranego dzisiejszego dnia skrótu pomiędzy uliczkami.  
Stojący za plecami swojego domniemanego przywódcy, poruszyli się w każdym razie nerwowo i nieco niepewnie, patrząc na dłonie stojącego przed nimi mężczyzny oraz zaskoczeni jednocześnie zmianą zarówno tonu głosu, jak i ogólnej mowy ciała. Tego natomiast znajdującego się zaraz naprzeciwko Daniela, jedynie rozdrażniło. Nie był najwyraźniej oponentem, na którego mogły podziałaś podobne słowa. A przynajmniej nie w taki sposób, jak powinny. Prawdopodobnie uraziły jego małą dumę.
- Próbujesz nam grozić...? – wysyczał w irytacji. W głosie człowieka zawarte było jednocześnie niedowierzanie co i obrzydzenie. – Rozumiem. Fan potworów. Co za ohydna degeneracja...!
Pomimo iż stał się oczywiście pierwszym w kolejności celem, jako najbliższy Daniela, on także od początku przygotowany był do ewentualnej obrony. Spróbował więc w pierwszej kolejności zablokować atak przedramieniem, ryzykując w najgorszym wypadku sińcami. Dalej postarał się odskoczyć w celu uniknięcia kolejnego i tym razem sam sięgnąłby po nóż ukryty przy pasku, którym zamierzał rzucić w oponenta.
W tym samym czasie, tuż nad ich głowami z trzaskiem wybuchnął czerwony fajerwerek, na moment rozświetlając całą alejkę w iście złowrogi sposób. Pozostali, nieuwikłani jeszcze w bezpośrednią walkę, jak raz zawiwatowali. Ich radość przesycona była czymś niepokojącym i niezdrowym.

W sytuacjach jak ta, Undyne wcale nie próbowała być szczególnie okrutna, niemniej zrozumiałe jest, że nie tylko z perspektywy ludzi, lecz zwyczajnie osób nie znających jej dostatecznie długo i dobrze, właśnie tak mogła się teraz prezentować. Jej sposób „nauczania” był niestety zbyt osobliwy, ekscentryczny. Dlatego właśnie, nawet jeśli działała jak najbardziej w dobrej wierze, zbyt łatwo przychodziło jej zastraszenie drugiej strony. Nic dziwnego, że mimo zaciętego wyrazu na buzi, oczy chłopca były teraz z leksza zaszklone.
- Dręczyć? Ty... Mówisz o mnie? – zdziwiła się raczej przekonująco i szczerze rybia wojowniczka, usiłując podrapać po karku, który niestety zbyt dobrze osłaniała zbroja, żeby móc wykonać podobną czynność. – Pfff! Nie bądź niedorzeczna! – z szerokim uśmiechem uderzyła dłonią o swoje udo, najwyraźniej biorąc słowa Marinette za swego rodzaju żart.– Dręczenie smarkaczy nie leży w moim guście! – tu niespodziewanie poklepała siedzącego obok niej gnojka po głowie, na co ten tylko bardziej skurczył się w sobie, nerwowo i z bladym niedowierzaniem spoglądając na niebieskolicą strażniczkę. Sądząc po jego minie, miał na ten temat coś zupełnie innego do powiedzenia, z tą różnica, że w przeciwieństwie do ludzkiej nastolatki, nie znajdował się w pozycji, w której mógłby mieć dość odwagi do wyrażenia swojego zdania. Całe szczęście Undyne była również na tyle spostrzegawcza, by swoje dostrzec, dlatego szybko cofnęła rękę, układając ją w zamian z powrotem na udzie i przysłuchując się wyjaśnieniom odnośnie całego zajścia. Zanim jednak zdołała skomentować to w jakikolwiek sposób, dzieciak siedzący obok niej wydał z siebie coś, co przypominało mieszaninę skowytu i warczenia.
- Czemu niby to moja wina?! Leżało, więc wziąłem! Skoro nie umie się pilnować własnych interesów, nie robi się ich w tej dzielnicy. Proste! – obruszył się, krzyżując ręce na swojej wątłej klatce piersiowej. Wielu mogłoby zaskoczyć słownictwo oraz arogancja chłopca w jego wieku, ale ci, którzy żyli w slumsach od lat, dobrze wiedzieli, że dzieci, które nie dorastały tutaj dostatecznie szybko, traciły wszelkie szanse.
- Heeeh~? –zamruczała Undyne, przyprawiając tym malca o obowiązkowe, nerwowe spuszczenie wzroku. – Filozofia dzieci ulicy nigdy nie przestanie mnie zadziwiać! – przyklasnęła, zanim dość gwałtownie spoważniała na twarzy. – Dziury pojawiają się w niej, kiedy nagle zjawia się zły glina albo bardzo rezolutna pankówa, która wchodzi nie dość szybkim właścicielom lepkich paluchów w drogę, huh? „W tej dzielnicy” robi się naprawdę paskudne rzeczy ze złapanymi na gorącym uczynku. – tym razem ponownie uśmiechnięta, jak gdyby nigdy nic, spojrzała na Mari i zaczęła tłumaczyć niby nowo upatrzonej uczennicy. – Utrata palców to nic nadzwyczajnego. Czasami traci się tutaj całą rękę albo i więcej z kończyn.
Tym razem o dziwo chłopak nie wydawał się zaskoczony ani przerażony. Wpatrywał się co prawda nadal w podłogę między swoimi stopami, ale jego twarz nie wyrażała bardziej skrajnych emocji. Tak jakby udzielane przez Undyne informacje nie były dla niego niczym nowym. Nadal był blady, lecz dziwnie spokojniejszy.
- Jakie to szczęście, że trafiłeś na nie tak znowu złego glinę, nie mam racji?! – jej dłoń raz jeszcze tego dnia wylądowała na rozmierzwionych włoskach. Ich właściciel szerzej otworzył oczy. – Nie powinieneś być czasem aby nieco bardziej wdzięczny? Popatrz tylko! Nawet nie zrobiłam ci pojedynczego guza na tej głupawej głowie! I to mimo kradzieży i obrażania dziewczyny z biglem, który chole-eee... diabelnie aprobuję! No! Dość przedstawienia! Oddawaj co zagarnąłeś, przeproś ładnie i może trafi się, że ktoś DIABELNIE miły kupi ci lizaka, zanim pobiegniesz w swoją stronę. Nie mam czasu na papierkową robotę w podobny dzień...
Potworzyca prawiła swoją pozytywnie-słodko-gorzką mantrę, jednak mimo całego zdziwienia jakie mogła nią budzić, nie zdołała całkowicie pochłonąć uwagi Marinette. Dziewczynka kątem oka zdołała wychwycić przyciągający uwagę błysk. Pojedynczy, krótki błysk. Niby nic, bo przecież mogła być to byle błyskotka pokroju zegarka, który odbijał w jej stronę światło. Niemniej żadnym zegarkiem nie był. Był za to pojedynczym ostrzem, które dzierżył spokojnie zbliżający się zza pleców Undyne mężczyzna. Nie odstawał od pozostałych przechodniów, nie wyróżniał się ani nie sprawiał wrażenia niebezpiecznego jako takiego, lecz Mari i tak miała szczęście zauważyć jego obecność oraz... dostrzec zamiary. On natomiast, wyłapując spojrzenie dziewczyny, przyspieszył kroku, uśmiechając się przy tym do niej absolutnie uprzejmie i niemalże uroczo. Miał młodą, piegowatą twarz okalaną kasztanowymi, poskręcanymi kosmykami. Zanim zarzucił na głowę kaptur bluzy, przyłożył palec wskazujący wolnej dłoni do ust w oczywistym przekazie.  
Gdzieś daleko w tle rozległy się... fanfary? A czy gdzieś jeszcze z innej strony nie rozbrzmiał wystrzał przypominający fajerwerki? Było zdecydowanie za wcześnie na fajerwerki.

Zapytani wprost, mężczyźni wymienili spojrzenia nad ladą. Szczuplejszy z ich dwójki, lekko stukając się po drodze z Johnnym piwem, postanowił załatwić sprawę polubownie.
- Od chłopaków z osiedli na przedmieściach słyszy się dużo. I też od dłuższego czasu. Jeśli pytasz o źródło - nie wiem. A jeśli jesteśmy już tacy szczerzy, nie powiedziałbym nawet gdybym wiedział. Z całym szacunkiem, ale to jak kręcenie na siebie sznura. Chwytasz? Sami staramy się nie pytać za wiele o takie rzeczy, ale... – urwał na chwile, po czym wyciągnął najzwyklejszą w świecie chusteczkę higieniczną (całe szczęście czystą!) i długopis, po czym nasmarował na niej trzy adresy. Sądząc po kodzie pocztowym, które wspólnie dzieliły, wszystkie ulice leżały w tej samej dzielnicy na dalekim, północnym krańcu centralnej części miasta Ebott. – Jakby ci zależało, tam dobrze szukać. Nie żebym polecał. Bylebyś tylko nie wspominał od kogo wiesz.
Nawet jeśli Johnny spróbował dopytać o coś więcej w temacie, nie zdołał otrzymać odpowiedzi. Do stoiska Grillby’ego podbiegł bowiem nieznany mu szczyl. Na oko może trzynaście lat. Nie bacząc na toczącą się konwersację, szybko złapał rozmówcę Lingarda za przegub nadgarstka i pociągnął energicznie ale nie nadmiernie nachalnie, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Gdy już mu się to udało, stanął na palcach, ciągnąć do siebie dorosłego, który całkiem gładko poszedł mu na rękę. Po kilku szybkich słowach wyszeptanych przez dzieciaka na ucho, puścił faceta tak szybko jak go dopadł, po czym rzucił się między ludzi, prędko znikając z pola widzenia.
- Uhh... Tsaa, właśnie. Khm! My się lepiej będziemy zbierać. - odezwał się ponownie do Johnny’ego, szybko zbierając do pionu. Wyglądał na ewidentnie podenerwowanego. Dało się również wyczuć wahanie w jego kolejnych gestach, jakby nie wiedział, co dokładnie chce ze sobą zrobić. Wreszcie, gdy całkiem zgranie jak na tuszę zebrał się i jego kolega, ponownie zwrócił na niego oczy. Między brwiami pojawiła się wyraźna zmarszczka.  
- Zabieraj się stąd, bracie. Spieprzaj stąd. – odezwał się ponownie i tym razem w jego słowach wyczuwalna była tylko jawna obawa. Zaraz potem skinął na drugiego i odwrócił się od baru, chcąc jak najszybciej ulotnić. Tymczasem od strony piętrzącej się nieco dalej sceny rozniosły się fanfary, które miały zapewne za zadanie zwrócić uwagę maksymalnej ilości publiczności. Zaraz potem, jeszcze bardziej nieoczekiwanie rozbrzmiał bardzo dobrze znany wielu głos:
- Witam wszystkich serdecznie, a zwłaszcza naszych ludzkich przyjaciół, którzy w tak niebywale licznym gronie pojawili się, aby uczestniczyć w Dniu Pojednania, który jak mam nadzieję, wpisze się w kalendarze kolejnych lat.
Choć z tej odległości Johnny nie mógł wiele zobaczyć, głos z pewnością należał do królowej potworzego rodzaju oraz ich politycznej przedstawicielki – Toriel Dreemurr. Dziwne. Czy chwilę temu nie było mowy o tym, że jej wystąpienie ma odbyć się dopiero za godzinę? Dalsze jej słowa w każdym razie, na chwilę przerwał wystrzał podobny do fajerwerków. Wydawał się dochodzić z pobliża, lecz Johnny nie mógł wywnioskować skąd dokładnie.
   
Podczas gdy dziewczyna nastawiała się widocznie bojowo, unosząc nawet ręce jak do boksu, pozostałe koleżanki szybko zaczęły wstawać i odsuwać się od stołu, łypiąc jednakowoż dość wrogo na bezczelnego mężczyznę. Żadna prawdopodobnie nie wyobrażała sobie, że coś absolutnie niespodziewanego, innego niż ich połączona siła dezaprobaty, stanie na jego drodze – magia. Magia Vorbisa, ma się rozumieć!
Wydając z siebie dziwny charchot, został momentalnie odrzucony siła magicznego wyładowania w bok. Całe szczęście udało mu się nie wylądować na jednym ze stołów, aczkolwiek ogół zabiegu wywołał dostatecznie duże poruszenie. Kilka dziewcząt (i nie tylko dziewcząt) krzyknęło, ta niosąca tackę z przekąskami dla grupy aż wywróciła z wrażenia, rozrzucając przysmaki po całej okolicy. Tylko nieliczni przechodnie, może dwa stoliki stojące nieopodal oraz ten z gronem zebranym dookoła samego Vorbisa miał okazję w pełni zaobserwować oraz jako tako zrozumieć, co się tak właściwie stało. Oszołomionemu i ciągle leżącemu na bruku agresorowi, szybko pomógł inny, zdawać by się mogło, przypadkowy mężczyzna.
- Atakować ludzi w biały dzień... W WASZE własne święto. Co WY, potwory sobie wyobrażacie? – odezwał się ostrym tonem, na który jednakowoż odpowiedziała dziewczyna mają być rzekomo „ex” porażonego. Zdecydowanie stanęła w obronie Vorbisa, każąc siedzieć człowiekowi cicho, na co parę koleżanek przytaknęło ochoczo. Podczas gdy w jego defensywie żarły się całkiem chętnie ludzkie kobiety, zakapturzony miał okazję wyłapać błysk na niebie. Wyglądało to jak fajerwerki, ale że niby o tej porze? Dziwna sprawa. Prawie tak samo dziwna, jak grono osób kilka metrów dalej, które jedna po drugiej zaczęły nagle narzucać na głowy kaptury oraz zakładać coś, co wcześniej wyciągały z plecaków, toreb, torebek, spod ubrań... Jedną z nich mógł zobaczyć wyraźniej, jako iż stała niecałe pięć metrów dalej, naprzeciwko, również ze spokojnie przyglądając się zamieszaniu. Mając zatem dobre miejsce, zdołał zobaczyć to, co kryło się pod kapturem człowieka, a mianowicie – maskę. Taa, to z pewnością był człowiek, lecz pod kapturem jej twarz skrywała maska. Żelazna maska. Podczas gdy inni w zakapturzeni rozchodzili się na wszystkie strony, ten wyłapana przez Vorbisa wyciągnął z kieszeni spodni przedmiot wyglądający na niewielki pilot. Jego zachowanie mogło wzbudzić podejrzenia, ale czy potwór naprawdę miał powód, żeby musieć zwracać na to wszystko uwagę?

/Kolejny post MG pojawi się 27.11 (uczestnicy eventu proszeni są, aby ich posty pojawiły się najpóźniej do 20 tego dnia)

Daniel:
rzuty dla twojego oponenta, kolejno: obrona, unik, atak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Lis 24, 2018 2:56 am

The member 'Admin' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 6, 11, 9
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Lis 24, 2018 5:08 pm

Choć oponent Daniela miał całkiem niezły timing, a jego obrona nie była wcale taka znowu najgorsza, różnica w doświadczeniu zrobiła swoje. Szczęście również miało w tym swój spory udział i z pewnością nie dopisywało tym razem zamaskowanemu mężczyźnie. Dłoń Daniela śmignęła gładko pod przedramieniem, trafiając w czuły punkt, jakim była tchawica.
Zachłysnąwszy się powietrzem w trakcie gwałtownego wzrostu ciśnienia spowodowanego uderzeniem, mężczyzna pozostał bez możliwości obrony, sięgając jedynie oburącz do swojego gardła w panicznym odruchu. Wyraźnie miał problem ze złapaniem powietrza i z tej też przyczyny, nie mógł myśleć ani postępować racjonalnie, toteż kolejny cios Daniela, tym razem bardzo nieelegancko skierowany w oczy, trafił celu. W towarzystwie dzikiego wrzasku zaskoczenia i bólu, zamaskowany upadł na ziemię, nie wiedząc za co próbować chronić - twarzy, czy może szyję. Jego ramiona, choć w towarzystwie charczenia i dość kompulsywnych odruchów całego ciała, które teraz zalegało na betonie, desperacko usiłowały chronić więc całą górną partię ciała.
Zmiana w sytuacji nie została jeszcze dobrze przyswojona przez pozostałych, których zaabsorbował z jakiegoś powodu dziwny fajerwerek. Była to dobra szansa dla Daniela. Jeśli chciał się ratować ucieczką, powinien to zrobić teraz. Jule stała zaraz za nim, kompletnie oniemiała i sparaliżowana, wlepiając swoje duże, sarnie oczy w miotającego się po ziemi człowieka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Lis 24, 2018 8:57 pm

Wychodzi na to, że bycie miłym faktycznie popłaca, huh? Nawet jeśli chodzi o wstrzymywanie się od mniej przyjaznego słownictwa, czy czynów przy tego typu podejrzanych i złowrogich frajerach! Kto by pomyślał?
Uhuh... Dzięki. – odrzekł, łapiąc za równie niekonwencjonalną, jak i niecodzienną chusteczkową formę przekazywania sobie informacji. Pozostało mu liczyć na to, że z owym kawałkiem tkaniny nie działo się wcześniej nic... Niemoralnego. Przynajmniej Johnny dostał to, na co poniekąd liczył. Może i nie w takiej prostej i przychylnej jego wygodnictwu formie, jakiej by sobie życzył, ale jednak. Grunt, że jego "niewinne" pytanie przeszło bez wywołania niepotrzebnego niepokoju u adresata. Właściwie całość przebiegła niepokojąco sprawnie. Cholera wie, czy nie robią go w konia, ale dosyć nikła wiara w ich wiarygodność była wszystkim, co na aktualną chwilę posiadał.
Niefortunnie Johnny nie miał nawet możliwości zaatakować kolejnymi pytaniami swojego nowiutkiego braciaka przez pewnego gówniarza, który wtrącił im się w rozmowę. Nie wyglądało to na coś super podejrzanego, ot prawdopodobnie dziecko przybiegło po swojego ojca, bo miało to akurat jakąś zachciankę.
Ostatnie słowa, jakie dotarły uszu dwudziestolatka od drugiego mężczyzny zaraz przed jego zawinięciem się, tylko dolały oliwy do powoli rozpalającego się w nim niepokoju. Czy naprawdę miało się stać tu coś na tyle złego, żeby musiał zwiewać? Przez chwilę nawet przepłynęła przez jego głowę myśl, czy nie powinien faktycznie zabrać swojego zada z powrotem do domu, ale szybko odgarnął od siebie tego typu pomysły. Mimo wszystko ciężko było mu sobie wyobrazić coś tak bardzo złowieszczego, żeby był zmuszony wiać w podskokach. W końcu na całym terenie festynu było pełno ludzi i ochrony. W najgorszym wypadku mogłoby coś eksplodować, ale nie zmienia to faktu, że odbiłoby się to także na tej rzekomo lepszej części mieszkańców Ebott, a co za tym idzie, musiało się tu rozchodzić o coś innego.
Uwagę Lingarda sprawnie przyciągnęło ogłoszenie dochodzące ze sceny. Znajomy głos wszystkim dobrze znanej koziej mamy także z łatwością sprawił, że jego serce zaczęło bić jeszcze szybciej. Niemalże od razu odwrócił swój łeb ponownie w stronę stojącego przed nim kufla, aby zaczerpnąć na odwagę z niego parę łyków. W końcu miał zamiar właśnie uczynić coś, co było kompletnie sprzeczne z jego dotychczasową postawą.
Wyciągnął swój telefon, aby szybko zacząć palcem przebierać w swojej liście kontaktów. Długo mu nie zajęło dotarcie do numeru z przypisanym imieniem pewnej niebieskiej piranii. Na jego widok niechętnie przewrócił oczami w bok i następnie szybko pokiwał głową na boki.
"Załatw więcej osób do pilnowania Toriel. Wpadłem na paru dupków i dowiedziałem się, że ktoś chce odwalić coś większego w trakcie festiwalu. Nie spieprz tego." – szybko wyskrobał wiadomość dla Undyne, mając nadzieję, że kręci się gdzieś w okolicy. Mimo całej swojej niechęci było to niewątpliwie najlepsze wyjście, zważywszy na to, że Toriel postanowiła się pokazać jeszcze wcześniej, niż było to początkowo zaplanowane. Jeśli chciałby dać osobiście znać komukolwiek o tym, czego się dowiedział, to wówczas mogłoby być już za późno, oczywiście naiwnie wierząc w to, że ktoś dałby wiarę jego słowom.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vorbis
Śmiechowa Gwiazda
avatar

Liczba postów : 65
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Pracownik Antykwariatu
Ekwipunek : Telefon komórkowy
Join date : 19/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Lis 26, 2018 7:42 pm

Zakaputrzony Potworek z nieskrywaną satysfakcją patrzył, jak nieznośny człowiek pada na ziemię. W końcu ktoś dał mu nauczkę. Chociaż ciężko powiedzieć ile razy w życiu miał ten osobnik nauczek. Ale patrząc na jego zachowanie można śmiało stwierdzić, że za mało.
Większym problemem, nie powodującym już takiej satysfakcji okazał się inny człowiek, który rzucił się w obronie agresora niczym... coś... coś rzucającego się w obronie niesłusznej sprawy. Dobrze, że ludzkie samice były w pobliżu i zajęły się obroną godności Vorbisa, dzięki czemu on sam mógł stać się biernym obserwatorem.
A udało mu się zaobserwować naprawdę sporo. Dużo krzyków, latające smakołyki, które smutno brudzą się obecnie na ziemi i... sztuczne ognie.
Przez chwilę Potwór myślał, że chłopak od żelków jednak znalazł jakiegoś Potwora chętnego do robienia sztuczek, jednak widok ludzi zakładających kaptury i metalowe maski szybko skierował Zakapturzonego na inny tor myślenia.
Do głowy wpadło mu parę pomysłów, w tym niespodziewana i radosna forma ludzkiej sztuki, gdzie wyrywa się przypadkowych ludzi i się tańczy.
Ale te maski... ten dziwny przedmiot w ręce człowieka, który akurat był w zasięgu wzroku.
To nie wygląda na zapowiedź tańców.
Czym prędzej podszedł do tej bardziej naturalnej i kumatej dziewki i obrócił ją gwałtownie mniej więcej w stronę tamtego typka od maski. Pokazał go nawet palcem, aby podkreślić dramatyzm sytuacji.
- Musicie stąd iść. Zaraz może się polać tu krew. Dziękuję za smakołyki, ale naprawdę zalecam ucieczkę.
Kim są ci dziwni ludzie? Może to jakaś sekta? Albo być może mafia? A może ci Zbawiciele, czy jak im było, postanowili popsuć imprezę? Te pytania dręczyły Vorbisa, kiedy szukał jakiegoś miejsca, aby się ukryć i mieć jednocześnie dobry widok na rozwój wydarzeń. Żałował, że w swoim telefonie nie ma aparatu fotograficznego. Jeżeli rzeczywiście dojdzie do czegoś złego, to miałby przynajmniej jakiś dowód, że to nie Potwory były sprawcami tego incydentu.
Istnieje też szansa, że Zakapturzony wyjdzie na totalnego matołka i rzeczywiście to będzie jakaś sztuka. Jednak wrodzona paranoja nie pozwala mu myśleć w ten sposób. Wie, że ludzie są z natury źli i nie lubią Potworów. Czemu by więc nie wykorzystać ten festiwal i nie ubić paru z nich?

_________________
KP| Skrytka
Zajęte sloty: 2/3
20.07.2018


Ostatnio zmieniony przez Vorbis dnia Pon Lis 26, 2018 8:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daniel
Jak bardzo jest to dla Ciebie ważne?
avatar

Liczba postów : 24
Zamieszkanie : Ebott
Praca/Zawód : Prywatny Detektyw
Ekwipunek : Pocztówka
Join date : 17/08/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Lis 26, 2018 8:00 pm

Gdyby nie całe zamieszanie, obecność Jule (...i pięciu innych przeciwników), Daniel prawdopodobnie rzuciłby się na draba, założył mu dźwignię i zaprowadził w oblicze prawa. Lecz nie teraz. Nie był to niestety ani czas, ani okoliczności. Jednakże nie mógł tego tak zostawić.
Szybko doskoczył do leżącego, łapiąc go swoimi poparzonymi, szorstkimi łapskami za szyję, zaciskając mocarnie i podnosząc lekko.
- Zapamiętaj te dłonie, chłoptasiu. Bo kiedyś to one wrzucą Cię do pierdla. - wysyczał przez zęby, puszczając nieszczęśnika i zrywając mu przy tym maskę. Detektyw spróbował jak najdokładniej przyjrzeć się napastnikowi.
Nie trwało to długo, ponieważ chwilę potem mężczyzna odskoczył i rzucił się pędem do miejsca, gdzie skąd wszedł do uliczki. Ściskając maskę w lewej dłoni, prawą złapał roztrzęsioną Jule za nadgarstek i, nie zwalniając tempa, pociągnął, by ruszyła za nim
- Ruszaj się, spadamy stąd! - krzyknął, mając nadzieję, że zbiry nie ruszą za nimi. A nawet jeśli, to że skryją się w tłumie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Lis 27, 2018 12:52 pm

Reakcja chłopaka jedynie utwierdzała dziewczynę w przekonaniu, jak bardzo spaczoną ma wizję w stosunku do norm społecznych. Zmarszczyła delikatnie brwi, popadając w zadumę. Nie sądziła, że w tych czasach jest to możliwe, lecz jak widać, jej wizja świata była niewiele lepsza od samego dzieciaka. Ciężkie westchnięcie, zmieszane z tlącymi się nerwami wydobyły się z ust czternastolatki. I co miała teraz zrobić?
Chciała mu wyjaśnić, lecz ubiegła ją Undyne, która wyjaśniła samej dziewczynie kilka dość istotnych kwestii, zaś zmowa milczenia ze strony chłopca jedynie potwierdzały słowa rybeńki. Wte jej oczy spoczęły na nim, wyrażały niemały żal, lecz doskonale wiedziała, że odpuszczając mu tego co zrobił, z pewnością niczego nie nauczy, a wręcz przeciwnie. Dlatego też milczała, przytakując przy każdym zdaniu Undyne, dając w ten sposób znak, iż zrozumiała.
Nie chcemy ci niczego na złość robić, po prostu takie postępowanie z twojej strony były niesłuszne... — już zaczęła prawić swoje morały, póki kątem oka nie dostrzegła dziwnego błysku, przez co ta się gwałtownie zawiesiła, co u Mari bywało niekiedy normą, lecz późniejsze zachowanie raczej wskazywało na co innego. Niepokój, który pojawił się na twarzy nastolatki, był widoczny jak na dłoni dla samej rybki. Nóż. Ostre narzędzie wraz z uprzejmym uśmiechem był istnym dla dziewczyny alarmem, natomiast kolejny gest obcego człowieka jedynie napędził strachu młodej Liddell. Szybko jej spojrzenie zleciało na towarzyszkę, chcąc jawnie przekazać coś ważnego, lecz zaraz potem usłyszała zwyczajnie, acz podejrzliwy wystrzał podobny przy fajerwerkach. Coś było na rzeczy, lecz przez gromadzącą się w duszyczce integracji wszelkie sprzeczne emocje zeszły na drugi plan.
Undyne, za tobą! — krzyknęła do potworzycy, samej ruszając naprzeciw podejrzanemu jegomościowi, zasłaniając własnymi ramionami byłą kapitan, co mogło wydawać się dość śmieszne, lecz tlące się w oczach Marinette determinacja mówiła zupełnie co innego. W jej głowie huczało od wszelkich myśli bądź podejrzeń, nie wspominając o obawach. Tak piękne święto, a tak wiele złego się dzieje!

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Lis 27, 2018 11:06 pm

W kupie siła, kupy w końcu nic nie ruszy! Zwłaszcza jeśli składało się na nią grono rozszczekanych, młodych dziewuch, tak? Może i nie były równie skuteczne, co magiczne pioruny, ale na pewno niemądrze było je ignorować, o czym szybko przekonał się napadnięty przez nie słownie mężczyzna. Ta spośród nastolatek, która powinna być najbardziej zainteresowana, wolała jednakowoż zwrócić się do Vorbisa, starając się przebyć dzielącą ich odległość.
- Słuchaj... Przepraszam za ten-... – zaczęła nieco zmieszana, zanim potwór sam do niej nie dopadł. Zastygła więc zaskoczona w bezruchu, dopóki nie została przez niego bezpośrednio zmuszona do obrócenia się w wyznaczonym kierunku. – Co...? – wyrwało jej się w jak najbardziej zrozumiałej dezorientacji. Pomimo ostrego rozkojarzenia, posłusznie powiodła wzrokiem w ślad za palcem zakapturzonego, a tamten mógł poczuć, jak w chwilę później jej ciało przechodzą dreszcze. – Czekaj... Nadal nie rozumiem. To festiwal, więc przebierańcy... Przebierańcy nie powinni być niczym dziwnym...? – pomimo iż jej słowa z pewnością brzmiały logiczne, sama nie wydawała się w nie wierzyć.
Postać zamaskowanego drgnęła ledwie zauważalnie, gdy ot tak bezceremonialnie została wskazana dziewczynie, lecz nie wyglądało na to, żeby zamierzała uciekać lub nawet próbować wycofać się gdzieś w cień. Wręcz przeciwnie! Jego postawa stała się dużo bardziej pewna, niemalże dumna. Wypinając pierś, uniósł wyżej rękę, w której trzymał pilota. Gdy tylko jego kciuk przeskoczył na jeden z drobnych przełączników, zarówno Vorbis, zebrani wokół niego ludzie oraz najbliższe stoiska, zostały gwałtownie zmiecione fala uderzeniową niesioną wraz z wybuchem, który miał miejsce w kamienicy zaraz przy nimi. Nikt z obecnych najbliżej nie miał okazji zanotować trzech innych eksplozji, które miały miejsce w pozostałych częściach placu, przez przysłaniający wszystko dym, pył oraz zwyczajny szok. Zewsząd dało się dosłyszeć krzyki oraz jęki bólu.    

- Umm... Czy wszyscy mnie-... Ah! - Toriel urwała na moment, dało się słyszeć ciche szeleszczenie mikrofonu. – O rany... Najmocniej wszystkich przepraszamy, wygląda na to, że z jakiegoś powodu mamy nieoczekiwane problemy z nagłośnieniem. - królowa ewidentnie brzmiała na zmartwioną jak i zawstydzoną. Na terenie całego festiwalu rozmieszczone zostały głośniki, głównie na słupach wysokiego napięcia oraz niektórych rynnach budynków. Skoro nie działały, jej przemowa oraz ewentualne obwieszczenia naturalną koleją rzeczy nie dojdą do tych, którzy znajdywali się poza zasięgiem jej głosu na scenie. – Szczęśliwie wygląda na to, że nagłośnienie sceniczne nadal działa zgodnie z oczekiwaniami. Pozwólcie więc państwo, że dopóki nie rozwiążemy problemu, zostawię was z ciepłymi słowami powitania oraz nieco wcześniejszą prezentacją dalszego programu, którą poprowadzi Mettaton. - zakończyła ciepło, na co rozniósł rozniosła się salwa krzyków, pisków oraz ogólnych wiwatów. Robotyczny potwór z pewnością był lubiany i podziwiany także na powierzchni, już nie tylko przez swoich pobratymców, ale również ludzi! Zanim jednak ktokolwiek zdołał go usłyszeć, być może zanim jeszcze zdążył przebić się do mikrofonu, z kilku stron na raz rozległy się głośne wybuchy. Zarówno od strony sceny, jak i pozostałych, trzech krańców placu, dało się dostrzec gwałtownie podnoszące się chmury dymu i pyłu. Johnny mógł usłyszeć, jak ktoś wrzeszczy, jakoby zawaliła się ściana jakiegoś budynku. Wszystkiemu towarzyszyły liczne okrzyki ludzi oraz potworów wpadających w panikę. Z miejsca w którym stał, najbliżej było mu tam, gdzie pył unosił się od strony sceny. Jeśli nawet jednak zamierzał przedsięwziąć jakiekolwiek działania czy dalszy ruch od stoiska Grillby’ego, będzie to mocno utrudnione, ponieważ chaos jaki powstał sprawił, że tłumy dookoła wzajemnie przepychały się i taranowały, usiłując dostać jak najdalej od zamieszania. Naturalną koleją rzeczy to samo robili ci znajdujący się w pobliżu pozostałych epicentrów. Wszystko to sprawiło, że w ułamku sekundy teren festiwalu pochłonął totalny chaos.      

Tymczasowo oślepiony i oszołomiony mężczyzna nie stanowił dla Daniela żadnego wyzwania. Wyglądało zresztą na to, że nie do końca był w ogóle w stanie trzeźwo myśleć, że o zrozumieniu swojej sytuacji nie wspominając. Mógł zatem jedynie jęczeć i szamotać się bezradnie, porażony bólem oraz zbyt zajęty swoją własną, małą walką o oddech. Zerwanie maski okazało się tym bardziej proste, że jedyne co trzymało ją w miejscu, to prosta, choć gruba guma. Sama maska również okazała się gumowa, jakkolwiek dobrze wykonana i do złudzenia przypominająca wyglądem żelazną. Pod nią z kolei kryła się całkiem młoda twarz mężczyzny, który mógł zarówno przekroczyć dwudziestkę, jak i dobiegać powoli trzydziestki. Bladą obecnie facjatę o kwadratowej szczęce i wysokim czole, okalały lekko przydługawe, kasztanowe włosy. Nos miał zakrzywiony u nasady i zadarty na końcu, usta cienki i przecięte przy lewym kąciku blizną. Szczękę człowieka pokrywał lekki zarost. Gdyby nie okropnie wykrzywiający go grymas bólu, być może mógłby nawet uchodzić za przystojnego.  
Podczas gdy Daniel stracił nieco swojego czasu, aby zerwać maskę oraz spróbować zastraszyć i tak niezbyt ogarniającego rzeczywistość, wijącego się faceta, pozostali zdążyli ogarnąć się na tyle, żeby pierwszy szok został zastąpiony przez wściekłość za swojego towarzysza. Dwójka z nich rzuciła się na pomoc koledze, pozostałych dwóch z kolei w pogoń za uciekającymi.
- Ty skurwysynu! – wrzasnął jeden z nich, usiłując złapać podążającą za Danielem, lecz zostającą odrobinę w tyle Jule za poły jej kożuszka. Wszystkich rozproszył jednak dźwięk wybuchów oraz wstrząsy, które poczuli pod nogami. Lekkie, ale jednak wyraźne. Już z daleka dostrzec można było na kocu alejki mgłę-... Nie. To nie była mgła. To mieszanina pyłu i dymu.    

- Aaaa! – w towarzystwie iście bojowego okrzyku, chłopiec przytknął dłonie do uszu, zapominając na chwilę i przykazie rybiej prześladowczyni. – Nie chce słuchać o niesłusznym postępowaniu od dziewuchy z dobrego domu! Nie chce! Nie chce! Nie będę! Bleee! – zaczął się zarzekać głośno i pokazywać język, kręcąc przy tym głową dopóki w nią nie oberwał wierzchem niebieskiej dłoni na tyle, aby zachłysnąć się własnymi słowami. Cios nie był tak naprawdę mocny, ale „lekko” w słowniku Undyne także nie oznaczało niczego delikatnego. W towarzystwie bolesnego stęknięcia zatem, szybko przesunął dłonie w górę czaszki, dopóki nie natrafiły na obolałe miejsce.
- Nhhhh... – jęknął już tylko płaczliwie.
- Wystarczy! Dość się nasłuchałam dziecięcych przekomarzań! Kazałam przeprosić i oddać fanty, czy nie kazałam? Nie każ mi się powtarzać, bo wyszarpię cię za uszy! – zagroziła, wyciągając otwartą dłoń przed twarz urwisa, który choć wyglądał, jakby bardzo chciał się odsunąć, zaczął z naburmuszoną miną grzebać w połach swojego odzienia. Miał na sobie chyba ze trzy warstwy poobdzieranych ciuchów, ale właśnie dzięki tym licznym warstwom dziury nie rzucały się aż tak w oczy, a chłodne wieczory dało się przetrwać.
Undyne nagle przerwała w połowie pospieszania smarkacza, wzdrygając się, po czym namiętnie zaczęła obmacywać swoją zbroję przy pasie.
- ...Arghhh! Jak ja teraz mam wydostać ten diabelny telefon?! – rozeźliła się, zapewne czując wibracje od urządzenia, którego nijako nie mogła dosięgnąć. Dobrze się złożyła, że sama zaczęła się z wolna podnosić z kucków. Wtedy też dotarło do niej ostrzeżenie Marinette, która nie bacząc na nic, postanowiła osłaniać ją przed swoim, zdecydowanie zbyt drobnym ciałkiem.
- H-Hej?! - zdziwiła się ryba, dopiero teraz, przy próbie przekręcenia się w miejscu, dostrzegając co dokładnie się dzieje. – Głupia!
Uzbrojony mężczyzna nie zawahał się nawet wówcza, gdy pojawiła się przed nim nieletnia. Ani myśląc zwolnić, zwyczajnie postanowił odepchnąć nastolatkę wolną ręką, a następnie wymierzył, nie widząc już chyba innego sensu jak kontynuować, zamachnął się nożem na potworzycę, celując między płyty pancerza. Undyne z kolei spróbowała na przekór wszystkiemu zablokować ostrze ramieniem. Z tłumu podniosły się krzyki przestraszonych przechodniów.
Krzykom przyszło narastać wraz z kolejnymi wybuchami. Tym razem nie fajerwerków. Realnymi wybuchami, które dochodziły z kilku stron na raz.  

/Kolejny post MG pojawi się 1.12 lub 2.12 (uczestnicy eventu proszeni są, aby ich posty pojawiły się najpóźniej do godziny 20:00 dnia 1.12)

Kolejność rzutów MG:

1 rzut dla Vorbisa: rzut na siłę z jaką zostałeś uderzony falą uderzeniową
2 rzut dla Daniela: rzut dla przeciwnika na próbę złapania Jule  
3, 4 i 5 rzut dla Marinette: pierwszy rzut na próbę odepchnięcia Mari z drogi, drugi na zadanie ciosu przez oponenta, trzeci na próbę osłonięcia się przez Undyne  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Lis 27, 2018 11:06 pm

The member 'Admin' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 10, 11, 9, 2, 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Lis 28, 2018 10:11 pm

Vorbis oraz wszyscy znajdujący się w jego pobliżu, nie mieli zbyt wiele szczęścia. Siła wybuchu była na tyle duża, że podmuch zdmuchnął ich niczym szmaciane laleczki, traktując po drodze najróżniejszej wielkości fragmentami rozsypującego się po najbliższej okolicy.
Zakapturzony potwór zatrzymał się dopiero ładnych parę metrów dalej od miejsca, z którego go odrzuciło Pierwsze oszołomienie, ból ciała oraz głowy, a także otaczająca go ze wszech stron chmura pyłu, sprawnie uniemożliwiały rozeznanie się w sytuacji. Dopiero po dobrej minucie zaczęły do niego dochodzić wszechobecne jęki, stęki oraz nawoływania o pomoc. Jeszcze chwilę później za to - dotyk na swojej lewej dłoni. Gest był słaby i przypominał ledwie muśnięcie. Jeśli Vorbis zdecydował się podnieść, przekręcić lub przynajmniej unieść, aby sprawdzić kto dokładnie jest sprawcą, rozpoznałby w leżącej nieopodal postaci tę samą dziewczynę, którą wcześniej usiłował uświadomić o niebezpieczeństwie sytuacji. Nie żeby miało to teraz jakiekolwiek znaczenie. Dziewczyna leżała na boku, w dziwnej pozycji. Jej lewa noga z pewnością nie powinna móc wygiąć się w sposób, w jaki się wygięła, lecz dużo bardziej przykuwać uwagę mógł spory, podłużny kawał drewna wystający ukosem ku górze z jej prawego boku. Fragment jakiejś deski? Może jednego ze stolików? Może nawet tego, przy którym siedziała jeszcze chwilę temu? Oddychała płytko i z trudem, a spod jej tułowia powoli sączyła się coraz lepiej widoczna, czerwona posoka. Oczy miała otwarte, ale nie wyglądało na to, żeby cokolwiek widziała. Prawdopodobnie efekt szoku.  

Vorbis: 85/100 HP (-15 HP)

Podążająca za Danielem Jule wydała z siebie nagły pisk zaskoczenia, kiedy jeden z podążających za nimi mężczyzn zdołał chwycić i mocno pociągnąć za poły jej ubrania. Włożył w to niestety dostatecznie dużo siły, by zdołać kompletnie wytrącić potworzycę z równowagi, posyłając szarpnięciem na ziemię. Jego kolega w tym czasie zdołał wyswobodzić z kieszeni spodni nóż wojskowy, bez zastanowienia usiłując się dopaść potworzą kobietę.

Szarżujący mężczyzna z niemałą siłą odepchnął Marinette ze swojej drogi, nie dając jej czasu na reakcję. Jego przewaga była oczywista. Mowa tu przecież o dorosłym mężczyźnie, którego zatrzymać usiłowała zaledwie nieco podrośnięta dziewczynka. Jak się jednak szybko okazało i o czym agresor przekonał się już wkrótce, tyle w zupełności wystarczyło, aby dać pewnej potworzycy ekstra motywację oraz dodatkowy czas na reakcję.
Nóż zjechał po metalowym naramienniku Undyne, nie wyrządzając jej absolutnie żadnej szkody.
- GNOJU! - wyrwało się niezbyt grzecznie rozwścieczonej kapitan, która korzystając z nadarzającej się okazji, drugą ręką strzeliła mężczyznę na odlew. Tym razem to on został posłany na ziemię. - EJ! Wszystko gra?! Zranił cię?! - zaraz potem dopadła do Marinette, lecz cały czas przeskakiwała wzrokiem naprzemiennie z jej drobnej postaci na pospiesznie zbierającego się z bruku człowieka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Daniel
Jak bardzo jest to dla Ciebie ważne?
avatar

Liczba postów : 24
Zamieszkanie : Ebott
Praca/Zawód : Prywatny Detektyw
Ekwipunek : Pocztówka
Join date : 17/08/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Lis 28, 2018 11:40 pm

- JULE! - wrzasnął Daniel, czując, jak jej uścisk nagle niknie
Detektyw powoli zaczął żałować, że chciał jeszcze zabrać maskę bandziora. Jednak wiedział, że było to konieczne. W końcu ma taki zawód jaki ma - jego obowiązkiem jest pozyskiwanie informacji o typach spod ciemnej gwiazdy, by w przyszłości mógł oczyścić ulice z takiego ścierwa. Ponownie musiał jednak spiąć wszystkie mięśnie, by uratować kobietę. Cholera, robiło coraz to bardziej ryzykowniej. Ale był gotowy na takie ryzyko.
Mężczyzna obrócił się zwinnie i spróbował wyprowadzić silne kopnięcie z półobrotu, nadając dodatkowy impet skręcając odpowiednio biodra. Wiedział, że obranie za cel głowy będzie zbyt trudne, więc spróbował celować z czubka buta pod żebra, w miękkie partie ciała, by cały impet poleciał na nerki i wątrobę. Wiedział, że jest to potwornie bolesne, ponieważ już nie raz sam tak oberwał.
Ale to mogło nie wystarczyć. Granica została przekroczona, gdy tylko zauważył niewielki błysk ostrza.
Oj nie, nie, nie, zaraz może zrobić się gorąco. Tak więc i on porzucił wszelkie swoje bariery. Niezależnie od wyniku kopnięcia, White postanowił złapać za nadgarstek przeciwnika i z całej siły uderzyć pięścią w jego łokieć, by go wyłamać. Musiał działać brutalnie, mimo że wiedział, iż mogą być z tego wyciągnięte konsekwencje.
Prawdą też było, że nawet jeśli ich "lider" leży i całą swoją energię spożytkowuje na próby złapania oddechu, nadal było ich zdecydowanie za dużo. W razie gdyby jego ofensywa zadziałała, ponownie złapał by Jule i biegł ile sił w nogach. W przeciwnym wypadku należało nastawić się na defensywę. Mocną defensywę.
//Trzy rzuty kostką - Pierwszy na kopnięcie, drugi na uderzenie w łokieć, trzeci na ewentualną postawę obronną, każdy +1 z umiejętności
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Lis 28, 2018 11:40 pm

The member 'Daniel' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 7, 4, 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pią Lis 30, 2018 10:08 pm

TAK! Dokładnie właśnie tego brakowało Johnny'emu na jego prywatnej liście życiowych atrakcji! Atak terrorystyczny, zamachy oraz ukochane przez wszystkich wyznawców Allaha eksplozje. Nie ma co, nie tak wyobrażał sobie ten dzień i w sumie ciężko o to, aby inni byli odmienni w tejże właśnie sprawie. Oczywiście można było się bez problemu domyśleć, że całe planowane przez gatunek potworów przedsięwzięcie nie odbędzie się bez żadnych pomniejszych zgrzytów, ale żeby posuwać się do takich środków? To poniekąd zdumiewające, jak mocno rasizm się zaszył i rozrósł w ludzkim społeczeństwie przez ostatnie parę lat, zakładając, że faktycznie było to spowodowane nienawiścią do magicznych istot, a nie chociażby sprawami politycznymi. Przecież w centrum zamieszania była sama Kozia Królowa, ale cholera wie. Tak po prawdzie, to obie opcje wchodziły w grę i były jak najbardziej prawdopodobne.
Wracając do okrutnej i przytłaczającej rzeczywistości, przez pierwsze parę chwil od fali wybuchów, dwudziestolatek stał jak wryty, widząc unoszący się od strony sceny, a może raczej od jej zgliszczy, obłok ciemnego dymu. Pomimo oczywistości sytuacji, w jakiej wszyscy się znaleźli, Lingardowi niezwykle ciężko było przyjąć do wiadomości to, co się właśnie stało. Jego przeraźliwie szybko bijące serce wręcz wyrywało się z klatki piersiowej, kiedy w międzyczasie umysł przetwarzał wszystkie możliwe czarne scenariusze.
Panika oraz desperackie przepychanki tłumu w niczym nie pomagały. Już na samym wstępie wpadła na niego pewna stosunkowo niska kobieta z prawdziwym obłędem i przerażeniem w swoich oczach, która to po chwili bez słowa zwiała co sił w nogach z dala od kierunków, z których nastąpił atak. W całym tym zajściu było coś nieprzyjemnie porażającego.
Ku jemu własnemu zdziwieniu, nogi posiadacza duszy sprawiedliwości mimowolnie ruszyły do przodu, kierując swojego właściciela prosto do miejsca, z którego jeszcze przed chwilą przemawiała Kozia Mama. Głowa darła się wewnątrz do niego ze wszystkich sił, aby zawrócił, lecz nie otrzymała najmniejszej odpowiedzi, czy reakcji. Zwyczajnie nie potrafił się zatrzymać, a co dopiero zacząć spieprzać w przeciwną stronę. Bez namysłu przebijał się przez rozpaczliwie próbujący wydostać się z festiwalu motłoch. Może i sam jeszcze tego nie rozumiał, ale świadomość tego, że coś mogło stać się Toriel była poniekąd siłą napędową dla aktualnie wykonywanego przez niego czynu. Jego podświadomość oraz ciało obrały swój cel jeszcze zanim zdołał logicznie pomyśleć.
Chyba naprawdę ciężko jest się pozbyć swoich starych nawyków, huh?

Rzut na pozytywne przebicie się przez rozszalały tłum w stronę sceny.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pią Lis 30, 2018 10:08 pm

The member 'Johnny' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 8
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Vorbis
Śmiechowa Gwiazda
avatar

Liczba postów : 65
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Pracownik Antykwariatu
Ekwipunek : Telefon komórkowy
Join date : 19/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Gru 01, 2018 4:01 pm

To stało się za szybko. Nim Vorbis zdążył cokolwiek zrobić, ten zamaskowany mężczyzna zaatakował czymś, czego nawet Vorbis nie rozpoznał. Może gdyby się bardziej przyglądał... ale niestety był za bardzo zajęty łataniem i dość twardym lądowaniem. Na szczęście kombinezon uchronił go przed poważniejszymi obrażeniami. Chwilę leżał na ziemi, otoczony chaosem. Myślał nad tym, co się właściwie stało. Gdy już sobie uświadomił, że nie był sam w polu rażenia, natychmiast wstał. Zignorował ból, który odczuł przy gwałtownym ruchu. Powinien się wkrótce zregenerować, więc można to wrzucić na drugi plan.
Uwagę Zakapturzonego przykuła dziewczyna. Leżała w swojej krwi, a z jej ciała sterczało podłużnie ukształtowane drewno. Podbiegł do niej. Nawet nie próbował zagadać. Widać było, że szok nie pozwoli jej wydusić nawet słowa. Zamiast tego, delikatnie wziął ją na ręce. Uważał na drewienko, oraz na uszkodzoną nogę. Vorbis rozglądnął się i po szybkim rekonesansie, postanowił odbiec od centrum festiwalu. Pamiętał on o pozostałych dziewczynach, jednak pamiętał też, że próbując uratować wszystkich, nie uratuje nikogo.
Zakapturzony wolał o... pomoc. To zdarza się naprawdę rzadko, lecz teraz, bez leczniczej magii, był zdany tylko na swoje szczęście i innych. Być może znajdzie kogoś, kto będzie w stanie pomóc rannej dziewczynie. Potwór zaczepiał przypadkowych przedstawicieli swojej rasy i pytał się, czy mogą pomóc. Oczywiście większość mogła to zignorować, w końcu lepiej ratować własny tyłek
Jednak pomimo możliwych niepowodzeń, Vorbis nie zamierzał się poddawać.

// Rzut na znalezienie pomocy

_________________
KP| Skrytka
Zajęte sloty: 2/3
20.07.2018
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Gru 01, 2018 4:01 pm

The member 'Vorbis' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Nie Gru 02, 2018 7:22 pm

Mimo oszołomienia, potworzyca nie planowała po prostu leżeć i czekać bezczynnie na dalszy przebieg wydarzeń. Kopiąc mocno nogami o grunt, odepchnęła się kilka razy w ucieczce przed usiłującym ją dorwać zamaskowanym, a przy okazji schodząc z pola kontrataku Daniela.  
Biorący zamach mężczyzna nie zdążył uciec przed ciosem, który na niego padł. Wydając z siebie bolesne, stłumione warknięcie, zdołał jednak ustać i wykręcić chwyconą przez White’a rękę na tyle, aby cios nie padł czysto w łokieć. A choć nóż został wytrącony, żadna kość nie doznała złamania. W odwecie, nie tracąc czasu na próbę wyrwania się lecz w zamian tego korzystając z odpowiedniego dystansu, spróbował wyprowadzić cios w splot słoneczny Daniela.
Ten, który wcześniej został nieco w tyle, zamierzał wspomóc kolegę, lecz zatrzymała go podnosząca się na nogi Jule, która w trakcie nadęła policzki niczym chomik, a następnie splunęła całkiem pokaźną ilością bursztynowej cieczy prosto pod nogi oponenta.  

Nie trwało długo, nim Johnny usłyszał następujące po sobie wycia oraz szczeki dochodzące z różnych kierunków placu – zapewne sygnały nadawane przez psich strażników, którzy chyba jako jedyni mogli w podobnie niekorzystnej sytuacji komunikować się ze sobą na większa odległość, na dodatek w tylko sobie znanym, psim narzeczu. Jedna z „odpowiedzi” została jednak gwałtownie urwana, a następnie zastąpiona pojedynczym, przeszywającym skowytem. Dochodził od strony, w którą zmierzał Lingard. Od strony sceny oraz serca całego festiwalu.
Czy to bardziej party siłą wrodzonej, ludzkiej determinacji czy raczej strachem i niepewnością, czy może osobistymi ideami oraz chęcią zwyczajnego niesienai pomocy, sukcesywnie pokonywał kolejne metry. Od czasu do czasu ktoś na niego wpadał, bez przerwy też był trącany, kiedy kolejne fale złożone z ludzi i potworów pierzchały w popłochu. Niektórzy z mijanych nosili wyraźne ślady obrażeń, których musieli doznać podczas wybuchów, lecz i oni nie marnowali czasu na nadmierne roztrząsanie swoich sytuacji. Jedyne co mieli w głowach, to chęć wydostania się z koszmaru w którym wspólnie utknęli.
Wszechobecnie unoszący się i jeszcze bardziej roznoszony przez wiatr dym, drażnił nozdrza oraz oczy. Dostawał się gdzie tylko mógł, gryzł i wywoływał kaszel. Ta przyjemność nie ominęła Johnny’ego tym bardziej, że na własne życzenie zbliżał się do jednego z czterech epicentrów. A im bliżej, tym więcej potworów w pełnym rynsztunku zdarzało mu się dostrzec to tu, to tam. Jedni starali się bezskutecznie kierować uciekających, inni... Inni walczyli. Walczyli z ludźmi uzbrojonymi głównie w noże, kije, butelki czy kastety. Większość w kapturach, wszyscy w tych samych maskach. Podczas gdy potwory starały się bronić lub jedynie obezwładniać, w ruchach ich ludzkich przeciwników nie było cienia wahania. Jedynie agresja oraz chęć zadania obrażeń.      
- To nasze miasto, a nie potworzy wychodek! – rozległ się kobiecy głos, pełen złości.
- Precz ze swoją śmierdzącą magią, odmieńcy! – wtórował ktoś inni z zupełnie innego kierunku.
- Przyjaciel potwora jest wrogiem ludzkości! Nie będziemy tego tolerować
Te i inne hasła zaczęły być słyszalne na placu oraz ulicach dookoła, wzbudzając w rozpierzchniętych mieszkańcach jeszcze więcej strachu i wprowadzając jeszcze większą panikę.
Dotarłszy dostatecznie blisko sceny, Johnny mógł wreszcie dostrzec osłanianą przez wysokiego, króliczego zbrojnego, podczas gdy jego smoczy druh, bansując dziwacznie jak to on, starał się trzymać trójkę ludzkich zbójów z daleka. Królowa wyraźnie usiłowała przemówić ludziom do rozsądku, lecz króliczy potwór nie pozwolił jej opuścić miejsca za swoimi plecami. Czego jednak nie widział ani on, ani nikt inny poza Johnnym, kilka metrów dalej, dwójka zakapturzonych usiłowała podpalić coś, co wyglądało na szmatę wetkniętą w butelkę...  

/Johnny może rzucać na próbę dostania się do królowej oraz odciągnięcia jej bądź osłonienia LUB własnoręcznego zatrzymania podpalających koktajl mołotowa

Ludzkie ciało nie było podobne do potworzego. Ludzkie ciało mogło nie być równie łatwe do uszkodzenia, ale gdy już do takiego dojdzie, o wiele trudniej było je uleczyć, ponieważ nie wspomagała go w żaden sposób naturalnie zasilającą magia. Z tego też powodu, naruszanie go w pewnych okolicznościach, bardziej szkodziło niż pomagało, niezależnie od intencji - czego Vorbis mógł zwyczajnie nie być świadom. Kto powiedział, że musiał się specjalizować w ludzkiej fizjologii? Lecz właśnie dlatego, że najwyraźniej brakowało mu nawet tych najbardziej podstawowych podstaw, już na początku niektórzy mogliby wytknąć potworowi błąd. Tylko czy rzeczywiście można mówić o błędzie w sytuacji, gdzie pozostawienie jej w miejscu miało prawo grozić jeszcze innymi konsekwencjami? Łatwo byłoby się sprzeczać.
Dziewczyna sapnęła ciężko, a jej szczupłym i całkiem lekkim ciałem wstrząsnął dreszcz. Poza tym jednak, nie wyglądało na to, żeby zamierzała jakkolwiek się sprzeciwiać. Tylko grymasy bólu wykrzywiały jej twarz przy każdym, nawet najłagodniejszym ruchu, który musiał powodować pewne naruszenia niezabezpieczonej nijako rany. Czas działał od tego momentu tylko i wyłącznie na ich niekorzyść. Zaczęło pojawiać się więcej krwi, która ściekała na szaty Vorbisa.
Krzyki i prośby Vorbisa mieszały się z krzykami innych, uwięzionych w tym samym koszmarze, w którym utknął z niesioną dziewczyną. W opadającym pyle trudno było dopatrzeć się kto tak naprawdę jest wrogiem, kto potworem, a kto człowiekiem, dopóki nie znalazł się naprawdę blisko. Nikt nie odpowiedział na jego wezwanie. Być może dlatego, że coraz częściej natrafiał na atakujących potwory ludzi. Zajęte więc desperackimi próbami obrony własnych karków, nie miały zwyczajnie czasu martwić się krzykami dookoła, podczas gdy same potrzebowały pomocy.
Na drodze Vorbisa stanęła w pewnym momencie zaskakująco lekko ubrana kobieta, podobnie zamaskowana jak osobnik, który wcześniej odpalił ładunki przy pomocy pilota. W ręku miała długi kij. Patrząc na trzymaną w ramionach dziewczynę, wyraźnie wahała się co zrobić.      


/Kolejny post MG pojawi się 6.12 (uczestnicy eventu proszeni są, aby ich posty pojawiły się najpóźniej do godziny 20:00 tego dnia)

Kolejność rzutów MG:

1 i 2 rzut dla Daniela: rzut przeciwko obronie Daniela na zadanie ciosu, drugi na powodzenie zatrzymania przeciwnika sztuczką wykonaną przez Jule.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Nie Gru 02, 2018 7:22 pm

The member 'Admin' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 3, 10
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ryneczek   

Powrót do góry Go down
 
Ryneczek
Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Welcome to the Surface! :: Powierzchnia :: Miasto Ebott - Slumsy-
Skocz do: