IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ryneczek

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Daniel
Jak bardzo jest to dla Ciebie ważne?
avatar

Liczba postów : 24
Zamieszkanie : Ebott
Praca/Zawód : Prywatny Detektyw
Ekwipunek : Pocztówka
Join date : 17/08/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Paź 29, 2018 11:52 pm

Podobnie jak wyżej wymienieni bohaterowie owej opowieści, tak i Daniel zjawił się na Dniu Pojednania. Cóż, jakby nie patrzeć, byłaby to pierwsza taka impreza w której brałby udział. Mężczyzna chciał zobaczyć, o co tu właściwie chodzi, jak to wszystko działa i kto tu zagląda.
A zajrzało wielu ludzi i nieludzi. Potworów, znaczy się. Właściwie, to sam nie wiedział, czy mówienie o potworach "nieludzie" to obraźliwe sformułowanie, czy też nie. Cóż, to nie był czas ani miejsce na takie rozmyślanie. To było miejsce do oglądania... i brania udział w zabawie, bo czemu nie?
Chodząc tak od straganu do straganu, uśmiechając się do sprzedawców, spoglądał to tu, to tam bez większego celu. Jakby nie patrzeć, celem samym w sobie była obecność tutaj i integracja z mieszkańcami.
Aż Daniel dotarł wreszcie do psich wielkoludów w zbrojach. Cóż, troszkę wzdrygnął się, gdy jeden z nich wyciągnął do niego swój łeb, ale po chwili prawdopodobnie zrozumiał przekaz
- Eeee... Chcesz... żebym Cię pomiział, tak? - zapytał niepewnie, powoli wyciągając dłoń i dotykając futra strażnika
- OCH, JAKI TY JESTEŚ MIĘCIUTKI! - krzyknął po chwili z zachwytu, odkrywając oczywisty fakt i głaszcząc przez dłuższą chwilę psiego potwora, nie zważając na dziwne i rozbawione spojrzenia osób wokół niego
Z uśmiechem odszedł, eksplorując kolejne partie terenu, na którym odbywał się festiwal. Aż natrafił na stoisko niejakiego Grillby'ego, o którym wiedział ze słyszenia.
I zamarł.
Zobaczył ogień. Mnóstwo ognia. Płonący mężczyzna, płonący bar... Nagle płonęło wszystko. Daniel znajdował się w swoim rodzinnym domu. Widział, jak jego młodsza wersja nie może wydostać się z pokoju. Jak cały budynek jest pożerany przez śmiercionośny żywioł. Tym razem Tremor nie przybiegł, a szesnastoletni wówczas White zostaje przygnieciony płonącymi elementami budowli i umiera, spalając się, wrzeszcząc i cierpiąc.
Tak szybko, jak wizja przyszła, tak samo szybko uciekła w odmęty umysłu detektywa, a ten zaczął się cofać, pocąc się i oddychając płytko i szybko. Przypadkiem wpadł na kogoś plecami. Bąknął szybkie "P-Przepraszam" i oparł się o ścianę, powstrzymując stres i nagły atak nudności
- Uspokój się, to nie było naprawdę. Opanuj się, człowieku! - wrzeszczał na siebie w myślach, próbując odseparować to, co widział przed paroma sekundami, a tym, co jest naprawdę
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Paź 30, 2018 8:23 pm

Choć nie wszystkie ludzkie twarze nosiły się z uśmiechami, zdecydowana większość szybko odnajdywała się w potworzym otoczeniu, zwłaszcza kiedy magiczne sztuczki oraz triki cieszyły oczy gdzie tylko ich nie podziać, a zapach nietypowych przekąsek podsycał apetyt. Coraz częściej dało się słyszeć dziecięce śmiechy oraz gwarne rozmowy przeplatane pomiędzy wesołymi, skocznymi rytmami muzyki. Dla wielu stanowiło wielkie zaskoczenie, jak łatwo dało się odnaleźć wspólny język z kompletnie na pozór obcą cywilizacją.  

Gdy Johnny podszedł do niewielkiego i z pozoru skromnego, ale w gruncie rzeczy bogato wyposażonego baru, Grillby właśnie dawał piękny pokaz swoich barmańskich zdolności przed młodą, ludzką parą. Z otwartymi szeroko oczami (a kobieta także i ustami) obserwowali, jak zachowujący przez cały ten czas pokerowy wyraz twarzy żywiołak podrzuca butelkami oraz szejkerem pomiędzy wstrząsaniem, mieszaniem, rozlewaniem oraz dodawaniem do powstających drinków kolejnych składników. Końcowy efekt był bajeczny i z całą pewnością nie poskąpiono mu oklasków oraz westchnień zachwytów nie tylko ze strony obsługiwanej dwójki, ale i przystających poobserwować przechodniów. Drinki, które zostały postawione przed parą, mieniły się wieloma odcieniami lazuru i bynajmniej nie był to efekt nadawany przez szkło.
Skończywszy swoje popisy, Grillby wreszcie skinął głową w podziękowaniu za aplauz i podszedł do Lingarda. Jak zwykle ciężko było cokolwiek po nim powiedzieć, choć w jego ruchach dało się wyczuć pewną sztywność. Poprawiając trzymające się nie wiadomo jak na jego twarzy okulary, spojrzał na chłopaka spokojnie i wyczekująco. Nigdy nie mówił zbyt wiele, ale tym, którzy trochę go już jednak znali, sama postawa barmana zazwyczaj wystarczyła, by zrozumieć większość jego intencji. W tym momencie czekał po prostu cierpliwie na zamówienie.
- To NORMALNA whisky, tak? - zapytał dość głośno mężczyzna, wychylający się ponad barem, wyraźnie zainteresowany stoiskiem. Towarzyszący mu kolega, z uśmieszkiem politowania błąkającym się po facjacie klepnął go w ramię, ni to zaczepnie ni strofująco.
- A jaka ma być? Znasz w ogóle znaczenie słowa "kurtuazja"? Mógłbyś się zainteresować.
Mężczyzna prychnął tylko na upomnienie, nadal wyciągając szyję jak wygłodniała gęś.
- Kurtuazja, srazja! To potworzy bar, więc i alkohol może być potworzy, to jest magiczny, nie? A co jak mi coś po tym później wyskoczy? - obruszył się żartobliwie, ale stojąca nadal w pobliżu para, która dopiero co dostała swoje drinki, spojrzała po swoich szklankach z niepokojem.
- Ale z ciebie idiota... - pokręcił głową ten drugi, choć uśmiech znacznie powiększył się na jego twarzy. - Jeśli chcesz aż tak bardzo wiedzieć, spróbuj i sam się przekonasz. Dopłacę, jeśli sprzedają tu coś, po wypiciu czego wyrosną ci jelenie rogi, hahaha!
Grillby poruszył się nieznacznie, zerkając w stronę rozbawionych młodzików.  
W tym samym czasie, tuż nieopodal ktoś wydał z siebie zduszone, zaskoczone "Oh!".
- O-O rany...! - pisnął cienki, ale niespecjalnie nieprzyjemny dla ucha głos. Sądząc po barwie, osoba na którą wpadł Daniel musiała być kobietą, ale żeby się tego upewnić, musiał się najpierw odwrócić. Jeśli rzeczywiście się na to zdecydował, zobaczył bardzo wysoką, bo wyższą co najmniej o dwie głowy potworzyce o długiej szyi i sarniej mordce. Jej duże oczy wydawały się jeszcze większe przez mocny makijaż. Przyodziana była w elegancki kożuszek.
- Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? - zawróciła się do mężczyzny zatroskana, kładąc na jego ramieniu jedną ze swoich długopalczastych łapek. Przypominały nieco ptasie szpony, ale żaden z ostrych pazurków nawet nie zahaczył o materiał odzienia.

- ...więc jest autentyczna? - dotarł do uszu Marinette głos zaaferowanej nastolatki, która z takim zapałem usiłowała dobrać się do czegoś co trzymała w swoich łapkach Catty, że gotowa jeszcze była zaraz przeskoczyć przez ladę. Ani kociej, ani krokodylej potworzycy bynajmniej to nie przeszkadzało. "Nie z takimi osobami mamy na co dzień do czynienia!" - zdawały się mówić ich roześmiane oczy.
- Autentyczna! - potwierdziła Catty.
- Najautentyczniejsza! - przytaknęła w ślad za swoją psiapsiółą Bratt. - Widziałyśmy, jak go wyrzuca... hm, oknem? - spojrzała na swoją partnerkę pytająco.
- Oknem! Totalnie wyrzucił ją oknem! - roześmiała się Catty.
- Totalnie! Totalnie! - zawtórowała jej Bratty.
Synchronizacja z jaką się śmiały lub chichotały, potrafiła czasami wprowadzić w lekki dyskomfort, aczkolwiek ludzka nastolatka była zbyt wpatrzona w trzymaną przez cały ten czas między kocimi łapami chustę. Ciężko było powiedzieć coś o designie, ale wyglądało to na geometryczny miszmasz w dziko przeplatających się ze sobą kolorach jaskrawego, wypalającego oczy różu oraz czerni.
- T-To znaczy... Że dotykał jej własnymi palcami... - zamamrotała niczym w dziwnym amoku, przygryzając nerwowo usta. Jej twarz szybko przybrała żywo czerwony ocień.
- No jasne! Jak inaczej by ją ubierał? - z dziwiła się Bratty.  
- Nogą? - zaproponowała Catty.
- O mamusiu! Z takimi nogami, nie zdziwiłoby mnie, gdyby to potrafił! - Bratty podekscytowała się na sama myśl.
- ...n-nogami... - czerwona twarz nastolatki stała się jeszcze bardziej czerwona w miarę możliwości. Cokolwiek się tu działo, było bardziej niepokojące niż kocio-krokodyla synchronizacja  śmiecho-chichotów.
- BIORĘ! - krzyknęła nagle jakaś potworza, królikopodobna młódka, która ni z tego ni z owego spróbowała się przepchnąć na przód stoiska. - To chusta Mettatona, dobrze słyszałam?! Muszę ją mieć! Dopłacę ekstra!
- Chwila...! Co ty sobie wyobrażasz?! Pierwsza ją wypatrzyłam! - zaprotestowała wściekle ludzka dziewczyna, łapiąc agresywnie króliczycę za ucho. Nie trzeba było długo czekać, aż zaczęły się gorączkowe przepychanki oraz kłótnie. Tym razem obie, potworze sprzedawczynie wyglądały na nieco zdezorientowane i zmartwione. Psychofanki były z pewnością niebezpieczne.
Tymczasem ktoś usiłował wyraźnie skorzystać z zamieszania. Mari mogła dostrzec, jak jakaś drobna osóbka z postury wyglądająca na dziecko, rozglądając się uważnie i w skupieniu oraz całkiem sprawnie manewrując między przepychającymi się tłumkiem, sięga ukradkiem po coś do stoiska.

Kilkanaście par oczu skierowało się w stronę osoby Vorbisa. Niektórzy z ich posiadaczy potraktowali jego pytanie chichotami oraz kręceniem głowami, inni przystawali w nadziei, że znajdzie się ktoś dostatecznie naiwny i to nie będą  akurat oni. Jednak tym, kto rzeczywiście zdecydował się wziąć zakapturzonego potwora na poważnie, był... Chłopiec. Na oko mógł mieć dziesięć, może maksymalnie dwanaście lat. Z miną wybitnie jak na ten wiek poważną, stanął naprzeciwko Vorbisa ze zmarszczonymi brewkami. W ręce, którą wyciągnął w jego stronę, trzymał paczkę kolorywch żelków.
- Sztuczki! - zażądał. Tak, ZAŻĄDAŁ. To dziecko własnie wysunęło żądania w zamian za swoje żelki, które najwyraźniej wydawały mu się dostatecznie dobrym powodem do tego, żeby móc dyktować przy ich pomocy warunki. - Magiczne! - dodał szybko, lekko podrygując w miejscu z niecierpliwości. - Co potrafisz zrobić? Jeśli nie będzie to coś cool, nie dam ci ich! - wskazał na paczkę palcem drugiej ręki. Jego zachowanie wzbudziło nową sensację. Jedni obserwowali z niedowierzaniem, inni z jeszcze większym rozbawieniem. Niektórzy na głos zastanawiali się, gdzie są rodzice chłopaka, podczas gdy drudzy nazywali jego zachowanie nieznośnym, ale całkiem uroczym.


/kolejny post MG pojawi się 4/5.11.18. Na ten czas nie obowiązuję jeszcze jedna, ustalona kolejka odpisów


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Czw Lis 01, 2018 10:44 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Paź 31, 2018 5:45 pm

Widok popisującego się Grillby'ego praktycznie od razu sprawił, że na twarzy Johnny'ego pojawił się uśmiech aprobaty. Co prawda nie był on jakoś niesamowicie wielki, ale jednak! Musiał przed sobą się przyznać, że nie tak zapamiętał tego nad wyraz skromnego i spokojnego żywiołaka. Mimo wszystko nie spodziewał się, że potrafi być taki efekciarski! Długie lata wykonywania swojego zawodu robią swoje, co nie? Niemalże miał mu za złe, że przed nim nigdy nie sprezentował tego typu przedstawienia! Wychodzi na to, że wszyscy robili co tylko w swojej mocy, aby ten cały specjalny dzień zjednania obu ras wyszedł jak najlepiej. Na koniec także i dwudziestolatek energicznie zaklaskał, idąc w ślady otaczającego go zbiorowiska. Nie ma co, barmanowi się one należały!
Jasne lane piwo. – skinął sugestywnie głową w stronę płonącego potwora, kiedy ten wreszcie postanowił przyjąć jego zamówienie. – Z góry dzię... – przerwał mu arogancki mężczyzna, gorliwie dopytujący się o niepewną zawartość oferowanych przez Grillby'ego trunków. Lingard szybko ściął go wzrokiem, uważnie lustrując jego czyny i pilnując tego, czy nie miał przypadkiem zamiaru odwalić czegoś nieprzyjemnego.
Niektórzy za cholerę nie wiedzieli jak się zachować i nawet w taki dzień nie potrafili sobie odpuścić. Jeśli trzeba by było wybrać między rasami tą, która najbardziej zachowaniem przypasowuje się do nieokrzesanych zwierząt, to bezsprzecznie byłaby to ludzkość. Na szczęście szybko znalazł się ktoś, kto sprawnie zripostował opowiadane przez mężczyznę pierdoły, broniąc przy tym bogu ducha winnego żywego płomyka. Niemniej jednak coś nie pozwalało młodemu dorosłemu oderwać się od zamiarów, jakie miał zaraz wcielić w życie.
Co, boisz się, że za szybko odpadniesz, huh? Sprawdź, a się przekonasz, że nasz alkohol w porównaniu z ichniejszym, to zwykłe najtańsze szczyny! – podniósł głos, kierując swoje słowa w stronę owego chutliwego gościa, następnie posyłając mu prowokujący uśmieszek i opierając się bokiem o bar. Może i nie był tego aż tak pewny, ponieważ jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się ŚWIADOMIE próbować tego typu trunków od byłych mieszkańców Podziemia, ale z chęcią użyczył barmanowi-zapalniczce swojego kredytu zaufania! – Jeśli dalej masz zamiar tak szczekać, jak przerośnięty jamnik, to powinieneś się udać do jednego z psich strażników przy wejściu. Z pewnością znajdziecie wspólny język. - dodał wyraźnie poważniej, mając silną chęć samemu się nim zająć lub ewentualnie odprowadzić delikwenta do jednego ze wspomnianych przez siebie stróżów prawa. Nie da się ukryć, że chciałby zobaczyć, jak zajmuje się takim typkiem Dogamy, czy Doggo. Nienawidził tego typu ludzi, jakiego był on niewątpliwym przedstawicielem.

_________________

Prowadzone sesje:


Ostatnio zmieniony przez Johnny dnia Sro Paź 31, 2018 11:11 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Paź 31, 2018 7:04 pm


Ciekawość znacznie wzięła w górę, gdy tylko znalazła się bliżej samego stoiska, nastawiając bardziej swe uszy, by móc usłyszeć nieco więcej. Wychwalany przedmiot przez potworzyce również i samą duszyczkę zaciekawił, stąd też próbowała spojrzeć o jakim przedmiocie mowa przez ramię zainteresowanej prawdopodobnie kupnem nastolatki. Potęga różu wraz z przeplataną tu i tak czarnymi wzorkami była na tyle charakterystyczna, że od razu Marinette wiedziała, do kogo wcześniej należał ów przedmiot... zresztą mogła się domyślić, że Catty i Bratty będą sprzedawać rzeczy należące do najsławniejszego potwora - Mettatona. Zaśmiała się cichutko, gdy temat zszedł na nogi gwiazdora, aż sama była ciekawa czy rzeczywiście byłby do tego zdolny. Jeśli będzie miała ku temu okazję, to pewnie zawita u niego z takim właśnie pytaniem! Z pewnością będzie zadowolony, w końcu będzie mowa o nim.
O mało nie podskoczyła w miejscu zszokowana, gdy usłyszała krzyk za sobą, na co też momentalnie skierowała w jej kierunku wzrok. Nie jarząc jeszcze przez chwilę, o co chodzi, Mari automatycznie odsunęła się odrobinę, by psychofanka ją nie staranowała. Od razu zachowanie króliczycy nie spodobało się brunetce, a widząc już pierwsze kroku u srogiej kłótni, ta naprawdę obawiała się najgorszego. Nigdy nie miała styczności z tak agresywnymi fanami, ale mimo to nie zamierzała siedzieć cicho i przyglądać się całemu przedstawieniu... a przynajmniej miała taki zamiar, póki nie dostrzegła dziecka, które to było niebezpiecznie blisko stoiska, a konkretniej rączka. Nie ma co, owa osóbka wybrała sobie odpowiedni moment!
Liddell miała twardy orzech do zgryzienia, a zdecydowanie mało czasu. Tu z jednej strony zaraz może dojść do rękoczynów o głupią gwiazdorską chustkę, natomiast z drugiej dojdzie do samej kradzieży, której by sobie również nie darowała. Jedno było pewne — młoda posiadaczka duszy integracji nie zamierzała olać obu tych spraw, więc musiała skupić na siebie uwagę.
Zaraz, zaraz! — krzyknęła na tyle głośno, aby każdy ją usłyszał, licząc również, że wojujące ze sobą dziewczęta o chustę również ją nie zignorują, jednak nie bacząc na tłum gapiów wpierw podeszła do złodziejaszka, łapiąc malutką rączkę za nadgarstek. Nie za mocno, nie za lekko, by maluszek nie uciekł tak prędko. — Co ty wyprawiasz? — spytała tym razem łagodniej. Nie chciała od razu ostro najeżdżać, zwłaszcza że mały delikwent jeszcze niczego nie ukradł... a przynajmniej nie z tego stoiska! Wtedy to będzie inna śpiewka ze strony czternastolatki.

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vorbis
Śmiechowa Gwiazda
avatar

Liczba postów : 65
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Pracownik Antykwariatu
Ekwipunek : Telefon komórkowy
Join date : 19/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Czw Lis 01, 2018 3:17 pm

- Żelki, huh? - powiedział cicho Vorbis, jakby sam do siebie. Cóż, nie oczekiwał wiele, ale żelki? Myślał, że jeżeli już mu się uda, to dostanie hamburgera, albo coś równie dobrego. A tu proszę, dostanie napoczętą paczkę żelków. Kolorowych żelków. Fajne takie żelki, takie nie za cenne. Gdyby Asgore mógłby wybrać między dominacją Potworów nad ludźmi, a paczką żelków, to każdy Potwór dostałby kawałek żelka.
Powinienem był zrobić najpierw kosztorys. Teraz cierp głupcze - pomyślał Zakapturzony, po czym metaforycznie ciężko westchnął i uniósł prawą rękę wysoko w górę.
- Dobrze! Pokażę sztuczkę! Odsuncie się dobrzy ludzie, bowiem to co pokażę jest niebezpieczne!
Kiedy wszyscy już się odsunęli na bezpieczną odległość, Vorbis pstryknął palcami. Mała wiązka energii pomknęła do jego drugiej ręki, którą wcześniej wyciągnął przed siebie. Następnie złączył razem dłonie i oddzielił rozdzielając ręce. Stworzył łuk elektryczny, który płynął między jedną kończyną, a drugą. Łuk powiększał się i przybliżał do ziemi, a kiedy był już tylko trochę odrobinę nad nią... Vorbis zaczął skakać na nim jak na skakance. Podjął sobie chwilę, po czym zdematerializował łuk płynnym ruchem lewej ręki. Po całym przedstawieniu pokłonił się ładnie i spytał się tego dzieciaka od żelków, czy mu się podobało. Jeżeli nie, to weźmie te żelki i wyrzuci mu je do kosza. Potwór liczył na to, że komuś innemu też bardzo spodobała się sztuka i postanowi dać coś więcej, aby zobaczyć kolejną. Oby nie żelki. Marzyła mu się pizza. Słyszał o niej dużo dobrych rzeczy, jednak nigdy nie miał okazji spróbować. Może ktoś na którymś z tych stoisk oferował jedną? Ciekawe, czy za sztuczkę byłby skłonny oddać ten słynny placek z serem.
Oczywiście Vorbis przewidział scenariusz, że sztuczka (jakimś cudem) się nie spodoba publiczności i na wszelki wypadek wymacał w głębinach szaty granat błyskowy, który kiedyś tam znalazł. Zawsze zastanawiał się w jaki sposób użyje tego cudu techniki. Szkoda tylko, że nie jest to zwykły granat.

_________________
KP| Skrytka
Zajęte sloty: 2/3
20.07.2018
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Lis 05, 2018 7:59 pm

Z całą nonszalancją oraz spokojem na jakie były go stać, Grillby polał jeden kufelek piwa, po czym postawił go przed Johnnym. Nie mogąc niestety ignorować ewentualnych klientów, którymi na dodatek byli kolejni przedstawiciele ludzkiej rasy, po krótkiej chwili ledwie dostrzegalnego wahania szybko skierował kroki w ich kierunku. Grzecznie skinąwszy głową, czekał na ewentualną decyzję, starając się przy tym pozostać głuchy na dość dwuznaczne i niekoniecznie grzeczne komentarze. Dopiero wtrącenie się Lingarda sprawiło, że ramiona żywiołaka gwałtowniej się spięły i jak szybko się okazało - nie tylko jego. Wygadani mężczyźni jak raz zwrócili zaskoczone spojrzenia w tym samym kierunku. Ten, który jako pierwszy głośno i bez cienia wstydu zaczął prawić swoje komentarze oraz szerzyć wątpliwości, szybko zmarszczył swoje grube brwi, posyłając wyraźnie młodszemu od siebie chłopakowi nieszczególnie sympatyczne spojrzenie.
- "Nasz alkohol"? - powtórzył, wykrzywiając usta w sceptycznym uśmieszku. - Miłośnik potworów jakiś, czy coś? Hahaha! Sorki~ Pewnie, że się boję! - pomimo całkiem prześmiewczego tonu, ostatnie zdanie dodał całkiem bezwstydnie, krzyżując przy tym ręce na klatce piersiowej. Najwyraźniej nie był typem, który daje się łatwo sprowokować. - Nie mam przecież pewności, że te WASZE trunki w żaden sposób mi nie zaszkodzą.
- A ja tam bym zaryzykował! - wtrącił się kolega pierwszego, zachowując się przy tym w taki sposób, jakby obecność Johnny'ego w ogóle go nie obchodziło. Mimo to, jego kolejne słowa szybko dowiodły, że słuchał go dość uważnie. - Hej, barman-żarówka! - wyszczerzył krzywe zęby, które zapewne wołały o aparat ortodontyczny już od dłuższego czasu. - Podajecie może coś, co sprawi, że zacznę szczekać jak pies? Albo może wyrośnie mi ogon?
Mimo wszelkich prób zachowania nienagannej postawy, coś w ruchach Grillbiego sugerowało, że pytanie kompletnie go oszołomiło. Nie wiedząc co odpowiedzieć ani co zrobić, jakiś czas wpatrywał się jedynie niemo w dwójkę męskich przedstawicieli ludzkiej rasy, zanim wreszcie nerwowym ruchem poprawił krawat.
- Nie sprzedajemy tego typu wywarów... Jeśli wolno, zaproponowałbym Ojca Chrzestnego... - odezwał się po raz pierwszy od dłuższego czasu, lecz tym razem przerwało mu lekkie, acz słyszalne uderzenie pięścią o blat.
- Chyba nie dasz się prosić? Hm, płomienny przyjacielu? Znasz się na magii, racja? - facet, który wcześniej wydawał się myśleć dużo bardziej racjonalnie, teraz sam rozparł się na barze, rzucając płomiennemu potworowi wyzywające spojrzenie. - To pewnie nic wielkiego, zakląć takiego shota, coby coś komuś po nim wyrosło albo odjęło.
Mimo prześmiewczego i raczej dziecinnie prowokującego zachowania, para racząca się wcześniej swoimi pięknymi drinki szybko odstawiła je na bar i odeszła od stoiska, najwyraźniej dostatecznie zaniepokojona i być może nawet przestraszona wyobrażeniem ewentualnych konsekwencji po spożyciu nieznanego napitku.

Podczas gdy kłótnia zaczynała przybierać coraz bardziej nieciekawe oblicze, a zagorzałe fanki rozpoczęły pierwszą walkę na wyzwiska, cała atencja tłumu skupiła się w stu procentach na nich. Bratty i Catty miały tutaj ciężki orzech do zgryzienia. Przeszkodzić, czy może jednak lepiej poobserwować i pokibicować? Opcja nr dwa wydawała się wbrew pozorom dużo bardziej interesująca, nawet jeśli istniała szansa, że przez młodociane zgrzyty dojdzie do zniszczenia ich skromnego stoiska. Ciężko natomiast powiedzieć, czy Marinette dobrze wybrała, wtrącając się w całe zamieszanie. Mimo iż nie próbowała wskakiwać między ostrza dwóch nastolatek, dziecko, które zdołała chwycić całkiem sprawnie za nadgarstek, dobrze wiedziało jak poruszać się w świecie slumsów. Przestraszone i spłoszone głośnym odzewem Mari, na który swoją drogą zareagowała przynajmniej połowa zbiegowiska, jak raz skierowało na nią swoje duże, ciemne oczy. Chłopiec nie mogący mieć więcej jak siedem czy może osiem lat, był usmarowany na twarzy sadzą. Spod kaptura narzuconego na głowę wystawały raczej brudne i zmierzwione włosy. Obraz istotnie patetyczny.
- A-A...- otworzył buźkę z wahaniem, by wreszcie zawyć na koniec żałośnie. - AAAaaaaaaaa! Moja ręka! Moja rękaaa!!! - krzyczał i płakał, robiąc doprawdy piękne przedstawienie. Nawet zagorzałe fanki Mettatona musiały przerwać wzajemną szarpaninę.
- Hej! Co robisz temu dziecku?! - naskoczyła na Marinette potworzyca o trzech parach oczu i błękitnej skórze.

Nie przestając prężyć się z dumy, dzieciak niemal do samego końca nie odsunął się jak polecił Vorbis. Dopiero gdy ten zaczął wyczyniać cuda ze swoimi energetycznymi mocami, odskoczył jak oparzony, z niemym krzykiem na ustach. Skok był na tyle chaotyczny, że chłopiec szybko wylądował na tyłku, nie ważąc się jednak ruszyć dalej. Z szeroko otwartymi ustami obserwował dalsze zabiegi zakapturzonego potwora. Nie tylko zresztą on. Pomimo licznych plotek, niewielu mieszkańców centralnej części miasta Ebott wiedziało, na czym dokładnie polegają zabiegi magiczne, ani jak mogą wyglądać w całej swej okazałości. Z tego też powodu wielu zawitało na dzisiejszym festiwalu! Niewiedza wzbudzała bowiem ciekawość, a ciekawość pchała ludzi od zarania dziejów do najbardziej ryzykowanych i pochopnych czynów. Ludzie wciąż nie wiedzieli, do czego tak naprawdę zdolne są potwory. Spodziewając się zatem sztuczek godnych klauna, czy pierwszego lepszego iluzjonisty, nie tylko chłopiec oniemiał z wrażenia. Niedługo było czekać, gdy kilka młodych dziewcząt zapiszczało z zachwytu, dziko oklaskując przy tym potwora. Jego energetyczne wiązki musiały wydać się im piękne, bowiem wszystkie jak raz zaczęły wzdychać niemalże z zawodem, kiedy Vorbis skończył swoje popisy.
Ludzki chłopiec prychnął koniec końców pod nosem w osobistym komentarzu, aczkolwiek sądząc po rumieńcach na twarzy, błyszczących oczach i dramatycznie wyciągniętej w stronę potwora paczce żelków można było zgadywać, że nie miał żądnych zastrzeżeń. A nawet jeśli miał, nie zdążył ich z siebie wyrzucić, bowiem szybko został odepchnięty przez grono złożone z pięciu-... Nie. Sześciu dziewcząt w wieku 18-25 lat. Potworowi zapewne trudno było zresztą zgadywać.
- Co to było? Co co to było?! Tak pięknie iskrzyło! - zachwycała się jedna.
- Potrafisz zrobić coś więcej? - przeciskała się do niego inna.
- Nie chcesz nam czasem przez chwilę potowarzyszyć? - zagadnęła jeszcze inna, śmiało chwytając Vorbisa za materiał prawego rękawa. Najwyraźniej ktoś tu zrobił się całkiem popularny~ Ciekawe czy to faktycznie kwestia magicznych trików, czy może ten tajemniczy kaptur?


/kolejny odpis MG 8.11.18 (czwartek). Żadna kolejka póki co nie obowiązuje, a osoby, które nie zdążyły odpisać na czas, nadal mają szanse zareagować na wydarzenia z poprzedniego postu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Lis 06, 2018 12:20 pm

Nie da się ukryć, że Johnny nigdy nie był najlepszy w zachowywaniu spokoju i zimnej krwi w tego typu sytuacjach.  Nawet przecież wielokrotnie to już udowadniał zarówno przed innymi, jak i samym sobą, przez co był tego bardzo świadomy. Nie żeby mu to przeszkadzało. To, że można było go łatwo sprowokować, zazwyczaj wychodziło mu na plus. Przynajmniej nie pozwalał innym na zbytnie pajacowanie. Nigdy nie doświadczył większej satysfakcji od tej nabytej po obiciu mordy jakiegoś wygadanego dupka. Niemniej jednak nie znaczyło to, że miał zamiar zaraz zrobić srogą zadymę. Oczywiście jeśli nie będzie do tego zmuszony. W przeciwnym razie... Nie będzie się przed tym zbytnio powstrzymywał.
Dwudziestolatek podniósł swój wypełniony zamówionym piwem kufel i pociągnął z niego parę solidnych łyków, opróżniając go prawie że do połowy. Następnie powoli przemieścił się z nim w ręce do miejsca, w którym stała dwójka owych pajaców, ocierając wierzchem dłoni końcówki swoich ust z zadziwiającą powagą wymalowaną na gębie.
Teraz przeprosicie tego Pana za sprawianie problemów i zniechęcanie jego klientów oraz grzecznie pójdziecie się bawić gdzie indziej. – powiedział cicho i spokojnie, zakładając "haki" swoimi ramionami wokół szyj mężczyzn, uważając na to, aby przypadkiem nie wylać piwa. W końcu nie mógł się zmarnować przez użeranie się z takimi fagasami. – Inaczej zaprezentuję wam swoją własną "magię" i powyrywam nogi z waszych durnych zadków, aby zrobić z nich specjalnie dla was owe rogi lub ogony, do których tak bardzo ciągnie waszą dwójkę. – Johnny wyglądał tak, jakby był w pełni gotów przekuć swe słowa w czyny. Jedno jest pewne, gdyby ktoś go zobaczył z takim wyrazem twarzy w środku nocy, to zapewne narobiłby niemalże od razu pod siebie. Ostatnią rzeczą, na jaką miał aktualnie ochotę, było dalsze użeranie się z tą hołotą. Szczególnie w dzień taki, jak ten, kiedy to w teorii wszyscy mieli się wspólnie integrować i dobrze bawić.

Rzut na zastraszanie i przegonienie frajerstwa z baru.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Lis 06, 2018 12:20 pm

The member 'Johnny' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 11
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Daniel
Jak bardzo jest to dla Ciebie ważne?
avatar

Liczba postów : 24
Zamieszkanie : Ebott
Praca/Zawód : Prywatny Detektyw
Ekwipunek : Pocztówka
Join date : 17/08/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Lis 06, 2018 2:38 pm

- C-co...? Yyy... Tak... Znaczy, nie, nie czuję się dobrze... - zaczął plątać się Daniel na widok potworzycy.
- Jeszcze raz... przepraszam, po prostu... wspomnienia. Nieprzyjemne. - westchnął po chwili, próbując nie patrzeć na stoisko Grillby'ego
Szczerze mówiąc, White czuł się jeszcze gorzej, niż mówił - mdliło go okropnie i wydawało mu się, że żołądek chce uciec na Hawaje, przedtem wyskakując przez usta Daniela. Cóż, detektyw bojący się ognia, tego jeszcze nie grali!
Prawda jednak była taka, że mężczyzna chciał się stąd jak najszybciej wydostać. Może nie z całego festiwalu, ale przynajmniej z tego odcinka drogi, by nie musiał widzieć żywiołu zniszczenia. Po chwili jednak uderzyła go nagła myśl - przecież kobieta nadal stoi obok niego i trzyma mu rękę na ramieniu
- Znaczy się... Nie lubię ognia. Tak... dość mocno. - dodał, przełamując ciszę
- Da się jakoś... ominąć z dala to... stoisko? - zapytał, drżącą ręką wskazując na przenośny bar żywiołaka, karykaturalnie odwracając głowę w zupełnie innym kierunku.
Wiedział, że jak ponownie jego oczy zobaczą płomienie, zejdzie tutaj na zawał. Albo przynajmniej zemdleje.
A tak przynajmniej mu się wydawało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vorbis
Śmiechowa Gwiazda
avatar

Liczba postów : 65
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Pracownik Antykwariatu
Ekwipunek : Telefon komórkowy
Join date : 19/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Czw Lis 08, 2018 5:03 pm

Cóż, wyszło lepiej niż Zakapturzony się spodziewał. Nie tylko wolał piski radości wśród widowni, to jeszcze ten dzieciak od żelków rzeczywiście chciał się podzielić! Vorbis był z zadowolony z siebie. Jego gwiazda błysnęła żółcią. Już miał triumfalnie sięgać po swoją nagrodę, gdy nagle żelkowego dzieciaka odepchnęły ludzkie dziewczyny. Trochę zszokowany Potwór tak naprawdę nie wiedział co począć. Nie dość, że utracił swoją i tak wątpliwie godną nagrodę, to jeszcze ktoś coś od niego chce i pewnie liczy, że Vorbis zrobi to za darmo.
A może...
A może uda się coś z tego zyskać! Skoro te dziewczyny są tak zachwycone umiejętnościami Zakapturzonego, to może będą chętne wydać trochę pieniędzy na swojego sztukmistrza.
Gwiazda znów błysnęła żółcią, a właściciel wymienionego elementu zaśmiał się na pozór grzecznie.
- Och, cieszę się, że komuś się podobało! Chętnie zaspokoję waszą ciekawość i dotrzymam wam towarzystwa.
I ograbie portfele! - dodał w myślach. Nie miał na myśli kradzieży. Zabawnie jest wtedy, kiedy ludzie sami oddają swoje pieniądze. Dlatego Vorbis kiedyś chciał zostać komornikiem, ale niestety ten plan nie wypalił. I to wszystko dlatego, że jest Potworem.
Lecz teraz nadszedł czas zemsty i będzie mógł wykorzystać swoją magię do zgarnięcia fantów.
Trzeba też nadmienić, że być może nie świadomie, ale Zakapturzony ma szansę polepszyć obraz Potworów w oczach niektórych ludzi. Pod warunkiem, że nie zrobi niczego głupiego, co niestety jest prawdopodobne.

_________________
KP| Skrytka
Zajęte sloty: 2/3
20.07.2018
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Czw Lis 08, 2018 7:14 pm

Wygląd chłopaka nawet dla Marinette okazał się szokującym, przez krótki moment zrobiło jej się zwyczajnie żal... dopóki ten nie odwalał swojego przedstawienia. Szok i niedowierzanie, lecz czymś takim ze strony chłopca nie zamierzała odpuścić. - Nie ma mowy. - przeszło jej przez myśl, czując narastającą irytację wobec chłopca, który to jawnie chciał ją przedstawić w gorszym świetle, co prawdopodobnie mu się udało. Momentalnie puściła jego rękę, gdy ten zaczął się wydzierać.
J-ja? — odezwała się zaskoczona, gdy potworzyca rzuciła się na nią, jakoby poczyniła coś niewłaściwego. — Czyżby nikt tego nie widział? — dopiero teraz jej to przyszło do głowy, przez co zacisnęła mocniej zęby w akcie zdenerwowania. Dobrze wiedziała, że obraz, jaki teraz się przedstawia, nie idzie na jej korzyść za sprawą chłopaka, lecz ani jej się śniło, aby uszło mu to płazem. Stąd też pozwoliła zastosować podobną broń co właśnie chłopiec. — Ja... chciałam dobrze... — zaczęła, mówiąc smutnym wręcz płaczliwym tonem. Ponownie spojrzała na młodego, w kącikach jej szkarłatnych oczu można było dostrzec zbierające się łzy. — Chciałam mu pomóc, zaoferować coś ciepłego do jedzenia, bo widzę, że jest potrzebującym, a wszyscy są tacy... — sapnęła ciężko, próbując nie zalać się łzami. Złapała swą dłoń, którą to wcześniej złapała małego złodziejaszka, po czym delikatnie się zgarbiła. — Wszyscy są tacy okropni... mściwi i egoistyczni! Nikt mu nie chciał pomóc, wszyscy widzą, że jest brudny i głodny, wstydzić się powinniście! — odezwała się do tłumu gapiów, zalana tym razem własnymi krokodylowymi łzami.

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Lis 10, 2018 1:38 pm

Ramiona Grillby’ego lekko uniosły się i opadły, niby w bezgłośnym westchnieniu. To nie tak, że już wcześniej nie miał „przyjemności” z różnego typu osobnikami ludzkiej rasy oraz ich prowokującym zachowaniem. Wbrew wrażeniu wszystkich, życie barmana nie kręciło się tylko i wyłącznie dookoła prowadzonego przez niego interesu. Czasami chodził także zrobić najzwyklejsze w świecie zakupy. Zdarzało mu się spotykać różnych typków. Ci, którzy stali właśnie przed jego stoiskiem, nie należeli nawet go tych średnio nieprzyjemnych spośród wszystkich dostępnych opcji. Żal mu mimo tego było drinków, dla których całkiem nieźle się napocił oraz przestraszonych klientów. Celem festiwalu było przecież zostawić po sobie jak najlepsze wrażenie i nieodżałowane wspomnienia!
Zamierzając wziąć sprawy w swoje ręce, poprawił muszkę i już otwierał usta ponownie, kiedy Johnny dopadł do typków z całkiem interesującym wyrazem twarzy. Interesującym i niepokojącym w mniemaniu ognistego potwora. Zmartwiony, że może dojść do rękoczynów, szybko wyszedł zza baru, w uspokajającym geście unosząc obie dłonie.
- Panowie. – w jego karcącym głosie rozbrzmiało ciche syknięcie płomieni. Nie kontynuował jednak, ponieważ absolutnie dotąd pewni siebie mężczyźni całkiem szybko struchleli. Nie mógł się im dziwić. Atmosfera otaczająca Johnny’ego mogłaby ochłodzić nawet jego własne płomienie. Najwyraźniej żaden z nich już nie był do końca przekonany, kto tu tak naprawdę jest potworem - Grillby, czy może ten młody, wysoki mężczyzna z miną osoby, która faktycznie jest w stanie tu i teraz uszkodzić ich ulubione kończyny.
- Ughh... – stęknął jeden, blednąc momentalnie.
- Nnh... – wydał z siebie drugi, zmieniając z kolei barwy niczym kameleon, przeskakują między odcieniami czerwieni, a purpurą, jakby go co najmniej przyduszali od jakiegoś czasu. Obaj byli niżsi mniej więcej o głowę od Lingarda. Całość jego postury zapewne również odgrywała swoją rolę.
- T-Tylko żartowaliśmy! – zaskrzeczał pierwszy, usiłując schować głowę między ramiona, choć nie było to możliwe przez założony mu chwyt.
- Uh, t-tak... Tak, to było... Głupio wyszło... Bardzo nam przykro! – spróbował przytakiwać w miarę możliwości jego kolega.
Dookoła stoiska zebrało się już całkiem sporo ciekawskich gapiów.
- B-Bardzo przepraszamy...!
- To było szczeniackie!
Wymieniając się wymówkami oraz potwierdzając, że ich zachowanie było gówniarskie, obaj chwieli jak najszybciej uwolnić się od chwytu, kręcąc się nerwowo w swoich miejscach.
- ... – Grillby pokręcił wreszcie głową, wracając za bar. – Panowie. – powtórzył znowu, tym razem bez obecności syczącego ognia w głosie. Odruchem sięgnął pod bar i wyciągnął stamtąd butelkę oraz trzy, niewysokie kieliszki. – Przyciągacie niepotrzebna uwagę. – polał i przesunął je po blacie. – Nikt nie chce dzisiaj oglądać bezsensownej przemocy. – dodał, zapraszającym gestem wskazując szkło wypełnione gęstą, żółtą, słodko pachnąca zawartością. Jego wzrok utknął na Lingardzie. Pomimo obecności standardowego pokerface’a, Johnny mógł być pewien, że potwór jest mu wdzięczny, ale prośba uspokojenia kierowana jest głównie do niego.  
- T-Tak jest! H-Hej, bracie? Postawimy ci coś dobrego, więc, uhh...? – szybko podłapał  ten nieco tęższy, a „bratem” najwyraźniej nazwał... Johnny’ego?

Potworzyca zastrzygła drobnymi uszami, szybko decydując się asekuracyjnie chwycić Daniela pod ramię. Jej wyjątkowo szczupłe kończyny wydawały się wyjątkowo delikatne, a całość filigranowej sylwetki dawała raczej jasny obraz o sile fizycznej jaką mogła posiadać, jednak chwyt okazał się pewny i zdecydowany.  
- Nic się nie stało, nic się nie stało! – zapewniła go szybko, tym bardziej przejęta, kiedy usłyszała, że człowiek nie czuje się dobrze. Mimo iż był dla niej kimś kompletnie obcym, nie dało się dostrzec choćby cienia wahania w jej gestach czy postawie. Jej determinacja wzrosła tym bardziej, gdy zrozumiała wreszcie powód złego samopoczucia bladego człowieka.  
Przekręcając swój drobny łebek w stronę stoiska należącego do ulubionego barmana pośród potworzych mas, chwilę milczała, zanim wreszcie ciepło uśmiechnęła się do Daniela.
- Ogień Grillby’ego nie może cię zranić, głuptasie. – zaśmiała się lekko lecz nie złośliwie, chcąc  nieco podnieść człowieka na duchu, zanim  zdecydowała się pociągnęła go w bok - między dwa inne stoiska i w stronę jednej z licznych, bocznych uliczek, które prowadziły w bardziej ponure i już nie tak zatłoczone części slumsów. – Najpierw powinieneś odetchnąć i troszkę się uspokoić. Ludziom często się pogarsza, kiedy panika złapie ich w tłumie i wydaje im się, że nie mogą przez to swobodnie oddychać, prawda? – drugą ręką poklepała ramię, pod które go trzymała i lekko przyciskała przy tym do swojego boku. – Mogę się chyba pochwalić, że wiem o tym całkiem sporo, wiec nie musisz się martwić. Spotykam się z kimś, kto bardzo często zachowuje się w ten sposób. Praktycznie za każdym razem, kiedy tylko dotknie czegoś brudnego! – sądząc po doborze słów, tym kimś musiał być rzecz jasna człowiek. Napięte relacje między dwoma rasami oraz wzajemna nieufność powodowały, że nikt raczej nie słyszał o występowaniu jakichkolwiek, mieszanych par. Dla większości stanowiło to pewnie rodzaj niepisanego „taboo”. Potworzyca musiała zatem należeć do wyjątkowych przypadków. Oczywiście pod warunkiem, że mówiła prawdę.
- Jeśli pójdziemy tą uliczką na około, powinniśmy wyjść na tyły głównego placu. - wskazała raczej mało sympatycznie wyglądającą, ale też nie sprawiającej przesadnego wrażenia wyjętej z filmu grozy drogę. Była z grubsza wysprzątana, jak wszystkie inne, które znajdowały się w najbliższym sąsiedztwie miejsca przeznaczonego dla imprezy. – To najlepsza opcja, jeśli chcesz bez zmartwień ominąć stoisko Grillby’ego. Spokojny spacer dobrze ci zrobi. Zaprowadzę cię, więc możesz być spokojny. – posłała swojemu biednemu, ludzkiemu towarzyszowi pocieszający uśmiech, lekko pociągając go dalej na przód.      

I tak oto Vorbis zdobył swoje pierwsze fanki! Yay! Na jak długo? To się dopiero okaże.
- Naprawdę? – zachwyciła się pulchna, ale bardzo szykownie przystrojona w biżuterię i dobrze dobrane do jej figury łaszki brunetka.
- Na pewno powinnaś się tak ekscytować, Meggie? – szturchnęła brunetkę uczepiona ramienia Vorbisa blondynka. Była nieco za mocno umalowana jak na swój wiek. Miała ładną buzię, która na pewno wyglądałaby jeszcze ładniej, gdyby nie pokrywała jej ostra tapeta, ale taka już chyba moda w dzisiejszych czasach. – Masz już chłopaka, więc nie bądź taka hop! – dodała zaczepnie, na co brunetka spłonęła dzikim rumieńcem.
- Nie bądź złośliwa~ Wprawisz naszego tajemniczego nieznajomego w zakłopotanie i ucieknie, zanim w ogóle cokolwiek nam pokaże. – odezwała się inna blondynka, która jako jedyna ubrana i umalowana była raczej skromnie. Mimo to, patrzyła na Vorbisa z najbardziej kokieteryjnym uśmieszkiem i to też mogło przyciągać uwagę bardziej niż uroda, makijaże czy błyskotki pozostałych koleżanek.
- Ah! Niedaleko widziałam stoisko w potworzymi łakociami! Wyglądały przepięknie! Mieli też kilka stolików rozstawionych dookoła. Brzmi dobrze? - zaproponowała brunetka o gęstych lokach, wskazując palcem kierunek.
- Chodźmy, chodźmy! – pociągnęła Vorbisa przyklejona do niego blondi. – Hej, hej~ Opowiedz nam coś o sobie! To pierwszy raz, kiedy widzimy tyle potworów w jednym miejscu i kiedy w ogóle mamy okazję z jakimś porozmawiać! Czemu ukrywasz się pod kapturem, swoją drogą? Twoja... - zawahała się. – ”Twarz”... Chyba przed chwilą błyszczała?
- Też widziałam! – podekscytowała się znowu ta pulchniejsza. – To normalne? Czemu?    
Podczas gdy Vorbis był bombardowany kobiecym trajkotaniem, odepchnięty chłopiec stał chwilę z boku z miną pozbawioną jakiegokolwiek konkretnego wyrazu. Zapewne nadal zbyt zdezorientowany, nie do końca rozumiejąc, co się tak właściwie stało i dlaczego, wreszcie poczerwieniał lekko na policzkach i w uszach.
- HEJ! Ja go poprosiłem o sztuczki pierwszy! - uniósł swój dziecięcy głosik, tupiąc z irytacją nogą. Jedna z dziewczyn machnęła na niego ręką.
- Kysz... Wracaj do swoich rodziców.  

Nikt, a już zwłaszcza mały hultaj, nie mógł przewidzieć, że Marinette postanowi odegrać własny, mały cyrk, odwdzięczyć się po cichu pięknym za nadobne. Jak to mawiali? „Zwalczaj ogień ogniem”? Cóż. Trudno było powiedzieć w tym momencie, które płomienie wprawiały zebranych dookoła w większe zakłopotanie. Wszystkie okrzyki oburzenia oraz odzewy współczucia dla „napadniętego” chłopca, które niczym echo odpowiedziały na niewypowiedziany wobec Mari zarzut, ucichły równie prędko jak się pojawiły. Zastąpiły je szepty wymienianych po cichu, lecz bardzo niepewnych uwag. Spojrzenia wszystkich przemieszczały się między bardzo bladym i nagle kompletnie cichym chłopcem, a coraz mocniej chlipiącą dziewczyną.  
Trzyoka potworzyca cofnęła własną rękę, którą zapewne zamierzała wcześniej złapać i odciągnąć Marinette od chłopca, a następnie rozejrzała się lekko spanikowana, zapewne bojąc się, że tym razem to ona zostanie o coś posądzona.
- J-Ja myślałam... – chciała zacząć się usprawiedliwiać, ale wtedy inna kobieta, tym razem ludzka i na około około trzydziestki położyła delikatnie dłoń na głowie zapłakanej dziewczyny. Gest można było przyrównać do niemalże matczynego i troskliwego.
- To nieporozumienie, prawda? – zagadnęła łagodnie, po czym potoczyła oczami po twarzach zebranych, jakby chcąc się upewnić, że wszyscy się zgadzają. – Już dobrze, nikt się na ciebie nie złości. Taka pomocna i troskliwa dziewczynka...
- HMPF! - głośne prychnięcie powstrzymało kobietę przed wyrzucaniem z siebie kolejnych, pocieszających słów. Prychnięcie wydał z siebie nikt inny, jak tylko mały złodziejaszek, który z wyjątkowo niepocieszoną miną obserwował przedstawienie Mari. Ani trochę nie wyglądał już na przestraszonego czy obolałego.
- Kto by chciał jeść cokolwiek z rąk bogatych głupków?! - zapytał z zaskakującą dla tak młodego człowieczka pogardą, po czym machnął Marinette przed twarzą czymś błyszczącym, szczerząc drobne ząbki. Brakowało w nich jednej z górnych dwójek, ale uśmiech w dalszym ciągu był wyjątkowo triumfujący. Zanim ktokolwiek zrozumiał co się tu tak dokładnie dzieje, błyskawicznie odwrócił się na pięcie, pochylił głowę nisko i zwinnie manewrując między długimi nogami ludzi i potworów, rzucił się do ucieczki. Dookoła rozbrzmiały jeszcze bardziej niż dotychczas zdezorientowane "Oh'y" i Ach'y".

/ kolejny post MG pojawi się 13/14.11
Adminka przeprasza wszystkich za opóźnienie z pojawieniem się tego posta. Problemy techniczne!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Lis 12, 2018 1:09 pm

Wow. Okej. Po pierwsze - dobrze było wiedzieć, że dalej miał to "coś", jeśli chodzi o zastraszanie. W końcu była to bardzo potrzebna umiejętność, jeśli chodzi o funkcjonowanie w aktualnym społeczeństwie, co tylko udowodniła zaistniała przed chwilą sytuacja. Po drugie... ICH MINY BYŁY BEZCENNE!!! Johnny'emu z trudem udało się w sobie zdusić napad śmiechu, kiedy zobaczył mieniącą się kolorami buźkę jednego z przytrzymywanych przez niego dupków!
Niemniej jednak nie mogło mu umknąć zachowanie żywiołaka, w którego obronie to właśnie poniekąd stawał. Tak na dobrą sprawę, Lingard mógł je bez problemu zrozumieć. Na jego miejscu też nie chciałby takiego zbędnego zamieszania, więc nie miał zamiaru dalej "zabawiać" ze swoimi wyjątkowo rozhulanymi przyjaciółmi.
Widzisz, Grillbs? My się przecież tylko razem droczymy! – zwolnił swój chwyt ze stojących obok niego mężczyzn, kiedy Ci wyraźnie zaczęli panikować, energicznie poklepując jednego po plecach wolną ręką, a następnie ponownie pociągnął ze swojego kufla parę solidnych łyków. Mimo że wyglądało to na dosyć przyjacielski czyn, to zdecydowanie stukany gość mógł to bez problemu inaczej odebrać, zważywszy na siłę, jaką wkładał posiadacz duszy sprawiedliwości w ów klepnięcia. – Od razu widać, że chłopaki jednak mają coś w głowach! – ponownie oparł się o blat, wtranżalając się pomiędzy swoich nowych braciaków.
Dwudziestolatek się wzdrygnął, kiedy usłyszał to, że jeden z fagasów chce mu coś postawić. W sumie miał zamiar się powoli zawijać, aby zobaczyć też inne oferowane przez potwory atrakcje, ale nie mógł przegapić takiej okazji! Dodatkowo proponowany przez barmana-zapałkę drink też go nawoływał do pozostania przy barze.
Koniec końców postanowił jeszcze przez jakiś czas pozostać na miejscu, skinając z aprobatą na płomiennego potwora, przystając tym na propozycję zarówno jego, jak i dwójki gamoniów.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daniel
Jak bardzo jest to dla Ciebie ważne?
avatar

Liczba postów : 24
Zamieszkanie : Ebott
Praca/Zawód : Prywatny Detektyw
Ekwipunek : Pocztówka
Join date : 17/08/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Lis 12, 2018 11:11 pm

Daniel początkowo zdziwiony był propozycją potworzycy, ale po chwili odetchnął i uśmiechnął się. Cóż, przynajmniej wiedział, że teraz nic mu nie grozi
- Dziękuję pani b-bardzo... - powiedział, choć jeszcze z trudem, to jednocześnie z wyraźną ulgą
- Będę winny pani przysługę - dorzucił, odchodząc od ściany i oddychając głęboko parokrotnie
Gdy tylko poczuł się odrobinie pewnie, skinął głową, że jest gotowy do drogi. Im dalej był od żywiołaka ognia, tym czuł się lepiej. Podświadomie wiedział, że ten nie mógłby go skrzywdzić (chyba że chciałby), ani spalić, w końcu nic w ogół nie płonęło. Z pewnością musiała być to ta cała potworza magia, o której tyle słyszał. W duchu błagał los, żeby nigdy nie trafił na jakiegoś wrogiego czarodzieja podczas swoich śledztw. W końcu kule ognia w grach to podstawowy czar wszystkich magów, prawda?
- Uff... Już coraz to lepiej. I tutaj nie chodzi o to, że mógłby mnie spalić czy coś, po prostu chodzi o ogień, sam jego wygląd... Ugh, lepiej nie będę się nakręcał, żeby znowu tutaj nie wykitował - zaczął rozmowę White, spoglądając na nową towarzyszkę
- Oh, tak w ogóle, to gdzie moje maniery! Nazywam się Daniel, Daniel White. I z całego serca dziękuję za pomoc, dużo to dla mnie znaczy. - powiedział po chwili, tylko kiedy wpadło mu do głowy, że w wyniku tego całego zamieszania ani się nie przedstawił, ani nie podziękował
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vorbis
Śmiechowa Gwiazda
avatar

Liczba postów : 65
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Pracownik Antykwariatu
Ekwipunek : Telefon komórkowy
Join date : 19/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Lis 13, 2018 9:07 am

Poszło lepiej niż myślałem - pomyślał Vorbis, patrząc jednocześnie patrząc na przekomarzania ludzkich samic. Domyślał się, że wkrótce może okazać się to trochę irytujące, jednak miał nadzieję, że do tego czasu będzie daleko stąd, dzierżąc jakiś dobry pokarm.
Najbardziej chyba polubił tą z jasnymi włosami i z uśmieszkiem. Miała najmniej plastiku na twarzy. Najbardziej irytująca wydała się ta druga blondi. Głównie dlatego, że po chwili zasypała Vorbisa tymi nieznośnymi pytaniami. Jak on nie lubi tych pytajników. Kojarzą mu się z ciekawskimi policjantami, którzy nie mają co robić i pytają się skąd, na przykład, Zakapturzony wziął ten cały złom, albo co chowa po kieszeniach, lub czemu ucieka. Skoro nikt nie pilnuje tych rzeczy, to znaczy, że nie mają właściciela, prawda? Obowiązkiem Vorbisa jest opieka nad tymi biednymi przedmiotami. Tylko cholerna służba zdrowia tego nie rozumie...
Potwór przez chwilę miał ochotę na moment stać się żywym paralizatorem, kiedy blodni się do niego przykleiła. Ehh, czego się nie robi dla żarcia.
- Cóż, mam na imię Vorbis. W Podziemiu eksplorowałem stare korytarze i szukałem magicznych przedmiotów - rozpoczął Zakapturzony - a ta gwiazda czasami błyszczy. Często, kiedy odczuwam silniejsze emocje. A czemu błyszczy? Bo jest magiczna, tak myślę.
Postarał się pominąć temat kaptura. Nie lubi i nie chce o tym rozmawiać.
Z opresji wyciągnął go żelkowy dzieciak. Byłoby miło, gdyby nie wrzucił biednego Potwora w jeszcze większe szambo. Nawet gdyby chciał, nie może zignorować dzieciaka. Nie teraz i nie w takim momencie. Są przecież jakieś zasady, których trzeba się trzymać!
Vorbis pochylił się więc nad żelkowy smarkaczem i rzekł:
- Owszem, poprosiłeś. A ja zrobiłem dla Ciebie sztuczkę. Ale za to Ty nie podzieliłeś się żelkiem, co było nie miłe.
Gwiazda Vorbisa pociemniała i obróciła się o 360°. Purpura wręcz rzucała blask na lico chłopca. Trwało to dosłownie moment, bowiem Potwór wyprostował się, a kolor "twarzy" wrócił do naturalnego. Zaśmiał się cicho i poczochrał chłopaka po czuprynie.
- No, zmykaj. Inne Potwory pewnie też znają mnóstwo sztuczek. Na przykład ci z psiej straży.
Zakapturzony wrócił do ludzkich samic i swojego przyszłego papu. Po drodze strzelił jeszcze palcami, wywołując małą iskrę, którą przemknęła w głąb szaty.
Basta, oszusto - rzucił jeszcze w myślach, po czym wrócił do odpowiadania dziewczynom.

_________________
KP| Skrytka
Zajęte sloty: 2/3
20.07.2018
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Lis 13, 2018 5:43 pm

Szok i niedowierzanie na twarzach ludzi i potworów utwierdził dziewczynę w przekonaniu, iż był to całkiem sprytny ruch z jej strony, choć niekoniecznie godne pochwały, aczkolwiek sytuacja tego wymagała... chyba. Nieistotne w tej chwili, gdyż musiała ciągnąć swój teatrzyk, stąd też próbowała do siebie dojść po wyznaniu okrutnej prawdy o społeczeństwie, lecz chlipanie wydobywające się z ust Marinette mówiły wręcz co innego.
Nagły i równie niespodziewany gest ze strony obcej kobiety zaskoczył Mari. Nie tyle co się uspokoiła, co jeszcze poczuła ponowne paskudne uczucie nostalgii wobec tegoż uczynku. Tęsknota za bliskimi była niczym trucizna dla niej, która powoli ją zżerała w większym bądź mniejszym stopniu. Teraz to miała poniekąd powód, by zalać się łzami, lecz tego nie zrobiła.
T-tak... — przytaknęła kobiecie, pociągając nosem, a wierzchem prawej dłoni ocierała ostatnie łzy. Nieco zaczerwienione oczy pozostawiły swój ślad po wcześniejszym żeliwnym płaczu ze strony czternastolatki. Pochwały, którymi kierowała wobec niej kobiecina, jedynie dobijały ją w świadomości. Nie zasłużyła na taką pochwałę, a przynajmniej jeszcze! Mimo to spojrzała na nią, uśmiechając się wdzięcznie, aczkolwiek wyszedł dość niemrawo.
Mimo to wyraz twarzy Liddell zmienił się momentalnie, gdy chłopczyk pokazał swoje rogi. Zgrywanie biednego i poszkodowanego. — Co za...! — było zbyt wiele słów, którymi by to mogła się posłużyć w tej chwili. Zmarszczyła brwi, mierząc go gniewnym wzrokiem, co w kontraście z jej szkarłatnymi oczami mógł wywołać niemały lęk.
Jesteś niewdzięczny! — odpyskowała mu, nim ten poszczycił się swoją zdobyczą, czym oczywiście zaskoczył posiadaczkę duszy integracji, jak też niezwykle podirytował. Jego bijąca pewność siebie z wymalowanym uśmieszkiem tylko pięknie przedstawiały małego złodziejaszka w jeszcze gorszym świetle niż był, a przynajmniej tak dostrzegała sama „dobroduszna”. — Złodziej, złodziej! — krzyknęła donośnie, po czym pobiegła za nim, nie bacząc na resztę zgromadzonych. Nie zamierzała mu odpuścić, więc równie zwinnie co chłopak wymijała wyższych od siebie, uprzednio przepraszając, aby następnie krzyknąć, licząc na pomoc reszty osób będących tutaj. — ZŁODZIEJ! MAŁY CHŁOPIEC W KAPTURZE, ZATRZYMAĆ GO! — jeśli było to możliwe, to Mari również próbowała wskazywać palcem na aktualne położenie malca, a przynajmniej kiedy ta miała go na oku, gdzie w obliczu takiego zgiełku było to jednak niemałe wyzwanie.

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Lis 14, 2018 10:47 pm

Gdy tylko mężczyźni poczuli odrobinę swobody, tęższy z nich od razu odetchnął z wyraźną ulgą, zaś szczuplejszy, na którego padł zaszczyt zostania klepniętym, zaśmiał się nerwowo gdy omal nie wpadł przez ten, jakże "przyjacielski" gest na bar.  Grillby odruchowo osłonił dłońmi kieliszki. Tak na wszelki wypadek.
- Ostrożnie. - ostrzegł uprzejmie żywiołak, spokojnie cofając ręce. Jego zachowanie oraz maniera w porównaniu do tej, którą przedstawił Johnny, napawała swego rodzaju otuchą. Być może właśnie dlatego obu chłystków przycisnęła dodatkowa niezręczność.        
- Tak, tego... Takie tam wygłupy. - mruknął szczuplejszy.
- Mm. - skomentował krótko Grillby, ponownie wskazując kieliszki zanim wziął się za pucowanie idealnie czystych szklanek. Żaden jednak nie ważył się sięgnąć po darmowy poczęstunek jako pierwszy. Obaj popatrywali wyczekująco na Johnny'ego, jakby był tutaj co najmniej jakimś bossem. W sumie wyszło dość zabawnie.
- Dzięki. O-Obaj dziękujemy, znaczy się! - wskazał palcem siebie i swojego kumpla, jakby w ogóle mogło chodzić o kogokolwiek innego. Ponieważ jednak trudno było mu patrzeć na potwora przez dłuższy czas, szybko wrócił wzrokiem do Lingarda. - A ty to tutejszy, bracie? - zdecydował się zagadnąć. Zapewne wywnioskował, że skoro Johnny trzyma z potworami, to musi żyć w ich pobliżu czy coś w tym guście.
- Bo ty to człowiek, nie? - odezwał się wreszcie tęższy. - Nie żeby było coś nie tak w byciu potworem! - dodał szybko, jakby w obawie, że za chwilę ponownie skończy w nieciekawej pozycji. - Ale wiesz... - nagle ściszył ton i przechylił się z wahaniem w stronę swojego niedoszłego oprawcy. - Lepiej nie siedzieć tutaj dzisiaj za długo, bracie. Tak na wszelki wypadek.
Kolejny przejaw rasizmu, czy może zwykła, przyjacielska przestroga? Po tych typkach wszystkiego można było się spodziewać, choć nie wydawało się, żeby w najbliższym czasie mieli sprawiać dalsze kłopoty.

- Jule! - wtrąciła szybko i z uśmiechem. - Jestem Jule. Wystarczy Jule. "Pani" brzmi okropnie staro! - śmiejąc się perliście, pozwoliła Danielowi odsapnąć tyle, ile potrzebował, zanim zdecydowała się z nim ruszyć dalej. Nie spieszyła się, o ile nie robił tego człowiek. Jej kroki idealnie dostosowywały się do jego.
- Nie przejmują się żadnymi przysługami! Powinniśmy sobie pomagać. Mamy w końcu Dzień Pojednania.
Alejka, chociaż pozornie prezentująca się ponuro, przy bliższym poznaniu nie różniła się wiele więcej od tych ciaśniejszych i słabiej oświetlonych uliczek obecnych również w centrum Ebott. Może jedynie graffiti było tutaj więcej.
- Umm, wygląd ognia? - zmarszczyła drobne brewki, przez dłuższą chwilę wyraźnie kontemplując problem swojego towarzysza. - Znaczy, bardziej kształty jakie przybiera? Kolor? To musi być strasznie problematyczne. Ludzie używają przecież ognia do przygotowywania posiłków, tak jak my, prawda? Czy to znaczy, że musisz jeść wszystko na zimno? - w jej głosie po raz kolejny rozbrzmiała troska. - Osoba z którą się spotykam, chodzi na specjalne spotkania. Podobno prowadzi je lekarz, który pomaga radzić sobie z-... Jak wy to nazywacie? "Fobie"? Jeśli byś chciał, mogę zapytać o szczegóły! Jesteśmy już przecież prawie przyjaciółmi, racja, Danielu? - smukły pyszczek przyozdobił szczęśliwy uśmiech. Zachowanie oraz sposób bycia potworzycy z całą pewnością mogły ująć za serce. Otwarta, wygadana i pomocna, w ogóle nie martwiła się tym, że wybiera opustoszałą drogę w towarzystwie kompletnie obcego jej mężczyzny. Gdyby White był innym typem osoby, mogłaby się teraz znaleźć w mocno nieciekawej sytuacji. Tymczasem... Znaleźli się w niej obydwoje.
Z alejki krzyżującej się z uliczką, którą dotychczas podążali, niespodziewanie wyszła im naprzeciw grupa złożonych z pięciu osób. Sądząc po posturach, wszyscy mieli szansę stanowić grono złożone z ludzi, choć i tego nie można było być pewnym, ponieważ wszyscy jak raz nosili na twarzach maski, a na głowy zarzucone mieli czarne kaptury.
- No, no... Bardzo ładna z was parka, nie powiem. - odezwała się wychodząca na przód postać. Mężczyzna o ostrym, dźwięcznym tonie głosu.

Pomimo iż zaspokajanie ciekawości towarzyszek mogło być dla Vorbisa męczące, pocieszającym wydawało się skupienie i uwaga, jaką te poświęcały w trakcie wysłuchiwania go. Głupie chichoty, wymiany komentarzy oraz wszelkie inne dźwięki będące wynikiem nadmiernego podniecenia, przynajmniej na tę chwilę zupełnie ustały, a wszystkie oczy oraz uszy zwróciły się w jedną stronę, chłonąc skromne informacje, które im dostarczano. Dopiero gdy potwór skończył tłumaczyć, nastąpiły krótkie "ochy" i "achy".
- Heeh? Innymi słowy, byłeś kimś w rodzaju poszukiwacza skarbów? Magicznych skarbów? - bardziej stwierdziła niż zapytała niewytapetowana dziewczyna, lekko postukując palcem o usta. Podczas gdy reszta gdybała nad egzotyką jego imienia oraz zastanawiała się głośno, ile jeszcze potworów ŚWIECI SIĘ pod wpływem ekscytacji, ta jedna wydawała się dużo bardziej zainteresowana artefaktami, z którymi Vorbis mógł mieć do czynienia. - Dla zysku? Czy może raczej potworze hobby? - spróbowała go jeszcze lekko pociągnąć za język, skupiając na gwieździe pod kapturem bystre oczy, ale zanim mogła dobrze doczekać się odpowiedzi, uczepiona jej rozmówcy dziunia pozwoliła sobie na szybkie wtrącenie, najwyraźniej nie zamierzając zbyt długo pozostawać bez należytej atencji:  
- Jesteś taka nudna! Oh, chodźmy już, nie sterczmy tak w miejscy! Wszystkie chcemy zobaczyć więcej magicznych wyczynów Vorbisa! - podniosła głos, ignorując marszczącą brwi koleżankę. Może to i dobrze, że w drogę wszedł w tym momencie ludzki smark? Przynajmniej natychmiast wypuściła jego ramię z żelaznego uścisku, kiedy zdecydował się do niego podejść.
Chłopiec łypał na Vorbisa z naburmuszoną miną i wydawało się, że zamierza się nadal pretensjonować, aczkolwiek, prawdopodobnie dlatego, że nadal był dzieciakiem, lepiej niż dorośli odbierał nawet te najskromniejsze bodźce. I choć nie miał prawda wiedzieć co oznaczał ruch gwiazdy ani też jej kolor, jego oczy momentalnie stanęły w słup, a krągła twarzyczka pobladła. Dopiero gdy potwór ponownie wrócił do siebie, burząc przy okazji estetyczny nieład na małej, ludzkiej głowie, jej właściciel ponownie poczerwieniał.
- To...! To w ogóle nie było cool! - krzyknął, cofając swoje poprzednie słowa i odwracając na pięcie, zaczął biec w przeciwnym do Vorbisa i jego fanek kierunku. - Znajdę lepszego maga!!! Tylko poczekaj! - z tymi słowami, zniknął im z pola widzenia, wbiegając między innych odwiedzających teren festiwalu.
- Dzieciaki. - prychnęła któraś z dziewczyn.
- Zignorujmy to, zignorujmy!
Skoro nie znalazł się już nikt, kto mógłby ich powstrzymać, panny ponownie otoczyły swojego nowego, prywatnego sztukmistrza, po czym wypytując o to co jeszcze potrafi, poprowadziły w stronę jednego ze stoisk z potworzymi smakołykami. Podczas gdy jedna ruszyła zamówić duży zestaw ze wszystkim po trochu, tak aby każdy miał szansę się poczęstować, reszta przysiadła się do najbliższego, wolnego stolika z dostateczną ilością miejsc.
- Vorbis, Vorbis! - zaczepiła raz kolejny najbardziej wygadana blondi z tapetą na twarzy. Gdy splotła przed swoją twarzą palce obu dłoni, dało się dostrzec naprawdę jaskrawe, tęczowe tipsy. Ciekawe jak pisała tym dziadostwem na telefonie. - Pokażesz nam coś ładnego? Hm? Proszęęę? - zatrzepotała rzęsami. Pozostałe dziewczęta zawtórowały zachęcającymi pomrukami. Tylko ta, która najbardziej odstawała swoją skromną aparycją, westchnęła cicho, ale ostatecznie również zwróciła na niego swoje oczy. Te same oczy, już zaraz powędrowały w górę i ponad jego ramię. Brwi dziewczyny podjechały wysoko w górę w wyrazie zaskoczenia. Oczy dwóch kolejnych, siedzących po obu jej stronach, również w parę sekund później powędrowało w tamtym kierunku. Zanim ktokolwiek zareagował, na kaptur Vorbisa polało się coś mokrego, lepkiego.  
- Ups? - odezwał się głęboki, męski głos zza jego pleców. Należał do szerokiego w barkach szatyna o kwadratowej twarzy. Tego samego, który właśnie oblał potwora jakimś słodko pachnącym napojem.

Reakcje zebranych dookoła stoiska Bratty i Catty były zbyt wolne. Nic dziwnego! Mało kto był w stanie nadążyć za zmieniającymi się nastrojami oraz sytuacją. Zanim przynajmniej połowa zrozumiała co rzeczywiście się tutaj właśnie wydarzyło, chłopiec był już w swoim żywiole, czując się podczas swojej ucieczki jak ta ryba w wodzie - sądząc po płynności jego ruchów, które ruszająca w ślad za nim Marinette mogła od czasu do czasu zaobserwować, kiedy raz za razem to znikał, to znowu pojawiał się gdzieś przed nią. Kilka osób starło się pomóc, jednak malec poruszał się dla nich za szybko. Musiał mieć w swoim fachu spore doświadczenie. Całe szczęście dla dziewczyny, w pobliżu znajdował się ktoś z dobrą intuicją, fachem w rękach i doświadczeniem znacznie przewyższającym złodziejaszka.
- MÓWISZ I MASZ! - rozległ się podejrzanie znajomy i przesiąknięty pewnością siebie wrzask, a zaraz po nim cienki pisk.
Kilka kroków dalej, tuż przed Marinette wyrosła rosła postać niebieskiej potworzycy w zbroi, której nie sposób było pomylić z żadną inną. Podobnie zresztą jak twarzy nieosłoniętej przyłbicą hełmu. Błękitnej twarzy. Przechodnie omijali jej osobę sporym łukiem.
Szczerząca ostre zęby, Undyne trzymała za fraki miotającego się nad ziemią chłopca, który najwyraźniej był na tyle oszołomiony nagłym oderwaniem od ziemi, że nic poza cienkimi piskami nie mogło obecnie wyrwać się z jego gardła. Wyglądało to raczej żałośnie.
- Joł! - przywitała się rybia potworzyca, momentalnie wyłapując wzrokiem znajomą czternastolatkę.

/kolejny post MG pojawi się 17/18.11
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Lis 17, 2018 8:11 pm

Cieszyło ją niezmiernie, iż znalazły się osoby, które były skore pomóc dziewczynie, lecz równie jak ona sama nie spodziewała się tego, iż chłopiec będzie tak zdolny w ucieczce. Mogła jedynie przypuszczać, że zbyt długo miał styczność z takim światem, w którym to posuwa się do kradzieży. Za każdym razem, gdy miała go tuż przed sobą, wydawała z siebie zniecierpliwiony pomruk. Naprawdę złodziejaszek grał jej na nerwach, lecz w żadnym razie nie zamierzała się poddać, a kiedy usłyszała z początku przerażający, aczkolwiek znajomy ryk, natychmiastowo się zatrzymała, łapiąc w końcu oddech.
Undyne, cześć, co za szczęście! — zawołała uradowana, kiedy ją ujrzała w pełnej krasie ze swoją zbroją. Z początku równie co inni taki widok wprawiał ją w niemały strach, lecz z czasem zmieniło się w podziw. Zaraz potem skierowała swe oczy na małego delikwenta, który to już solidnie zagrał na jej nerwach, stąd też od razu zmarszczyła gniewnie brwi. — Myślałam, że nikt już go nie dorwie! — dodała po chwili, wciąż nie wierząc w swoje szczęście, lecz teraz pozostało ogarnięcie złodziejaszka. — Może... postawisz go na ziemię? Już chyba wystarczająco go wystraszyłaś... — uśmiechnęła się krzywo, patrząc na zachowanie chłopca. Po części mu współczuła, lecz jakby nie patrzeć to i na to zasłużył. Sama Mari nie zamierzała go tak swobodnie puścić, więc liczyła, że z dozą delikatności również sama Undyne nie puści gardy, ale też nie złamie dzieciaka swoją siłą, którą to już zdołała zaprezentować. — Wątpię, aby był skory tym razem do ucieczki, prawda chłopczyku? — tym razem zwróciła się do samego młodzika, obdarzając go wyjątkowo złośliwym uśmieszkiem. Oj, młoda powoli wysuwała pazurki, więc niech lepiej dziecko współpracuje, póki ma jeszcze szanse!

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Lis 17, 2018 10:50 pm

Może to i dobrze, że obeszło się bez zbędnej przemocy, co? Pomijając humanitarne i empatyczne pieprzenie, Johnny mógłby się tym przypadkiem sam udupić. W końcu w teorii sam byłby wtedy sprawcą takowej bójki i nie byłby w niczym lepszy od typków, którym z chęcią solidnie obiłby buźki nawet i teraz, bo przecież czemu nie? Zasłużyli sobie! O tyle dobrze, że mógł zapomnieć o kontrolnym wyprowadzeniu go przez swoistą psią ochronę z terenu festiwalu. Dostał kolejną porcję alkoholu, nowych "braciaków" oraz obyło się bez obijania sobie nawzajem mord! Profity sypią się z nieba jak miliony monet! Nie pozostało mu nic innego, jak skwitować całość zaistniałego wydarzenia wyzerowaniem reszty znajdującej się w jego kuflu piwa i odstawić go zaraz obok nowo przygotowanych przez żywiołaka trunków. Oby się tylko za szybko nie spruł, bo wtedy byłaby to prawdopodobnie już druga odbywająca się w tym czasie sesja, kiedy autor tej upośledzonej postaci musiałby opisywać jej cały proces "najebywania się".
Niestety swojak! – parsknął, widząc niepewność swoich nowych kumpli i opierając się szarmancko o bar. Wydało mu się to całkiem zabawne! Już dawno nie został pomylony z jakimś potworem, co w Podziemiu odbywało się aż nazbyt często, jeśli miałby być w tym temacie szczery. Tak po prawdzie, to wiele by oddał, aby móc nim zostać, nawet jeśli wiązałoby się to z obowiązkiem zamieszkania w slumsach!
Huh? – bąknął, kiedy usłyszał swego rodzaju sugestię, czy też ostrzeżenie. – Co masz na myśli? – zapytał z ciekawości, szykując się na to, że jednak chyba mu przywali w razie, gdyby ten mu zwyczajnie groził w swojej doszczętnej głupocie.
Lingard nie miał żadnych obiekcji przed tym, aby jako pierwszy przelać w siebie zawartość jednego z leżących przed całą trójką kieliszków. Właściwie zrobił to niemalże od razu po zadaniu uprzedniego pytania, aby przypadkiem nie utracić swojej porcji darmowego alkoholu w wyniku rąbnięcia łbem jednego z wygadanych dupków o blat w zamian za ewentualną kolejną groźbę, czy denerwujący tekst. Szybko nastąpił po tym dreszcz, który przebiegł jego całe ciało.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vorbis
Śmiechowa Gwiazda
avatar

Liczba postów : 65
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Pracownik Antykwariatu
Ekwipunek : Telefon komórkowy
Join date : 19/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Nie Lis 18, 2018 7:43 pm

Zakapturzony z zadowoleniem obserwował, jak żelkowy dzieciak oddalał się od jego osoby. Jakoś niespecjalnie przejmował się groźbami, które chłopak rzucał w stronę Potwora. Może i znajdzie kogoś lepszego, ale co z tego? Nie chodzi tutaj o pojedynek na magię, ale o wyłudzenie pieniędzy. Z mniejszym zadowoleniem przyjął bytność tych irytujących samic, które musi znosić do czasu, aż nie dostanie jedzenie. Jeżeli każda ludzka samica jest taka, to kondolencje dla panów ludzi. Chociaż pewnie niektórzy zasługują na taki los.
Ponoć im człowiek starszy, tym zyskuje więcej ogłady i mądrości. Skoro tak, to za 100 lat ta blondi  z tynkiem na twarzy będzie mogła jednocześnie iść i oddychać.
Vorbis! Vorbis! Srorbis do cholery. Zakaputrzony zaczynał żałować, że w ogóle tutaj przyszedł.
Niestety przedstawienie musi trwać i trzeba dawać jakieś pozory, więc nie pozostało nic innego, jak wykonać jakaś sztuczkę. Potwór odpowiednio ułożył ręce i już miał zrobić coś ze swoich błyskawic, gdy nagle... został oblany.
Jego piękna szata, o którą tak dba została oblana czymś słodkim i lepiącym.
Potwór wstał powoli i niespiesznie. Przez krótką chwilę po prostu niczym posąg, nieruchomo obserwował pechowca, który ośmielił się oblać go lepkim pićkiem. Błyskawice zaczęły otaczać ręce Vorbisa.
- Czemu to zrobiłeś? - zadał pytanie niepokojąco cicho i spokojnie. Gwiazda już zmieniała kolor z spokojnego niebieskiego, na wściekłą purpurę z przerzutami na czerwień.

_________________
KP| Skrytka
Zajęte sloty: 2/3
20.07.2018
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daniel
Jak bardzo jest to dla Ciebie ważne?
avatar

Liczba postów : 24
Zamieszkanie : Ebott
Praca/Zawód : Prywatny Detektyw
Ekwipunek : Pocztówka
Join date : 17/08/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Nie Lis 18, 2018 9:37 pm

- Hah, no dobrze, Jule... - uśmiechnął się Daniel i zaczął słuchać potworzycy
Gdy zapytała, czy musi jeść wszystko na zimno, zaśmiał się krótko, ale szczerze
- Nie, nie, nie muszę jeść wszystkiego na zimno, wtedy chyba bym zmarł z tęsknoty za rosołkiem czy fast-foodami! Takiego małego ognia, na przykład z zapalniczki czy kuchenki gazowej się nie boję, chodzi o taki większe sku... - zaczął tłumaczyć swojej nowej znajomej, lecz przerwał  od razu, gdy na przeciw nich wyszła banda zakapiorów
- Dzień Pojednania, co? Oczywiście Danielu, zwany też Dniem-w-którym-kroi-się-naiwniaków-z-portfeli-w-ciemnych-uliczkach, jak każdą masową imprezę. Ty ćwoku, przecież jesteś detektywem, mogłeś o tym pomyśleć! - skarcił się  w myślach White, gorączkowo myśląc, co należy zrobić.
Cholera, on był sam, w dodatku obok niego stała Jule, a ich było pięciu. Umiał walczyć, to fakt, ale w samoobronie nie chodzi o wygraną, chodzi o przeżycie. Niestety, jego prawdopodobieństwo było bardzo niskie. Gdyby to była gra, to wczytałby poprzedniego save'a, albo użył jakiejś super umiejętności. A tak, to znajduje się w nieciekawym położeniu, bez broni, z cywilem obok. Świetnie.
Mężczyzna błyskawicznie omiótł wzrokiem alejkę, starając się wyłapać jakieś szczegóły, które pomogłyby mu w ewentualnej walce. Cokolwiek, prawdę mówiąc. Jakieś luźne cegły, pokrywy od kosza, które mogłyby posłużyć jako tarcze albo broń obuchowa... Jednym słowem, coś, co wykorzystałby do akcji ofensywno-defensywnych.
~Kostki - rzut na spostrzegawczość, żeby znaleźć jakąś broń improwizowaną (+1 do wyniku ze zdolności "Wyczulone zmysły")~
Cóż, zwykle nie wątpił w swoje umiejętności interpersonalne, ale cóż - on sam kontra pięciu zamaskowanych debili. Raczej nie przemówi im do rozsądku. Co nie zmieniało faktu, że nie spróbuje
- Jeżeli zrobi się gorąco, uciekaj stąd jak najszybciej. - szepnął szybko do Jule, po czym zrobił niewielki krok na przód, by bandziory go lepiej słyszeli. No i żeby ewentualnie mógłby złapać pospiesznie to, co by wypatrzył
- Ano, szliśmy sobie skrótem. Dalej chcieliśmy przejść, bo się troszkę nam spieszy. Nie chcielibyśmy kłopotów, oczywiście. Może by nas panowie przepuścili, to zapomnimy że się spotkaliśmy, co? I to będzie nasz sekret, że panowie dżentelmeni sobie tutaj przesiadują? Mądry deal, co nie? No jak bardzo dla panów jest ważne, żeby tak nas tutaj zatrzymywać? - powiedział z naturalnym wyrazem twarzy do "lidera" grupy. Cuda się zdarzają, może więc i teraz takowy będzie miał miejsce i jakoś uda się to rozwiązać bez prania się po mordach?
~Kostki - rzut na perswazję, aby grupa przepuściła Daniela i Jule bez problemu .(+1 do wyniku z przedmiotu specjalnego)
Detektyw był świadom, że słowa mogą nie dotrzeć do tych tępych pał. Był też świadom, że mogą mieć broń. Wątpił, że będą to jakieś gnaty, ale był przygotowany na noże, sztyleciki czy inne żylety. W najgorszym przypadku spróbuje zatrzymać bandziorów na tyle długo, żeby Jule uciekła. A potem... cóż, zobaczy się. Trzeba będzie reagować szybko i sprawnie, to na pewno. Teraz jednak należałoby się spiąć i w razie ewentualnego ataku odeprzeć go. Krótko mówiąc - być przygotowanym na defensywę.
~Kostki - rzut na walkę wręcz, aby w najgorszym wypadku przyjąć szybko postawę defensywną, w celu powstrzymania ewentualnego napastnika i/lub nadchodzących obrażeń. (+1 do wyniku z umiejętności "Walka na bliski dystans")
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Nie Lis 18, 2018 9:37 pm

The member 'Daniel' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 3, 4, 8
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Nie Lis 18, 2018 11:41 pm

Wijąc się i wyginając niczym ta gąsieniczka w kokonie, mały miał przez pewien czas spory problem z rozeznaniem się w sytuacji. Nie tylko pozycja w jakiej zawisł za sprawą silnej potworzycy, ale też opadający na głowę kaptur znacznie mu to utrudniały. Gdy jednak wreszcie udało mu się jakoś odnaleźć kąt pod którym był w stanie dostrzec twarz nowej oprawczyni, zbladł jeszcze bardziej niż dotychczas. Na tyle w każdym razie, by bród i kurz pokrywające drobną buzie tu i tam, stały się jeszcze wyraźniejsze. Podobnie jak i pojedyncze sińce oraz obtarcia przy zapadłych z leksza policzkach.
Undyne nie potrzebowała zbroi, żeby zachodzić ludziom w pamięć, ale gdy już ją na sobie miała, na pewno sporo dodawało to do wyobrażeń o jej sile. Prawdopodobnie właśnie dlatego nikt jeszcze nie odważył się głośno zwrócić uwagi na sposób, w jaki trzymała pochwyconego złodziejaszka, choć kilka par oczu (głównie ludzkich) śledziło ją dyskretnie z bezpiecznej odległości. Ignorując jednak zarówno to jak i samego dzieciaka, z wolna staksowała postać Marinette góry do dołu.
- Heh! Nie był to najgorszy pościg, zwłaszcza jak na tak krótkie nogi, ale na twoim miejscu popracowałabym jeszcze nad kondycją. - skomentowała ze śmiechem, który nieco przygasł, kiedy wzrok pojedynczego, żółtego ślepia padł wreszcie  na coraz spokojniejszego pod jej pewnym chwytem gagatka. - Trochę strachu jeszcze nikogo nie zabiło! RaaaacjaaaAAAA? - podczas wypowiadania ostatniego pytania, bez trudu podciągnęła chłopca wyżej tak, aby móc spojrzeć mu prosto w twarz. Towarzyszyło temu nowe, zduszone piśnięcie oraz kompletne odrętwienie drobnego ciałka. - ... Właśnie. - kilka sekund wpatrywała się w malca, zanim z parsknięciem odstawiła go na ziemię. Nogi ugięły się pod nim, odmawiając posłuszeństwa, dlatego praktycznie od razu znalazł się na kolanach i z tyłkiem na bruku. Undyne przykucnęła obok. Tak na wszelki wypadek, gdyby coś go niemądrze podkusiło. Teraz może i nie próbował podejmować próby ucieczki, ale jak długo strach utrzyma go posłusznie w miejscu. Na słowa Mari zareagował bądź co bądź natychmiastowo, zaciskając mocniej usta w ciup lecz i rzucając im obu na zmianę buntownicze spojrzenia.
- Ja myślę! W innym wypadku jeszcze by mnie podkusiło, żeby mu odgryźć nogi, BUAHAHAHA! - zażartowała rybia wojowniczka, nie żałując sobie swego "specyficznego" poczucia humoru, które przyprawiło chłopca o nowe dreszcze. Nie ma to jak właściwe podejście do dzieci! - Więc? Co takiego niby zwędził? - zwróciła się ponownie w stronę dziewczyny, pozostając w kuckach.

Podczas gdy Grillby odszedł w celu obsłużenia nowych klientów, uprzednio jeszcze nalewając całej trójce piwa na życzenie jednego z nowych "braciszków" Johnny'ego, szczuplejszy z nich cicho syknął, posyłając swojemu towarzyszowi ostrzegawcze spojrzenie ponad ladą.
- Ty i ten twój jęzor... - skomentował z wyraźnie nieprzychylną nutą w głosie, kręcąc głową, rozglądając się nieco nerwowo i samemu wreszcie sięgając po kieliszek z nieco mocniejszą wersją ajerkoniaku. Bogaty smakiem trunek sprawił, że na jego twarzy szybko powrócił wyraz wcześniejszego zakłopotania i koniec końców nie próbował dalej zniechęcać swojego kolegi, machnąwszy jedynie ręką na znak, że ma to gdzieś. Niezależnie od tego, czy rzeczywiście miał.
Tęższy mężczyzna również nie spieszył się tym razem z jakimikolwiek wyjaśnieniami. I gdy zaczynało wyglądać na to, że być może wcale nie zamierza tego robić, wzruszył ramionami i podrapał się po szczęce.  
- Mieliśmy ostrzegać swoich, jeśli na jakichś trafimy w tłumie, tak? - odezwał się wreszcie, rozwalając z łokciami na ladzie. Ponieważ nie dostał żadnej odpowiedzi ani nie został znowu strofowany, ciągnął znowu ciszej:
- Jesteś w porządku, bratku. Nic do ciebie nie mamy. Przyjmij więc dobrą radę i jeśli masz tutaj swoich znajomków, czy to potwory czy ludzi, lepiej zgarnij ich i zwiń się stąd do godziny. - pociągnął z kieliszka, zamlaskał i zmarszczył brwi, rzucając przy okazji pełne konsternacji spojrzenie w stronę krzątającego się żywiołaka. - Ta cała przywódczyni potworów, ta polityk, że niby królowa czy jak jej tam - mówił dalej. - Ma przemawiać do zebranych, nie? Oficjalnie powitać wszystkich przybyłych i takie tam. Coś niedobrego się szykuje. Pewnie protest, obrzucanie jakimś świństwem.
- Do obrzucania świństwem by zapraszali, nie kazali trzymać się z daleka. - mruknął drugi, posępniejąc nieco.

Pomimo nieciekawego obrotu spraw, stojący naprzeciwko Vorbisa dryblas rzucił kubkiem tuż pod jego nogi. Wzrok aroganckiego mężczyzny tylko na chwilę spełzł na ręce potwora, po których przeskakiwały niebezpiecznie wyglądające wyładowania. Żaden człowiek nie miał prawa czuć się dobrze ani bezpiecznie, będąc w tego typu położeniu. Nawet siedząca najbliżej zakapturzonego, wypiżdżona i aż do tej pory tak niesamowicie pewna siebie panna zerwała się ze swojego miejsca i odskoczyła na niewielką odległość. Mimo to, facet wyglądał raczej na ZDETERMINOWANEGO, a i jego własne oczy zdawały się ciskać podobnymi błyskawicami, jakkolwiek owe nie miały realnej szans wyrządzić krzywdy.
Wracająca do stolika dziewczyna, niosąca ze sobą tackę pełną rozmaitych, drobnych wypieków oraz słodkości, również zatrzymała się o krok, może dwa od miejsca akcji, nie wiedząc, czy powinna podchodzić bliżej.  
- Żarty sobie robisz, pokrako? - warknął wreszcie w odpowiedzi agresor, podwijając rękawy grubej bluzy. - Sądzisz, że mnie przestraszysz tymi nędznymi sztuczkami dla smarkaczy?! Podnoś te chude łapska i walcz fair! Załatwimy to jak mężczyźni-...!
Zanim jakiekolwiek kolejne słowo opuściło wyszczekane usta rozdrażnionego człowieka, rozległ się huk. W tej samej chwili drobne dłonie nieumalowanej dziewczyny, której twarz przypominała obecnie rozwścieczonego demona wojny uderzyły o stół, podczas gdy ona sama wstawała od niego z niemałym rozmachem.
- Czy ty nie masz ani grama wstydu?! Mówiłam ci, żebyś trzymał się ode mnie z daleka?!
Pozostałe dziewczyny nerwowo popatrywały po sobie. Któraś cicho, ale słyszalnie rzuciła: "Jak ona mogła się w ogóle umawiać z tym zazdrosnym wariatem...?"
Krzyki oraz huk szybko zwróciły uwagę kręcących się nieopodal, psich strażników - Dogamy'ego i Dogaressy. Ponieważ jednak tłumy ludzi oraz potworów nadal parły naprzód w tę i we w tę, trudno im było swobodnie się poruszać. Jeśli któraś ze stron dziwacznego konfliktu, wynikającego najpewniej z jeszcze dziwniejszego i niedorzecznego nieporozumienia zamierzała wykonać jakiś ruch mniej lub bardziej fair względem drugiej, teraz miała na to okazję. Oczywiście... Można było też spróbować ponaglić psie potwory do interwencji. Mnogość zapachów oraz dźwięków dookoła na pewno utrudniała im odnalezienie centrum zamieszania.
- Nie będę stał i patrzył, jak moja kobieta szlaja się z jakimiś pieprzonymi dziwadłami! Wiesz, że jestem przeciwny tym maszkarom, ale specjalnie wyciągnęłaś koleżanki na ten popaprany pokaz paskud?! Wystarczy tego cyrku! - fuknął wściekły mężczyzna, usiłując minąć Vorbisa lecz jednocześnie zrobić to w taki sposób, aby móc mu sprzedać uderzenie z bara. Kompletnie nie zwracał dalszej uwagi na jego magiczne "sztuczki", zamierzając zmniejszyć dystans między sobą, a dziewczyną.

Długie, lekko spiczaste uszy Jule ustawiły się niczym radary, podczas gdy jej duże oczy zabłyszczały niepokojem. Potwór czy nie potwór, mało jaka kobieta poczułaby się bezpiecznie w podobnie niekorzystnej dla niej sytuacji, zwłaszcza gdy jeszcze przed sekundą mogła cieszyć się całkiem przyjemną rozmową. Mimo tego, sądząc po postawie oraz lekkim, acz nie do końca pewnym uśmiechu, starała się robić dobrą minę do złej gry.
Jakkolwiek spostrzegawczy nie był Daniel, warunki niestety nieszczególnie mu sprzyjały. Nie licząc smutno porzuconych pod ścianą kamienicy po jego lewej stronie worków ze śmieciami, w pobliżu nie leżała nawet pojedyncza, szklana butelka, z której w ostateczności można by było zrobić tulipana. Ściany okolicznych budynków nie należały do najbardziej podniszczonych, zaś okna ulokowane w tej części alejki znajdywały się zbyt wysoko, by człowiek mógł do nich swobodnie doskoczyć i ratować się ucieczką.  
Jule niepewnie zerknęła przez swoje ramię w stronę drogi, którą dopiero co przyszli. Po krótkim zastanowieniu, zrobiła krok w stronę Daniela, łapiąc go za materiał koszuli na plecach. Jej uszy zabawnie zatrzepotały, obijając ją po obu stronach głowy, kiedy gwałtownie nią pokręciła.
Mężczyzna na przodzie cichej jak na razie grupy pokiwał głową powoli, ze zrozumieniem. Teraz, gdy Daniel oraz Jule znaleźli się nieco bliżej, mogli dostrzec, że maski na twarzach ludzi były wykonane na wzór sławnej,  żelaznej maski, rodem z filmu "Człowiek w żelaznej masce". Wątpliwe jednak, żeby faktycznie były wykonane z żelaza.
- Zabawny zbieg okoliczności. Tak się składa, że my także nie mamy zbyt wiele czasu do zmarnowania. - splatając ręce na klatce piersiowej, zmniejszył dystans między niecodzienną parą. Nie wykonywał póki co żadnych, mogących niepokoić ruchów. - Dlatego właśnie zaproponuję ci nawet lepszy deal. - kontynuował, zatrzymując się na odległość wyciągnięcia ręki od Daniela. - Zostawisz z nami swoją koleżankę. Jak na dżentelmenów przystało, zajmiemy się nią w odpowiedni sposób i odprowadzimy w odpowiednie dla niej miejsce. My pójdziemy swoją drogą, ty swoją, faktycznie udając, że nigdy się nie spotkaliśmy, hm? Mamy dzisiaj taki piękny dzień. Jestem pewien, że nikt z nas nie chciałby go sobie niepotrzebnie psuć.
Jule zadrżała i spuściła po sobie uszy, podczas gdy jej drapieżne łapki mocniej zacisnęły się na materiale koszuli towarzysza.
- Pójdę. - zgodziła się. Głos jej odrobinę zadrżał. - Mój przyjaciel nie czuje się najlepiej, ale sądzę, że dalej może pójść sam. Droga jest prosta, nie będzie żadnego problemu z powrotem na festyn! - luzując uścisk na materiale, poklepała lekko White'a po plecach, jakby usiłując go uspokoić. - Wszystko w porządku. Pójdę.

/Kolejny post MG pojawi się 22.11 (uczestnicy eventu proszeni są, aby ich posty pojawiły się najpóźniej do 20 tego dnia)

Marinette, Johnny oraz Vorbis proszeni są o wykonanie po jednym rzucie kostką, które wygenerują ewentualne, dodatkowe zdarzenia/reakcję otoczenia~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Lis 21, 2018 8:55 pm

Komentarz ze strony Undyne na temat kondycji Marinette również nieco i ją samą rozbawił. Z pewnością dziewczyna w najbliższym czasie będzie musiała nad tym przysiąść, zwłaszcza jeśli chce spełnić swoje marzenie. Starała się nie zaniedbywać, co poniekąd jej wychodziło, aczkolwiek czasem było z tym ciężko. Zresztą mniejsza z tym, to co się teraz działo było istotniejsze, niżeli jakieś rozmyślania o wszystkim i niczym w wykonaniu samej narratorki, lejąc wodę, jak to na nią przystało, czyli osobę niespełna rozumu... Ekhm, tak.
Może i trochę strachu nie czyniło niczego złego pod pewnymi kwestiami, tak jednak poczynania Undyne wobec młodego równie i Mari przeraziły. Dziewczyna jedynie chciała, aby odpowiedział na kilka jej pytań, jak również za to, co zrobił... nie chciała serwować mu kolejnych — niekoniecznie niesamowitych — wrażeń.
Może i masz rację, ale myślę, że póki nie wyjaśni kilku kwestii, to nie można go tak dręczyć. — wyjaśniła na tyle, aby rybeńka zrozumiała jej tok rozumowania w tej chwili, po czym zrozumiała, na jaką hipokrytkę wyszła. Sama w ramach złości i irytacji była skora do okropnego zachowania, było jej głupio, lecz musiała pozostać twarda wobec dzieciaka, który to wciąż wykazywał chęci buntu. Jeszcze chwila i zacznie sobie pluć w brodę, za swoje okazanie litości. — Oby nie... — pomyślała w duchu, przyglądając się badawczo dzieciakowi, nie bacząc na jego wcześniejsze spojrzenie.
Czasem nie rozumiała humoru Undyne, więc jej kolejne słowa pozostawiła bez komentarza, nie licząc ciężkiego westchnięcia. Naprawdę, część Liddell wręcz współczuła dziecku, że ma styczność z potwornym humorkiem błękitnej rybki, który z pewnością odebrał jako swego rodzaju groźbę... która to mogła być równie prawdziwa!
Lepiej zacznę od początku, by było wszystko jasne. — powiedziała, kierując swe szkarłatne oczy na potworzycę. — Był przy stoisku Catty i Bratty. — zaczęła wyjaśniać, krzyżując swe ramiona na piersi. Wiedziała, że dalsza część może ją nieco pogrążyć, ale wolała w przeciwieństwie do chłopca być szczera, więc westchnęła cicho pod nosem, biorąc kolejny wdech, aby móc kontynuować. — Widziałam, jak się podkrada, kiedy to narastała kłótnia między klientkami, więc go zatrzymałam, aby z nim tę kwestię wyjaśnić, wtedy też zrobiło się wokół nas zamieszanie... Chciał mnie oczernić, a kiedy mu to nie wyszło, obraził mnie i ukradł coś błyszczącego ze stoiska, niestety nie wiem kiedy, po czym rzucił się do ucieczki. — dokończyła, mierząc wzrokiem samego delikwenta, po czym znów wróciła do rybki, by następnie powiedzieć z delikatnym uśmiechem na ustach. — Resztę to już pewnie znasz. — nie było już co wyjaśniać, więc pozostało jej czekać na reakcję owej dwójki.

[Na życzenie Admina, rzut kostką na rozwój sytuacji]

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Lis 21, 2018 8:55 pm

The member 'Marinette' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 9
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ryneczek   

Powrót do góry Go down
 
Ryneczek
Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Welcome to the Surface! :: Powierzchnia :: Miasto Ebott - Slumsy-
Skocz do: