IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ryneczek

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 127
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Ryneczek   Sob Mar 03, 2018 3:30 pm

Oprócz żywności czy ubrań sprzedawcy oferują na rynku najniezwyklejsze towary, na których widok niejednemu oczy wychodzą z orbit, a innym przebiega dreszcz po plecach. Łatwiej byłoby to miejsce nazwać bazarem niż rynkiem: wszędzie coś się dzieje, wokół roznosi się nieustanny gwar, wołania co bardziej zapalczywych sklepikarzy oraz swąd przypalanego jedzenia w barach przycupniętych trochę dalej. Wszystko tętni życiem, wiruje kolorami i mota zmysły rozmaitymi zapachami, jednym dziwniejszym od drugiego. Innymi słowy, każdy tu znajdzie coś dla siebie.


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Pon Maj 07, 2018 8:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Namide

avatar

Liczba postów : 30
Zamieszkanie : slumsy
Praca/Zawód : starszy sierżant policji
Ekwipunek : pistolet krótki, sprzęt policyjny (odznaka, paralizator, kajdanki, gaz pieprzowy etc.), klucze, piniondze, rzeczy osobiste
Join date : 12/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Maj 02, 2018 8:27 pm

W rogu ulicy, gdzieś pod ścianą jednego ze spożywczaków, tkwiła smagła, wysoka postać. Jej rude włosy żarzyły się w chorobliwie żółtym świetle sączącym się z losowo rozstawionych po rynku lamp. W połączeniu z czarnym, służbowym tu czy tam ubraniu zdawały się być jedynym interesującym elementem w całej personie. Przy bliższym jej poznaniu to wrażenie może ulec zmianie, lecz póki co wyglądała tylko na kolejną, tyle że rudą, zakazaną gębę wśród tej całej hordy maszkar, jakie tu chodziły z jednego straganu do drugiego. Owa gęba po chwili się uniosła, ukazała swoje ostre, cięte rysy i bladą, świecącą z lekka w miejskim blasku skórę. Dłoń w rękawiczce wyjęła z kieszeni paczkę papierosów, a gdy opadła, w wąskich ustach iskrzył się już jeden z kilku kawałków jej zawartości. Szmaragd oczu Namide po raz tysięczny zeskanował okolicę, nie znajdując jednak niczego upoważniającego ją formalnie do podjęcia działań (bo nieformalnie, gdyby ją kto pytał, zdjęłaby połowę przechodniów z ulicy za sam ich pokraczny wygląd), ponownie wpiła wzrok w ciemne, zadławione ciężkimi, zatrutymi obłokami niebo.
Bywało, że wracała myślami do pierwszych dni pracy w centrum. Zwykli ludzie, zwykłe dni, zwykłe ich brudy. Wszyscy tacy ładni, zadbani, z zadartymi nosami wysoko do góry i pękający w szwach od pychy. Dopiero potem okazywało się, że te piękne obrazki stanowiły ino atrapę, którą w środku toczyły obrzydliwe pasożyty, ropa, zgnilizna najgorszych przywar oraz zbrodni, które bardziej upodabniały ich do zwierząt niż do ludzi... chociaż na widok tych abominacji jako młody żółtodziób sama zaczynała coraz częściej dochodzić do wniosku, iż nawet zwierzęta potrafiły zachować więcej godności. Jeżeli więc nie byli ani tym, ani tym... to czym? Czyżby potwory były na tej ziemi daleko przed tymi właściwymi, określanymi tak głównie z aparycji? Po serii mało przyjemnych wspomnień, tak jak za każdym poprzednim razem, zacisnęła tylko brwi i pociągnęła nieco łapczywiej z papierosa. Praca zarówno tam, jak i tutaj nie należała do lekkich. Nigdy nie miała zwidów co do tego, w jakich bagnach przyjdzie jej się topić, jakimi sprawami będzie dławiła płuca... acz mimo to ta prawdziwa świadomość przyszła dopiero później, gdy zdążyła rozczarować się człowiekiem pod prawie każdym aspektem i wylądowała w slumsach. W drugiej rzeczywistości, choć czy aby na pewno? Potwory jako rasa czasem potrafiły zachowywać się lepiej od mieszkańców czystego centrum. W takich chwilach wydawali jej się nawet lepsi. Przy każdym takim przypadku jednak musiała sobie przypominać, że nawet takie istoty, obojętne jak odmienne fizycznie, z umysłu potrafiły zapożyczyć bardzo wiele od ludzi. Kto wie, czy i nie dużo więcej od nich samych.
Odsunęła peta od warg, wypuściła w niebo smugę dymu, niewiele różniącą się od tych, które już i tak nieźle zaśmiecały widok nad budynkami. Znowu spojrzawszy na okolicę, wyciągnęła komunikator.
- Jedynka? Jak sytuacja? Odbiór.
Słuchawka odpowiedziała donośnym trzaskiem:
Tu jedynka. Okolica spokojna. Odbiór.
- Moja też. Patrolować dalej. Bez odbioru.
Spojrzała w górę, dmuchnęła dymem. Praca jak praca.

/andaaajn

_________________
I can show you everything I learned
While you were away from me
Running away from me

But im NOT giving up on you



KARTA || SKRYTKA
3/3

Take him away from me
But im NOT giving up on you, no
It's just the way I =be=
It's just the way I see things
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne

avatar

Liczba postów : 46
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Czw Maj 03, 2018 7:18 pm

Czasami nawet ktoś taki jak ona zastanawiał się, dlaczego postanowił robić akurat to co, co robi. Płaca była raczej nędzna, ludzie najczęściej patrzyli z byka, nieufnie lub z pogardą, a lokalne prawo więcej w gruncie rzeczy przeszkadzało niż pomagało, nawet jeśli to właśnie w jego imieniu miało się działać. Tfu! W głowie się tak naprawdę nieraz nie mieściło od tego całego dziadostwa, które domniemanie spisane zostało dla dobra i bezpieczeństwa obywateli. Niezła ironia swoją drogą, bo im bardziej się w to wszystko wczytać, tym więcej znaleźć szło dziur, sprzeczności i bezsensu, który później wykorzystywały najróżniejsze mendy. Jakby wystarczającym problemem nie była już wszelako rozumiana korupcja, kwitnąca doprawdy gdzie popadnie!
Biorąc to wszystko pod uwagę, Undyne coraz częściej dochodziła do cholernie gorzkich wniosków, że ostatecznie robi to co robi, bo nikt inny nie chciał się za to wziąć. Bo brakowało rąk, chęci i środków. Bo u władzy stali ludzie, którym nie zależało na niczym innym poza władzą i pieniędzmi. Bo panująca na wymarzonej Powierzchni rasa okazała się pyszna, arogancka i kompletnie nieodpowiedzialna za to, na czym kładła ręce. Bo każdy tutaj myślał przede wszystkim o sobie...
Kliknąwszy językiem o podniebienie, Undyne wyszła wreszcie spomiędzy straganów, aby ruszyć za swoim celem z paskudnym uśmieszkiem na twarzy. Nieważne jak wielu łapała, zawsze pojawiali się następni. A tak się starała, żeby zawsze zapamiętywali lekcje, którym im udzielała. Być może ludzka pamięć była po prostu cholernie kiepska?
Lawirując między przechodniami, wreszcie zbliżyła się na tyle, żeby dyskretnie ale stanowczo chwycić idącego przed nią szatyna za prawe ramię. Postarała się, żeby uścisk nie mógł skojarzyć mu się z niczym innym jak tylko prawdziwie żelaznym imadłem. Spięty, od razu chciał się wyrwać, ale powstrzymała go krótkim warknięciem i ostrzegawczymi słowami tuż przy uchu. Był niższy od niej nieco ponad głowę i miał zabawnie szczurkowatą twarz. Zaprowadziła go pod ścianę najbliższego budynku.
- A teraz pokażesz mi co trzymasz w kieszeniach, zanim własnoręcznie przekręcę cię głową do dołu i przetrzepię, żeby oszczędzić sobie czasu. - zadecydowała rozkazująco, splatając ramiona na klatce piersiowej. Czujnie przyglądała się wyraźnie zdezorientowanemu i przestraszonemu mężczyźnie, który nie do końca wiedział co zrobić z rękoma.
- Ogłuchłeś, człowieku? - celowo zmniejszyła dystans, zmuszając chłopaczka do wciśnięcia pleców w ścianę. - Ruchy! Nie mam dla ciebie całego dnia!  
Nie była dzisiaj w mundurze. To tylko odstraszało i utrudniało pracę.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Namide

avatar

Liczba postów : 30
Zamieszkanie : slumsy
Praca/Zawód : starszy sierżant policji
Ekwipunek : pistolet krótki, sprzęt policyjny (odznaka, paralizator, kajdanki, gaz pieprzowy etc.), klucze, piniondze, rzeczy osobiste
Join date : 12/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Maj 05, 2018 7:03 pm

W tym całym uganianiu się za smokami, walce z wiatrakami wreszcie nadszedł moment, w którym Namide również zaczęła dostrzegać owe dziury, całe skupiska rozprutych nici i łat w pozornie idealnej wizji dobrego policjanta oraz dobrego za jego sprawą świata. Tak naprawdę im dłużej w tym fachu tkwiła, tym coraz częściej zdawała sobie sprawę z tego, że przez cały ten czas tak naprawdę walczy z hydrą: gdzie utniesz łeb, tam wyrastają dwa następne. Może czasem wolniej, zamiast dwóch jeden, ale koniec końców zawsze po uporaniu się z jednym problemem zaraz musisz lecieć do następnego.
Mimo to nie rzuciła tej pracy. Były w tym praktyczne, przyziemne powody, fakt, ale wśród gęstego zasłaniania się utrzymaniem, czynszem, środkami do życia, słowem: potrzebą pieniądza, wciąż chowała się gdzieś ta malutka, gasnąca i na powrót rozbudzana iskra, którą poczuła po raz pierwszy jako mały, smarkaty chłystek, gdy po raz pierwszy komuś skutecznie pomogła, unosząc w jego obronie pięść na prześladowcę. Gdy zobaczyła uśmiech zakwitły właśnie dzięki niej. Iskra chęci powielania tego czynu, rozjaśniania tego miasta kolejnymi falami ciepła i szczęśliwych twarzy pozostała w niej, choć słaba, to wyczuwalna, a nawet raz na jakiś czas jak najbardziej widoczna...
Ponownie wyciągając rękę w rękawiczce bez palców ku komunikatorowi, w pewnym momencie unieruchomiła ją, kiedy wśród tłumu szmaragdowe radary wykryły ruch inny niż wszystkie. Przyglądała się mu przez chwilę, analizowała wszystkie możliwości, aż w końcu zrozumiała, że zobaczyła drapieżnika. A gdzie drapieżnik, tam ofiara. Ów ostatni fragment układanki nietrudno było znaleźć, jednak nim ostatecznie do niego dotarła wzrokiem, było już za późno. Błękitna kobieta z nad wyraz paskudnym uśmiechem capnęła jakiegoś kolesia, po czym zaprowadziła go pod ścianę. Kompletnie już nie myśląc o kolejnym nudnym pytaniu swoich jednostek o sytuację, która nie zmieniała się od dobrych kilku godzin, splotła ręce na piersi i dalej opierając się o ścianę, obserwowała wędrówkę tych dwoje aż do punktu docelowego. Dziwnie kojarzyła rybowatą, ale co jeszcze dziwniejsze, miała wrażenie, iż czasem ją widywała w pracy. Policjantka? Możliwe, aczkolwiek ta teoria zdecydowania kłóciła się z ubiorem kojarzonej postaci i tym, co wyprawiała. Powinna mieć mundur... nie, musiało jej się przewidzieć. Widziała przecież mnóstwo twarzy każdego dnia, wśród policji też. Mogło jej się coś pomieszać... prawda? Eh, nadal nie czuła się pewna do żadnej z postawionych tez.
W każdym razie, ta herod-baba planowała albo tego faceta złoić na oczach przechodniów, albo go przeszukać. Na jej rewirze. Wreszcie starsza sierżant odkleiła się od ściany i utonęła w tłuszczy, po kilku sekundach znowu się z niej wyłaniając. Jak rudy kraken, he he.
Ej, ty! – rzuciła nieco bardziej obcesowo niż zamierzała, gdy chyba-znajoma niespodzianie dopuściła się rękoczynów, przyciskając chuderlaka do budynku. – Ma coś nielegalnego? Zabił, ukradł? Jak nie, to nie robić mi scen i się rozejść – oparła dłoń o biodro. Skóra trochę wyglądała w tym miejscu ze względu na przykrótką, hebanową koszulę, jaką policjantka nosiła. Zaraz potem, dokładnie tam, rozległ się trzask.
Alfa? Alfa, odbiór, tu czwórka! Widzieliśmy grupę uzbrojonych facetów, oni...
Wyszarpnęła urządzenie.
Gonić, a nie pytać o zdanie, do cholery. Mam ważniejsze sprawy na głowie – ...i wsunęła je z powrotem na swoje miejsce. – Bez odbioru. Głupie żółtodzioby – burknęła ni to do siebie, ni to nie. Przez prawie cały ten czas wzrok miała utkwiony w obu postaciach, gotowa zareagować na każdy nadto gwałtowny gest.

_________________
I can show you everything I learned
While you were away from me
Running away from me

But im NOT giving up on you



KARTA || SKRYTKA
3/3

Take him away from me
But im NOT giving up on you, no
It's just the way I =be=
It's just the way I see things
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne

avatar

Liczba postów : 46
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Maj 07, 2018 1:43 pm

Podczas gdy przyparta do muru płotka nadal niechętnie odpowiadała na jej polecenia, jedynie niemrawo obmacując kieszenie spodni, ktoś z boku zdołał się nimi zainteresować. No nic! Jak niefart to niefart! Choć musiała gdzieś tam w duchu przyznać, że mimo iż ewidentnie oblany strachem, chłystek całkiem nieźle sobie radził z sytuacją w jakiej go postawiła. Mając przed sobą postawnego potwora o równie ostrych zębach, na dodatek wyższego od siebie, ludzie lubili reagować w skrajnie spanikowany sposób. Niechlubnie potrafiła odnosić z tego niemałą satysfakcję.
Niewiele w każdym razie dało się poradzić na to, że obecnie prezentować się mogła w oczach osób postronnych tak, a nie inaczej. Z pewnością dużo bardziej przypominała oprawcę niż chuderlawy smarkacz, którego nogi trzęsły się jakby były z galarety.
Nie kwapiła się z początku zbytnio odrywać wzroku od swojego celu, dopiero po kilku sekundach cofając nieznacznie i przekręciła bokiem na tyle, aby móc widzieć obydwoje. Z dwojgiem oczu byłoby zdecydowanie łatwiej, ale nawet posiadając jedno, szybko zorientowała się z kim ma do czynienia. W przeciwieństwie do niej, ludzka kobieta nosiła wyraźne ślady swojego fachu.
- Heeh~? Kto by pomyślał, że usłyszę wśród ludzkich funkcjonariuszy kogoś z odrobiną bigla. - zaśmiała się, ale zaraz uspokoiła i uniosła wysoko prawą brew na dźwięk odzewu, który dobiegł z posiadanego przez nią urządzenia. Ciekawe... A zatem ona i mizernie wyglądający chłystek byli istotniejsi niż jakaś uzbrojona banda, co? Aż sama nie wiedziała, czy powinna czuć się uhonorowana, czy raczej zniesmaczona. Ludzka policja nie zwykła zbyt często pojawiać się w rejonach należących do slumsów. Gdyby było inaczej, potwory nie zostałyby zmuszone do stworzenia odosobnionej komórki do sprawowania pieczy w okolicy. Undyne mogłaby teraz spokojnie wrzeszczeć sobie na dziko pocące się podczas lekcji wf-u dzieciaki w jakiejś lokalnej placówce edukacyjnej, zamiast użerać się z lokalnymi ćpunami, złodziejami i śmierdzącymi przetrawionym alkoholem mętami wszelkiego rodzaju. Nie powinna się więc dziwić, że napotkana funkcjonariuszka wolała wybrać opcję przedstawiającą się bezpieczniej.
- Sprawa jest w gruncie raczej raczej błaha. - skomentowała dalsze słowa kobiety już dużo chłodniej i mniej przychylnie. - Nie żebym zamierzała się wtrącać w osąd specjalisty. Sooory! - dodała raczej ironicznie, wyciągając rękę w rozkazującym geście w stronę unikającego kontaktu wzrokowego chłopaka. - Szczyl dobrał się do co najmniej dwóch portfeli nie należących do niego.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ryneczek   

Powrót do góry Go down
 
Ryneczek
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Welcome to the Surface! :: Powierzchnia :: Miasto Ebott - Slumsy-
Skocz do: