IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wejście do Slumsów

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Wejście do Slumsów    Sob Paź 06, 2018 11:56 pm

Jakie "lepiej"?! – powtórzył wyraźnie skonsternowany oraz w pewnym sensie lekko oburzony. Może to faktycznie dobrze, że ruda nie wyjawiała powodu swojego pseudo zachwytu jego zachowaniem, które to rzekomo wreszcie przynajmniej zaczynało przypominać te, które już bardzo dobrze znała. Niewątpliwie miała stuprocentową rację, myśląc, że wszystko by tym kompletnie zepsuła! Jedno jest pewne, nic by z tego dobrego nie wynikło. Zapewne wszystkie jej starania znowu trafiłby szlag przez jego nerwowy i zbytnio wyczulony na tego typu sprawy charakter.
Im dłużej trwało ich spotkanie, tym bardziej zaczynało niepokoić go, do czego to wszystko zmierza. Jedyną osobą, która była w stanie pojąć enigmatyczne plany Undyne, niefortunnie była tylko i wyłącznie ona sama, a szkoda. W końcu każdy przecież wolałby wiedzieć, na czym stoi, szczególnie w jej towarzystwie.
Po prostu mi powiedz, co planujesz, zamiast ciągle jęczeć o tym, że mogłabyś robić co innego! Wyduś to z siebie, do cholery! – skontrował jej wypowiedź poniekąd pretensjonalnym tonem i ciężko było się mu dziwić, zważywszy na działania i słowa wypowiadane przez potworzego dorsza. Pomimo tego, że przestał się już szarpać, w dalszym ciągu niezbyt podobała mu się wizja dalszego prowadzenia tego patologicznego spotkania starych znajomych. Dodatkowo zaczynało mu tu coraz bardziej zajeżdżać, nawet jeśli nie wykonywanym specjalnie, to w dalszym ciągu atencyjnym żaleniem się jego byłej rybiej towarzyszki podziemnych przygód, co raczej nie było do niej podobne.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 122
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Wejście do Slumsów    Nie Paź 07, 2018 7:05 pm

Posłała mu jedynie cwany uśmieszek i tyle musiało mu niestety wystarczyć w ramach odpowiedzi. Pewnych rzeczy lepiej było nie mówić na głos.
- Wyluuuzuj, dzieciaku! Geez, a ponoć to ja zbytnio spinam poślady przy przesłuchaniach... - westchnęła, nie zwalniając jednak ani uścisku ani też kroku. - To dobra okazja, więc pijesz dzisiaj na mój koszt. Nadal masz jakieś "ale"? - rzuciła mu lekko poirytowane jego własnym jojczeniem spojrzenie. O ile łatwiej i przyjemniej by było, gdyby po prostu przestał podejrzewać najgorsze niespodzianki... Jeśli nie liczyć uciemiężenia na treningach i randomowych przejawów przemocy w postaci przyłożenia bez ostrzeżenia za jakiś wyjątkowo głupi komentarz, nie miał z nią tak źle jak mieć by mógł, gdyby rzeczywiście tego chciała! Najwyraźniej przebywanie między ludźmi zrobiło z niego paranoika albo co najmniej okropnego wrażliwca, bo inaczej nie potrafiła sobie tego wytłumaczyć.
- Jeśli boisz się, że ciągnę cię między naszych, to możesz od razu odetchnąć. - dodała już lekko zniecierpliwiona całym zwlekaniem. - Wbrew wszelkiej chęci, nie zaprosiła nikogo więcej. - i czuła się z tego powodu więcej niż winna. Papyrus czy królowa na pewno chcieliby móc jeszcze zamienić słowo z chłopakiem. Alphys zapewne również chętnie wypytałaby go, jak układa mu się z wszczepionym przez nią okiem czy... uhhh, cokolwiek z nim zrobiła.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Wejście do Slumsów    Nie Paź 07, 2018 7:58 pm

Tak po prawdzie, nazwanie Johnny’ego paranoikiem byłoby strzałem w dziesiątkę, chociaż bywały chwile, kiedy zapominał o nieustannym trzymaniu gardy i hardym pilnowaniu własnego zadka. Moment, w którym potworzy dorsz uchylił rąbek tajemnicy, był tego idealnym przykładem. Na samą wzmiankę o piciu na czyiś koszt obie powieki oraz uszy Johnny’ego bardzo widocznie, kilkukrotnie zadrgały niemalże w tym samym momencie. Nie da się ukryć, że miał silną chęć ponownego otworzenia jadaczki w celu zarzucenia jakąś szybką ripostą, lecz słowa byłej mentorki szybko wybiły mu ją z głowy.
Pomimo wątpliwości nim targających przez osobę, która miała zostać sponsorką umożliwiającą mu darmową konsumpcję procentowych trunków, cholernie ciężko było mu odmówić. Niewątpliwie było to przejawem czegoś, co już powoli niestety zaczynało nieubłaganie podchodzić pod początki alkoholizmu. Oczywiście za żadne skarby by się nikomu do tego nie przyznał, a już tym bardziej nie Undyne, lecz jak jest naprawdę, to chyba każdy bez przeszkód widzi. Po prawdzie to i tak już dał jej próbkę swojego pijactwa, kiedy zaciągnął ją do własnego mieszkania.
Co do zapewnień Undyne o tym, że nie planowała wciągać nikogo więcej w ich patologiczne spotkanie, młody Lingard poniekąd się cieszył, lecz pojawiła się także w jego duszy iskra zawodu, którą szybko skutecznie w sobie zdusił, zanim zdążyła bardziej wpłynąć na jego myśli. W teorii było to czymś, na czym mu dosyć bardzo zależało. Ostatnią rzeczą, na którą miał ochotę w tym momencie, to ponowne spotkanie z jakimś starym znajomym, który od razu zapewne rozpoznałby go po jego charakterystycznej żółtej duszy. Musiałby zacząć się tłumaczyć i wykręcać, dlaczego to ot tak zniknął bez słowa.
Okazja...? – powtórzył z bardzo cichą nutką zainteresowania oraz konsternacji w głosie. – W sensie z okazji przebudzenia się kolejnych dzieciaków, czy może aż tak bardzo za mną tęskniłaś, że uznałaś nasze kolejne spotkanie za idealną wymówkę do picia? – przy drugiej części zdania zabrzmiał wyraźnie bardziej sarkastycznie.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 122
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Wejście do Slumsów    Wto Paź 16, 2018 12:00 pm

Tak naprawdę Undyne nie potrafiła jeszcze dokładnie powiedzieć, na ile Johnny'ego może ciągnąć do alkoholu. Nawet pomimo natrafienia na liczną kolekcję butelek w jego domu, nie mogła przecież stwierdzić, w jakim odstępie czasu zostały one opróżnione, dlatego ich liczba mogła być równie dobrze efektem zwyczajnej niedbałości o porządek. Jasne, nie chciała budzić w nim złych nawyków, ale na gwiazdy! Punk był już dorosły, a ona nie przypominała sobie, żeby zapisywała się do roli matki albo niańki! Jej drugim imieniem z pewnością nie było "Toriel", kiedy ostatni raz sprawdzała!
- Nie jesteś zbyt bystry, co? Czy może na serio jeszcze nie załapałeś albo z jakiegoś powodu uznałeś, że muszę mieć pociąg do chlania tylko dlatego, że tak mają w zwyczaju wasi przedstawiciele prawa? - wydała z siebie pomruk dezaprobaty.
Jasne, każdy lubił czasami dać sobie w palnik. Nawet ci najbardziej pracowici i poważni mieli chwile słabości, które lubili topić w barach. Czasami wymagane było to także dla odstresowania lub zwyczajnej chęci spędzenia mile i relaksująco wieczoru. Nie tępiła zatem ludzi ani też swoich własnych towarzyszy za chęć wyskoczenia od czasu do czasu na coś mocniejszego, dopóki odbywało się to w granicach rozsądku. Sama rzadko pozwalała sobie jednak na podobne ekscesy. Gdy już to robiła, musiała mieć do tego dobry powód, a i wtedy zazwyczaj uważała na ile dokładnie może sobie pozwolić. Po zbyt dużej ilości procentów stawała się zbyt... nieobliczalna. Dużo bardziej niż na co dzień!
- Ktoś twojego pokroju pewnie nawet nie ma znajomych, żeby móc z nimi cokolwiek świętować. - bardziej stwierdziła, niż próbowała mu w ten sposób dogryźć. - Dla nas to prawdę mówiąc nic specjalnego, ale wasze życia są diabelnie krótkie, więc chyba mogę zrozumieć dlaczego je celebrujecie.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Wejście do Slumsów    Wto Paź 16, 2018 1:38 pm

W momencie, gdy potworzy dorsz wyraźnie spiął poślady przez prowokującą oraz na swój okropny sposób docelowo żartobliwą sugestię dotyczącą picia, Johnny wydał z siebie cichy pomruk zdziwienia.
Gdzie się podziała twoja pogoda ducha i odporność na tego typu pierdolenie, huh, Un? – wyraźnie zdziwił się jej poruszeniem, nieudolnie starając się to zamaskować wymuszając sarkastycznie brzmienie swojej wypowiedzi. – Powierzchnia aż tak bardzo Ci nie służy?
Coś w stwierdzeniu Undyne, które dotyczyło jego rzekomego braku znajomych do świętowania, wydało mu się zabawnego, a także poniekąd o dziwo dziecinnego! Poczuł się przez nie tak, jakby ZNOWU rozmawiał z pewną, niedawno poznaną gówniarą, która usilnie starała się go sprowokować i obrażać za pomocą kompletnych, wręcz dziecinnych pierdół podobnych do ów wypowiedzi byłej Pani Kapitan Królewskiej Straży. Minus był taki, że przeciwieństwie do tamtego kurwia, rudzielec prawie mu dorównywał wzrostem i był od niego cholera wie ile starszy.
Wzmianka o długości życia ludzi, albo raczej jej braku, wywołała u niego mieszane uczucia. Ciężko było oczekiwać od osobnika rasy mogącej żyć tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy lat, że będzie pojmowała to, jak w praktyce krótkie i kruche może się niekiedy wydawać życie jakiemukolwiek człowiekowi. W końcu ciężko porównywać czas jaki mogą przeżyć ludzie z tym potworzym, oczywiście bardzo optymistycznie zakładając, że takiemu rdzennemu mieszkańcowi powierzchni uda się przebrnąć przez wszystko bez żadnych uszczerbków na zdrowiu lub życiu. Wiadomo, tu jakiś wypadek, tu jakaś nieuleczalna, zabójcza choroba, tu jakiś napad, bo w końcu czemu nie i w efekcie pozostaje jeszcze mniej lat niż faktycznie powinno. Niemniej jednak nie to najbardziej go w tym obruszyło. Myśli młodego Lingarda niebezpiecznie spełzły na rzeczy, które starał się nieustannie utrzymać z dala od tych towarzyszących mu na co dzień. Było w tych słowach coś, co go niemiłosiernie drażniło. Bynajmniej nie był to sam ich sens, lecz osoba, która je wypowiadała. Osoba, która nieświadomie przeżyła swoje życie prawdopodobnie niezliczoną ilość razy, kiedy on sam nawet nie wiedział, czy uda mu się w pełni przeżyć następny dzień bez nagłego przepadnięcia w nicość i ostatecznego zniknięcia z pamięci każdej znanej mu osoby bez najmniejszej możliwości powrotu. To jest dopiero niesprawiedliwość, huh...?
Widzisz... – wreszcie odrzekł po krótszej chwili solidnej zmowy milczenia z wyraźnym przekąsem. – Nie każdy może sobie pozwolić na setki lat robienia tego, co tylko mu się żywnie podoba. – lekko przymrużył oczy, cicho dodając oraz mierząc Undyne wzrokiem. Finalnie wydał z siebie ciche westchnięcie oraz zaprzestał dalszej szarpaniny. Właśnie czegoś takiego starał się uniknąć.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 122
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Wejście do Slumsów    Sob Paź 20, 2018 10:08 pm

"Odporność", co? Dobre pytanie. Opuściła gardę? Zdaje się, że tak. Jak żałośnie. Dać się sprowokować czymś tak banalnym. Nie żeby sprowokowanie jej wymagało zazwyczaj nie wiadomo jakich wysiłków, o ile rzecz jasna akurat nie pracowała, ale w tym wypadku było to w pewien sposób wręcz śmieszne. Czyżby powierzchnia rzeczywiście jej nie służyła? Prawdę powiedziawszy nie chciała się nad tym teraz zbytnio rozwodzić. Świat powierzchni z pewnością niósł ze sobą dla potworów wiele niedogodności, ale hej! Wcale nie było tak źle, jak być mogło! A niedogodności powinny być tylko tymczasowe. Dokładnie! Wszakże gdy po raz pierwszy strącono ich do podziemi, nie mieli ani miast, ani energii mogącej je zasilać, ani nawet zapasów żywności! Wszystko trzeba było zaczynać od zera. Na co więc narzekała, doprawdy? Na sugestie, jakoby w ślad ludzkich policjantów nabawiła się problemów alkoholowych?! Co za nonsens!  
Reflektując swój błąd interpretacji, odruchem podrapała się po potylicy.  
- Drobne przepracowanie! - żachnęła się w odpowiedzi. - Poza tym... Kiedy to niby pozwoliłam ci zwracać się do siebie per "Un", cwaniaczku? - nie było w tym bynajmniej nic złego, ale pozwoliło przynajmniej ominąć ewentualne przytyki, uciekając od niewygodnego tematu. Hm. "Un", huh? Czy ktokolwiek kiedykolwiek mówił do niej w taki sposób? Nie licząc Sansa, który chyba ze zwyczajnie czystego lenistwa skracał wszystkich i wszystko rzecz jasna, prawdopodobnie nie. Ani Alphys, ani Asgore, ani nawet Papyrus nigdy tego nie robili.
Ciągnąc chłopaka dalej uliczką, nawet ze swoim słabym zmysłem powonienia była w stanie wyczuć znajomy, nasilający się zapach dzielnicy portowej, choć bardziej powinno się tu mówić o całej mieszaninie najróżniejszych zapachów. Nie była to najczystsza i najbardziej zadbana z lokacji, to prawda. Miała jednak w sobie pewien subtelny urok i nawet przyśpiewki siedzących na jakichś drewnianych skrzynkach pijaczków wpasowywały się w okólny klimat tego miejsca. Undyne lubiła tu przychodzić nawet wtedy, kiedy nie miała w zamyśle zahaczać o żaden bar. Przede wszystkim wszystkie lokale prowadzone były tutaj przez emigrantów, którzy w ogólnym rozrachunku byli potworom dużo bardziej życzliwi niż rodowici mieszkańcy Ebott.
Gdy już myślała, że Johnny postanowił ją ignorować, usłyszała jego zaskakująco cichą odpowiedź. Nie była pewna, ale wydawało jej się, że wie do czego może pić. W każdym razie takie miała wrażenie.
- Czyżbym słyszała zazdrość? - posłała mu złośliwy uśmieszek, zanim przystanęła i pociągając go mocno do przodu. Puszczając wreszcie przedramię chłopaka, pozwoliła mu stanąć przed jej ulubionym barem. - Bądź wdzięczny i dumny z tego co masz, punku! Może i żyjemy setki i tysiące lat, ale dokąd niby zaszliśmy przez cały ten czas? Sądzisz, że podziemia wyglądałyby jak wyglądały, gdybyśmy nie mieli dostępu do tego, co w swoim pośpiechu tworzyliście tutaj, na górze? - tym razem popchnęła go w stronę starych, drewnianych drzwi, przyciskając jedną rękę do pleców, między łopatkami. - Ci, którzy żyją długo, mają złą tendencje do niedoceniania życia. Właź więc do środka, zanim się tutaj zestarzejesz! Ruchy!

zt x2

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wejście do Slumsów    

Powrót do góry Go down
 
Wejście do Slumsów
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Wejście główne
» Drzwi wejściowe

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Welcome to the Surface! :: Powierzchnia :: Miasto Ebott - Slumsy-
Skocz do: