IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Mieszkanie Undyne

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
Undyne

Liczba postów : 176
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptyPią Mar 08, 2019 8:08 pm

Już na wstępie doszło do przełomu, dzięki któremu Undyne ledwie powstrzymała się przed PRZEŁAMANIEM dystansu między nimi, a potem być może i przełamaniem czegoś i w ciele Johnny'ego. Dawniej byłaby to naturalna reakcja w niemalże każdej sytuacji, dzięki czemu Lingard nie doszedłby obecnie nawet do połowy tego, co zamierzał z siebie wypluć. Ponieważ jednak od jakiegoś czasu czekała na konkretne wyjaśnienia, a ataki słowne ze strony ludzi jako takich stały się rutyną porządku dziennego, zacisnęła mocniej ostre zęby i z wysoko uniesionymi brwiami wysłuchiwała sypiącego się stosu pretensji przemieszanych z żalami oraz strzępkami tego, co zapewne można było nazwać wzmiankami dotyczącymi życia prowadzonego do tej pory przez Lingarda. Jego spostrzeżeniami oraz poglądem na świat, który z sekundy na sekundę i minuty na minutę stawał w coraz gorszym i coraz bardziej ponurym świetle. Niby spodziewała się, że cokolwiek się wydarzyło, musiało na niego naprawdę ostro wpłynąć, ale żeby do takiego stopnia...?
Frustracja kopnęła wreszcie ostro w Undyn'ową piszczel. Mentalną piszczel, rzecz jasna. Czemu akurat w nią? Hm. Chyba dlatego, że uderzenie w piszczel zostawia po sobie wspomnienie bólu na znacznie dłuższą chwilę. Prawie tak długą, jak uderzenie w mały palec u stopy.
Johnny dramatyzował. Cholernie dramatyzował. I nawet bez ujawniania szczegółów, rybia pani kapitan nie potrafiła odgonić od siebie uczucia głębokiej irytacji na myśl, że ktoś, kto nie przymiera głodem, nie chodzi w obdartych łachach i kto zdecydowanie nie wygląda jak ofiara codziennej przemocy, narzeka na świat zupełnie jakby spotkały ją wszelkie nieszczęścia tego świata, a co więcej (!), zdaje się sądzić, że tylko ona ma do tego prawo!
Knykcie z intensywnie niebieskich stały się ledwie błękitnawe, kiedy w przypływie emocji zacisnęła pięści.
Nie planowała się z nim sprzeczać. Na pewno nie w kwestii swoich poglądów ani tego, dlaczego je głośno wygłasza w podobnych momentach. Asgore zawsze jej powtarzał, że jeśli ma tyle energii, wiary i samozaparcia, to powinna wykorzystywać je do zagrzewania innych. Że jej obowiązkiem jest podtrzymywanie morali, woli walki oraz zapewnianie wsparcia podwładnym i towarzyszom w miarę wszelkiej możliwości. Potrafiła to robić. Wiedziała jak. No, przynajmniej na potworze standardy. I nigdy nie czuła, że powinna się tego wstydzić ani obawiać. Nie miała się z czego tłumaczyć. A jeśli istotnie zapędzi ją to do grobu? Ha! Przynajmniej obróci się ze świadomością, że nie będzie czego żałować! Czy to nie świetne? W jej mniemaniu na pewno!
Johnny jak zawsze mówił głośno i z żarem w swoim głosie, nawet jeśli żar ten nie przypominał tego samego, z którym niegdyś była zaznajomiona. Gwoli ścisłości, chętnie by go w tym wypadku ugasiła. Ogień był dobry, gdy miał ogrzać. Zły, gdy miał poparzyć. Kto by pomyślał, że sparzy nie tylko wnętrze Lingarda, ale także ją samą?
Zęby zgrzytnęły słyszalnie, a już w następnej chwili Undyne zdołała dorwać krążącego po pomieszczeniu chłystka i ostrym, nieszczególnie delikatnym pchnięciem posłać go na najbliższą ścianę. Nie pozwoliła mu jednak upaść, nawet jeśli miałby na to ochotę. Szeroko otwartą dłonią docisnęła go na wysokości mostka.
- Hoo...? Mówisz więc, że w przeciwieństwie do mnie wiesz, jak wygląda piekło? - zapytała, a jej ton stopniowo z każdym kolejnym słowem stawał się coraz bardziej beznamiętny, coraz bardziej lodowaty. Ogień, który rozsiewała wokół siebie w złości był kompletnym przeciwieństwem tego, co emanowało z niej obecnie. - Widziałeś je na własne oczy? Poczułeś? Dotknąłeś?
Czy to naprawdę aż takie trudne, aby doceniać to co się ma? Dlaczego ludzie aż tak kochali się dołować? Dlaczego budowali dookoła siebie mury z nieszczęścia i rozpaczy? Nie potrafiła tego pojąć, nieważne jak wiele razy to oglądała.
- Powiem ci coś o piekle. Piekło lubi zaczynać się od gwałtu na dziecku, nieważne czy czyimś, czy może własnym. Na czynie, który w zależności od sytuacji, od razu bądź stopniowo odbiera całą godność, poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości. Bywa bólem i przerażeniem, który gwarantuje ci proces odcinania kawałków ciała jeden po drugim, jeden po drugim, dopóki nie zostanie z ciebie nic więcej poza strzępkiem tego kim lub czym byłeś. Od niewinnych ciosów padających na twarz ciężarnej, które później zamieniają się w ciosy odbierające przytomność, łamiące żebra i doprowadzające do śmierci tego, co nigdy nie zdążyło nawet ujrzeć tego złego świata. Jeszcze innymi czasy bywa po prostu martwym niemowlakiem znalezionym w śmierciach. Zaduszonym i znalezionym przez staruszka, który nie przetrzymał szoku. Wasi przedstawiciele prawa lubili mi wmawiać, że to zaledwie przedsionek "Piekła" o którym tak zgrabnie się wypowiadasz. PRZEDSIONKIEM! Czymś, co jest ledwie wstępem do prawdziwych okropności, które podobno będę mogła zobaczyć z biegiem lat. - złapała głębszy wdech, czując, że musiała nabrać niemalże granatowego koloru na policzkach od ilości słów, jakie wyrzuciła z siebie do tej pory. - Mogę nie znać twojego, osobistego piekła, ale nie próbuj mi wmawiać, że nie mam pojęcia jak spierdolić potrafi się komuś życie lub jak jedna osoba potrafi czasami spierdolić je drugiej. Odkąd tylko przyjęłam tą fuchę, tym co dostaję w głównej mierze, to przykłady największego syfu, jaki jeden człowiek sprawia drugiemu. Na moje szczęście, po potworach na koniec nie zostaje dostatecznie wiele, żeby móc stwierdzić do jakiego bestialstwa się wobec nich posunięto. Gdy natrafiam na pył, pozostaje po prostu niewzruszonym pyłem, nie mogącym opowiedzieć swojej historii. - przymrużyła żółte ślipie, a w jej głosie stopniowo na nowo rozpalał się żar. - Jeśli tak bardzo zbrzydło ci życie, oddaj je komuś, kto je uszanuje. Jak myślisz, jak wielu się znajdzie, którzy z pocałowaniem ręki przyjmą twoje piekło w zamian za swoje? Tylko po to, żeby móc godnie przeżyć JEDEN DZIEŃ?! CZEMU NADAL ŻYJESZ, JEŚLI W SWOICH WŁASNYCH OCZACH JESTEŚ JUŻ OD DAWNA TRUPEM NIE POTRAFIĄCYM SPROSTAĆ ZNISZCZONEJ RUTYNIE, EH?!  - nacisk na klatkę piersiową nagle zaczął przypominać nacisk imadła. - Czego aż tak się boisz...? Jeśli nie jest ci z czymś łatwo, ZACZNIJ WRESZCIE O TYM MÓWIĆ WPROST! Jeśli sam sobie nie radzisz, zrzuć tego trochę na kogoś innego! Jak długo masz jeszcze zamiar szarpać się sam ze sobą, Lingard?! Jaki masz z tym problem?! Z pieprzonym zaufaniem?! Czy może twoje ego jest naprawdę aż tak ogromne, że nie potrafisz już poprosić o pomoc osób, które pewnie wskoczyłyby za tobą w ogień tylko dlatego, że tego ci potrzeba?! To że tu jesteś nie jest żadnym, gównianym cudem! Jesteś tu, bo tego chcesz, nawet jeśli próbujesz kurewsko głupio zaprzeczać!

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
Johnny

Liczba postów : 393
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptyPią Mar 08, 2019 10:56 pm

Oh... No tak. Prawie że w swojej bezmyślności i rzekomej ignorancji zapomniałem o tym, że nie ważne, jakie słowa się skieruje w twoją stronę, ty znajdziesz odpowiedź, czyż nie? Zawsze znajdziesz chęci na to, aby udowodnić swoją rację. Nie potrafisz inaczej, prawda? – westchnął, zdając się kompletnie niewzruszony dokonanym chwilę wcześniej w czystej złości i frustracji czynem Undyne, jakim było nagłe i niezbyt delikatne, a nawet i wręcz przeciwnie, przyparcie go do ściany. – Nie mam bladego pojęcia, jakim cudem do tej pory z tobą wytrzymywałem i byłem w tobie tak kurewsko zapatrzony.
Pomimo posiadania wręcz niebiańskiej chęci wsadzenia rybie tej całej gadki o ”przedsionku piekła”, czy chuj wie jeszcze czym, przymusił się do przemilczenia jej całej wypowiedzi, od której z chwili na chwilę, coraz bardziej się w nim gotowała jego własna krew. Gdyby miał, chociażby jeszcze krztę chęci na jakąkolwiek fizyczną walkę, z radością ponownie pozbawiłby rudzielca kolejnego zęba, tym razem idąc o krok, lub nawet parę, dalej, troskliwie kreując z jej imponującego uzębienia coś na kształt typowo menelskiego, dziurawego wyszczerzu.
Niemniej jednak nie potrafił już więcej dusić tego w sobie, a już, szczególnie gdy jego była trenerka aż tak bardzo się o to prosiła, prezentując mu swoją diabelnie mocno kłującą go ignorancję i cynizm. Jej żarliwa chęć kontynuowania tejże rozmowy była niczym więcej, niż zapalnikiem, który miał zapoczątkować implozję prawdziwego ognia, którego za żadne skarby nie mogła się póki co spodziewać.
NAPRAWDĘ CHCESZ POZNAĆ HISTORIĘ SZESNASTOLETNIEGO KURWA, KTÓRY W SWOJEJ GŁUPOCIE PRZEKROCZYŁ PRAWDZIWE BRAMY PIEKIEŁ, KTÓRE TO TAK JAŚNIE ZAPRAWIONA W BOJU I ŻYCIU, PANI POLICJANT-WETERAN ZNA, I TRAFIŁ DO WASZEGO JEBANEGO WARIATKOWA W PODZIEMIACH PIERDOLONEJ GÓRY, U KTÓREJ STÓP SIĘ WYCHOWAŁ, SĄDZĄC, ŻE ZNA JEJ OKOLICE JAK WŁASNĄ KIESZEŃ?! CHCESZ WIEDZIEĆ, JAK TO JEST NIEUSTANNIE PRZEĆ NAPRZÓD MIMO WSZELKICH TRUDNOŚCI, SAMOTNOŚCI I BEZNADZIEI, ŻEBY OSTATECZNIE ZDERZYĆ SIĘ Z BRUTALNĄ RZECZYWISTOŚCIĄ I ŚWIADOMOŚCIĄ, ŻE WSZYSTKIE DOKONANE PRZEZ SIEBIE CZYNY BYŁY KONIEC KOŃCÓW DAREMNE?! – złapał swoją ręką za nadgarstek potworzycy, głęboko i boleśnie wbijając w niego swoje paznokcie, czując, jak coś próbuje wyrwać się z jego piersi, którą to tak przyciskał rudzielec. – KIEDYKOLWIEK POCZUŁAŚ, JAK NIEODWRACALNIE UCHODZI Z CIEBIE ŻYCIE?! JAK TO JEST ZOSTAĆ PRZEBITYM NA WYLOT OGROMNYM, CZERWONYM TRÓJZĘBEM PRZEZ TAK WIELCE ŚLEPO WIELBIONEGO NA ZABÓJ PRZEZ WSZYSTKICH, W TYM CIEBIE, KRÓLA, WIDZĄC W JEGO OCZACH ŚMIESZNIE ŻENUJĄCE POŻAŁOWANIE I ŻAL?! JAK TO JEST PRZEZ POZORNIE NIEWIELE ZNACZĄCEGO SIEDMIOLETNIEGO SZCZYLA KOMPLETNIE STRACIĆ POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI, ŚWIATOPOGLĄD I JAKIEKOLWIEK CHĘCI DO KONTYNUOWANIA SWOJEGO ŻYCIA, KTÓRE I TAK JUŻ RAZ SIĘ WCZEŚNIEJ ZAKOŃCZYŁO, BO Z DUPY OKAZUJE SIĘ, ŻE WŁADA JAKĄŚTAM SPIERDOLONĄ MOCĄ?! – z każdym wypowiedzianym, albo raczej wykrzyczanym, przez siebie słowem, zdawało mu się, że coś w nim coraz bardziej pęka, roznosząc po jego całym ciele niemiłosiernie nieprzyjemny odgłos agresywnie tłuczonego szkła. – I TO WSZYSTKO TYLKO I WYŁĄCZNIE PO TO, ABY W SWOIM OSTATNIM ZRYWIE, DESPERACKO PRÓBOWAĆ PO CHUJ WIE JAK DŁUGIM UŻERANIU SIĘ W ZAPAKOWANĄ W ZBROJĘ RYBĄ, POSZUKIWANIU SPOSOBU NA ODZYSKANIE WOLNOŚCI I SPĘDZENIU KOLEJNYCH LAT PRZYKUTYM DO ZASRANEGO ŁÓŻKA, WRÓCIĆ DO SWOJEGO DOMU I RODZINY, ABY SIĘ DOWIEDZIEĆ, ŻE WSZYSCY OD DAWNA GRYZĄ PIACH?! ABY ZROZUMIEĆ, ŻE NIE MA JUŻ NIKOGO BLISKIEGO NA TYM SKURWIAŁYM, NIC NIE WARTYM ŚWIECIE?! – chwycił przód bluzy Undyne, przyciągając ją do siebie. – WYCHODZI NA TO, ŻE SIĘ PRZYNAJMNIEJ W CZYMŚ ZGADZAMY! NIE MAM NA TYLE JAJ, ABY CHOCIAŻBY POMYŚLEĆ O TYM, ABY WYMIENIĆ SIĘ Z KIMŚ SWOIM ŻYCIEM! OSTATNIĄ RZECZĄ, JAKĄ BYM ZROBIŁ DO SAMEGO KOŃCA TYCH ZASRANYCH LAT, TO PRZEKAZANIE SIEDZĄCEGO NA MOIM ŁBIE ŚCIERWA! – dosłownie ryknął, puszczając element garderoby należący do potworzycy. Na jego twarzy nieustannie widniał grymas wymieszanego przerażenia z gniewem.
Był jedną z wielu wersji samego siebie. Niczym więcej i niczym mniej. Nie miał pojęcia, czy był tą najlepszą, czy najgorszą. Na szczęście mało go to obchodziło, gdyż zawsze to było jedno egzystencjalne pytanie mniej, których już nie był od dłuższego czasu pomieścić w swojej głowie, niemających najmniejszej szansy na otrzymanie swojej odpowiedzi. Cholera, nie mógł mieć już nawet pewności, czy aby na pewno kiedyś już nie odbył z dorszem takiej rozmowy. Oczywiście zakładając, że nie był pierwszą tego typu edycją duszy sprawiedliwości.
Myślisz, że kiedykolwiek o to prosiłem...? To dla mnie zbyt wiele. – stwierdził, diabelnie wyraźnie wypompowany i zajechany. – Skończysz się wreszcie bawić w psychologa lubującego się w terapiach szokowych i mnie puścisz? – bąknął rezygnacyjnie, gdyż napór, jaki wywierała na jego klatce, zaczynał mu doskwierać bardziej, niż by tego mógł kiedykolwiek chcieć. – Przypominam ci, że to ty mnie tutaj ściągnęłaś, więc chociaż daruj sobie wmawianie mi, że podświadomie przylazłem do ciebie jak zbity pies z podkulonym ogonem. – syknął.
Nie zdołał się nawet zorientować, że w jego jedynym zdrowym oku zabłysło na czas całej jego dotychczasowej wypowiedzi, dawno utracone, żółte światło, ostatecznie ponownie się mieszając i rozpływając w naturalnym kolorze tęczówki, należącej do jego patrzały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
Undyne

Liczba postów : 176
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptySob Mar 16, 2019 7:32 pm

Czy to aż takie dziwne, że sama czuła się porządnie sfrustrowana wyborem dzieciaka? Samolubnymi decyzjami, jakie podjął? Oczywiście, to było jego życie i miał prawo robić z nim co tylko chciał, ale czy nie miała prawa złościć się, gdy widziała jak sam siebie rujnuje? Szukać innych rozwiązań, skoro on sam nie potrafił bądź nie chciał? Niech nazywa ją bezmyślną, arogancką czy nawet zapatrzoną samą w siebie, to nie miało tutaj większego znaczenia. Bo była istotnie cholernie arogancką potworzycą, która nie potrafiła się zgodzić na coś przeczącego jej naturze. A pozwolenie, aby Lingard koczował w klatce, którą sam sobie postawił, przeczyłoby jej w tym momencie najbardziej! Najgorzej dla niego, ponieważ była naprawdę uparta, kiedy chciała wcisnąć w kogoś odrobię rozsądku, którym co dzień niemal wcale się nie kierowała. No... W każdym razie nie pod wpływem emocji, ma się rozumieć.
Gdy sądziła, że największe pandemonium mają już za sobą, Johnny zaskoczył ją ponownie. Tym razem jego krzyki były głośniejsze, słowa brutalniejsze, a emocje jakie z nich zionęły niemalże odczuwalnie piekły jej skórę. Do tego stopnia, że zajęło jej dobrych parę sekund, zanim ból w nadgarstku dał o sobie w ogóle znać. Nie puściła jednak, a jej chwyt również nie wydawał się zelżeć. Prawdę powiedziawszy ledwie była w stanie skojarzyć, że nadal go dość brutalnie przyciskała do ściany. Nie miała do tego jakoś głowy. Słowa wypływające falami z ust stojącego przed nią, młodego mężczyzny, były jedynym czemu mogła poświęcić uwagę.
Nie miała pojęcia czy powinna coś odkrzyczęć, śmiać się czy może płakać-... Ah, to ostanie chyba nie było w ogóle wykonalne w jej przypadku. Napływ nowych informacji był w każdym razie nie tylko potężny, ale i ciężki w swoim znaczeniu. Nieprawdopodobny. Porażający. Wiele z tego nie miało dla niej sensu lub też miało tylko częściowy. Wielu rzeczy nie potrafiła umiejscowić i mogła sobie je tylko dopasować po swojemu, tworząc pewien, wciąż niepełny, ale na pewno wyraźniejszy obrazek. Johnny insynuował jej rzeczy, które nie powinny móc mieścić się w głowie. Cholera, on był ich PEWIEN i gdyby go nie znała, podejrzewałaby, że wreszcie mu odbiło. Jedne jednak rzeczy insynuował, a drugie-... Cóż. Były faktami, w które nie miała potrzeby nie dowierzać - choćby wiadomość o śmierci jego rodziców i tym, jak to przeżył.
Jej zdrowe oko tylko otworzyło się szerzej, gdy została przyciągnięta. Reszta ciał nie próbowała z jakiegoś powodu oponować przeciwko takiemu traktowaniu. Zero sprzeciwu, zero warczenia.
Szlag. Naprawdę nie była w tym chyba zbyt dobra, co? Jej metody niemal zawsze były brutalne, nieważne czego się tykała. Jedynie w jej muzyce nie dało się wyczuć cienia agresji, ale jak niby wyleczyć swoje bądź czyjeś problemy muzyką? Gdyby to było wykonalne, chętnie uleczyłaby nią to całe, zepsute miasto. I być może pewien diabelnie niespokojny i pochłonięty chaosem umysł, który o dziwo nie był jej własnym.
- ...
Tak też po raz pierwszy w życiu nie wiedziała na koniec co powiedzieć. To niemalże patetyczne, ale naprawdę nie miała pojęcia jak to wszystko skomentować. Być może nie powinna. Nie, nie. Było coś nie tak w pomyśle pozostawienia tego wszystkiego bez odpowiedzi! Tylko niby jakiej mogłaby udzielić?
Dochodząc powoli do siebie
Na jej ustach nie dało się dłużej dostrzec ani uśmiechu, ani żadnego konkretnego grymasu. Wybita z rytmu, mogła co najwyżej puścić Johnny'ego, odsuwając się pół kroku. Po drodze udało jej się nadepnąć na fragment czegoś ostrego, co wyczuwalnie wbiło się w skórę w towarzystwie znajomego pieczenia. Hałas, który wcześniej ledwie do niej dotarł, musiał zostać spowodowany przez rozbijający się kubek. Nie potrafiła się niemniej zmusić do tego, żeby choćby spojrzeć pod swoje nogi czy gdziekolwiek indziej.
Nie było nic mądrego, co dało się powiedzieć, doprawdy.
- Przepraszam.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
Johnny

Liczba postów : 393
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptySob Mar 16, 2019 10:49 pm

Przepraszasz...? – powiedział to co najmniej tak, jakby właśnie obraziła go we wręcz najgorszy i najbardziej możliwie przykry dla niego sposób. Na jego twarzy zawidniał wyraźny zawód, zaskoczenie, a nawet i ledwie widoczny zarys pogardy. – Nie oczekuję tego od ciebie, ani nawet nie obchodzi mnie to, czy zrozumiałaś chociaż połowę z tego, co powiedziałem. – ni to prychnął, czy syknął w złości, odchodząc na bok zaraz po tym, jak zdał sobie sprawę z tego, że nie jest już więcej przetrzymywany przez humanoidalną rybę. – Nie chcę żadnych pustych przeprosin, wymuszonego współczucia, czy nawet i pieprzonej litości. – stanął do niej plecami, zakładając ramiona na swoje biodra, lekko się przy tym garbiąc.
Doprawdy czuł się tak, jakby dosłownie przed chwilą się rozsypał, a zaraz po tym ktoś go nieudolnie z powrotem złożył. W teorii powinien był doświadczyć przynajmniej tej jednej, diabelnie wypaczonej cząstki satysfakcji wydobywającej się z tego, że wreszcie dało mu się przynajmniej na chwilę przymknąć Undyne, a nawet o dziwo zmusić ją do refleksji, co było tak właściwie niemałym osiągnięciem. Niefortunnie zamiast tego, nie był w stanie wyczuć na obecną chwilę w sobie niczego innego, jak pożerającej jego wnętrzności pustki. Potworzyca od cholera wie jak dawna go pouczała, że zawsze powinien się komuś zwierzać z tego, co leżało mu na wątrobie. Nawet i wykrzyczeć, jeśli zaszłaby takowa potrzeba. Zrobić cokolwiek z wypełniającą go złością i kipiącym sfrustrowaniem. Jak widać, ów jedyne, czego dokonał tego wieczoru dla samego siebie, to przypomnienie sobie o swojej własnej podłej sytuacji bez żadnego widniejącego na horyzoncie wyjścia.
Wydawało mi się, że tak wiernie pomagając twojej rasie, robiłem coś dobrego i słusznego. Może i takie to właśnie było, może i nie. Już nie mnie to oceniać. – odezwał się po chwili ciszy, wreszcie odrywając rękę od swojego biodra, aby podrapać się w tył głowy. – Teraz wiem, że jeśli obrałbym inną ścieżkę, prawdopodobnie by mnie już tutaj dawno nie było. Wychodzi na to, że chciałem zupełnie ślepo spełnić swoje własne oczekiwania względem siebie. Żyć ze sobą w zgodzie. Mieć jakiś punkt oparcia, który utwierdzałby mnie w tym, że wszystko, z czym się do tej pory mierzyłem, miało jakieś znaczenie... Działało to przez jakiś czas, nie zaprzeczę. – wzruszył beznamiętnie ramionami, a jego słowa wydawały się być strasznie puste. – Ostatecznie były to tylko samolubne dobre chęci dawno martwego dzieciaka. Walczenie dla kogoś, zamiast dla samego siebie, jest niczym więcej, niźli hipokryzją. Szkoda, że dopiero ostatnio to pojąłem. – skwitował swoją poprzednią wypowiedź. – Może chociaż wtedy moja młodsza i naiwna wersja byłaby bardziej przygotowana na kolejne kopniaki serwowane przez swój los, które miały nastąpić w bliskiej przyszłości. – odrzekł, brzmiąc przy tym, jakby otwarcie bawił go jego niegdysiejszy debilizm, ślepa wiara w istnienie sprawiedliwości na tym brudnym świecie, gamoniowata upartość i łatwowierność w obietnicę lepszego jutra. Oczywiście w ten mniej przyjemny i sympatyczny sposób. O wiele mniej. Oj tak. – Zmarnowałem tonę czasu na uganianie się za swoją dziurawą nadzieją, marzeniami i ideałami, które tak naprawdę nie należały nawet do mnie. Na szczęście, już dawno przestałem nawet myśleć o tym, co od samego początku było poza moim zasięgiem. – stwierdził z pewnym gorzkim i dosyć ponurym wydźwiękiem. – To wszystko, co chciałem powiedzieć. Otrzymałaś swoją odpowiedź. Możesz być z siebie dumna. Właśnie tyle to wszystko jest warte. Nie oczekuję już od dłuższego czasu żadnego ratunku, czy wybawienia. – w tym momencie odwrócił się wręcz zaskakująco spokojnie w stronę rudzielca. Ciężko było jakkolwiek opisać emocje wymalowane na jego gębie. Bez poważniejszego podejścia, nie dałoby się ich nawet zliczyć. Niemniej jednak otwarcie można było przyznać, że spośród nich wszystkich, wyraźnie dominował smutek, wycieńczenie i zgorzkniałość. – Jestem już po prostu tym wszystkim zmęczony.

_________________
Mieszkanie Undyne - Page 2 Podpis10

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
Undyne

Liczba postów : 176
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptyNie Maj 12, 2019 8:32 pm

Krótkie "tch" wymsknęło jej się spomiędzy ust wraz z lekką zmarszczką, absolutnie naturalnie pojawiającą się dla towarzystwa. Jak to tam szło? Że niby nie miała nic mądrego do powiedzenia? Cóż. Być może od początku nie chodziło o to, żeby mówić mądrze. Johnny na pewno się z tym nie pilnował, więc dlaczego sama miała tak robić? To było do niej niepodobne. I owszem, może sytuacja nie przedstawiała się najlepiej, może powinna podejść do tego delikatnie... Ale stety lub niestety, nie taką osobą była.
W przypływie frustracji, podniosła rękę do głowy i zamaszyście roztrzepała sobie włosy. Cholera jedna wie w czym niby miało jej to pomóc. Tak czy inaczej, kliknięcie językiem powtórzyło się w chwilę później.  
- Tch. Serio aż tak by cię zabolało, gdybyś chociaż raz przyjął do wiadomości, że nawet ja potrafię powiedzieć coś takiego szczerze? - wyrzuciła mu z pretensją, ale zaraz zluzowała przysłowiowe majty. Nawet ją czasami zastanawiało, dlaczego od powrotu potworów na Powierzchnię nic nie szło tak jak powinno. Zupełnie jakby zrobili coś wbrew woli samego losu, który teraz próbował im uzmysłowić, że od początku popełniali błąd. Nie znosiła o tym myśleć. Nie znosiła postrzegać rzeczy z perspektywy krzywego zwierciadła. Wolała wierzyć, że choć teraz dostawali po dupie, jeszcze wyjdą z tego obronną ręką.
To prawda, że nie zrozumiała wszystkiego co jej wykrzyczał w twarz Lingard i coś czuła, że pewnych rzeczy nawet nie powinna rozumieć. Co nie znaczyło, że ogólny zarys do niej nie dotarł. I z tego ogólnego zarysu dotarło do niej w główniej mierze tyle, że Johnny Lingard był cholernie nieszczęśliwym, młodym człowiekiem, którego rzeczywistość przygniatała z każdej możliwej strony. Słuchała więc dalej, dopóki zmarnowany towarzysz nie uznał, że w tym miejscu kończą się jego wyznania i pozwoliła, żeby przez kilka dalszych sekund przebrzmiewała jedynie cisza.
- Możesz nazywać mnie upierdliwą, ale powiedz, naprawdę sądzisz, że to wszystko nie miało żadnego sensu? Nie do końca łapię co miałeś na myśli, kiedy wspominałeś o nienależących do ciebie marzeniach i tym podobne, ale nawet jeśli sam uważasz je teraz za nic nie warte, podobnie jak własne życie, dla innych mogły i wciąż mogą mieć one więcej znaczenia niż jesteś sobie w stanie wyobrazić. - spojrzała w stronę okna. Na zewnątrz od dawna było już ciemno, ale wciąż dało się dostrzec liczne, jasne punty świateł palących się w cudzych domach.
- Zmęczenie... Nie jest niczym złym. Przyzna się do tego - nie jest niczym złym. - ponownie wróciła zdrowym okiem do Johnny'ego. Nie było nic zabawnego w oglądaniu go w takim stanie. Nie miała serca nawet do tego, żeby się w nim jakoś specjalnie teraz drażnić, jak to zazwyczaj uwielbiała robić. - Mam jeszcze jedno pytanie. Ostatnie, wybitnie upierdliwe pytanie, skoro już mam perfidnie wykorzystać to jak bardzo masz mnie dość i chcesz mieć z głowy. Skoro oboje dotarliśmy aż tutaj, nie będzie to chyba aż taki wielkim wyrzeczeniem?
Mimo iż powiedziała to odrobinę żywiej i naturalniej, ponownie umilkła na moment, jakby dla zebrania myśli.
- Czego teraz chcesz? Ah! Czekaj! Nie, to źle zabrzmiało! Pozwól mi chwilę-... Hmm... - tym razem z poważną miną zerknęła w stronę sufitu. Zupełnie jakby mógł jej udzielić jakiejkolwiek podpowiedzi. ...Mówisz, że nie dostrzegasz przed sobą żadnych więcej marzeń i oczekiwań, że nie kieruje tobą nadzieja ani ideały. Co zatem? Co zamierzasz dalej robić? Widzisz przed sobą jakikolwiek cel?
Nawet jeśli mówiła o jednym pytaniu, zadała ich teraz całkiem sporo, choć wszystkie sprowadzały się do jednego i tego samego. Chciała wiedzieć, dlaczego Lingard zdecydował się nadal pozostać w świecie, który tak zdawał się go wyniszczać.[/b]

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
Johnny

Liczba postów : 393
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptyPon Maj 13, 2019 8:44 pm

Dwudziestolatek niemalże odruchowo skierował swój wzrok, idąc za przykładem opóźnionej ryby, prosto na okno, za którym widniały spowite w mroku nocy Slumsy. Początkowo nie wiedział, co bardziej go skonsternowało. Pytanie samo w sobie czy może fakt, że drugi uczestnik rozmowy w dalszym ciągu nie zaniechał kontynuowania ich, przynajmniej na razie, słownego sporu.
Nic, co powiem ja, czy też ty, nie zmieni mojej aktualnej sytuacji. – stwierdził, kręcąc przy tym głową. – Jeśli dla kogoś mogły one coś faktycznie znaczyć, to pewnie, nie zabronię temu komuś możliwości ich dobrowolnego doceniania lub zwyczajnego posiadania do nich sentymentu, ale dla mnie, nie mają one już większego znaczenia. Odwaliłem swoją robotę i najwyraźniej mam to, na co zapracowałem. To wszystko.
Był czas, kiedy bezapelacyjnie zaprzeczyłby, ledwie słysząc tego typu wypowiedzianą przez kogokolwiek kwestię, lecz na chwilę obecną było to bez wątpienia o wiele bardziej skomplikowane, niż faktycznie mogłoby się wydawać.
Z tego bardziej logicznego punktu widzenia, nie, ostatecznie przebyta przez nich droga nie miała najmniejszego sensu. No... Być może miała za pierwszym razem. Nie za drugim, trzecim, czwartym, piątym, czy nawet i tysięcznym lub za którymś-ichniejszym. Z tego, co było mu wiadome, wszystko zataczało jedno wielkie, nieświadome swojej bezsensowności koło, aby na samiuteńkim końcu zderzyć się nieuniknioną brutalną prawdą, bez krzty wiedzy o całym zajściu. Tak po prostu. Niczym najzwyklejsze w świecie pstrykniecie palcami. Niespodziewane zakończenie, a potem lecimy od początku, jak gdyby nigdy nic. I tyle. Nie więcej, nie mniej. Niczym zasypianie i wstawanie. Tak, o dziwo to było aż tak proste.
Patrząc na to jednak bardziej ludzko, czy też jak kto woli, emocjonalnie, można by się przynajmniej doszukiwać tutaj pewnej oryginalności, czyli przeżytej przez siebie własnej, niepowtarzalnej przygody, krocząc do przodu z nadzieją, że "jakoś to będzie". Żyć z myślą, że po prostu nic z tego nie może pójść na marne. Zapewne lwia część osób postawionych przed tym dylematem, obrałaby właśnie ten optymistyczny punkt widzenia, choć i przy tym można by się spierać, chroniąc samych siebie z nadzieją, że będzie im dane przetrwać nadchodzącą burzę. Zabawne, że jeśli będzie istnieć na to nawet przynajmniej odrobina szansy, im to bez wątpienia wystarczy.
Nie. Nie mam żadnych głębszych planów, czy też postawionego przed sobą, konkretnego celu. – odpowiedział krótko i stanowczo zarazem. – Ale nie znaczy to, że nie mam zamiaru iść dalej naprzód. Straciłem i porzuciłem naprawdę wiele, ale jeśli pewnego dnia ostatecznie zaniechałbym podniesienia do góry swoich czterech liter, oznaczałoby to, że przegrałem ze swoim własnym losem. Tak, wiem, jest to cholernie samolubne, ale przynajmniej tyle wreszcie mogę teraz zrobić dla samego siebie, nie zważając na to, co dzieje się dookoła. Tyle mi wystarczy. Musi mi wystarczyć.
...albo przynajmniej właśnie w to chciał wierzyć. Przynajmniej na tyle zasługiwał, czyż nie? No, nie żeby miał jakieś większe pole do manewru.

_________________
Mieszkanie Undyne - Page 2 Podpis10

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
Undyne

Liczba postów : 176
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptyWto Maj 14, 2019 10:24 pm

Przymrużyła nieco oczy, choć bynajmniej nie w złości. Nie musiała się specjalnie zastanawiać nad stanowiskiem Johnny'ego, żeby wiedzieć, że nie miał racji. Gdyby jego przeszłość nie miała dla niego znaczenia, przede wszystkim nie przyjmowałby wszystkiego z podobnym bólem i smutkiem. Nie byłby tak zły na świat i to co z nim związane. A sytuacja? Sytuacja zmieniała się stale niezależnie od niego czy innych. Sytuacja zawsze się zmieniała. Stale i nieprzerwanie, nawet jeśli nikt nie zdawał sobie z tego sprawy. I choć kusiło rybią potworzyce, żeby powiedzieć to głośno i wyraźnie, cząstka zdrowego rozsądku podpowiadała, że emocjonalnych wybuchów mieli tu jak na jeden dzień dostatecznie wiele i nie było najlepszym wyjściem doprowadzać młodego mężczyznę po raz kolejny na skraj urwiska. Z trudem przełknęła zatem wszystko co cisnęło się jej na usta. I być może lepiej by było, gdyby Lingard sam doszedł do pewnych rzeczy, nawet jeśli po trupach samego siebie - jakkolwiek brutalnie by to nie brzmiało.
Wreszcie parsknęła, gdy ostatecznie doszedł do końca i niespodziewanie, acz całkiem przyjaźnie, klepnęła go w ramię.
- Pfff...! Co to ma niby znaczyć? A już myślałam, że jednak będę ci musiała przyłożyć, jeśli usłyszę coś koszmarnie żenującego i dobijającego w stylu: "nie mam pojęcia po co nadal żyję"! - klepnęła go i raz drugi, półgębkiem odsłaniając zęby. Mimo tego, nie dało się od niej wyczuć prześmiewczej czy nawet choćby odrobinę tętniącej rozbawieniem atmosfery. Mimo lekkiego uśmieszku. Undyne nadal była całkiem poważna, co dało się wyczuć w jej tonie.
- Niby co złego jest w byciu samolubnym? Albo w życiu dla siebie? Nawet jeśli mówisz, że nie masz konkretnego celu, stała się nim po prostu pogoń za życiem. A to jak najbardziej szanuję! Nie żeby cię to i tak interesowało, hmpf. Tak czy inaczej, gdyby mój własny uczeń przegrał na tym etapie sam ze sobą, oznaczałoby to tyle, że prawdziwie gówniany był ze mnie mentor! - zrobiła nadętą pozę, ale zaraz ponownie zluzowała, cicho odetchnęła i wreszcie, perfidnie roztrzepała Johnny'emu włosy. Jak za smarkacza! O ile wcześniej jej nie zwiał, rzecz jasna. - Od czegoś zawsze dobrze zacząć.
Miała ochotę dodać, żeby jednak się nie łudził, bo nie ma mowy, żeby tyle jej z jego strony wystarczyło, ale to kolejna rzecz, którą chcąc nie chcąc musiała przemilczeć. Cholera, ależ było trudno zamykać gębę na kłódkę! Bo jeszcze wyciśnie z niego dużo wiecej niż to! Biedak nie zdawał sobie z tego nawet sprawy.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
Johnny

Liczba postów : 393
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptyCzw Maj 16, 2019 9:02 pm

Kiedy Undyne w pierwszej chwili parsknęła stłumionym śmiechem, dwudziestolatek miał prawdziwą ochotę czymś w nią rzucić dla samej zasady, tak w ramach podziękowania za jej podejście i beztroskie przełamywanie cierpkiej atmosfery. Ba! Zrobiłby to, gdyby faktycznie wyczuł w jej słowach ten typowy, srandajnowy ton.
... – wpatrywał się z konsternacją naprzemiennie to na swoją byłą mentorkę, to na obklepywane przez nią ramię. – Hm. Dzięki za odrobinę zaufania. – odparł sarkastycznie. – Wiesz, gdybym kierował się takim podejściem, jedyną formą rozmowy, jaką byś była w stanie ze mną nawiązać, byłaby ta jednostronna do nagrobka na pobliskim cmentarzu. – dodał, po czym się delikatnie wzdrygnął i podrapał w tył głowy. – Albo jakiejś urny...?
Chwila, chwila, chwilaaaa...! Woah. Woooah! Chyba naprawdę pierwszy raz od dłuższej chwili Johnny tego wieczoru nie posiadał nieodpartej chęci natychmiastowego zaprzeczenia danej kwestii ryby! Czyżbyśmy byli właśnie świadkami niesamowitego przełomu? Naah. Ot wyjątek potwierdzający regułę. W teorii nic, nad czym sensownie byłoby się przysłowiowo spuszczać, ale jednak zawsze to jakiś powiew nowości. Co więcej, powiedziała coś, czego jak do tej pory o dziwo nie zauważył sam z siebie, co, nie da się ukryć, wprowadziło go w lekkie zmieszanie. Znowu. Czy naprawdę po takim czasie, jego pierwszorzędnym celem stała się pogoń za własnym życiem? Huh... Nigdy nie patrzył na to od tej strony, choć ostatecznie małe ma to znaczenie, czyż nie? Niemniej jednak zadziwiająco pociesznie było móc usłyszeć od niej coś takiego. Poczuć wsparcie drugiej osoby. Nawet jeśli mimo wszystko nie powiedziała niczego odkrywczego, to i tak ciekawym było zaznać promowania samolubnych zachowań od persony tego kalibru. W końcu była cholernym stróżem prawa zarówno tu, na górze, jak i w Podziemiu, lecz chyba przeginamy tutaj z wyolbrzymianiem, eh?
Tak szczerze, to nie spodziewałem się po tobie tak przychylnego podej... – odparł, krzyżując przy tym ramiona na piersi, a przez ton jego głosu przebijało się coś na kształt ironicznego zaskoczenia i śladowych ilości zadowolenia oraz aprobaty, lecz przerwał, kiedy potworzyca postanowiła dorwać się do jego kłaków, co sprawiło, że po całej jego głowie, karku i plecach przebiegł arcydziwny dreszcz, którego ostatni raz doświadczył... No, dawno temu. Nawet nie wiedział, jak to konkretnie opisać. Każdy z nas zna te jedyne w swoim rodzaju kojące uczucie, po którym następuje z kolei niepokojące poczucie winy oraz kosmiczna żenada, nie? Taa. To to. Oczywiście po paru chwilach, kiedy zatrybił, co się działo, cofnął się pół kroku, zrzucając ze swojej makówki łapsko dorsza, raz po raz przy tym podrygując. – Nie rób już tak nigdy więcej, serio. Już wolę, kiedy rzucasz we mnie śmietnikami. – wydawał się być dziwnie rozkołatany, oczywiście w ten bardziej humorystyczny sposób, co mogło być dosyć ciekawym i zarazem zabawnym widokiem.

_________________
Mieszkanie Undyne - Page 2 Podpis10

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
Undyne

Liczba postów : 176
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptyNie Maj 19, 2019 6:38 pm

- Chcesz ode mnie zaufania? Kiedy sam go nie okazujesz? - uniosła lewą brew ku górze i cicho zagwizdała pod nosem, którego nawet nie miała. Johnny z pewnością wiedział, jak zaskakiwać ją nowymi porcjami swojej nieskończonej bezczelności! Hahaha! I nie żeby kiedykolwiek planowała to mówić na głos, ale była przekonana, że ufa mu w dużo większym stopniu niż na to obecnie zasługiwał. Taka już jej natura. Taki już jej zły nawyk. Nigdy nie potrafiła zupełnie porzucić wiary w swoich podwładnych, choćby byli oni ex-podwładnymi. Swego czasu dał jej sporo powodów do obdarzenia zaufaniem i mimo iż obecnie wciąż czuła pewien zawód bliski rozczarowaniu, nie znaczyło to, że nagle ufać przestała. No, może jedynie jej ufność w jego umiejętność podejmowania odpowiednich decyzji podupadła nieco w swej chwale. Ale w tej kwestii sama nie była przecież najlepszym przykładem.
Udała, że nie słyszała nic o grobie ani urnie. W innym wypadku nie powstrzymałaby się od gróźb, w których sama wcisnęłaby go do urny, jeśli jeszcze raz spróbuje insynuować coś podobnego. Wystarczająco prochów już się naoglądała. Nie potrzebowała więcej.
Nie cofając ręki, przyglądała się z rosnącym zainteresowaniem reakcji Lingarda. Oh hoh? To było z pewnością ciekawe. Duuużo ciekawsze niż kolejna, męcząca kłótnia. Potrzebowała czegoś takiego, żeby nieco zregenerować siły.
- Mmm? Coś mówiłeś??? - zagadnęła z niemalże niewinną nutą. Niemalże. Nigdy nie była dobra w fałszowaniu swoich prawdziwych intencji. I właśnie dlatego, kiedy tylko Johnny spróbował uciec od jej dotyku, jak raz podążyła za nim i tym razem obie jej dłonie znalazły się na jego głupim łbie!
- Musisz mówić głośniej! Kompletnie nie idzie zrozumieć, kiedy tak mamroczesz! Czego niby mam nie robić?! - oburącz tym razem roztrzepywała mu włosy i robiła to chyba jeszcze bardziej energicznie! Rzecz jasna to nie tak, że faktycznie mamrotał.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
Johnny

Liczba postów : 393
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptyNie Maj 19, 2019 11:33 pm

Co jak co, ale zaufanie w stosunku do niego było ostatnią rzeczą, o jakiej posiadanie posądziłby swoją byłą rybią i sadystyczną mentorkę. Ów wypowiedziana przez niego przed chwilą kwestia, jakiej mogłaby się przyczepić, była rzucona tylko i wyłącznie dla samego faktu rzucenia odpowiedzią. W końcu dziwnie by było, gdyby to wszystko przemilczał, eh? Nawet on nie był hipokrytą do tego stopnia, by oczekiwać po niej czegoś tak dobrodusznego i zarazem naiwnego po tym, jak de facto miał w poważaniu przez tyle lat rasę, którą obiecywał bronić u jej boku, co, przynajmniej jego zdaniem, można by było nawet nazwać najzwyklejszą w świecie zdradą. No... Może nie na jakąś diabelnie dotkliwą i przeogromną skalę, ale jednak. Hmpf. Jakże dramatycznie. Jak przystało na pbf'y.
Niemniej jednak, kiedy to jeszcze nieświadomy nadciągającego zagrożenia Johnny Lingard był pewien, że uwolnił się z niestosownego i niezręcznego dla jego persony ataku, wnet został zaszturmowany dalszym, tym razem o wiele bardziej nasilonym czochraniem jego biednej i wypalonej łepetyny. Nie ma co, trzeba przyznać, że dawno nic nie wprawiło go w takie osłupienie. Przez chwilę nawet zdawał się padać na część jego twarzy tajemniczy cień, a oczy przypominały dwa wypełnione bielą kółka z czarnymi obramówkami, przy czym raz po raz zdawał się podkreślać nieprzytomnymi zająkiwaniami brak możliwości odszczeknięcia czegoś na zaczepne słowa Undyne. Ba, po krótkiej chwili coś zdawało się parować z jego makówki! Tak. Było aż tak źle. Są rzeczy, których po prostu się nie robi i była to właśnie jedna z nich.
... – po chwili, bez żadnego słownego, czy też fizycznego ostrzeżenia, chwycił obiema dłońmi za prawe ramię potworzycy, ściskając je niczym pieprzone imadło. – OOORAAAAAAH!!! – ryknął, nie szczędząc gardła i zaszarpując rudzielcem, przy okazji wykonywania półobrotu, w celu przerzucenia go przez siebie i ciśnięcia nim w miarę swoich ludzkich możliwości w stronę najbliższej, najmniej zastawionej gratami ściany.
Nikt nie będzie się tak zabawiał jego kosztem, cholera!

Rzut na jebudupnięcie Undyne. O!

_________________
Mieszkanie Undyne - Page 2 Podpis10

Prowadzone sesje:


Ostatnio zmieniony przez Johnny dnia Nie Maj 19, 2019 11:35 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : mam autyzm)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
Admin

Liczba postów : 456
Join date : 26/11/2017

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptyNie Maj 19, 2019 11:33 pm

The member 'Johnny' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 11
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
Undyne

Liczba postów : 176
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptySob Maj 25, 2019 4:36 pm

Nie okazywała tego, bo też nie była tego typu osobą, a i mózg Johnny'ego groziłby wtedy przegrzaniem, niemniej w duchu ciągle się zastanawiała, czy zwyczajne odciąganie myśli chłopaka od tej parszywej części wspomnień było wystarczającym posunięciem z jej strony. Niby nie był już dzieciakiem i powinien sam móc stanąć pewnie na nogach, ale z drugiej strony? Z drugiej, ciągle był w jakimś sensie gówniarzem! I to na dodatek takim, na którego łeb zwaliło się nieco za dużo syfu na raz. Żeby jeszcze tylko wcześniej zdobył się na rozwinięcie jęzora, zamiast podwijać pod siebie ogon...
- Skoro nie jesteś w stanie mi odpowiedzieć, zdaje się, że jednak nie było to nic ważnego! HAHAHAHAHAHA...! - kontynuowała atakowanie Lingardowej łepetynie, nie potrafiąc jednak dłużej powstrzymywać rosnącego na mordzie zacieszu. Normalnie nie bawiło ją aż tak przyprawianie innych o kosmiczne zawstydzenie. Może czasami. Okazjonalnie. Co mogła poradzić, że tutaj okazja sama się nadarzyła? Nie jej wina, że chłopak był w stanie kompletnie osłupieć przez równie niegroźny gest!
Miała ochotę jeszcze dodać coś na głos o jego komicznym wyrazie twarzy, ale dokładnie w tym właśnie momencie Johnny chyba się zatracił. Czyżby to właśnie to nazywali tą sławną, "wewnętrzną paniką"?! Undyne musiała przyznać, że była pod wrażeniem jej siły! Prawie nie zauważyła, kiedy jej stopy oderwały się od ziemi, a ona sama zaraz potem poszybowała przez pół pokoju. A że salon jako taki nie był nadmiernie wielki, nic dziwnego, że wylądowała mordą na pobliskiej ścianie. To chyba dobrze, że nie miała nosa, który mogła złamać?
- @#$%^&...- gdy tylko osunęła się na ziemię, od razu przytknęła łapska do obolałej gęby, mamrocząc przy tym słowa, które w ogóle nie brzmiały jak ludzki język! Co jednak dość ciekawe, nie dało się nie odnieść wrażenia, że musiały mieć coś wspólnego z wulgaryzmami.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
Johnny

Liczba postów : 393
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptySob Maj 25, 2019 9:17 pm

Jeśli Undyne faktycznie chodziło o odciągnięcie jego myśli od przez wszystkich ukochanego zła tego świata, to... Cóż. Udało jej się to. Poniekąd. Bardzo. W każdym razie, jako że nie do końca zdawał sobie sprawy z jej prawdziwych intencji i był pewny tego, że zrobiła to tylko i wyłącznie dla własnej uciechy, nie miał zamiaru jej folgować. W końcu, ze swojego punktu widzenia, niby dlaczego miałby to zrobić, eh?! TO PRZECIEŻ CZYSTE ZNĘCANIE SIĘ NAD LUDŹMI! DZWOŃCIE PO POLI... Oh... No tak. Khm.
Zasłużyłaś sobie, ruda jędzo! – warknał pełen przekonania co do swoich racji, wskazując przy tym na rudzielca paluchem, a następnie zwyczajnie opuścił się w dół, siadając zadkiem na podłodze. Rany! Ona to zawsze potrafiła zajść mu za skórę, odkąd tylko sięga pamięcią. I to wcale nie przez to, że łatwo traci równowagę w zderzeniu z takimi personami o charakterach niesamowicie przybliżonych do jego własnego pod względem pewnych, nieco bardziej temperamentnych cech! WCALE...! No. Może troszkę. Mniejsza!
Po chwili Johnny wreszcie, po nie wiadomo jak długim czasie, zdał sobie sprawę z tego, że czuje się dziwnie. I to tak dziwnie, dziwnie, jak już od dawna się nie czuł. Konkretnie rozchodziło się o kojące uczucie beztroski i nostalgii zapewne wywołane serią przysłowiowych wkurwów na dorsza, jakich doświadczył jednego dnia i to jeszcze w bardzo krótkim czasie. Hmpf. Wychodzi na to, że bądź co bądź, pirania dopięła swego, jeśli chodzi o próby odgonienia złych emocji od Lingarda, jeśli chodzi o zastąpienie ich tymi nadal negatywnymi, lecz o wiele lżejszymi. Przynajmniej na teraz, kiedy już się wystarczająco nawydzierał na bogu ducha winną Un. Taa, chyba faktycznie przegiął. Uhh... Będzie żałował tego, co zaraz powie, ale wypadałoby wreszcie przystopować.
Dzięki za dzisiaj. – odrzekł zadziwiająco niewinnie, bez jakichkolwiek docinków mimo tego, że te nieustannie próbowały zmusić dwudziestolatka do ich rzuceniem. – I... – zaciął się, spuszczając lekko głowę w dół. – Może i nie zgadzam się z tobą w naprawdę wielu kwestiach i nie wiem, jak będzie wyglądać przyszłość, ani to, jak jutro będę wspominać dzisiejszy wieczór, ale... Przepraszam. – spuścił łeb jeszcze niżej, dziwnie przy tym co jakiś czas podrygując. – Za wszystko.

_________________
Mieszkanie Undyne - Page 2 Podpis10

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
Undyne

Liczba postów : 176
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptyNie Maj 26, 2019 2:19 pm

Powinna się pewnie odwdzięczyć pięknym za nadobne. Złapać bezczelnego młodzika za to głupie ryło i wywalić oknem. Ale to by go pewnie zabiło, albo przynajmniej skończyłby z paroma połamanymi kośćmi. I niby ta druga opcja nie byłaby takim wielkim problemem, bo zawsze istniała magia lecznicza, która w trymiga mogłaby go pomóc poskładać, co nie? Zupełnie tak, jak za czasów Podziemia. Rzecz w tym, że nie byli już w podziemiach. Żyli w miejscu, gdzie za podobne przewinienia płaciło się dużo wyższą cenę. Pewniakiem straciłaby pracę, gdyby ktokolwiek o tym doniósł, hehe. Może nawet trafiłaby za kratki? Nigdy nie oglądała ich z tej drugiej strony, więc byłoby to pewnie ciekawe doświadczenie! ... Ch*j, a nie ciekawe doświadczenie! Pewnie, że nie!
Pocierała chwilę dłońmi obolałą twarz. Jasne, trochę się w niej gotowało, tak jak za każdym razem, kiedy spotykała się z jakimkolwiek przejawem agresji kierowanym w jej stronę. To już pewnie podchodziło pod instynktowną reakcję, ale obecnie jakoś nie chciało jej się ponownie podrywać zadka w celu brania odwetu. Zdaje się, że wystarczyło jej szarpanin na jeden dzień. O! Swoją drogą, to była całkiem udana dźwignia! I kto by pomyślał, że zawstydzi go do tego stopnia, co? Interesujące~ Trochę bólu wcale nie było złą ceną za zobaczenie tego co zdążyła zobaczyć, huehehehe!
- Zawsze byłeś aż tak męczącym i narwanym dzieciakiem? - zastanowiła się na głos, unosząc nogi znad podłogi, by z ich użyciem, czepiając się stopami ściany, pomóc sobie leniwie przekręcić się na plecy. Tyłek oparła o ścianę, a nogi wyciągnęła na całą ich długość w górę. Jakkolwiek dziwacznie wyglądała ta pozycja, było jej w niej wygodnie. Przymknęła nawet oczy, pozwalając ciału totalnie się odprężyć, gdy do jej uszu dotarły słowa, których kompletnie nie spodziewałaby się usłyszeć. I co było nie tak z tym tonem...? Gdyby nie wiedziała, że byli tu zupełnie sami, w życiu by nie powiedziała, że słowa i głos należą do jej niedoszłego ucznia.
- ... - odchyliła głowę do tyłu, by móc jakkolwiek spojrzeć na Lingarda bez potrzeby podnoszenia się z podłogi czy przekręcania na insze strony. - Do usług. - odparła całkiem normalnie, choć jednocześnie w myślach mogła tylko dodać: "Jesteś pewien, że chcesz mi dziękować? Jak na moje, nie wyglądasz na zbyt uradowanego. Zdaje się, że czyichś urodzin też nie powinno się aż tak chrzanić, co?" Oh cóż, nie zamierzała niczego żałować. Żal donikąd nie prowadził. Byłoby dobrze, gdyby chłopak również to wreszcie pojął.
- Nie przepraszaj. Po prostu przestań w końcu uciekać, a wszystko jakoś wreszcie się ułoży. Choć nie obiecuję, że będzie to przyszłość usłana kwiatkami! Hej. Możesz już przestać spuszczać głowę. Nie jestem nikim, w kogo obecności musiałbyś się korzyć.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
Johnny

Liczba postów : 393
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptyNie Maj 26, 2019 9:28 pm

Rzucone przez byłą mentorkę Lingarda słowa sprawiły, że na jego twarzy zagościło coś na kształt mimowolnego, bardzo upośledzonego i skrytego uśmiechu. Tiaa... Zawsze sprawiał kłopoty, odkąd tylko pamiętał. Oczywiście nie w złym sensie. Rozchodziło się tu bardziej o niewyparzoną jadaczkę, nadmierną pewność siebie oraz śmiałość i żywiołowość... Ale przecież każdy za dzieciaka ma zazwyczaj coś z rozrabiaki, czyż nie? Fakt, nie zawsze się z tego ostatecznie w pełni wyrasta, ale liczą się dobre chęci!
Sam dwudziestolatek także poczuł, że mogłoby, a nawet powinno, paść tu o wiele więcej słów, lecz czy aby właśnie tak nie powinno być? Może to i lepiej, że oboje doskonale rozumieli, że nadal nie wszystko jest takie, jak powinno, ale zarazem dalsze sprzeczanie się zapewne byłoby po prostu niepotrzebne. Chyba zarówno on, jak i dorsz byli zmęczeni tym wieczorem, a także spieraniem swoich poglądów na otaczającą rzeczywistość.
Uhh... No dobra. – nagle zerwał się z poprzedniej pozycji, stając na równe nogi oraz lekko się przy tym przeciągając. Kolejną rzeczą, jaką uczynił, było ciche wpatrywanie się w rozwaloną to na podłodze, to na ścianie rybę, oraz rozmyślanie nad jej słowami.
To, co zrobił parę chwil temu, było dla niego bardziej czymś na kształt szczerego wyrażenia skruchy, które tyczyło się całokształtu sprawionych jej kłopotów i zmartwień, niż faktyczne korzenie się. A zresztą... Kto tam go wie? Najwyraźniej wreszcie poczuł się zwyczajnie źle ze swoim poprzednim wybuchem. Wiadomo, nie z tym, kiedy skorzystał z wywieranego przez ciało Undyne naporu na jego głowę, a jeszcze wcześniejszym, zarówno w barze, jak i mieszkaniu. Z jednej strony niczym dziwnym było to, że Johnny wybuchł swoją frustracją, kiedy to rybcia starała się mu wmówić, że gówno widział i gówno wie, ale z drugiej, powinien był wykazać się większą samokontrolą, nawet jeśli miałby przypłacić tym dalszym kiszeniem w sobie tej całej złości. Po prostu padło dziś o wiele słów za dużo. Niby całość wyszła poniekąd na dobre, ale jeśli się nad tym zastanowić... No niezbyt.
Chyba będę już się zbierał. – stwierdził, powoli wlokąc się do powalonej potworzycy, aby wyciągnąć w jej stronę rękę i pomóc jej się podnieść. Nie trzeba chyba dodawać, że miał na wszelki wypadek na uwadze to, że może próbować mu się odpłacić za swój poprzedni lot, no nie?

_________________
Mieszkanie Undyne - Page 2 Podpis10

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
Undyne

Liczba postów : 176
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptySro Maj 29, 2019 8:34 pm

Dnia na pewno nie zamierzała spisać na straty. Jakkolwiek niezręcznie, momentami niemalże boleśnie i praktycznie bez przerwy irytująco by nie było, pozytywna natura Undyne kazała jej wierzyć, że wszystko jeszcze wyjdzie im po tym na lepsze. Zwłaszcza Johnny'emu. Jeśli z tego co zdążył jej powiedzieć rzeczywiście wynikało, że sięgnął już w życiu swoistego dna, to jedyna droga prowadziła wyłącznie w górę!
Podłoga nie była niewygodna. Undyne nie raz i nie dwa lądowała na niej plackiem i zasypiała z miejsca, nie będąc czasami zwyczajnie w stanie przebyć ostatniej prostej do wyra. Można więc chyba powiedzieć, że znały się jak te łyse konie i żadna nie pogardziła nigdy drugą, ale to też nie znaczyło, że zamierzała się z nią integrować częściej niż z własnym materacem. Gdy zatem pojawiła się dogodna okazja w postaci człowieczego łapska, Undyne od razu postanowiła z niej skorzystać z odpowiednią nonszalancją - rzecz jasna po uprzednim spuszczeniu nóg i niejakim przekręceniu się, żeby nie odwalać nie wiadomo jakich akrobacji. Mogła nie mieć kości i organów wewnętrznych jako takich, ale z gumy nie była. I to też nie tak, że zupełnie nie pomyślała o idealnie nadarzającej się okazji do wystrzelenia nogami w chłopaka. Nie byłaby sobą, gdyby nie przeszło jej to przez myśl. Odwet za ścianę zdecydowanie się należał, ale to byłoby po protu zbyt proste.
- Zaoferowałabym kanapę, ale wątpię, żebyś był szczęśliwy ze zrywania się jutro przed piątą. - rzuciła mimochodem, podnosząc ciężki zadek. A gdy już była na równych nogach, od razu zacisnęła palce nieco mocniej na dłoni Johnny'ego w towarzystwie iście promiennego wyszczerzu. ZBYT promiennego. Undyne nigdy nie uśmiechała się w ten sposób, jeśli nie planowała czegoś złego. Jak na chaotycznie dobrą postać, zbyt często robiła złe rzeczy. W dobrej wierze, oczywiście! W każdym razie, skoro już się rozstawali, należało to zrobić w odpowiedni sposób, tak? Po uprzednim, gwałtownym przyciągnięciu i zaserwowaniu bolesnego uścisku! Takiego, którego nie oferowała nigdy nikomu poza Papyrusem i Alphys. Bolesnego, ale wciąż nie takiego, który groził pogruchotaniem żeber.
- Spróbuj jeszcze kiedyś przede mną zwiewać albo udawać, że się nie znamy, a następnym razem zrobię to publicznie! - zagroziła jeszcze po drodze luźno, zanim pozwoliła nieszczęśnikowi się wyrwać, cofnąć czy cokolwiek tam chciał zrobić. Byle znowu nie próbował jej odwinąć, bo tym razem wywali go tym chromolonym oknem!

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
Johnny

Liczba postów : 393
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptySob Cze 01, 2019 8:28 am

Dopiero w momencie, gdy pirania zacisnęła na nim swoje łapsko, zrozumiał, jak wielki błąd popełnił. Nim jednak spróbował, chociażby częściowo się wyrwać z jej uścisku, wnet padł ofiarą swoistego miażdżenia, gdyż nie można było tego nazwać po prostu tuleniem. Przez pierwsze parę chwil miał wrażenie, że potworzyca miała zamiar połamać jego żebra na drobne kawałeczki, a ów uczucie tylko się z chwili na chwilę pogłębiało. Ba, pewnie byłaby w stanie tego dokonać, gdyby się na to faktycznie uparła. Co więcej, w odpowiedzi mógł jedynie próbować się jakoś wyrwać, lecz kiedy zdał sobie ostatecznie sprawę z tego, że jego starania były daremne, z lekko posiniałą twarzą kilkukrotnie zastukał dłonią w ramię Undyne, dając jej do zrozumienia, że chcąc nie chcąc przyjął jej słowa do wiadomości.
Cudem przeżywając spotkanie z prawdziwą prasą do zgniatania w rybiej skórze, po odzyskaniu wolności cofnął się parę kroków w tył, będąc pochylonym nad podłogą i głośno wciągając powietrze do płuc, jakby spędził bez oddechu dobre... Ah, no tak.
Zobaczę, czy moje ciuchy chociaż trochę wyschły i spad... Idę. – przerwał, uważając na to, aby i to życzenie nie stało się rzeczywistością, a następnie ruszył z powrotem do pomieszczenia, które normalnemu człowiekowi służyłoby po prostu za kibel.
Okazało się, że ubrania Lingarda nie zbyły ani to suche, ani mokre, jak można było się domyślić, lecz nie zamierzał już dłużej zostawać u rudej. Grzecznie złożył w kostkę zapożyczony mu cały dres, następnie nakładając na siebie swój ubiór i dzielnie zniósł nieprzyjemny chłód jego niektórych, dalej wilgotnych części. Hm, no nic, będzie musiał jakoś przeżyć, nim dostanie się z powrotem do siebie. Ale hej! Jego telefon z powrotem działał! Fakt, dziwnie się przycinał, ale temu akurat to ciężko było się dziwić. Pewnie powinien być mu wdzięczny, że w ogóle zdecydował się ponownie uruchomić.

_________________
Mieszkanie Undyne - Page 2 Podpis10

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
Undyne

Liczba postów : 176
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptySob Cze 08, 2019 7:20 pm

Dobre uczucie. Zdecydowanie odświeżające! Kiedy po raz ostatni miała okazję pozwolić sobie na coś takiego? Już nawet nie pamiętała.
Nieco bardziej ożywiona i zadowolona ogólnym wynikiem, spięła szybko włosy na nowo w ciasnego kuca i przeciągnęła szeroko.
- Waaah! Od razu mi lepiej! Mm? Tak, tak. - machnęła krótko ręką, odprowadzając go wzrokiem i... Wtedy wreszcie sobie przypomniała. Wciąż było coś, co planowała mu dać. Czy może raczej powinna powiedzieć: oddać. ...No dobrze. Może nie tak do końca planowała, a przynajmniej nie w najbliższym czasie. Być może nawet nie w najbliższych latach. Ponieważ jednak doszło do czego doszło i wreszcie mogli sobie wyjaśnić pewne kwestia, a jej udało się dodatkowo upewnić, że Lingard nie zatracił umiejętności trzeźwej oceny sytuacji mimo nabawienia się jeszcze gorszego temperamentu - chyba mogła zrzucić odrobinę balastu i z własnych ramion.
Bez dalszego zastanawiania ruszyła do swojego pokoju i wygrzebała z jednej ze swoich skrzyń metalowe pudełeczko.
- Hej, punku! Mam dla ciebie coś ekstra zanim wyjdziesz!!! - rozkrzyczała się, wyczłapując ponownie na salony.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
Johnny

Liczba postów : 393
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptySob Cze 08, 2019 10:46 pm

Uuaaah... Ile by dał, aby wreszcie znaleźć się w domu, wdupić się pod prysznic, przebrać w normalne ciuchy i pójść spać. Oczywiście czekało go jeszcze przebrnięcie przez piekielne Slumsy i nocną pizgawicę, ale czekająca na końcu nagroda zdecydowanie była warta świeczki! Albo przynajmniej tak właśnie mu się zdawało.
Johnny niemalże od razu podskoczył przez nagły krzyk Undyne, kiedy to wychodził z jej pseudo łazieneczki pozbawionej faktycznego, bardzo dobrze znanego całej ludzkości klopa. Pierwszą rzeczą, na jaką mógł się wówczas faktycznie zebrać, było zmarnowane przewrócenie oczami na myśl tego, co go czekało.
Jeszcze nie masz mnie dość? – rzucił ironicznie, wolno ruszając w jej wrzasków. – Aż tak bardzo uwielbiasz przedłużać pożegnania? – dodał z lekkim rozbawieniem w głosie. Miał zamiar dodatkowo dopowiedzieć, że przecież jeszcze się kiedyś zobaczą, ale prawdę mówiąc, niezbyt tego wyczekiwał. Naprawdę chciałby się stąd sam zawinąć i mieć ten okropny wieczór za sobą. Trochę za dużo atrakcji, jak na jedno prawdziwe spotkanie po latach.
I co niby miała na myśli mówiąc "ekstra"? Znając ją, mógłby strzelić, że chodziło tu o pożegnalne i koleżeńskie ekstra trzaśnięcie w pysk, albo kolejny gruchotający żebra ekstra przytulas wielkiego rybiego bobo... Hm? Za dużo słowa ekstra? Naaah! PRZECIWNIE! Ekstraśnie chciałoby się rzec!

_________________
Mieszkanie Undyne - Page 2 Podpis10

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
Undyne

Liczba postów : 176
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptyNie Cze 09, 2019 8:27 pm

Podrzucając nie takie znowu najmniejsze pudełeczko w dłoni, wróciła do salonu i poczekała aż Johnny do niej dołączy. Gdy tak teraz o tym myślała, doszła do wniosku, że rzeczywiście powinna przycisnąć go dużo wcześniej do zwierzeń. Choćby miała mu połamać wcześniej nogi i ręce, coby nie miał jak spierdzielić.
Spoglądając w stronę wyłaniającego się z łazienki Lingarda, Undyne pokazowo wyszczerzyła zęby.
- Tu mnie masz! Dokładnie tak! Poprzednia wersja nie była dostatecznie ckliwa, więc postanowiłam ją nieco poprawić! - postanowiła pójść tym tropem, zanim wyciągnęła pudełko w stronę młodzika. - Minęło dostatecznie wiele czasu i uznałam, że najwyższy czas, aby  wrócił wreszcie do właściciela.
Trzaśnięcie w pysk na pewno byłoby bardzo ujmujące i wzruszające, ale coś jej mówiło, że nie byłoby to najlepszym zakończeniem dnia. Nie dla Johnny'ego w każdym razie.
- Bierz i spadaj! Dzieci powinny już dawno spać!
Drapiąc się po miejscu w którym normalny człowiek, a i większość stworzeń jako takich miało nos, Undyne cofnęła się pół kroku. Zdecydowanie zbyt długo trzymała ten ludzki szajs pod swoim dachem - stary pistolet Lingarda. Gnat, z którym rozstawał się w Podziemiach tak samo chętnie, jak ze swoim kapeluszem.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
Johnny

Liczba postów : 393
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptyWto Cze 11, 2019 1:29 am

Oh? – mruknął, niepewnie sięgając po serwowany mu przez rybę przedmiot. – Wydaje mi się, że oświadczyny powinny wyglądać trochę inaczej. No, i odbywać się w nieco innych okolicznościach. – stwierdził z przekąsem, starając się brzmieć na pewnego siebie, a w efekcie kompletnie nie wiedząc, na czym stoi. To znaczy... Miał pewne domysły odnośnie zawartości, lecz starał się ich nawet do siebie nie dopuszczać z oczywistych przyczyn, niewinnie i uparcie łudząc się aż do samiuteńkiego końca.
Z coraz bardziej napierającym na barki niepokojem otwierając dosyć sporych rozmiarów pudełeczko, po chwili kompletnie zastygł w miejscu, jakby właśnie zobaczył coś, co nie miało nawet najmniejszego prawa istnieć. Jego twarz nagle spochmurniała, nieustannie posyłając dziwnie lodowate i niespokojne spojrzenie w stronę jego, spoczywającego wewnątrz, starego towarzysza przygód w Podziemiu.
Czyli cały czas trzymałaś go u siebie, huh? – oznajmił smętnie oczywistość, wreszcie zerkając spode łba na Undyne. – Nie ukrywam, jakaś część mnie miała nadzieję, że już dawno temu wylądował gdzieś w śmieciach. Albo przynajmniej w bardziej odpowiednich rękach. I może akurat tak faktycznie byłoby lepiej. – odrzekł nagle, zdając się kompletnie nieuradowanym jej nieco upośledzonym prezentem, którego to powoli wyciągnął z opakowania. Doprawdy wyglądał beznadziejnie. I nie jest tu mowa o broni. – Wiesz... Ten stary Colt chyba już od dawna nie należy do mnie.
Nie wiedział, jak powinien zareagować. Można to raczej przyznać otwarcie, bez zbędnych ceregieli. Czuł, że nie ma najmniejszego prawa być posiadaczem obecnie trzymanego przez siebie w dłoni, nadgryzionego zębem czasu rewolweru. Nie po takiej ilości lat kompletnego odcinania się od przeszłości. Nie teraz. Po prostu już więcej nie zasługiwał na jego towarzystwo.
To jakaś podpucha, prawda? Zamierzasz mnie teraz aresztować za posiadanie broni palnej? – zagadał, starając się nadać na gwałt swojej wypowiedzi bardziej rozbawionego tonu. Wyglądało to tak, jakby usilnie spróbował zamienić zaistniałą sytuację w niedorzeczny żart.

_________________
Mieszkanie Undyne - Page 2 Podpis10

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
Undyne

Liczba postów : 176
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptyPią Cze 14, 2019 9:59 pm

Zaskoczona nieoczekiwanym spostrzeżeniem Lingarda, uniosła wysoko brwi, zastanawiając się jednocześnie, jak to niby w takim razie powinny wyglądać oświadczyny po "ludzku". Że niby jak w ichnich filmach? Albo anime? Klękanie na jedno kolano w eleganckim garniturze w ciemną, gwieździstą noc, metalowy pierścionek do wciśnięcia na palec, koniecznie umieszczony w wymuskanym, obitym meszkowatnym materiałem pudełeczku? Dźwięki pianina w tle i te sprawy? Pfff! Brzmiało zabawnie, ale jakoś tak mało poważnie!
Wywracając teatralnie zdrowym okiem, nie potrafiła powstrzymać się od kpiącego uśmieszku.
- Zapamiętam na przyszłość, że jednak wolisz błyskotki.
Śmieszki checheszki śmieszkami i checheszkami, a ona tu czekała na jakąś pozytywną reakcję! No i tak jakby się przeliczyła. Reakcja Johnny'ego kompletnie odbiegała od wszelkich wyobrażeń. Nic dziwnego, że wcześniej uniesione brwi szybko zostały opuszczone i zmarszczone.
Zanim zdążyła pomyśleć dwa razy, już uniosła rękę, aby w następnej chwili strzelić nią chłopaka przez łeb. Tym razem była więcej niż pewna, że mu się należało. Zaraz potem paluch wskazujący tej samej ręki znalazł się przy jego nosie.
- Skończ pieprzyć. - nakazała. - Przechodziliśmy przez to już dobrych kilkanaście minut! Jak zresztą miałby nie należeć do ciebie, kiedy JEST twój?! - żachnęła się i nieco boleśnie pstryknęła go w nos, skoro już przy nim była. Dopiero wtedy cofnęła łaskawie łapsko. - Nieważne kim stał się dzieciak, który z pełnym arogancji uśmieszkiem mierzył we mnie z tego żelastwa dziesiątki razy. Nadal go pamiętam, tak samo jak i on. - tu głową skinęła ku rewolwerowi. - Jeśli aż tak bardzo ci przeszkadza, wrzuć go do rzeki! Pod warunkiem, że zrobisz to WŁASNYMI rękoma! Żebyś tylko miał pewność, że nie zanurkuję po niego dla ciebie, jeśli po fakcie zmienisz zdanie!

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
Johnny

Liczba postów : 393
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 EmptyCzw Cze 20, 2019 8:34 pm

Lingard nawet nie miał większej okazji na uniknięcie trzepnięcia wyprowadzonego przez dorsza, dlatego też, jedyne, co zrobił to ciche syknięcie wynikające z bólu i niezadowolenia z faktu, że potworzyca znów postanowiła przyjąć ten bardziej władczy ton. Na zawartość jej gadaniny przewrócił oczami z poirytowaniem.
Wynocha z łapskami! – tym razem nie pozwolił rudzielcowi się ponownie do siebie dorwać, cofając głowę, kiedy to zamierzała go pstryknąć prosto w nos. – Rany, zapomnij! Sam później zdecyduję, co z nim zrobić! – stwierdził z przekąsem, chowając swój stary rewolwer w tył spodni i zakrywając go górną częścią noszonej przez siebie garderoby.
Może faktycznie nie miał po co się nad tym teraz jakoś specjalnie zastanawiać? Szczególnie że właśnie znajdował się w obecności Undyne, która na większość spraw gorliwie patrzy swoim kaprawym okiem momentami aż zanadto infantylnie prosto i optymistycznie. Albo przynajmniej takie stara się sprawiać wrażenie. Pomimo tego, że ów cecha bywała upierdliwa, niewątpliwie jest diabelnie przydatna w świecie, w którym przyszło im jak dotąd żyć. Niemniej jednak brakowało mu już sił na snucie dalszych domysłów i przemyśleń. To był długi wieczór i raczej powinien się wreszcie zakończyć.
Młodzieniec obrócił się na pięcie, kiedy upewnił się, że zabrał wszystko, co należało do niego i chwycił za klamkę od drzwi, aby je po chwili otworzyć.
Nie daj się załatwić! – rzucił butnie przez ramię, wychodząc z mieszkania dorsza. Ostatecznie wydźwiękowi jego wypowiedzi było bliżej do pokrzepiająco-żarliwej groźby, niźli czysto kumpelskiego pożegnania. Cóż, wszystko zależy od własnej interpretacji, czyż nie?
Dopiero po czasie, gdy już dostał się do siebie, zorientował się, że to właśnie takimi słowami zazwyczaj się z nią żegnał w Podziemiu, kiedy jeszcze poniekąd sprawowała nad nim swoją pieczę. Hmpf. Niech ją szlag.

zt

_________________
Mieszkanie Undyne - Page 2 Podpis10

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Undyne   Mieszkanie Undyne - Page 2 Empty

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Undyne
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Welcome to the Surface! :: Powierzchnia :: Miasto Ebott - Slumsy :: Osiedla mieszkalne-
Skocz do: