IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Lokum Marinette

Go down 
AutorWiadomość
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Lokum Marinette   Czw Paź 11, 2018 4:23 pm

Od mostu dzielącego centrum od slumsów jest tylko parę ulic, do których młoda Liddell może dostać się do swojego „domu”. Samo mieszkanie, w której to przebywa — od niedawna — czteroosobowa rodzina, wydaje się skromne, aczkolwiek czuć, iż dominuje tu kobiecy ład i porządek.
Już przy samym wejściu do lokum po lewej stronie mieści się mała szafka na buty każdego z domowników, a na niej mały wiklinowy koszyk, w którym to znajdują się różne małe pierdółki czy też ważne rzeczy jak na przykład klucze do samochodu, czy miętówki. Natomiast naprzeciwko szafki znajduje się przymocowany do ściany wieszak na wszelkie kurtki bądź płaszcze.
W połowie korytarza są drzwi do łazienki, która przeważnie z rana jest okupywana przez damskie grono. Po raz kolejny naprzeciwko łazienki znajdują się kojne wąsie drzwi prowadzące do pokoju rodziców. Idąc do końca krótkiego korytarza, w końcu trafiamy do serca mieszkania rodziny, a mianowicie salon połączony z kuchnio-jadalnią, jak też i wejście do małego balkonu.
Spoglądając w prawo, po raz kolejny zobaczymy drzwi, które tym razem prowadzą do sypialni dziewcząt — Luny i Marinette, który jest jednym z większych pokoi w całym mieszkaniu, lecz nieco miejsca ubyło po wprowadzeniu się nowej pociechy, więc można odczuć lekki dyskomfort.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   Czw Paź 11, 2018 7:31 pm

11.10, popołudnie

Pomimo tego, że już od jakiegoś czasu trwała jesień, na zewnątrz paradoksalnie było wciąż stosunkowo ciepło, jak na tę porę roku, a to wszystko po części za sprawką słońca, które wyraźnie dawało o sobie znać, świecąc swoimi przyjemnymi dla skóry promieniami spomiędzy nieustannie poruszających się po niebie chmur. Niemniej jednak były to tylko niecne pozory. Można było z góry zapomnieć o lżejszym ubiorze przez wciąż lodowate i ostre powietrze, które tego dnia skutecznie powstrzymywało Johnny'ego przez założeniem na siebie bardziej preferowanych przez siebie ubrań, jeśli chodzi o górną część garderoby. Mimo swojej wyraźnej niechęci do tego czynu zmusił się do założenia na siebie zwyczajnej szaro-białej bluzy z kapturem i kieszeniami w okolicach brzucha. W końcu dziwne by było, gdyby zatwardziały przeciwnik zimna paradował po dworze w samej koszuli, czy T-Shirt'cie.
Już od dłuższego czasu zbierał się do tego, aby wreszcie odwiedzić pewną pocieszną duszyczkę, którą to niedawno spotkał w swoim miejscu pracy. Trzeba przyznać, że przed podjęciem ostatecznej decyzji, wręcz bił się ze swoimi myślami, które to chciały go przed tym powstrzymać, żeby przypadkiem nie narobił nieumyślnie jeszcze większego bałaganu i nie namieszał dodatkowo w życiu młodziutkiej Liddell. W końcu od samego początku ustalił sam ze sobą, że nie będzie się umyślnie zbliżał, czy kontaktował z kimkolwiek, kogo znał z czasu spędzonego w Podziemiu.
A jednak jakimś cudem skończył stojąc w ciszy przed drzwiami do mieszkania, w którym to rzekomo zamieszkiwała nowa rodzina Marinette, co umożliwiła mu kartka z wypisanymi adresami każdego nowo przebudzonego ze śpiączki dziecka, którą to otrzymał jakiś czas temu od swojej starej rybiej mentorki. Cóż, przynajmniej udało się znaleźć jakieś pozytywy z ich ostatniego spotkania, a to już coś, zważywszy na ogólnie pesymistyczne podejście Lingarda do całej sytuacji!
Tego dnia miał wolne i specjalnie wybrał późniejszą godzinę na dokonanie tego wątpliwego czynu, aby być przynajmniej po części pewnym, że czternastolatka już wróciła ze szkoły, do której to w teorii powinna zacząć już uczęszczać. Pozostało mu liczyć na to, że udała się od razu z powrotem do domu. W końcu zapewne miała tony rzeczy do nadrobienia, jeśli chodzi o swoją edukację. Nie żeby on sam był w tym temacie lepszy.
Powoli zbliżył swoją rękę w stronę znajdujących się przed nim drzwi, aby po paru szargających jego żółtą duszę wątpliwościami chwilach zastukać o nie delikatnie knykciami. Niemal od razu poczuł, że chciałby zapaść się pod ziemię lub przynajmniej dać jak najszybciej nogę w obawie, czy aby na pewno podejmuje słuszny wybór. Czasami brakowało mu osoby, na której decyzjach mógłby polegać i wiedzieć, że są one ZAWSZE słuszne. Szczególnie w sprawach takich, jak ta. Kogoś, kto mógłby go bezpiecznie przeprowadzić przez te gorsze chwile. Kogoś, na kim mógłby bezgranicznie polegać.
W oczekiwaniu na jakąkolwiek reakcję domowników zerknął ten ostatni raz na podarowany mu przez rudą piranię skrawek papieru. Niby wszystko się zgadzało. Oczywiście, zanim podstępnie wślizgnął się do bloku z sąsiadką przez główne drzwi zablokowane domofonem i kodem, kilkukrotnie upewniał się, czy na sto procent idzie we właściwe miejsce. Nie da się ukryć, że byłoby głupio, gdyby okazało się, że pomylił adres. Zapewne wtedy odpuściłby już sobie całkowicie jakiekolwiek próby nawiązania ponownego kontaktu z właścicielką duszy integracji.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   Pią Paź 12, 2018 10:00 pm

Choć jesień nie należała do jej ulubionych pór roku, to była dla niej równie magiczna co wiosna, aczkolwiek przy dłuższym dumaniu od razu uznałaby ten urok za niezwykle paskudny, a wręcz przygnębiający. Dlatego też wolała zachować to dla siebie, jej zbyt wybujała wyobraźnia bywała czasem okropnym sprzymierzeńcem! Nie zmienia to faktu, iż to, z jaką gracją spadają liście z drzew, wcześniej otrzymując inszą barwę, budziło w niej małe dziecko, jak również uczucie nostalgii, które z początku starała się unikać, jak tylko mogła.
Zajęcia w szkole kończyła wcześniej, lecz zapisała się na zajęcia dodatkowe, aby nadrobić zaległości, które z początku zdawały się ją przerastać, jednak z pomocą niektórych osób, to wyzwanie stało się banalnym łatwym zadaniem. — Nie mów hop, póki nie przeskoczysz! — i tego się trzymała, choć otrzymywała pochwałę nie zamierzała spocząć na laurach, dopóki nie będzie równa z innymi... jednak była człowiekiem i niejednokrotnie była z tego natłoku nauk zmęczona czy zniechęcona tak wolnym postępem. Dozę cierpliwości też próbowała sobie przyswoić, lecz z marnym skutkiem.
Nie zmienia to jednak faktu, iż stosunkowo niedawno wróciła do domu, niestety równie padnięta, jak ostatnim razem, czyli wczoraj, a ogólnie od zeszłego tygodnia. Nauczyciele doznali przebudzenia mocy, więc byli nielitościwi wobec nich i narobili im co niemiara testów bądź rozprawek. Jednak zbliżał się weekend, więc mogła liczyć na chwilę wytchnienia, choć i w domu czekały na nią obowiązki, z których to Marinette musiała się wywiązać, lecz te w przeciwieństwie do szkolnych zaliczeń były pikusiem. Zresztą i dzisiaj czekało ją zmywanie naczyń, lecz nie prędzej się tym zajmie jak po kolacji, która to miała być niebawem, więc dziewczyna na ten moment umilała sobie czas w postaci czytania książki w salonie.
Ciche pukanie dosłyszała jedynie Amelia, która była najbliżej drzwi, choć była w trakcie przygotowania kolacji dla rodziny. Mimo to zdecydowała się osobiście otworzyć drzwi, zastanawiając się, kogo o tej godzinie nosi, lecz wpierw poprosiła swego małżonka, aby ten przez chwilę przypilnował kuchenkę. Jedynie usłyszała pomruk niezadowolenia, lecz szybko się opamiętał, widząc krzywe spojrzenie kobiety.
Przechodząc przez krótki korytarz, od razu spojrzała przez wizjer, a widząc po drugiej stronie młodego mężczyznę, nie kryła zdziwienia. Przez chwilę pomyślała, że to kurier, lecz niczego nie zamawiała, a tym bardziej Theodor! Oddalając się od judasza, w końcu otworzyła drzwi.
Witam, w czym mogę pomóc? — przywitała nieznajomego z dozą ciepła, dalszym ciągu zastanawiając się, w jakiej sprawie przyszła tak młoda osoba, więc wyczekiwała w ciszy na odpowiedź ze strony obcego.

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   Sob Paź 13, 2018 7:01 pm

Może i głupio byłoby mu się komukolwiek do tego przyznać, ale była to chyba dla niego jedna z najgorszych stresowych sytuacji, jakie kiedykolwiek przeżył w swoim calusieńkim życiu. Zaliczało się do niej zarówno niepokojąco ciche oraz dziwnie wydłużające się oczekiwanie, jak i sam kontakt z umowną królową zamku.
W momencie, gdy otworzyła wreszcie drzwi, Johnny’ego na samym wstępie kompletnie zamurowało. Na sam widok stojącej przed nim starszej kobiety z lekka zaniemówił. Za nic nie przemyślał jednej rzeczy. Co takiego niby powie osobom, z którymi Marinette aktualnie mieszkała, jeśli przypadkiem uda mu się na nich natknąć. Że co? "Jestem przyjacielem Mari ze starych czasów, nazywam się Mścichuj i mam 14 lat oraz cierpię na zadużowzrotusję, która sprawia, że rosnę o wiele szybciej niż przeciętny Seba z patologicznej rodziny na dzielnicowym boisku, namiętnie kopiąc piłę i zajadając cheetosy z przeceny, a także przyszedłem prosić Pani przyszywaną córkę o rękę i dziewięćdziesiąt procent waszego całego majątku! A właśnie... Niedługo zostanie Pani babcią."? Pewnie! W końcu co złego może pójść nie tak? Poza tym porwanie też jest opcją. Może niekoniecznie byłoby to zgodne z prawem, ale i tak brzmiało o wiele lepiej od poprzedniej myśli.
... – otworzył powoli usta na sam widok prawdopodobnej przybranej matki jego ukochanego niewiniątka, lecz zamarł na parę sekund w początkowo bezdźwięcznym powitaniu. – Dzień dobry! – można było się wystraszyć, jak głośno się odezwał, zważywszy na swoją poprzednią zmowę milczenia. – Chciałbym zapytać, czy Marinette jest w domu i jeśli tak, to czy mógłbym na chwilę ją poprosić. - dodał niemalże natychmiastowo. Miał nadzieję załatwić to najszybciej jak tylko możliwe.
Gdyby tamtego felernego dnia od Undyne zamiast adresów otrzymał numery do dziewczyn, to może nie musiałby znaleźć się w tak kompromitującej sytuacji. Przecież był świadom, jak to wyglądało. Prawie dwumetrowy gość szuka czternastolatki z tylko sobie wiadomych powodów oraz nachodzi ją w jej własnym mieszkaniu. Dobry materiał na sprawę sądową, nie ma co. Ale może nie powinien na to aż tak narzekać. W końcu... Jak to było? Darowanemu koniowi lepiej nie zaglądać w zęby, czy jakoś tak.
Po chwili jak grom z jasnego nieba wpadł na pomysł, jak mógłby sprawnie i szybko wybrnąć z tej żenującej sytuacji.
Jestem jej chłopakiem. – powiedział bez krzty zwątpienia w głosie, zachowując przy tym zadziwiająco kamienny oraz poważny wyraz twarzy, kiwając przy tym kilkukrotnie głową, jakby sam chciał potwierdzić i jeszcze bardziej uwiarygodnić swoje słowa. Wyglądało to tak, jakby sam uwierzył w swoje porąbane kłamstwo. – Byliśmy na dzisiaj umówieni. – ponownie pokiwał głową, dalej utrzymując dokładnie tę samą minę.

Rzut na perswazję! NIECH DZIEJE SIĘ MAGIA!

_________________

Prowadzone sesje:


Ostatnio zmieniony przez Johnny dnia Sob Paź 13, 2018 7:02 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   Sob Paź 13, 2018 7:01 pm

The member 'Johnny' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 12
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   Nie Paź 14, 2018 5:35 pm

Kobieta delikatnie zmarszczyła brwi, widząc, że młody mężczyzna zapomniał języka w gębie, i to z pewnością nie na jej widok! Już planowała w ramach zniecierpliwienia pukać rytmicznie palcami o drzwi, dopóki nie podskoczyła spłoszona jego nagłym odzewem. Przywitania rzecz jasna mogła się spodziewać, lecz nie takiego!
Marinette? Tak, jest w domu. — odpowiedziała zgodnie z prawdą, jednak jej rodzicielski alert nie pozwalał tak łatwo się zbyć. Prędzej by się spodziewała, że ktoś starszy przyszedłby do Luny niżeli do młodszej pociechy. Nie chciała nabierać nierozsądnych podejrzeń, choć jako rodzić — na dodatek zastępczy! — było o to ciężko, stąd też miała mieszane uczucia w stosunku do jego prośby. — Ale w jakiej sprawie Pan do niej przyszedł? — spytała, nie siląc się zbytnio na delikatny uśmiech. Nie był to może jakiś bój, lecz nie zamierzała też odpuszczać.
Na swoją odpowiedź nie musiała długo czekać, gdy usłyszała kolejne słowa Johnnego. Z jej pogodnej twarzy zniknął uśmiech, aby zmienić się na narastające niedowierzanie. Iście ją zatkało i nie prędko wróciła na ziemię. Chciała go posądzić o kłamstwo, lecz brunet mówił to z takim przekonaniem, że naprawdę nie miała pojęcia co począć. Z pewnością mąż kobiety, gdyby znalazł się na jej miejscu, nie patyczkowałby się i solidnie zniechęcił kochasia nieletniej... Dobrze, że ma styczność z Amelią niżeli z nim, więc westchnęła zrezygnowana, poddając się jego sile perswazji.
Mari, podejdź tu na moment! — obróciwszy wcześniej głowę w stronę korytarza, zawołała swoją przyszywaną córkę, po czym zwróciła się do posiadacza duszy sprawiedliwości, otwierając na oścież drzwi, aby go przepuścić. — Proszę wejdź, nie pogryzę, ale musimy parę kwestii sobie wyjaśnić. — wyjaśniła, nie zdradzając przy tym większych szczegółów. Nie mogła sobie tego odpuścić, zwłaszcza jeśli chodzi o dobre imię kobiety. Jej nie można okłamywać, a to, że dziewczyna prawdopodobnie zataiła fakt posiadania chłopaka, było dla niej niedopuszczalne!
Kasztanowłosa bez jakiegokolwiek sprzeciwu odłożyła na bok książkę i pośpiesznym krokiem podeszła do Pani Amelie, by następnie w połowie zwolnić, gdy dostrzegła znajomą dla siebie twarz. — CO. ON. TU. ROBI?! — burza rozszalała w jej głowie, nie wspominając o zbliżającej się panice i fali pytań, począwszy od tych — skąd, do licha ciężkiego, wytrzasnął jej adres!
Tak m-mamo? — spytała nieco nerwowo jak na nią, gdy podeszła bliżej, co już na starcie wydawało się trzydziestosiedmiolatce podejrzane, gdyż dziewczyna wciąż miewała trudności ze zwracaniem się do nich per mamo czy tato. W tej chwili Mari była niczym otwarta księga, a to dlatego, że dziewczyna nie spodziewała się tak nagłej wizyty i to jeszcze Johnnego!
Twój CHŁOPAK do ciebie przyszedł, ponoć byłaś z nim dzisiaj umówiona. — odpowiedziała, wyraźnie akcentując pewne słówko, które równie co pani domu wywołał niemały szok u Marinette. Uśmiechnęła się jedynie do brunetki, po czym dodała. — Dlaczego mi nie powiedziałaś, kochanie?
C-co?! — powiedziała to wręcz niesłyszalnie, lecz natychmiastowo spojrzała na dziewiętnastolatka, niedowierzając w to, co przed chwilą usłyszała do przyszywanej rodzicielki. Wyraz twarzy aż kipiał tekstem: CO TY, DO DIABŁA, WYPRAWIASZ?! Jak mógł taką głupotę powiedzieć, w jakim celu?! Nie potrafiła zrozumieć tak nierozważnego zachowania. — Znaczy się, ja... — nie chciała posuwać się do kłamstw, więc plątała się, ponieważ chciała sensownie wyjaśnić, nie narażając przy tym zaufania Amelii. Po raz kolejny spojrzała na sprawcę nieprzychylnej sytuacji. Mogłaby jasno powiedzieć, że przyjaciel i sobie żartuje z tego, lecz miała przeczucie, że chłopak miałby zwyczajnie przesrane, zwłaszcza u Theodora, który na takie wątki gwałtownie reaguje. Wzięła niezwykle płytki oddech i powiedziała pierwsze, co przyszło jej do głowy. — Bo... bałam się waszej reakcji... — powiedziała to na tyle nieśmiało, lecz jakby nie patrzeć była przyciśnięta do ściany i musiała na szybko znaleźć coś sensownego... choć to, co powiedziała była poniekąd prawda, a przynajmniej blisko niej!

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   Pon Paź 15, 2018 11:19 am

Ciężko było oczekiwać po kobiecie niesamowitego szczęścia i dumy pałającej do swojej córki. Sam na jej miejscu zapewne złapałby małą i jej rzekomego chłopaka-delikwenta, aby następnie zaprowadzić ich na dłuuuugą rozmowę. Byłby płacz, zgrzytanie zębami i krzyki desperacji, to na pewno. W momencie, gdy z twarzy przyszywanej matki Marinette spełzł uśmiech, Johnny już wiedział, że nie ma za grosz szans na to, że cała ta akcja skończy się dobrze, jeśli mała Liddell nie podłapie tematu i nie będzie z nim współpracować. Plus jest taki, że teraz przynajmniej miał pewność, że na sto procent trafił do dobrego mieszkania. W końcu w chwilach takich, jak ta, trzeba się cieszyć z małych rzeczy, prawda...? Prawda?!
Po jego plecach przebiegły dreszcze, kiedy został zaproszony przez trzydziestosiedmiolatkę do paszczy lwa środka. Po cichu liczył na to, że obejdzie się bez tego i że jakoś da radę szybko zgarnąć niebieską duszyczkę ze sobą. Nawet on chciał ominąć dalsze brnięcie w swoje niedorzeczne kłamstwo, ale chyba nie miał zbytniego wyboru. W końcu ponoć jest facetem i zawsze powinien brać na klatę konsekwencje swoich czynów, czy jak to tam szło w tym westernie, który oglądał dwa dni temu...
Na widok mentalnej czternastolatki oraz jej niewątpliwego skołowania, oraz poniekąd paniki, Lingard powitał ją salutowaniem dwoma placami oraz lekkim uśmiechem, przy okazji przysłuchując się jej rozmowie z mamą. Oj, będzie musiał jej potem czymś to wynagrodzić. O ile jakimś cudem oczywiście przeżyje jej furię. Jedno jest pewne, z nic nie chciał mieć wroga w owej brunetce. Byłoby to przecież niczym wyrok śmierci!
Tak właściwie, to... – położył delikatnie na ramieniu poddenerwowanej kobiety w kwiecie wieku swoją prawicę. – Mari naprawdę chciała jak najszybciej wam o tym powiedzieć, ale poprosiłem ją o to, żeby tego jeszcze nie robiła. Chciałem wypaść jak najlepiej przy naszym pierwszym spotkaniu po tym, kiedy usłyszałem, jak bardzo niesamowitymi rodzicami jesteście, lecz teraz widzę, że nie powinienem był specjalnie usztuczniać waszego zdania na mój temat. – przymknął delikatnie oczy oraz przyłożył drugą dłoń do swojej piersi, aby sztucznie dodać dramaturgii swojej wymowie. Ha! Dalej miał w sobie to coś z dawnych lat, jeśli chodzi o kombinowanie i kłamanie! – Jestem jedyną osobą, którą należy tutaj winić, przepraszam was. Niemniej jednak nie mogę pozwolić na to, aby któreś z nas kryło się ze swoją miłością do drugiej osoby! – podniósł jeszcze bardziej swój głos, umyślnie kierując swój wzrok na Marinette i puszczając jej ukradkiem oczko.
Być może z zewnątrz wyglądał na pewnego siebie, ale prawda była taka, że w środku panikował tak, jakby zaraz miał dostać dożywocie, albo, co byłoby jeszcze gorsze, ukraść ulubioną herbatę swojego szefa.

Rzut na uspokojenie mamy Mari.

_________________

Prowadzone sesje:


Ostatnio zmieniony przez Johnny dnia Pon Paź 15, 2018 12:01 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   Pon Paź 15, 2018 11:19 am

The member 'Johnny' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 11
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   Wto Paź 16, 2018 9:46 pm

Otrzymując nieco błahą, aczkolwiek prawdziwą wymówkę ze strony dziewczyny, Amelia skrzyżowała swe ręce na piersiach, aby rozważyć dalsze przesłuchanie na nieco zestresowanej małolaty, czy też może przejść do większych konkretów z samozwańczym chłopakiem Mari. Narastający zapał został jednak zniwelowany przez słowa Lingarda, których to się w zupełności nie spodziewała, jak i zaimponowały czy też... rozczuliły? Nie ma co, chłopak miał gadane — i jeszcze ta dramaturgia, uczcie się ludzie! — i nawet jeśli robił czysty strzał, to doprawdy celny, by złagodzić nieco poddenerwowaną wiadomością rodzicielkę Liddell, która po krótkiej chwili nieco odsunęła się od niego, spoglądając to na duszyczkę integracji, to na sprawiedliwości.
Natomiast Marinette nie wiedziała jak ma się odnieś do tak absurdalnych słów Johnny'ego. Jasne, mogła się spodziewać tego, że jest zdolny do wszystkiego, ale dzisiaj odwalał istną fasadę w mieszkaniu jej rodziny. Wieczny rumieniec, który zawsze gościł na twarzy czternastolatki, przybrał nieco intensywniejszy kolor, co zresztą sama odczuła, czując ciepło na swoich licach. Pytanie tylko, czy to ze wstydu, czy podirytowania, aczkolwiek wystarczy jeszcze chwila, aby ta przybrała barwę piwonii! Nie zmienia to faktu, że musi dołączyć do jego gry, po to by nabrała wiarygodności wobec wcześniej wypowiedzianych słów. Musiała więc zacisnąć mocniej zęby i brnąć razem z nim w to paskudne bagno. — Zapłacisz mi za to!
Proszę... — jej głos wręcz się łamał, choć nie była bliska płaczu. Spuszczony wzrok i ściśnięte dłonie w pięść, bardziej świadczyły o złości niżeli tego, co miała niedługo zrobić, jednak jakby nie patrzeć nie miała zbytnio czasu na przemyślanie swoich działań. Tak jak Johnny, improwizowała. — Przestań mówić takie rzeczy! — niemal krzyknęła, sprawiając wrażenie roztrzęsionej, czego zbytnio nie musiała odgrywać. Gwałtownie spojrzała na swojego „chłopaka”, po czym podbiegła do niego, by następnie rzucić się w jego ramiona. Pustka w głowie, nie miała pomysłu na zapierający w dech piersiach słowach, więc wybrała czyn. Niespodziewany, nieprzemyślany... w komedii romantycznej by to przeszło, cóż, idziemy dalej, gdyż jej słowa można odebrać dwojako! — Zawstydzasz mnie takimi słowami, Johnny. — powiedziała to na tyle niewinnie, że takim tekstem mogła zgasić wręcz każdego, a już tym bardziej matkę, która nie dała o sobie zapomnieć, nawet jeśli przez moment milczała, będąc przez chwilę widzem owej sceny.
Chwila, chwila gołąbeczki, ale ja jeszcze nie skończyłam. — chrząknęła również znacząco do młodzików, nie próbując nawet komentować tego, co przed chwilą się stało, więc niestrudzona szła dalej. — Mój drogi, czy możesz mi powiedzieć ile ty właściwie masz lat? — spytała, gdyż owe pytanie było jednym z dość istotnych dla niej, w końcu nie raz aparycja człowieka była zdolna oszukać o tym, ile to już wiosen czy zim ma się już na koncie, co Amelii pozostaje tylko pozazdrościć, iż teraz jest tylko piękna, aniżeli wcześniej piękna i młoda!

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   Sro Paź 17, 2018 4:08 pm

Jeśli ktokolwiek byłby świadkiem tej całej szopki, to zapewne owa osoba nie wiedziałaby, czy powinna bardziej współczuć Marinette, czy jej od niedawna nowej matce. Niemniej jednak kobieta właśnie dostawała od życia po tyłku za swoją łatwowierność, dając się tak łatwo wyrolować pierwszemu lepszemu gościowi, który to akurat zapukał do jej drzwi. Oczywiście to nie tak, że Johnny był tutaj bezkarny. Tego typu wyzyskiwanie zapewne odbije się na nim w niedalekiej przyszłości szybciej, niż mogłoby mu się to wydawać. Z drugiej strony cholera wie, czy to nie on jest aż tak dobrym aktorem lub po prostu kłamcą... No i teraz mała brunetka też była współwinna! Lepiej to pozostawić bez dalszego komentarza, ponieważ może się to odbić zarówno na postaciach, jak i na relacjach ich twórców!
Po usłyszeniu łamiącego się delikatnego głosiku czternastolatki, Lingardowi zrobiło się jej jeszcze bardziej żal. Liczył na to, żeby nie odebrała tej całej sprawy aż za mocno. Chłopak doskonale wiedział, że z kłamaniem u niej bywało krucho, szczególnie ze względu na jej ogólną niechęć do tego typu czynów. To tylko potwierdzało jej topiącą każde skute lodem serce niewinność. To i tak cud, że udało im się zajść z tą akcją tak daleko!
... – w milczeniu spoglądał na nerwowo reagującą i solidnie rozgotowaną do czerwoności dziewczynę. Kiedy ta zdecydowała się na odważniejszy ruch i rzuciła się na niego, ten niemalże podskoczył z wrażenia, początkowo myśląc, że rzuca się na niego w celu jego zaduszenia. Ledwo zdążył ją złapać i objąć, co w razie gorszego rozwoju wypadków, mogło się skończyć u ich obojga glebą na podłodze. Kolejne jej słowa sprawiły, że sam się wyraźnie zaczerwienił, a także delikatnie rozdziawił swoją jadaczkę.
Tego dnia Marinette z łatwością mu udowodniła, że jeszcze nigdy nie widział jej rozczulającego uroku w pełnej krasie. Zapewne, gdyby byli sami, to zacząłby ją bez żadnego opamiętania ściskać jak pluszaka i biegać z nią w rękach po całym mieszkaniu. Na szczęście w porę zdążył się ogarnąć i postanowił wrócić do dalszego pajacowania, czyli tak zwanego wczuwania się w rolę. W miarę sprawnie złapał małą Liddell pod kolana oraz objął ją wokół talii, następnie unosząc ją całą na wysokość swojego brzucha. Teraz to dopiero młoda wyglądała jak księżniczka w ramionach księcia! Pozostaje mu liczyć na to, że nie boi się wysokości.
Mari to najniewinniejsza i najukochańsza dziewczyna na całym świe... – zanim zdążył wypowiedzieć kolejną kwestię do końca, która tak na marginesie była jego zdaniem niezaprzeczalną prawdą, zakrztusił się swoją własną grą aktorską, gdy Pani Amelia zadała pytanie, jakiego się najbardziej obawiał od samego początku. – Ja... – bąknął pod nosem wyraźnie skołowany, starając się po kryjomu rozpracować jak najlepiej pasujący do jego wyglądu wiek, niebędący przy tym zbytnio oddalonym od ilości wiosen damy spoczywającej na jego rękach, która to mogła bardzo wyraźnie poczuć, że jest coś nie tak. – Za dwa miesiące będę dumnym siedemnastolatkiem! – nagle wypalił, będąc przerażony tym, jak łatwo dał się podejść taką pierdołą. Nie wiedział, dlaczego koniec końców dał odpowiedź taką, a nie inną. Na sam koniec podkreślił no wszystko delikatnym, niekoniecznie szczerym uśmiechem.

Rzut na dalsze robienie mamy w wała!

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   Sro Paź 17, 2018 4:08 pm

The member 'Johnny' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 7
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   Pią Paź 19, 2018 1:22 am


Tego typu sprawy powinno nazywać się po imieniu — młodzi po prostu kłamali w żywe oczy, co srogo nie podobało się małej Marinette, że nawet nie odważyła się myśleć o konsekwencjach z nich związanych, gdyby Amelia jakimś cudem dowiedziała się, że ich zagrywka była jedynie po to, aby zamydlić jej oczy. Nie znała jeszcze na tyle dobrze swej rodzicielki, ale z pewnością uczucie zawodu by zawitało w domostwie, a żal rwałby duszę integracji z tego powodu. Oj dzieciaki w coś wyście się wpakowali... Autorko, proszę się nie śmiać, bo to poważna sprawa!
Idąc na żywioł ze swoimi niecnymi, aczkolwiek i niemymi knowaniami, żadna ze stron nie miała pojęcia, co wyczyni druga osoba, stąd też zaskakiwali się z coraz to śmielszymi czynami, które właśnie zrobił Johnny, iście romantyczny zabieg wyciągnięty wprost z dziecięcych bajek. Nie ma co, gdyby Liddell darzyła inszymi uczuciami wobec Lingarda, to z pewnością zareagowałaby bynajmniej jak typowo zakochana pannica... co właśnie zrobiła! W momencie gdy pseudo luby wziął ją na ręce, ta zawiesiła ręce na jego szyi, przy okazji wtulając się, mając przy tym również skryty zamiar w postaci zapytania czy ma równo pod kopułą, lecz widząc twarz chłopaka, od razu zrezygnowała. Taka wymiana zaskoku ją usatysfakcjonowała, stąd na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, a przynajmniej do czasu, póki nie usłyszała charakterystycznego chrząknięcia i pytania ze strony rodzicielki.
Szybka matematyka i mina Johnny'ego od razu ją przygasły, rozumiejąc z jak ciężkim pytanie zmaga się chłopak. W duchu modliła się, aby Amelia nie padła, gdy usłyszy faktyczny wiek, lecz czar zmartwienia prysł, kiedy usłyszała jego odpowiedź. Automatycznie zostawiła szyję chłopaka w spokoju, po to, by spojrzeć na niego z niedowierzaniem, że ten zamierzał dalej kręcić. Powinna zrozumieć, lecz fakt wypowiedzianego kolejnego kłamstwa z ust przyjaciela ją przerażała. Nie zmienia to faktu, że chłopak się poniekąd wkopał.
Och, to jesteś w wieku Luny. Chodzicie do tej samej klasy? — wiek oszukisty nieco ją zaskoczył, aczkolwiek miała co tej cyfry wątpliwości. Fakt wyglądał młodo, lecz nie przypuszczała że jest aż tak młody, a na dodatek jeszcze wieku jej latorośli, która po prawdzie jeszcze miała kawałeczek drogi ku siedemnastki, ale to mały szczegół.
Johnny chodzi do innej szkoły niż ja i Luna...! — wyskoczyła nagle z odpowiedzią, i choć nie była co do niej przekonana, to Mari próbowała zgrywać pewną, zupełnie jakby mówiła dość oczywistą rzecz. Jednak i ona się zawiesiła, gdyż nie miała bladego pojęcia czy w mieście Ebott były jeszcze inne szkoły, przez co zacisnęła usta we wąską linię. Denerwowała się, jednak była gotować coś jeszcze dopowiedzieć, lecz ubiegła ją matka.
Och, rooozumiem. — odparła nieco przeciągle, co mogło dwojako świadczyć o tym, czy kobieta kupiła ich ściemę, aczkolwiek nie brnęła w to dalej... najwidoczniej po raz kolejny przyjęła do kolejne kłamstwo od bruneta. Kiedyś się nadzieje, prędzej czy później. — Co jednak nie wyjaśnia ważnej rzeczy, moja droga. — zaczęła swój kolejny wywód dość... zagadkowym tonem, jeszcze ten delikatnych ruch kącików ust ku górze. Ponownie skrzyżowała ramiona, która to potęgowała uczucie dyskomfortu u młodej. — W takim razie jak się poznaliście, hm? — spytała, przekrzywiając swą głowę na prawo, mierząc swym bystrym wzrokiem fałszywego szesnastolatka.
Um, to... dość zabawne... — zaczęła swoją myśl trochę niepewnie, gdyż nie wiedziała jak ją odpowiednio przedstawić. A co takiego po jej główce szło, że ich PIERWSZE spotkanie było dość zabawne? Nie zamierzała kłamać, a przedstawić przynajmniej półprawdę czy też jakiś zarys. Oj, trzeba przekazać pałeczkę kochasiowi!

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   Sob Paź 20, 2018 12:31 pm

Może i było to poniekąd cholernie niepokojące, ale dopiero teraz, kiedy Marinette znalazła się na jego rękach, zdał sobie sprawę, że przez tę parę lat aż tak bardzo się nie zmieniła, zarówno jeśli chodziło o jej charakter, jak i sam wygląd, którego ku swemu zdziwieniu nie rozpoznał przy ich pierwszym przypadkowym spotkaniu na powierzchni. Dalej była w porównaniu do jego własnego wzrostu tym samym niesamowicie leciutkim i kruchym skrzacikiem. Dalej była niczym otwarta księga. Dalej można było ją nazwać bez najmniejszych wątpliwości najsłodszą istotką na całym globie. Może jednak nie wszystko się zmienia, huh? Aż zaczynało mu być głupio, że sprawia jej aktualnie tyle kłopotów. Niemniej jednak poczuł zdecydowanie ulgę, kiedy przynajmniej upewnił się, że mała go nie wyda... Przynajmniej nie dzisiaj. Zapewne dobrze wiedziała, że to wyrządziłoby jeszcze więcej szkód, niż do tej pory zdążył ich narobić cichociemny szesnastolatek.
Tylko sam Johnny wiedział, jak bardzo przyszywana mama spoczywającej w jego ramionach brunetki zabiła mu ćwieka. W przeciwieństwie do poprzedniego pytania, te nie wywołało u niego aż takiej pseudo paniki. Sam się zdziwił, kiedy wpadł na osobliwy pomysł połączenia małej cząstki prawdy z następną toną ściemy.
To było z dobre dwa miesiące temu. – wreszcie się odezwał, widząc motanie się małej Liddell i będąc gotów do dalszego brnięcia w swoje kłamstwo. – W wielkim skrócie, moja szkoła wysłała klasę, do której należę na kilkugodzinną wycieczkę z przewodnikiem nad jezioro znajdujące się w naszym lesie. Że niby mieliśmy się oderwać przynajmniej na chwilę od miasta i udać się w plener. – mówił powoli, aby nie dać się przypadkowo złapać na jakiejś pierdółce. – Dołączyło do nas także spontanicznie parę grup uczniów z innych szkół za ich zgodą. Mała była w jednej z nich. – szybko dodał. – Już na miejscu, podczas naszego czasu wolnego, który mieliśmy przeznaczyć na integrację, zabawy i tak dalej, wdałem się w bójkę z jednym takim nieprzyjemnym typkiem nad brzegiem wody. Skończyło się na tym, że ten koleś mnie do niej wepchnął. – powiedział bez krzty zawahania w głosie. – Z całej grupki ciekawskich dzieciaków, która się wtedy uzbierała, tylko ona postanowiła mi pomóc, zamiast się śmiać i wytykać mnie palcem. – oparł swój policzek o główkę czternastolatki i zaczął nim o nią pieszczotliwie pocierać.
W głowie młodego dorosłego utknęło wspomnienie ich pierwszego spotkania w Podziemiu, które odbyło się w Wodospadach. Z jednej strony było to zabawne i przyjemne, lecz z drugiej nie był fanem tego typu nagłych ataków nostalgii. Dobrze wiedział, jak bardzo niekiedy potrafiły namieszać w głowie. Dodatkowo sprawiały one, że czuł się przez nie nieswojo.
Jeśli Pani wybaczy i to nie problem, to chciałbym już się zbierać z Mari. – odrzekł oficjalnym tonem, wreszcie pozwalając brunetce zejść na podłogę. – Spokojnie, odprowadzę ją z powrotem najpóźniej za dwie godziny. – dodał zapobiegawczo.

Rzut na kolejną ściemę!

_________________

Prowadzone sesje:


Ostatnio zmieniony przez Johnny dnia Sob Paź 20, 2018 12:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   Sob Paź 20, 2018 12:31 pm

The member 'Johnny' has done the following action : Kostki


'Kostka' : 8
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   Pon Paź 22, 2018 7:11 pm

Postawa Amelii zbiła z pantałyku posiadaczkę duszy integracji. Choć w jej głowie „pisał się” scenariusz tego, co zamierzała opowiedzieć w kontekście pytania kobiety, lecz dziewczyna się zawiesiła. Bała się? Nie, po prostu nie chciała robić tego, co poniekąd musiała w tej sytuacji. Kwestia priorytetów w tej chwili uległa u dziewczyny drastycznej zmianie, gdyż dość nietypowa pomoc przyjacielowi była na ten moment ważniejsza niż budowanie zaufania u rodziny zastępczej.
Ta chwila zawahania wystarczyła, aby pseudo chłopak Mari przejął inicjatywę po raz kolejny, za co nastolatka była mu wdzięczna, mimo iż czuła się w związku z tym dość niekomfortowo, co właśnie opowiedział. Przedstawienie jej w „jaśniejszym” świetle było doprawdy niepotrzebne, co też poniekąd było i trafne, gdyż gdyby taka sytuacja miałaby miejsce, to mała Liddell zrobiłaby w dokładnie to samo. Na przekór innych, lecz wedle własnego przekonania. Kasztanowłosą po części to rozbawiło, przez co ta mimowolnie cicho parsknęła śmiechem.
Przepraszam, ale naprawdę głupio w tamtym momencie wyglądałeś! — odezwała się, nie zbaczając z kursu. Wielka szkoda, że faktycznie coś takiego nie miało miejsca, lecz dziewczyna po dzisiejszej wizycie Lingarda w jej domu nie będzie miała skrupułów, aby tego nie zrobić! Nie zmienia to faktu, iż ten znowu przyczynił się do tego, że dziewczyna aż osłupiała, gdy ten zaczął miziać swoim policzkiem o jej głowę. — Proszę cię, przestań! — burknęła prawie oburzona, nadymając policzki. No musiała wyrazić swoje „zdanie”. Nikomu nie pozwalała na tego typu rzeczy, jednak nigdy nie powiedziała czemu. Skoro nikt nie pytał, to też nikt nie otrzymał na nie odpowiedzi, o!
Kolejny blef ze strony Johnny'ego znów zadziałał na Amelię, która to wręcz łykała każdą jego opowieść, aczkolwiek wątek z bójką ją zaniepokoił. Skoro chłopak nie stroni od bójek, to już jest sygnał alarmowy dla rodzica, że związek z taką osobą może być zagrożeniem dla pociechy. Miała naprawdę twardy orzech do zgryzienia, gdyż nie pokazał jak dotąd niczego złego, za co ta powinna go ścigać czy wygonić za drzwi. Choćby wolała dmuchać na zimne, to nie mogła w tej chwili z tym przesadzać, nawet jeśli oboje naknocili i zakłócili w ten sposób wspólne rodzinne popołudnie. Słysząc jego naglącą prośbę, nastąpiła chwila milczenia, którą to najmłodsza z grona przerwała.
Proooszę, długo się nie widzieliśmy i bardzo chciałabym spędzić z Johnnym trochę czasu! — odezwała się iście błagalnym tonem, spoglądając na przyszywaną matkę swoimi dużymi oczami, gdy ta stanęła na równych nogach. — Potem pewnie nie będziemy mieli czasu ani okazji... — dodała już nieco melancholijnie.
Dobrze, na ten moment wam odpuszczę. — odparła łagodnie, bez krzty jakiś innych złośliwości czy podejrzliwości. Poddała się? O nie, nie, zapowiada się coś większego, więc uciecha Marinette szybko prysła. — Jednak mam do was wielką prośbę. — zwróciła się do młodych już cieplejszym uśmiechem, sprawiając wrażenie już rozluźnionej. — Następnym razem bardziej oficjalnie przekażcie nam to, że jesteście w związku, dobrze? — zaśmiała się pod nosem, widząc gwałtowną reakcję dziewczyny, która to jeszcze przed chwilą szykowała się do wyjścia. — I tak się dziwię, że tata do nas nie podszedł. — powiedziała nieco zawiedziona, przypuszczając, co takiego mogło Theodora przykuć bardziej niż dopytanie się, kto przyszedł i zrobić niemały szum z tego powodu... choć może to i lepiej? Tak, zdecydowanie taką burzę lepiej zostawić na później. Marinette wolała nie wnikać i jak najszybciej się ewakuować, po to by zakończyć już ten mały teatrzyk.
W porządku, to my się zbieramy, prawda Johnny? — zwróciła się milutko do przerośniętego kowboja, zapinając ostatni guzik swojego płaszcza. Nie minęła chwila, a oboje wyszli z mieszkania... tymczasowo zwolnieni od kolejnej części przesłuchań ze strony Amelii.

[z/t x2]

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Papyrus
Paściarz
avatar

Liczba postów : 164
Zamieszkanie : Dom Sansa I Papyrusa
Praca/Zawód : Kucharz
Ekwipunek : Czerwona peleryna Papyrusa, telefon, prawdopodobnie spaghetti
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   Pią Paź 26, 2018 4:51 pm

Za długie posty i całokształt, daję wam po 1 FD. Kupcie sobie coś ładnego.

_________________

NYEH HEH HEH!
Chatki Rybackie (23.08.2018)|Dzika plaża (07.08.2018)|Park(03.08.2018)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lokum Marinette   

Powrót do góry Go down
 
Lokum Marinette
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Welcome to the Surface! :: Powierzchnia :: Miasto Ebott - Obszar centralny :: Dzielnice mieszkalne-
Skocz do: