IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kawiarnia "Garten"

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Kawiarnia "Garten"   Czw Sty 18, 2018 9:17 pm

Niewielka, cicha i spokojna kawiarnia, posiadająca w swoim asortymencie pyszny napój z ziaren kawy, najrozmaitsze, robione na świeżo ciasta oraz... Kwiaty. Jej założyciel, sędziwy już Niemiec z wyjątkowym zamiłowaniem do fluorystyki, znany był jeszcze w swoich rodzinnych stronach jako wybitny koneser... KAWY! Jak chętnie opowiada tym, którzy chcą go jeszcze słuchać, pewnego dnia po przybyciu i zamieszkaniu w mieście Ebott, zaczął poważnie zastanawiać się nad otworzeniem własnej działalności. Natchniony zapachem świeżej kawy, popijanej w zaciszu swego domowego ogródka, wpadł wreszcie na pomysł połączenia obu swoich pasji. I czemuż dodatkowo na tym nie zarobić?
Usiądź przy stoliku, napawaj się pięknym, ŻYWYM wystrojem wnętrza lokalu i zrelaksuj przy dźwiękach muzyki.

Menu:


Kawy klasyczne i smakowe - 5G do 15G
"Garten's" special - kawa tygodnia, przygotowana z ziaren sprowadzonych z najdalszych zakątków świata, za jedyne 16G (leczy 8HP i daje niezłego kopa!)
Herbaty różnych smaków - 6G
Gorąca czekolada - 10G
Mrożona czekolada - 10G
Zimne i ciepłe napoje - od 2G do 15G
Szarlotka na ciepło z lodami i bitą śmietaną - 15G (leczy 5HP)
Ciasteczka domowej roboty (leczą 2HP)




Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Pon Sie 13, 2018 8:18 pm, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Czw Sie 09, 2018 9:28 pm

09.08.2119r., wieczór

"Jeszcze tylko godzina do zamknięcia". To właśnie te słowa krążyły mu po głowie, gdy wybiła dwudziesta pierwsza. Był po dosłownie całym dniu przyjmowania zamówień, obsługiwania ludzi i ogólnego dbania o interesy przybytku, w którym pracował. W tamtej chwili przysłowiowo zwyczajnie padał już na ryj. Dzień wcześniej dał się wybłagać jednemu ze swoich współpracowników, aby przejął dodatkowo za niego jedyny raz jego zmianę, ponieważ ten zachorował, a dobrze wiedział, że mają ostatnimi czasy braki w personelu. Fakt, może nie brzmi to jakoś niesamowicie wycieńczająco, ale już szesnasta godzina użerania się z klientelą, doprowadziłaby nawet najwytrwalszą osobę do szewskiej pasji. Problemy ze snem, jakie doświadczał już od paru ostatnich dni, też nie sprzyjały utrzymaniu pozytywnego nastroju. Zapewne każdy z nas przynajmniej raz zaznał tego, że nie może usnąć, nawet jeśli następnego dnia musi wcześnie wstać. Zazwyczaj kończy się to mimo wszystko zaśnięciem, prawda? Nie u Johnny'ego.
Dziewiętnastolatek podniósł głowę z blatu barku, uświadamiając sobie, że leżał tak oparty na nim bez kompletnie żadnego kontaktu z rzeczywistością już przez dłuższą chwilę. Lecąca aktualnie z radia klasyczna muzyka oraz ogólna atmosfera wewnątrz sprawiała, że szkoda było nie sprawić sobie drzemki. Z ulgą stwierdził, że jedyna persona, z którą aktualnie się samemu znajdował w lokalu, to pewna nieznośnie głośna, niebieskowłosa dziewczyna, z którą pracował już od ponad roku, w tym momencie zajmująca się sprzątaniem stolików, podlewaniem roślin i zamiataniem. To właśnie z nią na popołudniówki pracował Nick - domniemany, wcześniej wspomniany "kolega". Jak jej tam było...? Liza...? Iza...? Miza...? Cholera wie. Znowu zapomniał. No nic, przynajmniej żaden klient nie zarzuci im całkowitego bumelowania, przylepiając przez jedną lub dwie osoby negatywną łatkę całej kawiarni.
- Potrzebujesz pomocy? - wreszcie odezwał się Lingard, lecz jedną odpowiedzią na jego pytanie było zadziwiająco ciche, zważywszy na jej charakter, przeczące pokręcenie głową. Stwierdził, że nie ma co naciskać i lepiej pozwolić jej wykonywać swoją robotę. W końcu przepracował dzisiaj dwa razy więcej od niej. Skoro dalej ma na tyle wigoru, to po co ją powstrzymywać?
Koniec końców wrócił do punktu wyjścia, ponownie kładąc swój łeb na blat, żywiąc płonną nadzieję na to, że tego wieczoru już nikt więcej nie zagości w ich miejscu pracy.

//Mari =3=

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Pią Sie 10, 2018 7:24 pm

Po oświetlonym przez pobliskie latarnie chodniku truchtała pośpiesznie Marinette, która pięć minut temu wyszła z domu jednej z koleżanek. Nie spodziewała się tego, że ta zdoła ją na tak długo „przetrzymać”. Co tu kryć, po prostu dziewczyny zagadały się niesamowicie, dyskutując o wielu rzeczach. — Jak nic, mam przechlapane! — natomiast brunetka obawiała się najgorszego, zwłaszcza że proszono ją, aby nie siedziała u znajomej do późna. No nie ma co, Mari się popisała przy swoich opiekunach.
Dziewczyna po chwili zwolniła nieco, kiedy jej oczom ukazał się zarys kawiarni „Garten”. Gdy biegła, usłyszała w tle znajome pyknięcie, od razu dobyła do swych rączek swój telefon, przechodząc po dotykowym ekranie na panel z wiadomościami. Na pomarańczowo migała ikonka z nieodczytanym sms'em Theodora, „ojca” Marinette. „Będę tam za 20/30 minut”
Oby nie był na mnie zły... — westchnęła pod nosem, odpisując od razu na sms'a, iż ta już na niego czeka w umówionym miejscu, po czym schowała komórkę ponownie do kieszeni. No cóż, nastolatce nie pozostało nic innego jak grzecznie i cierpliwie na niego poczekać, co też z początku chciała uczynić, póki nie spojrzała na witrynę kawiarni, a następnie na wielką donicę z kwiatami przed jej wejściem. — Jakie śliczne! — pomyślała rozanielona, gdy się im bliżej przyjrzała. Pochyliła się delikatnie do przodu, aby „odurzyć się” ich słodkim zapachem. Widać, że ktoś o nie dba. Dusza integracji uwielbiała kwiaty, a zwłaszcza czerwone róże. W przeszłości zawsze w jej pokoju gościł przyjemny won tychże roślin. U Liddell były one symbolem najszczerszego uczucia i przywiązania, jak również miłości. Niegdyś starała się zapamiętać wszelkiej maści znaczenia kwiatów i ich kolorów, co jak później się okazało, było niemałym wyzwaniem dla młodej.
Bez pośpiechu wyprostowała i spojrzała na drzwi lokalu, bijąc się myślami czy powinna wejść. O takiej godzinie temperatura była nieco niższa niż za dnia, a Marinette nieprzygotowana na takie okoliczności nie miała przy sobie, chociażby swetra, by się nie zaziębić. — Tylko na chwilkę, potem znowu wyjdę na zewnątrz. — choć liczyła również na to, że tatko domyśli się sam, gdzie ta się znajduje. Bez większych ogródek, weszła do środka.
D-dobry wieczór... — odezwała się niepewnie, zastając z początku puste pomieszczenie, a przynajmniej póki w jej oczy nie rzuciły się błękitne włosy i... leniącego się pracownika za ladą. Z początku nie jak ma to skomentować, lecz po szybkiej obiekcji zdecydowała się po prostu przemilczeć, w końcu o takiej godzinie każdy ma prawo zrobić sobie chwilę wolnego. W ciszy podeszła zająć miejsce do jednych z WIELU wolnych stoliczków. Obrała te przy oknie, by móc wypatrywać zbliżającego się rodzica. Z początku nie planowała niczego zamawiać, ale kto wie... może się skusi na wieczorną herbatkę?

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Pią Sie 10, 2018 9:18 pm

Słysząc dzwonek towarzyszący otwieraniu drzwi wejściowych, Johnny lekko uniósł swój skryty w ramionach łeb, aby zobaczyć, kto nowy do nich zawitał. W końcu mało kto wpada na sam koniec dnia do kawiarni, czyż nie? Godziny szczytu są zawsze o porze porannej i popołudniowej i to właśnie wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa, przysłowiowa "imba" z obsługiwaniem klientów. Już mieli parę razy z tym problemy, ponieważ czasami potrafiło zwyczajnie zabraknąć miejsc siedzących, a z racji tego, że "Garten" nie jest jakimś w pytkę dużym lokalem, to o to nie ciężko.
Kiedy Johnny zobaczył nastolatkę, która niepewnie się przywitała, postanowił się wyprostować i skinąć głową.
- Witamy w Gart... - jego słowa zagłuszył wręcz ogłuszający pisk, dochodzący ze strony do tej pory sprzątającej pracownicy. Miał on wystarczająco decybeli, aby roztrzaskać leżącą na blacie przed dziewiętnastolatkiem szklankę wody. Mina Lingarda była bezcenna. Malowało się na jego twarzy pierw przerażenie, potem zakłopotanie, a na sam koniec czyste zdenerwowanie. Po chwili zdając sobie sprawę z tego, co właśnie zrobiła, puściła przed chwilą trzymaną w jej dłoniach miotłę, która z głośnym trzaskiem zaryła o panele i zakryła nimi swoje usta.
- JEZUS MARIA, JOHNNY, PATRZ JAKA ONA JEST UROCZA I KOCHANA!!! - ponownie zapiszczała, tym razem o wiele ciszej.
Nie minęła chwila, a posiadacz duszy sprawiedliwości do niej gwałtownie szybkim krokiem podszedł i sprzedał jej klasyczne "ojcowskie" trzepnięcie w tył głowy, a następnie wskazał palcem na miejsce, w którym jeszcze parę sekund temu stała szklanka. Niebieskowłosa dziewczyna spuściła smutno głowę, przeprosiła i pobiegła sprzątać rozbite szkło i ścierać cieknącą w dół mebla wodę.
- Naprawdę za nią przepraszam. Ona tak czasami ma. - zaczął szybko, aby w razie czego móc uspokoić swojego klienta. W tym samym momencie Iza/Miza/Liza, korzystając z tego, że Johnny stoi odwrócony do niej plecami, wystawiła w jego stronę język i palcem pociągnęła w dół dolną powiekę swojego prawego oka. Następnie skrzyżowała ręce i zaczęła się bujać na boki z miną prawdziwego zabójcy, po czym wróciła do swojego zajęcia, a Marinette mogła to wszystko z łatwością dostrzec.
- ... - młody dorosły w ciszy przyglądał się przez chwilę dziewczynie. Nie mógł wyzbyć się wrażenia, że gdzieś ją kiedyś widział. Cholera, był wręcz pewien tego, że skądś ją zna. - Wracając... Witamy w Garten! Życzy sobie Pani czegoś? - wreszcie wypalił, zdając sobie sprawę z tego, że przecież nie każdy lubi to, że ktoś się mu przygląda. Wysilił się nawet na uśmiech, a to już coś!

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Sob Sie 11, 2018 5:24 pm

Nie usłyszała wcześniejszego przywitania jednego z pracowników, ponieważ zagłuszył straszliwy pisk ze strony kobiety. Naprawdę, aż miała ciary, kiedy to usłyszała i pieruńsko kusiło ją, aby zatkać uszy, lecz obyło się bez tego. Co jak co, ale w tak „młodym” wieku nie chciała jeszcze ogłuchnąć przez jakaś randomową osobę, zaś huk miotły posadzkę tylko wymusił u niej by ta spojrzała na dwójkę pracowników z wymalowaną pretensją na twarzy. Jedynie co wydała z siebie to ciężkie westchnięcie i ponownie wróciła do wypatrywania, choć czuła na sobie obce spojrzenie i kierujące nim zainteresowanie, przez co czuła się tym faktem nieco zdenerwowana, choć próbowała stawiać pozory spokojnej. Do czasu, gdy nie podszedł do niej kelner.
Ach, nic się nie stało! Chociaż nie będę ukrywać, że troszkę mnie to zaskoczyło. — przyznała szczerze, serwując przy tym kelnerowi delikatny uśmiech ze swojej strony. Mina jej zrzedła, gdy ta widziała, co takiego wyczyniała pracownica za plecami kolegi z pracy. Z początku miała zszokowany wyraz twarzy, a następnie zaśmiała się pod nosem, gdy ta wróciła do swoich zajęć. Chłopak mógł, przez co nabrać pewnych podejrzeń, aczkolwiek nie liczyła się z tym zbytnio. Oczywiście, początkowe jej zachowanie zdawało się niepokojące, lecz nastolatka uznała to za głupi żart, by odreagować złość, po czym ponownie spojrzała na Johnnego, który przyglądał się dziewczynie w milczeniu. Ponownie poczuła się niekomfortowo z tym faktem, lecz sama nie była w tym lepsza, gdyż ona to samo uczyniła. Lustrowała go, badając jego rysy twarzy, oczy i resztę. Rozum mówił kasztanowłosej, iż ma do czynienia po prostu z nieznajomym człowiekiem, lecz coś innego mówiło wręcz odwrotnie, jednak dziewczyna nie brała tego pod uwagę.
Planowała się odezwać, by wybudzić go z prawdopodobnej zwiechy mózgu, jednakże chłopak sam się ogarnął, na co dziewczyna odwróciła wzrok, speszona, gdy dotarł do niej fakt, co przed chwilą zrobiła. Zbyt długo mu się przyglądała, zdecydowanie za długo.
Huh... poproszę herbatę. — nie wiele myśląc wypaliła, to co pierwsze jej przyszło do głowy. Z początku nie planowała niczego zamawiać, ponieważ nie chciała marnować pieniędzy na takie „przyjemności”, lecz taki krok z pewnością mógłby być niewiarygodnie głupi, zwłaszcza że są tutaj takie pustki i to by — według Marinette — nie przeszło, a tylko dziewczyna by się upokorzyła. — Przynajmniej się troszkę rozgrzeję, zawsze pozytyw. — przynajmniej ujrzała zalety sytuacji, w której się znalazła.
Gdy Liddell ponownie została pozostawiona samej sobie, ta położyłaby swoje skrzyżowane rączki na stół. Wtedy też spojrzała na wazonik ze świeżymi kwiatami, który był tuż przed nią. Nie wie jakim cudem go przegapiła, ale znowu uśmiechnęła się pod nosem, gdy dostrzegła pośród innych roślin jej ulubienicę. — Wyniuchałam cię, kochana! — zażartowała w myślach, po czym zbliżyła dłoń do kwiatka. Z początku dotknęła jej delikatnych płatków, po czym łapiąc za łodyżkę — uważając rzecz jasna na kolce — wzięła ją do ręki. — Ciekawe czy...

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Nie Sie 12, 2018 4:16 pm

Na śmiech klientki zareagował podejrzliwym zerknięciem w stronę, gdzie przed chwilą wędrował jej wzrok. Koniec końców to zlekceważył, lecz teraz wracając już bardziej do teraźniejszości, powiedzmy sobie szczerze, po tej wymianie spojrzeń i wzajemnym wpatrywaniu się w siebie, Johnny najchętniej zapadłby się w tamtej chwili pod ziemię lub ewentualnie schowałby się pod stołem na drugim końcu pomieszczenia. Poza tym, ile ona miała lat? Dwanaście? Trzynaście? Ugh... Nigdy nie był dobry w określaniu czyjegoś wieku za pomocą metody na tak zwanego "czuja", czy "na oko". Pewnego razu rozmawiał z trzydziestolatką, będąc w stu procentach pewien tego, że ma ona maksymalnie szesnaście lub ewentualnie siedemnaście lat. Wygląd niektórych osób potrafi być... Mylący. Bardzo mylący. Tak, jak dzisiaj, raz gadasz z prawdopodobnie najbardziej uroczą czternastolstką, jaką kiedykolwiek widziałeś, aby następnego dnia dowiedzieć się o tym, że miała na imię Grzegorz i była dwa dni po operacji zmiany płci. Przyszło nam żyć w naprawdę mrocznych czasach, oj tak. Nie zmienia to jednak faktu, że było w siedzącej przed nim przy stole dziewczynie o orzechowym kolorze włosów coś w pewnym sensie ujmującego. Coś, co sprawiało, że miało się chęć, a nawet poczucie obowiązku jej bronić przed złem tego świata do upadłego. Dokładnie tak, jakby była jedyną czystą, nieskalaną brudem miasta Ebott osobą na świecie... Tak, zgadza się. Ewidentnie nadgodziny w pracy nie wpływały pozytywnie na tok jego myślenia. Biedna Marinette.
- Herbatę powiadasz, huh? - powtórzył zmieszany, po chwili odwracając się w stronę drugiej pracownicy, żeby skinąć w jej stronę głową na znak, aby ta zajęła się zamówieniem. Dziewczyna akurat już kończąc ogarniać syf, jaki zrobiła, energicznie poderwała się do góry i szczerząc się, wyciągnęła wysoko rękę z uniesionym kciukiem. Kiedy jego współpracowniczka udała się do sąsiedniego pokoju w celu przygotowania herbaty, Lingard sam stanął z powrotem przy barku z zamiarem sprawdzenia, czy aby przypadkiem nie ostał się nigdzie żaden bardziej widoczny kawałek szkła. I tak będzie musiał te miejsce odkurzyć, lecz raczej nie powinien robić tego przy kliencie. - Jeśli mogę zapytać, co tak młodzik, jak ty, robi w naszej kawiarni o tej porze, hm? Proszę, nie zrozum mnie źle, ale rzadko kiedy pojawia się tu ktoś tak... No. Wiesz, o co mi chodzi. A już szczególnie wieczorami. Czekasz tutaj na kogoś? Zgubiłaś się? Może potrzebujesz w czymś pomocy? - zalał małą Liddell serią pytań z lekkim zmartwieniem w głosie, widząc to, jak bardzo zainteresowała się pewną, na pierwszy rzut oka niepozorną różą.
Jak obiecał sobie to, że nie będzie mieszał się w cudze sprawy, tak do dzieci zawsze miał pewną słabość... I nie chodzi o tego typu słabość, perwersy! Zwyczajnie nienawidził, gdy dziecku działa się jakakolwiek krzywda. Niby jego pytania mogły zostać uznane za nachalne, a nawet w pewnym stopniu niepoprawne, lecz robił to głównie przez to jedno, poniekąd dalej z wielu innych, wciąż niewyplewione z siebie przyzwyczajenie.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Sro Sie 15, 2018 9:08 pm

Bądź co bądź, Marinette nie miała takiego problemu w kwestii zgadywania wieku, gdyż wiele do szczęścia nie było trzeba, jak samo to, iż chłopak jest starszy od niej, a o ile, to już wolała nie zaprzątać sobie tym głowy, choć z pewnością taką informacją by nie pogardziła. Taa, zdecydowanie miała łatwiej, choć można uznać to również za dość lekceważące podejście z jej strony... albo lenistwo! Cóż, pozostaje tylko współczuć Johnnemu, gdyż przed nim siedziała istna enigma.
Gdy w końcu dorwała w swe rączki ukochany kwiat, z początku przyjrzała jej się z bliska. Już z początku wiedziała, że ma do czynienia ze świeżym kwiatem, choć dopiero z bliska dostrzegła, iż ta powoli mizerniała. Mimo to znajoma woń ukoiła jej nerwy, przez co nie czuła się tak skrępowana, jak wcześniej. Niechętnie, ale odstawiła czerwoną różę z powrotem do wazonika. W rękach Liddell z pewnością dłużej by „pożyła”, lecz nie mogła sobie pozwolić na przywłaszczenie roślinki.
Nagła fala pytań ze strony pracownika Garten dość zaskoczyły Marinette, przez co ta na chwilę się zawiesiła, by potem energicznie potrząsnąć głową — typowe w jej przypadku — na ogarnięcie się i wrócić ponownie do pozbawionej kolorów rzeczywistości.
Cóż, to prawa. Nie lubię się szwendać po nocy, ale zasiedziałam się u koleżanki i, hah... Zabrzmi to dość głupio, ale boję się wracać do domu po ciemku. Jestem tutaj nowa i jeszcze nie poznałam na tyle dobrze miasta. — wyjaśniła w dużym skrócie, wolała nie wnikać w każdy najmniejszy szczegół, ponieważ wymusiłoby to na Mari faszerowaniem kolejną osobę swoimi kłamstwami, którymi jak wiadomo, nastolatka się brzydziła. Ciągłe wyrzuty sumienia, że ta okłamuje innych jest istną zmorą dla błękitnej duszy. — Proszę się niepotrzebnie martwić, mój ojciec po mnie przyjdzie, a nie chciałam w zimnie czekać na zewnątrz. — dodała po krótkiej przerwie, w końcu dzieląc się uśmiechem w stronę pracownika. Wciąż Marinette wzmagała się z niebywałą trudnością zwracania się do Theodora per tato. Może już nie był dla niej kimś obcym, lecz mentalna przeszkoda nie pozwala jej poczynić pewnych progresów, jednak musiała mieć nadzieję, że to przejdzie. Aczkolwiek jej uwadze nie umknął szczegół w postaci dozy troski ze strony kelnera. Nie ma co, urzekło ją to, ponieważ już kilka razy spotkała się z ludzką znieczulicą, co też niejednokrotnie smuciło czternastolatkę.
Czyli jak rozumiem, nie często macie o takiej porze klientów? — zapytała niby od niechcenia, lecz kryła się w tym swojaka ciekawość należąca do Marinette. Fakt, nie była dzisiaj specjalnie skora do rozmów, lecz niezręczna cisza w tym przypadku byłaby czymś gorszym, stąd też zagadała. Zadziwiająca pustka w lokaju ją z jednej strony dziwiła, w końcu pewnie ma styczność z dość popularnym miejscem, natomiast z drugiej też nie, w końcu o tej godzinie ludzie też śpią, choć na bank znajdą się wyjątki w postaci imprezowiczów, dla których dzień się zaczyna, o pijakach nie wspominając.

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Czw Sie 16, 2018 4:24 pm

Kiedy dziewczynka zwierzyła mu się z tego, że przez przypadek "zasiedziała" się u koleżanki i aktualnie czeka tutaj na swojego ojca, Johnny uprzednio opierając się o bar, wracając przy tym do poprzedniej pozycji, w której za pierwszym razem zobaczyła go nastolatka, tyle że bez schowanego łba w ramionach, odruchowo na krótką chwilę spuścił ów głowę i cicho wciągnął powietrze przez zaciśnięte zęby, tupiąc parę razy nogą o podłogę, co było praktycznie niemożliwe do zaobserwowania dla Marinette. Jeśli jakimś cudem on by sprawował opiekę nad kimś tak młodym, to gówniarz dostałby za tego typu akcję reprymendę stulecia. Oczywiście mówiąc w naprawdę bardzo delikatny sposób. Młodość młodością, lecz on nie byłby w stanie czegoś takiego tolerować chociażby w najmniejszym stopniu. Nienawidził spóźnialstwa i zawsze patrzył na osoby się nim szczycące z góry. Zapewne odziedziczył to po swojej niestety już od niedawna zmarłej matce, która pomimo łagodnego i troskliwego usposobienia, była niewątpliwie charakterną i wymagającą kobietą, przez co za każde, chociażby paruminutowe opóźnienie w czymkolwiek lub wcześniej nieplanowane wybryki, mały Lingard i jego tata ryzykowali kosmicznym, swojskim opierdolem w całym znaczeniu tego słowa. Lepiej nie wspominać o tym, co się działo, gdy pewnego razu wraz z ojcem bez wiedzy matki pojechał obejrzeć mecz piłki nożnej, w którym brał udział jeden z najlepszych klubów piłkarskich miasta Ebott. To dopiero były czasy, kiedy jego jedynym prawdziwym zagrożeniem życia była rozjuszona do granic możliwości matka, a nie cholerny ogromny kozi król z jeszcze większym od siebie czerwonym trójzębem. Jak to szło...? "Kiedyś to było!", huh? Stare dobre czasy. Wszystko wydawało się wtedy o wiele prostsze. Dalej pamiętał, jak za gówniaka zarzekał się rodzicom, że nie będzie kisił się tak, jak oni w jakiejś nudnej pracy, tylko zostanie najsławniejszym kowbojem na świecie! Niestety widać jak skończył.
Doceniaj i ciesz się każdą chwilą, jaką spędzasz ze swoją rodziną. – westchnął, wyciągając w górę rękę i drapiąc się nią w tył głowy. – Zanim to zrozumiesz, może ich zabraknąć. Nie ma nic gorszego od brnięcia przez życie bez bliskich ci osób, zaufaj mi. – dodał nieco ponuro ze szczyptą sentymentu w swoim głosie. Co jak co, ale to akurat wyśmienicie znał z własnego doświadczenia, z czym ciężko się tutaj sprzeczać.
Smęcenie dziewiętnastolatka i chęć wypowiedzi na temat wieczornych pustek w kawiarni przerwała z powodzeniem druga pracownica niosąca zamówioną przez małą Liddell herbatę. Kobieta wręcz lśniła, a uśmiech, który pojawił się na jej ustach, kiedy tylko znalazła się obok młodocianej klientki zdawał się zadziwiająco promieniujący.
Nie zapytałam się o to, jaką najbardziej lubisz, więc zrobiłam Ci coś NAPRAWDĘ specjalnego! – odezwała się tak, jakby miała za chwilę zemdleć i roztopić się ze szczęścia od tak bliskiego przebywania z Marinette. – Jeśli chodzi o herbatę, to nasz szef tylko taką pi... – przerwał jej wypowiedź głośny huk, jaki wydał podrywający się jak na baczność Johnny. Jego twarz była... Blada. I to bardzo.
Czy ty właśnie... – wymamrotał z niedowierzaniem Lingard, pospiesznie zmierzając w stronę Mari i (prawdopodobnie) Izy. – Nie zrobiłaś tego, prawda?! Nie zabrałaś niczego z jego gabinetu, no nie?! Błagam, powiedz, że nie! – rzucił z naiwną nadzieją i przerażeniem w głosie. Jedyną odpowiedzią na jego pytania było puszczenie przez niebieskowłosą dziewczynę oczka do czternastolatki.
Chłopak czuł się tak, jakby właśnie całe życie przeleciało przed jego oczami. Zaprawdę powiadam, nie ma nic gorszego niż gniew jego niemieckiego pracodawcy, który dowiedział się o tym, że ktoś grzebał w jego miejscu pracy. Już raz przeżył coś takiego. Ledwo. Prawdziwym cudem. Z licznymi uszczerbkami w jego żółtej dumie.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Sob Sie 18, 2018 10:12 pm

Oj chłopaczyna nawet nie wiedział w jak burzliwy temat dla Marinette wszedł. Natychmiastowo zacisnęła mocniej dłonie, które miała tuż przed sobą, skupiając na nie swój szkarłatny wzrok.
Nie ma nic gorszego, mówisz? — szepnęła do siebie, zgorszona poniekąd jego słowami. Może i jest dzieckiem, lecz była zmuszona zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu. Nawet jeśli ta miała na twarzy wymalowany uśmiech, to nie zawsze świadczył o jej poczuciu szczęścia w różnych aspektach. Tak jest zresztą do teraz. — Mądre słowa. Doceniam, ale myślę, że nie jestem aż taką ignorantką. — odparła z przekąsem, uśmiechając się przy tym słabo. Nie planowała tego, lecz dopuściła do głosu swą własną rozterkę, z którą boryka się już od dłuższego czasu Mari. Słowa Johnnego z pewnością wzięłaby do serca, gdyby ta nie była w podobnej — z pewnymi wyjątkami — sytuacji, co właśnie posiadacz duszy sprawiedliwości. Czy doceniała i cieszyła się każdą chwilą, którą za młodu miała okazję spędzić z rodzicami i bratem? Oczywiście, że tak! Po dziś dzień pamiętała doznany szok, parzący niczym wrzątek ból i smutek. Wylała niezliczoną ilość łez, czując niemiłosierne uczucie tęsknoty za swoją rodziną. I ten bolący fakt, że już nigdy nie zobaczy rodziców ani Vincenta. Wątek rodziny był, jest i będzie dla czternastolatki naprawdę wrażliwym tematem. Niby się pogodziła, lecz tak nie było. Raczej tych boleści szybko się nie wyzbędzie. — Przepraszam, za bardzo się uniosłam. — dodała po chwili już w łagodniejszym tonie, skrycie skrępowana swymi wcześniejszymi słowami, które były dość „szczeniackim” odzewem z jej strony. Wolała pokajać się i przyjąć na siebie winę, gdyż mężczyzna nie miał prawa wiedzieć, skąd nagle zebrała w niej ta fala rozgoryczenia.
Gdy już chwila słabości Marinette zdawała się wyciszać, również planowała pozostać cicho, by więcej nie dać się skompromitować na własne życzenie, lecz euforia ze strony niebieskowłosej pracownicy miała wręcz odmienne od niej plany.
Specjalnego? — powtórzyła pytająco, unosząc wyżej prawą brew. Nie wydawała się dziewczynie aż nadto podejrzana, w końcu każdy ma swoją chwilę dobroci, a najwidoczniej dzisiaj się Marinette taki trafił ze strony pracownicy Garten. — Och, a czy mogłabym wiedzieć co to tak-? — spytała z istną słodyczą w głosie, lecz nagła akcja ze strony Johnnego sprawiła, że się speszyła. Spojrzawszy wpierw na Johnnego z pytającym wyrazem twarzy, a następnie na Izę — czy inną Mizię, Cizię czy kij wie kto jeszcze — jedynie, z czym się spotkała to pseudo „porozumiewawczym” mrugnięciem z jej strony. — Ależeco...? — zakłopotanie, jakie w tej chwili wymalowało się na twarzy baletnicy, było naprawdę przekomiczne, co zaś dla samej zainteresowanej kobieciny z pewnością stanowiło wręcz odwrotną kwestię. Wydała z siebie cichy pomruk niezadowolenia, po czym się odezwała. — Nie bardzo rozumiem, ale czy mogłabym łaskawie dowiedzieć się, o co chodzi? — z początku nie chciała się wtryniać w nie swoje sprawy — bo jeszcze chwile temu ją to nie dotyczyło — ale że przez pewną kłopotliwą jednostkę została wciągnięta w to bagno, więc na jej logikę, ma prawo zażądać do otrzymania konkretniejszych informacji. Ona chciała tylko napić się herbaty i wrócić do domu. Chociaż i tam czeka ją niemały rumor od swoich opiekunów. Między młotem a kowadłem, a niech to pies! — Niech mi Pan powie... — zaczęła, a następnie utkwiła swe karmazynowe oczy na nim. — Jest aż tak źle, że tak gwałtownie zareagowałeś? — spytała, próbując domyślić się, w jak złym położeniu się znalazła wraz z pracownikami. Nie chciała sprawić żadnych kłopotów, ale najwidoczniej trudności lgnęły do niej niczym małe kocięta.

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Nie Sie 19, 2018 3:51 pm

Na samo pytanie zdziwionej wywołanym przez czyjąś herbatę zamieszaniem Marinette, po plechach Johnny’ego przebiegł silny, niekontrolowany dreszcz, który towarzyszył powracającym wietnamskim wspomnieniom właściciela duszy sprawiedliwości.
Jakby to ująć... Nasz szef jest specyficzną osobą. Bardzo specyficzną i straszną. Ceni sobie prywatność i nienawidzi, gdy ktoś wchodzi sobie ot tak do jego gabinetu. – odrzekł powoli dziewiętnastolatek, nerwowo trąc palcami swoje skronie. – Nie wspominając już o wynoszeniu z niego czegokolwiek. – w tym momencie ponownie skierował swój wzrok na Izę, mrużąc przy tym wrogo powieki. – Uwierz mi, nie chciałabyś nigdy zobaczyć go wściekłego. Wyobraź sobie zbiór swoich wszystkich najgorszych koszmarów, jakie Ci się kiedykolwiek śniły i skumuluj je w jednej osobie. Tak. To właśnie jest on. – dodał ostrożnie, zerkając na dziewczynkę, zachowując przy tym pełną powagę.
Pewnego razu, kiedy dopiero rozpoczynał pracę w Garten, potrzebował szybko i bardzo pilnie pewnych papierów z pokoju, w którym pracował zatrudniający go sędziwy już niemiec. Jako że szefa akurat nie było w pracy, ponieważ miał dzień wolny, młody dorosły musiał sam je zdobyć. Czerwonowłosy facet o imieniu Jesse, z którym akurat to był na zmianie, uznał, że porobi sobie z niego żarty i nie ostrzeże go przed możliwymi konsekwencjami tego czynu.
Fakt, udało mu się znaleźć ów papiery, lecz traf chciał, że akurat w momencie opuszczania zakazanego pomieszczenia, w przejściu stanął nikt inny jak Übermensch z Deutschlandu. Kolejne wydarzenia pamięta jak przez mgłę. Sam nie pamięta dobrze, co się dokładnie po tym działo. Ostało się w jego pamięci tylko to, jak wynosił go z pomieszczenia tak, jakby był jakąś szmacianą lalką. Jedno jest pewne, było dużo bicia, krzyczenia, płaczu wcześniej wspomnianego kolegi i dwa tygodnie czystego zapierdolu w pracy. Delikatnie mówiąc. Przez pierwsze parę miesięcy samo wspomnienie o tym zajściu było w stanie wywołać u Johnny’ego i Jesse’ego stany lękowe.
Już tak nie dramatyzuj, Johnny! – współpracowniczka ryknęła beztrosko śmiechem, widząc, jak Lingard przejął się tym wszystkim. – Cały czas mnie tak nim straszycie, a to przecież jest spokojny dziadzio z zamiłowaniem do kwiatów! – odrzekła pewnie, kompletnie lekceważąc jego ostrzeżenia. – Poza tym naszym obowiązkiem jest dopilnować, aby klient był zawsze zadowolony, czyż nie? – złapała bardzo delikatnie małą Liddell za policzek, aby zacząć nim poruszać w prawdopodobnie wszystkie strony świata. – Pij, mała, pij!
W tym momencie chłopak nie wiedział, co może zrobić. Odebranie dziewczynce przygotowanego już napoju nic tutaj nie pomoże. Pozostało mu liczyć na to, że Iza, Ciza, Miza, Hiza, Kiza nie zostawiła po sobie większych śladów. Być może przy odrobinie szczęścia ten zgredziały szwab nie zauważy lekkiego ubytku w opakowaniu swojej ulubionej sypanej herbaty. Johnny sam nigdy jej nie pił, lecz słyszał od byłego pracownika, który wyleciał za jej spróbowanie, że jest "przezajewykurwista", czy coś w ten deseń.
Korzystaj, młoda. – odrzekł, po wydaniu z siebie cichego, najbardziej wymuszonego i okropnego śmiechu, jaki mogła kiedykolwiek usłyszeć czternastolatka. – Szef jest na urlopie. Nie powinien się na szczęście pojawić tutaj jeszcze przez następne dwa tygodnie. – dodał, cicho wzdychając.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Wto Sie 21, 2018 10:03 pm

Wsłuchując się w słowa Johnnego, ta jedynie kiwnęła głową, rozumiejąc to, co jej powiedział, lecz nie kwapiła się na aby skomentować, gdyż takie zachowanie ze strony pracodawcy było jak najbardziej zrozumiałe. Natomiast późniejszą część zdania dziewiętnastolatka również wolała przemilczeć, zwłaszcza że w głównej mierze był on kierowany do koleżanki z pracy. Ostoję „obojętności” zachowałaby dłużej, gdyby nie pewne słowo, które zdołało ją ruszyć aż nadto niż zwykle. Mianowicie pracownica rzuciła imieniem, znajomym imieniem dla brunetki. Fakt, imię jakich mało, a na domiar złego dość popularne, przez co wiele osób go posiada. Nie zmienia to jednak faktu, iż duszyczce na myśl przywodzi wyłącznie tylko jedna szczególna persona. Po raz kolejny przyjrzała mu się, tym razem nieco dyskretniej. Wciąż miała to rwące wrażenie, że ma do czynienia z kimś znajomym i poniekąd teraz zrozumiała dlaczego. Kelner, z którym ma styczność, posiadał kilka wspólnych aspektów z pewnym znajomym dziewczynie kowbojem. Mimo to nie chciała się zwieść pozorom... choć unikanie jego wzroku z pewnością nie wyda się innym podejrzane, a skądże!
Proszę, niech Pani więcej tego nie robi... — zwróciła się do kobiety, która zdecydowała się na cioteczny gest tykania jej lic, wcześniej zakrywając je dłonią, gdy ta przestała. To było naprawdę uwłaczające dla Marinette, zwłaszcza że nie była już takim małym szkrabem. Zaś nikła zachęta ze strony Johnnego nie specjalnie przekonał kasztanowłosą do wypicia napoju, zwłaszcza gdy do jej uszu dotarł ten paskudny śmiech. Jednak była postawiona w sytuacji, z której nijak mogła wybrnąć. Odmawiając jedynie by poczyniła stratę nie tyle co finansową, co i czasu na jej widzimisię. — W porządku... oby mnie nie kusiło wpaść tutaj za dwa tygodnie. — odparła nieco żartobliwie, decydując się w końcu wypić zamówioną — ze specjalnego menu — herbatkę. Wzięła łyk i na moment się zawiesiła, nawet mina dziewczyny nie zdradzała zbyt wiele, jednak chwila ciszy ostatecznie została przerwana. — Jest przepyszna! — oznajmiła zadowolona, wręcz promieniując z zachwytu. — Właściciel ma naprawdę dobry gust, wielka szkoda, że nie jest dostępna w karcie, bo z pewnością znaleźliby się chętni. — dodała po chwili, odstawiając z powrotem na stół część wypitego napój. Wciąż czuła znajome, rozchodzące ciepło po jego wypiciu, nie wspominając o bogatym smaku, który nie była w stanie opisać. Aż strach pomyśleć ile takie cudo może kosztować, choć zdziwiłaby się srogo, gdyby to była naprawdę niska i przystępna cena.
Chciała coś jeszcze coś powiedzieć, lecz znajomy dźwięk wydobywający się z kieszeni brunetki wybił ją z rytmu. Przepraszając pozostałych, wyjęła szybko telefon, odblokowując kciukiem ekran. Pracownicy Garten gdyby się nieco wysilili, to mogliby "rzucić okiem" na wyświetlacz. Tym razem otrzymała wiadomość od koleżanki u której spędziła znaczną część dnia. "Hej żyjesz tam Mari?" Zaśmiała się pod nosem widząc tego SMSa. Odpisała jej, że jeszcze tak, bo jeszcze czeka. Zaraz po tym spojrzała na godzinę. Tak do dziesięciu minut powinien tu przyjść.
Powinnam powoli się zbierać, pewnie macie jeszcze trochę pracy, więc zapytam... — i tu zwróciła się do kelnera, który w końcu przyjmował zamówienie duszyczki. — Ile płacę za herbatę? — zadała dość oczywiste pytanie, po czym wzięła kolejny łyk, czując kolejną falę ciepełka.

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Sro Sie 22, 2018 9:18 am

Patrzył z dezaprobatą na to, jak jego współpracowniczka dobierała się do buźki młodocianej klientki. Miał nawet zamiar zainterweniować, jeśli by zaraz nie przestała, lecz na szczęście po chwili puściła biedną nastolatkę. Zwyczajnie nie wypadało jej robić czegoś takiego. Co by było, gdyby dziewczyna się wystraszyła i na przykład zadzwoniła na policję? Fakt, jest to niezwykle czarny i pesymistyczny scenariusz, lecz nie można wykluczać i takiej opcji, szczególnie w czasach, w jakich przyszło im żyć.
Na całe szczęście zaczęło już z niego schodzić to całe ciśnienie wywołane ów nieprzyjemną aferą z podebraniem ulubionej herbaty szefa. Może i faktycznie zbytnio przesadzał, ale jedno jest pewne – nie miał zamiaru ponownie przeżywać tych samych katuszy, co poprzednio, zafundowanych przez wcześniej wspomnianego pracodawcę. Kto by pomyślał, że da się tak łatwo spłoszyć takiej pierdółce, cholera! Chyba zbytnio zmiękł przez te lata spędzone na powierzchni, skoro teraz potrafi go do tego stopnia przerazić zwykły starszy mężczyzna. Przynajmniej mógł się bronić tym, że ów dziadek był NIEMIECKIEGO POCHODZENIA! Z takimi to nigdy nic nie wiadomo, czyż nie? Jednego dnia rozmawiasz z takim o sztuce i wspierasz go w próbach dostania się do szkoły dla wybitnych malarzy, a następnego dnia dowiadujesz się nie tylko o tym, że się nie dostał, ale także o jego planach eksterminacji rasy żydowskiej. No co? Przecież taki scenariusz jest jak najbardziej możliwy!
Huh? – bąknął niewyraźnie, wyrywając się z zamyślenia, kiedy dziewczynka zaczęła chwalić herbatę, co było poniekąd pocieszne, zważywszy na jej pochodzenie, a następnie po otrzymaniu pewnego SMSa na swój telefon komórkowy zadała pytanie odnośnie sumy, jaką musi zapłacić za zrobiony dla niej napój. – Nie musisz nic płacić. To w ramach rekompensaty za te wszystkie dzisiejsze sceny i piski. – odrzekł, drapiąc się nerwowo w tył głowy. – Po prostu jeszcze do nas kiedyś wpadnij, gdy nie... – tutaj przerwał jego wypowiedź nagły, prześmiewczy śmiech niebieskowłosej pracownicy.
LINGUŚ MA MIĘKKIE SERDUSZKO! LINGUŚ MA MIĘKKIE SERDUSZKO! – wykrzyczała wielokrotnie, starając się jak najszybciej nawiać od swojego obiektu drwin. Koniec końców zamknęła się w pomieszczeniu służącym za pseudo magazyn, na wszelki wypadek trzymając ze wszystkich sił klamkę, nieustannie wręcz śpiewająco powtarzając swoją poprzednią wypowiedź.
O dziwo, Johnny nie ruszył się nawet na krok, lecz wystarczyło spojrzeć na jego przerażająco często drgającą powiekę lewego oka oraz wyraz twarzy, aby poczuć gwałtowne dreszcze na plecach. Była na niej wręcz wymalowana istna chęć popełnienia czynu niewątpliwie karalnego na pewnej przedstawicielce płci przeciwnej. Pomyślał, że jak kobiet zazwyczaj nie bije, tak dla niej powinien zrobić specjalnie wyjątek. Dlaczego za nią nie pobiegł, aby tego dokonać? Cóż. Wiedział, że daleko nie ucieknie, skoro zamknęła się w pokoju przeznaczonym w głównej mierze do przechowywania niezliczonych ilości ziaren kawy, paczek herbaty oraz innych, przydatnych w kawiarni dóbr.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Sob Sie 25, 2018 4:13 pm

Jego oferta zadość uczynienia za dzisiejszy wieczór dla dziewczyny był naprawdę miłym podarkiem, gdzie z pewnością wiele osób chciałoby się znaleźć na miejscu Marinette, gdyż są łasi na darmówkę. A to ci dopiero chwyt marketingowy! Liddell miała teraz zagwozdkę czy się na to pokusić, czy też pozostać wierna swoim przekonaniom i pomimo dość kulawej obsłudze — aczkolwiek dość komicznej, w końcu zafundowali jej również swego rodzaju rozrywkę, a za kabarety się ponoć płaci! - aczkolwiek mogła też zwalić na późną godzinę.
Marinette nie miała nawet okazji dać ze swojej strony odpowiedzi, co sądzić na ten temat, ponieważ kolejny nader głośny komentarz ze strony kolorowowłosej dostatecznie jej to uniemożliwił. Jeszcze przez chwilę śledziła ją wzrokiem, póki ta nie znikła za drzwiami. Z początku Mari nie wiedziała jak ma na to zareagować, a widząc morderczy mordercze zapędy kelnera, ta parsknęła śmiechem, rozbawiona całą tą sceną.
Linguś? Hah, naprawdę musicie mieć tutaj całkiem wesoło, aż zazdroszczę. — musiała dodać komentarz odnośnie tego, nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła. W szkole różnie bywało, choć nie mogła również marudzić na jakieś braki wszelkich wrażeń. — Choć to trochę dziecinne, ale ma w tym swój urok. — dodała zaraz po tym, bez prześmiewczego tonu. Późna godzina jednak też robi swoje, by stroić sobie głupie żarty, co dziewczyna jak najbardziej rozumiała. — Co do Pana propozycji, to z chęcią przyjmę, choć jestem skora jak najbardziej zapłacić. Nie ma pracy bez płacy, prawda? — zarzuciła swego rodzaju mądrością, kończąc w końcu herbatę, co było dla czternastolatki dość smutnym faktem, zważając jej na cudowny smak i nie prędko się nią poczęstuje.
Jednakże wcześniejsza obraza rzucona Johnnemu nie przeszła dziewczynie z dwojaką obojętnością, a zmusiły dziewczynę do podjęcia pewnych podejrzeń co do mężczyzny. Podpowiedź, jaką była „Linguś” jednak była licha, w końcu wiele nazwisk mogło się tak zaczynać. Naprawdę wojowała ze sobą czy mądrym posunięciem będzie wyskoczenie z tymże absurdalnym pytaniem do bruneta. — To za mało, ale... — kusiło ją jak diabli.
To straszne, ale nie mogę się wyzbyć paskudnego wrażenia, że wydaje się Pan dziwnie znajomy... — odezwała się nagle z tymże słowami. Nie do końca nad tymi konkretnymi rozmyślała, lecz jak na złość musiała podzielić się — jakby nie patrzeć wciąż znajomo-obcym człowiekiem — swymi przypuszczeniami. — Nie no, muszę! — no i ją pokusiło.

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Pon Sie 27, 2018 6:35 pm

Marinette niewątpliwie miała dzisiaj niesamowitego pecha, odwiedzając ów skromny przybytek o akurat takiej, a nie innej porze. Co by złego o ich obsłudze nie powiedzieć, na całe szczęście za dnia w normalnych godzinach pracy wszystko przebiegało względnie "wzorowo", jak to uwielbiał mawiać ich szef. W końcu nie bez przyczyny byli prawdopodobnie najlepszą kawiarnią w całym mieście Ebott. No... Jedną z najlepszych, to na pewno! Chyba...
Za tego Lingusia to jej nogi z dupy powyry... – zaczął mówić sam do siebie pod nosem, jednak przerwał, zdając sobie sprawę z tego, że przebywa z nieletnią. Tego typu teksty należy ograniczać przy młodzieży! Nie żeby to coś tak naprawdę dało, ale przynajmniej sumienie będzie miał czyste, prawda? - Ekhm... Spokojnie. Później się jej odpłacę, zaufaj mi. – westchnął cicho, wymawiając to tak, jakby ze stuprocentową pewnością tego, że jego czyny pokryją się w pełni z jego słowami.
Ciężko mu było powiedzieć, dlaczego aż tak bardzo nielubił, kiedy ktoś przekręca w jakikolwiek sposób jego własne nazwisko. Pomimo tego, że nie miał z tym praktycznie żadnych przykrości, czy po prostu denerwujących sytuacji, to zwyczajnie tego nienawidził dokładnie tak, jak ktokolwiek inny na tym świecie może nienawidzić na przykład szpinaku albo lukrecji. Nie można się akurat tutaj sprzeczać z tym że każdy jest inny oraz lista uwielbianych przez daną osobę rzeczy może być równie długa, co ta dotycząca rzeczy dosłownie znienawidzonych.
Kiedy Johnny usłyszał kolejną wypowiedź czternastolatki, z jego twarzy zniknęła chęć nie aż tak groźnego mordu. Dosłownie zastygł na parę chwil w miejscu, wpatrując się w dziewczynę, tym razem poważnie zastanawiając się nad swoją poprzednią myślą dotyczącą tego, czy aby przypadkiem kiedyś jej już nie spotkał. Nosz cholera. Mógłby przysiąc, że tak właśnie było.! Jeśli kiedyś już z nią rozmawiał i po prostu o niej zapomniał to będzie przysłowiowy "przypał", no nie? Nie ma nic bardziej niezręcznego od takiej sytuacji, kiedy kompletnie nie kojarzysz osoby, z którą niegdyś prowadziłeś konwersację.
Też skądś Ciebie chyba kojarzę... Może kiedyś minęliśmy się na ulicy? – odrzekł wreszcie lekko skonsternowany, starając się wymyślić odpowiedź na ich wspólną zagwozdkę. – Albo mnie z kimś pomyliłaś. W końcu może być wielu tak paskudnych Johnnych Lingardów na świecie, huh? – co prawda nie kojarzył ani jednego, lecz to nie powstrzymało go przed kolejną już tego wieczoru próbą wymuszenia swoistego, typowo okropnego śmiechu.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Wto Sie 28, 2018 1:42 am

Przypał byłby z tego i to jaki, lecz takowy nie będzie miał miejsca. Dwa lata, choć niby mało, to jednak wystarczające na tyle, by człowiek się zmienił nie do poznania. Tak więc Marinette nie powinna mieć żadnych pretensji, nawet by o tym nie pomyślała.
Słysząc wypowiedź chłopaka była zdumiona, że nie tylko ona miała to dziwne odczucie. — Jest coś na rzeczy? — jeszcze się głupio pytała, tak jakoby coś miało dziewczynie dać. Niestety się przeliczyła, nawet jej umysł nie kwapił się do odpowiedzi na to śmieszne pytanie. Zmrużyła delikatnie swe powieki, dając się po raz kolejny pochłonąć własnymi myślami, jednak nie na długo. Spojrzała kątem oka na bruneta, teraz ta kwestia podobieństwa była aż nadto rażąca, a to już powoli irytowało nastoletnią balerinę. Kołaczące myśli jednak nie sprawiły, że zapomniała o otoczeniu i uważnie „jednym uchem” słuchała, czym pracownik chciał do niej zagadać. To, co powiedział, aż ją wbiło w krzesło. — SERIO?! — jak dobrze, że skończyła pić herbatę, bo by pewnie biedna zakrztusiła się w akcie szoku, więc zamiast tego zrobiła wielkie oczy i wbiła w nie w Johnnego, mając przy tym rozdziawione usta. Na moment nie wiedziała jak ma na to odpowiedzieć, a następnie na jej twarzy pojawił się ciepły uśmiech.
Hym... cóż, ja natomiast znam jednego. Jest on wielkim fanem Dzikiego Zachodu i jego marzeniem było zostać sławnym kowbojem. — zaczęła nagle z iskrą wesołości opowiadać o pewnym jegomościu, który po wieki utkwił w jej pamięci. Wciąż miała tylko domysły, jednak taka dobitna podpowiedź w postaci całej godności mężczyzny nie mogła obejść się bez echa z jej strony. Czas na jej mały „teatrzyk”. — Tam, gdzie wcześniej mieszkałam, to ciągle dostawał bęcki od swojej nauczycielki, ale mimo to, zawsze był pełen wigoru i pogodny. — kontynuowała wciąż swoją gatkę-szmatkę, bacznie mu się przyglądając, chcąc dostrzec jego reakcję na to, co mówi. Nie zamierzała pozostać dłużna w bezpośredniości. — Na dodatek przyjaźni się z niegdyś małą baleriną, która zawsze biegała wte i wewte w swoich baletkach. — nie kryła swego rozbawienia, kiedy o tym wspominała. Naprawdę w Podziemiu wszędzie szwendała się w tych swoich butach do tańca, teraz też jej się zdarza, lecz zdecydowanie rzadko, aczkolwiek zawsze ma je przy sobie! — Ale mogłabym zadać to samo pytanie, co Pan - Ile na świecie jest głupiutkich Marinette Liddell, hm? — dodała już zdecydowanie ciszej, by tylko pracownik Garten ją usłyszał. Choć było to mało prawdopodobne, ta jednak skrycie liczyła, że trafiła na tego znajomego kowboja sprzed lat.

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Wto Sie 28, 2018 5:07 pm

Każda kolejna wypowiedź czternastolatki wywoływała u Johnny'ego coraz silniejszą palpitację serca oraz niekontrolowane drgawki powieki zakrywającej jego naturalne oko. I nie chodziło mu do końca o samą treść, która tak na dobrą sprawę mogłaby się wydać nawet prowokująca, tylko o coraz to silniej dobijającą się do jego makówki informację, prawiącą o tym, z kim tak naprawdę ma do czynienia. Z jednej strony w jego głowie narodziły się dosłownie miliony przeróżnych pytań oraz poniekąd szczęście, lecz z drugiej szybko dotarło do niego, że ich spotkanie niekoniecznie może wyjść zarówno mu, jak i jej na dobre.
Nagle po jej ostatnich słowach, wszystkie dolegliwości powiązane z tym, że ktoś może zaraz odkryć jego niespecjalnie krytą tożsamość, zwyczajnie wyparowały. W mgnieniu oka Johnny zaczął się... Chichrać. Tak po prostu, po chwili zginając się przez to wpół. Nie robił tego od bardzo dawna, przynajmniej jeśli chodzi o prawdziwy i szczery śmiech, którego nikomu od dwóch lat nie było dane usłyszeć. Dlaczego tak się stało? Otóż nie wiedzieć czemu, strasznie zaczął bawić go swój własny los. No cholera! Jaka przecież była szansa na to, że spotka ot tak Marinette?! Że też jej nie poznał. Wszystko zaczęło się ładnie łączyć w całość, odgarniając tym uczucie niepewności i niepokoju. Nawet nie pomyślał o tym, aby ewentualnie grać głupa i udawać, że nie wie o co jej chodzi. Wydawało mu się, że dziewczynka i tak go już przejrzała na wylot. Poza tym jakby mógł w takiej sytuacji dalej udawać?
Tobie to chyba nic nie umknie, huh, mała? – wreszcie się odezwał niewątpliwie rozbawiony, unosząc powoli głowę i wycierając palcem wskazującym łzę z oka, która pojawiła się na wskutek wcześniej wspomnianego napadu śmiechu. – Dobrze znów Cię widzieć na nogach! – dodał, kładąc na jej główce swoją dłoń i delikatnie ją głaszcząc. Aż przypomniało mu się ich pierwsze spotkanie, gdy zrobił praktycznie to samo. Nie ma to jak odrobina nostalgii, huh? Fakt, nie należy z nią przesadzać, lecz w małych porcjach chyba jeszcze nikomu nie zaszkodziła, czyż nie? Poza tym dobrze wiedział, że jakiekolwiek majstrowanie przy włosach małej Liddell nie koniecznie jest ciepło przez nią witane. Nie mógł sobie tego odpuścić.
Reakcja Lingarda mogła się Mari wydać dziwna, ponieważ wyglądało to tak, jakby dosłownie przed sekundą dopiero się spotkali, ale zbytnio go to nie przejmowało. Cholera, mimo tego, że sam przed sobą by tego nie przyznał, to się stęsknił za tą pocieszną niebieską duszyczką.

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette
Ukochane słoneczko forum
avatar

Liczba postów : 130
Ekwipunek : Medalion z Delta Rune, baletki do tańca, stary telefon, portmonetka z goldem.
Join date : 15/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Czw Sie 30, 2018 12:18 am

Nie kryła się ze swą satysfakcją, gdy dostrzegła reakcję nastolatka na jej wcześniejsze słowa. Tylko ją utwierdziły w przekonaniu, że nawet jeśli sporo ryzykowała, to zrobiła naprawdę celny strzał. Co nie zmienia faktu, że dość z tym zwlekała, jednak gdyby nie otrzymałaby tak jasnej i nieświadomej podpowiedzi od Johnnego, to z pewnością nie odniosłaby już takiego sukcesu, chyba że kasztanowłosa dociekałaby na upór, co mogło być naprawdę nieprzyjemne dla nich obojga.
Nagły przejaw śmiechu ze strony chłopaka nie wzbudził u Marinette jakichkolwiek podejrzenie, choć co prawda nie rozumiała, co konkretnie rozbawiło posiadacza duszy sprawiedliwości, to jednak sama również zaczęła się śmiać.
Nie żebyś się sam ujawnij, ale pozwolę sobie przypisać to „osiągnięcie”. — odpowiedziała z jawną szczerością, choć też pokusiła o małą złośliwość w tej kwestii. Pewnie jeszcze przez dłuższy czas tkwiłaby w domysłach, nawet jeśli miała na tacy już trochę „poszlak” wskazujących na zgodność tej osoby. Na czuły gest ze strony Johnnego już zamierzała grymasić, jak to przeważnie w przeszłości czyniła, lecz tym razem wyjątkowo nie wykazała żadnych odznak niezadowolenia z tym związanych, a jedynie zmrużyła delikatnie powieki, by następnie cicho westchnąć pod nosem. Nie marudzi, ale nie chce zobaczyć żadnego kukułczego gniazda na swojej głowie!
Chwilę odczekała, gdyż znów planowała poczynić kolejny śmiały krok w jego kierunku, a mianowicie momentalnie zeszła z krzesła, by następnie go przytulić. Nie minęło może wiele, ale Marinette — aż zabluźnię — cholernie tęskniła za nim i nie zamierzała się z tym kryć, a też przez to była bliska łez, lecz dzielnie się od tego powstrzymywała.
Na Bogów... jak ty się zmieniłeś! — oznajmiła, gdy już wyzwoliła chłopaka ze swych przekomicznych objęć, robiąc jeden krok w tył. Duszyczka nie spodziewała się AŻ TAKIEJ zmiany u bliskiej osoby, gdyż wciąż miała w swych wyobrażeniach jego sprzed trzech lat, nie wiedzieć czemu ubzdurała sobie, że taki też będzie i teraz bądź też nie będą aż tak znaczące zmiany... Myliła się i to bardzo. — Na dodatek jeszcze Guliwer, jakbym już wcześniej względem ciebie nie była liliputem! — no oczywiście musiała dodać swoje trzy grosze, lecz mówiła to wszystko w akcie żartu. Brakowało jej tego, oj tak, a przez ten czas na wiele sobie nie mogła pozwolić. Dawka kłamstw, którymi była zmuszona się posługiwać, dość ją męczyły, więc taka chwila swobody jak najbardziej ją cieszyła.
Niestety miniony czas już zleciał — a może i dłużej? — i do kilku par uszu dotarł charakterystyczny dźwięk klaksonu. Marinette wnet się wyprostowała bardziej, po czym delikatnie się pochyliła, aby spojrzeć kto jest po drugiej stronie tafli szkła. Widząc znajomy samochód, jak i jego kierowcę, od razu poczuła zimny dreszcz przebiegający po jej plecach. Jeszcze pewne sprawy nie zostały wyjaśnione, czyż nie?
Theodor... Muszę już iść. — wymamrotała ze skrytą niechęcią, kierując swe kroki w stronę drzwi. Starała się nie dawać po sobie znać, ale odczuwała strach. Bała się nieznanego, tego co ją może zaraz spotkać. Jeszcze nie zdołała ich rozwścieczyć, ale po takim numerku pewnie nie są w najlepszym nastroju. Mogła jedynie modlić się o jakiś cud. — Do zobaczenia, Johnny, i dobranoc! — pożegnała się, obdarowując go jednym ze swych cieplejszych uśmiechów, po czym wyszła z lokalu, truchtając w stronę auta.
To był... naprawdę ciekawy wieczór. Może powinnam podziękować koleżance?

[z/t]

_________________
| KP || Skrytka || Aktualny ubiór || Posty fabularne: 77 || Theme |

AKTUALNE SESJE |
| wolne || Most {15.08} || Ogród botaniczny {11.10} |
| Event {27.10} |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Wyrewolwerowany Rewolwerowiec
avatar

Liczba postów : 260
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Pią Sie 31, 2018 6:42 pm

Za nic nie spodziewał się tego, że Marinette tak nagle się do niego przytuli. Oczekiwał prędzej burmuszenia z powodu naruszenia ładu i struktury jej zadziwiająco delikatnych i miękkich włosów oraz swoistego, dziewczęcego opierdolu za takie "znikanie" i brak jakiegokolwiek utrzymywania kontaktów, ale na swoje rzadko dające o sobie znać szczęście nie musiał się na tamtą chwilę tym martwić. Plus kimże by on był, gdyby sam nie odwzajemniłby jej tak zwanego tulasa, huh? Zawsze wiedziała, jak go "zmiękczyć". Z drugiej strony Johnny mógł sam się domyślić po swoim wcześniejszym spotkaniu z Undyne i jej wypowiedziach tego, że wcale przez niego niefaworyzowana niebieska duszyczka zapewne wybudziła się ze śpiączki dopiero niedawno, a co za tym idzie, mogła dalej nie być zbytnio na bieżąco z najnowszymi informacjami.
W momencie, gdy dziewczynka rozgadała się na temat tego, jak to on się bardzo zmienił, Lingarda naszło w tym czasie niezwykle przyjemne uczucie, które zazwyczaj towarzyszy człowiekowi, gdy ten wreszcie nie musi się daną rzeczą zamartwiać. Było to przysłowiowe, metaforyczne zdjęcie sporego ciężaru z jego ramion i ponowne, tym razem o wiele bardziej gwałtowne uderzenie nostalgii. Fakt, dalej posiadał miliony pytań, w których skład wchodziły głównie te typu "Co z resztą?", "Gdzie teraz są?", lub "Jak Ci się żyje z powrotem na powierzchni?". Wiadomo, typowe sprawy, o które zapytałby każdy, gdyby posadzić daną nieszczęsną osobę na jego miejscu. Niemniej jednak nie miał nawet okazji, aby coś powiedzieć, ponieważ młoda nieźle się rozgadała.
Theo...-kto? – bąknął nieufnie pod nosem, odprowadzając Marinette do wyjścia i przeszywając wzrokiem szybę trąbiącego pojazdu. Nie zajęło mu długo zdanie sobie sprawy z tego, że prawdopodobnie ów mężczyzna był jej nowym opiekunem. W końcu nie wszystko było już takie kolorowe i dziecinnie proste, no nie? – Oh... Dobranoc... – bardziej wymamrotał sam do siebie, trochę skołowany nagłym zawinięciem się młodej. Tak bardzo chciałby spędzić z nią jeszcze trochę czasu. Cholera wie, kiedy znowu może natrafić się do tego okazja. Ona naprawdę się nic a nic nie zmieniła, huh? Niczym niebieski i przeuroczy Batman, zawsze znika w najgorszym dla innych do tego momencie. Nie miał nawet jak się z nią odpowiednio pożegnać ani czegoś więcej powiedzieć.
Dziewiętnastolatek z zadumą śledził wzrokiem to, jak czternastolatka wsiada do samochodu i odjeżdża. Nawet do niej pomachał, choć nie był pewien tego, czy aby na pewno to zauważyła. Cóż, jedyne co mu pozostało tego wieczoru zrobić, to nauczyć pewną zamkniętą w magazynie szczeniarę szacunku.

z/t x2

_________________

Prowadzone sesje:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Papyrus
Paściarz
avatar

Liczba postów : 164
Zamieszkanie : Dom Sansa I Papyrusa
Praca/Zawód : Kucharz
Ekwipunek : Czerwona peleryna Papyrusa, telefon, prawdopodobnie spaghetti
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   Pią Sie 31, 2018 7:16 pm

Za długie odpisy i dość interesującą sesje, otrzymujecie po 2 FD.

_________________

NYEH HEH HEH!
Chatki Rybackie (23.08.2018)|Dzika plaża (07.08.2018)|Park(03.08.2018)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Garten"   

Powrót do góry Go down
 
Kawiarnia "Garten"
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Welcome to the Surface! :: Powierzchnia :: Miasto Ebott - Obszar centralny-
Skocz do: