IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Hacjenda Johnny'ego

Go down 
AutorWiadomość
Johnny
She doesn't want yellow...
avatar

Liczba postów : 130
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Hacjenda Johnny'ego   Sro Maj 23, 2018 7:31 pm

Wynajmowane przez Johnny'ego mieszkanie znajduje się na drugim piętrze całkiem niedawno odnowionego bloku postawionego stosunkowo blisko centrum części miasta, zajmowanej głównie przez ludzi. Nie wyróżnia się kompletnie niczym specjalnym spośród setek tego typu lokali. W końcu ciężko oczekiwać cudów, jeśli chodzi o miejsce zamieszkania od świeżo upieczonego dorosłego, który pracuje w kawiarni. Lokum składa się z salonu połączonego krótkim przejściem z dosyć dobrze wyposażoną kuchnią, sypialni, łazienki i pustego przedpokoju, który jest łącznikiem tych wszystkich pomieszczeń. Chłopak ma tutaj wszystko, czego potrzebuje – lodówkę wypełnioną żarciem i butelkami z piwem, wygodne łóżko, niewielki telewizor i dostęp do internetu.
Niewątpliwie ów hacjenda nie należy do... najczystszych? Oczywiście bardzo delikatnie mówiąc. Pomijając tony wszelkiego rodzaju, w większości kompletnie niepotrzebnych gratów i zakurzone meble, wszędzie walają się puste butelki po pewnym uwielbianym przez posiadacza duszy sprawiedliwości trunku i zazwyczaj czyste, pogniecione ubrania. Właściciel zdecydowanie nie odczuwa potrzeby sprzątania czegokolwiek. W końcu jeszcze nigdy nie wpuścił nikogo DOBROWOLNIE do środka. Skoro syf mu jakoś szczególnie nie przeszkadza, to po cholerę ma udawać na siłę jakiegoś czyścioszka, którym nie był, nie jest i nigdy nie będzie? Poza tym Lingard zawsze wie dokładnie gdzie, co jest, więc tym bardziej nie widzi w swoim artystycznym nieładzie nic złego.

_________________

Prowadzone sesje:
ZAJĘTE | ZAJĘTE | Kawiarnia "Garten" (09.08)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
She doesn't want yellow...
avatar

Liczba postów : 130
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Hacjenda Johnny'ego   Sro Maj 23, 2018 7:51 pm

22.04.2119, wieczór

Nie da się zaprzeczyć temu, że Johnny miał iście "problematyczny" dzień. Idiotyczne i zupełnie niepotrzebne użeranie się z ludźmi w robocie było praktycznie niczym w porównaniu z tym, co go spotkało na krótko po odbębnieniu swoich godzin pracy. Na jego nieszczęście, wreszcie dogoniła go jego własna przeszłość, która to ponownie po dwóch latach spędzonych na nieudolnych próbach ustabilizowania swojego życia, trzymania się z dala od kłopotów i kompletnej ciszy przed burzą, zaczęła stąpać mu po śladach już od spotkania Papyrusa kilka dni temu. Posiadacz duszy sprawiedliwości tak bardzo desperacko próbował się na stałe odciąć i o niej zapomnieć przez całkiem spory szmat czasu, lecz najwyraźniej wszystkie podjęte przez niego wysiłki i decyzje mogły okazać się tego dnia daremne. Tak po prawdzie to nie powinien być tym jakoś szczególnie zadziwiony. Farciarzem to on nigdy nie był, a los, z którym to tak zawsze uparcie walczył i wiecznie starał się udowodnić to, że nie ma czegoś takiego jak łut szczęścia czy pech, lubił go solidnie udupiać. Siłą rzeczy już nie raz przekonał się boleśnie o tym na własnej skórze.
Wracając do rzeczywistości... Najwyraźniej w wyniku spotkania ze swoją byłą rybią mentorką z czasów Podziemia – Undyne, w oczach ludzi, którzy widzieli przynajmniej kawałek ich burzliwej "konwersacji" cholernie blisko głównej ulicy w części miasta należącej do jego rasy..., JOHNNY ZOSTAŁ JAKIMŚ PIEPRZONYM RASISTĄ, ZBÓJEM, PORYWACZEM I UCIEKINIEREM W WYNIKU UKNUTEJ PRZEZ TĄ RUDĄ PIRANIĘ INTRYGI, DZIĘKI KTÓREJ RZUCANIE ŚMIETNIKIEM W CHŁOPAKA I PUBLICZNE WSZCZYNANIE SROGICH AWANTUR Z POWODU SWOICH WŁASNYCH POBUDEK, MIAŁOBY UJŚĆ JEJ NA SUCHO! Ciężko opisać to, jak bardzo zaczął w pewnym momencie zwiewania przed syrenami policji żałować tego, że nie oskarżył jej wtedy przy tych wszystkich gapiach o napastowanie seksualne i próbę gwałtu. Niemniej jednak nie miał zamiaru spędzać kolejnych godzin na pieprzonym komisariacie, próbując się wytłumaczyć z tej całej burdy. Udowodnił to, ciągnąc nękającego go potwora przez liczne ciemne uliczki prosto do swojego mieszkania, aby móc przeczekać całe to zamieszanie, praktycznie nie odzywając się przez całą drogę ani słowem. Każdy w takiej sytuacji wiałby do miejsca, w którym czuje się najbezpieczniej, prawda? Dla Johnny'ego takim właśnie miejscem było jego mieszkanko. Mój dom moją twierdzą itp. Niechętnie zabierał tam Undyne, lecz wiedział, że nie pozwoliłaby mu wtedy tak po prostu nawiać, więc stwierdził, że lepiej będzie po prostu zabrać ją ze sobą.
- Ustalmy sobie jedno... Masz zakaz ciskania włóczniami i niszczenia CZEGOKOLWIEK, rozumiesz? – odrzekł do piranii, kiedy tylko wreszcie znaleźli się w bloku przed wejściem do jego lokum. Nim jednak zdołał wyciągnąć z kieszeni klucze, z drzwi obok wydobył się charakterystyczny dźwięk gwałtownie otwieranego zamka. Wnet w przejściu do sąsiedniego mieszkania stanął stary, zgorzkniały, siwy, łysiejący dziad w różowym szlafroku, który wyglądał tak, jakby ktoś właśnie uświadomił go, że jednak nie wygrał czterdziestu milionów w Lotto, a Lamborghini, które rzekomo miał otrzymać po wysłaniu płatnego sms'a, nigdy do niego nie trafi.
- KURWA MAĆ WY JEBANE DZIECIAKI, CISZEJ KURWA, BO NA PSY ZADZWONIĘ! – wydarł się niemiłosiernie chrypliwym głosem, po czym głośno zakaszlał, a kiedy tylko spostrzegł Undyne, szeroko rozszerzył swoje oczy i usta ze zdziwienia i obrzydzenia. – O CHUJ... TA DZISIEJSZA MŁODZIEŻ TAKA ZDEGENEROWANA I BEZWSTYDNA! TERAZ JESZCZE BARDZIEJ TOBĄ GARDZĘ, FRAJERZE! KTO TO WIDZIAŁ, ŻEBY TAK Z POTWOREM SIĘ DUPCZY... – przerwał, kiedy tylko lepiej przyjrzał się rybie i dostrzegł jej ubiór. – O JA PIERDOLE! BAGIETY! TY ZJEBANY KONFIDENCIE! NIE ZAPŁACĘ CZYNSZU, NI CHUJA! MOŻESZ MI SKOCZYĆ, NIEBIESKA FLĄDRO! LEWICA GÓRĄ, KORWIN FRAJER!
Johnny w odpowiedzi na całe zajście głośno westchnął, nerwowo potarł swoje skronie i wystawił dłoń z wyciągniętym środkowym palcem w stronę upierdliwego dziada. On szybko odwzajemnił gest, po czym zamknął drzwi z hukiem tak mocno, że aż tynk posypał się ze ścian. Ciężko jednoznacznie określić ile już chłopakowi jego sąsiad napsuł krwi. Tego typu akcje były tutaj na porządku dziennym.
- Jak chcesz, to w lodówce masz piwo, salon jest tutaj na lewo. – oznajmił, kiedy tylko znaleźli się w środku, wskazując palcem na drzwi prowadzące do jednego z pomieszczeń, w którym znajdowało się parę szafek, kanapa, dwa fotele i dosyć spory stolik. – Po prostu nie bądź "sobą" dopóki nie wrócę, okej? Idę zrzucić z siebie ten śmietnikowy syf. – dodał, kierując się w stronę sypialni, w której znajdowała się szafa z ciuchami, w której na najwyższej półce znajdowało się zakurzone, wszystkim osobom kojarzącym Johnny'ego doskonale znane, kowbojskie nakrycie głowy. Zgarnął z niej losową koszulkę, spodenki i bokserki, po czym ruszył do łazienki, aby szybko wziąć prysznic i przestać śmierdzieć dokładnie tak, jak każdy uczestnik Woodstock'u po paru dniach srogiego balowania i spania w błocie. Pałał płonną nadzieją na to, że nic nie stanie w ogniu z powodu obecności jego byłej mentorki.

//Undyne

_________________

Prowadzone sesje:
ZAJĘTE | ZAJĘTE | Kawiarnia "Garten" (09.08)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 76
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Hacjenda Johnny'ego   Sro Maj 23, 2018 11:29 pm

Johnny powinien się cieszyć, że sprawa uszła mu tak, a nie inaczej. Powinien się cieszyć jak to cholerne dziecko z pierwszego w swoim życiu lizaka, że Undyne nie wystosowała przeciw niemu kajdanek i reszty procedur dla podkręcenia widowiska, aby później samej móc go zaciągnąć w losowo wybrane do rozmowy miejsce. Zapewne byłoby dużo mniej zaufane i mogące zaoferować znacznie lichszy komfort.
Rybia potworzyca nie narzekała zbytnio, ani też nie dopytywała się o szczegóły w trakcie podjętego przez nich "odwrotu taktycznego". Kusiło ją, jasne. Jedni bogowie raczą wiedzieć, jak bardzo musiała zaciskać momentami swoje ostre zębiska, żeby nie rzucić czymś kąśliwym, uszczypliwym bądź zwyczajnie dociekliwym, a mogącym zatrzymać Johnny'ego w połowie drogi do celu. Zamiast tego, starała się skupić na wyznaczanej przez niego trasie. Zapamiętać ulice, zaułki, mijane sklepy i osiedla mieszkaniowe. Była w tym o dziwo całkiem dobra.
Koniec końców wylądowali na... hmm... całkiem normalnie, wręcz przyzwoicie prezentującym się osiedlu. Undyne rozglądała się nie tyle z zazdrością, która byłaby w sumie całkiem naturalna, co z niemałym zainteresowaniem. Ostatecznie nie tak często jakby chciała, miała okazję do przebieżek po randomowych blokowiskach centralnej części miasta Ebott. Jeszcze rzadziej lądowała w jednym z należących do takiego budynku, zamieszkiwanego przede wszystkim bądź i w całości przez LUDZI!
Rozglądając się z jeszcze większym niż zazwyczaj zaciekawieniem, jej spojrzenie nie do końca chętnie trafiło ponownie na prowadzącego ją przez cały ten czas chłopaka. Słysząc słowa, które powinny zostać odniesione do niej jako prośba, wywróciła tylko zdrowym okiem.
- Za kogo ty mnie w ogóle masz, co?! Za jednoosobową maszynę do niszczenia wszystkiego na swojej drodze?! - zastanowiła się chwilę. - Świetna wizja! ...Nieszczęśliwie kłopotliwa przy wprowadzonym przez ludzi prawie. Idiotyczne... - westchnęła tylko i... i w sumie nic więcej nie zdążyła zrobić, zanim z naprzeciwka wylazł ktoś, kto zdawałby się wykupić abonament na jej 100-procentową uwagę. Już jego pierwsze słowa sprawiły, że prawe oko Undyne rozwarło się nad podziw szeroko w zdumieniu.
Jako mieszkanka slumsów mogłaby wiele opowiadać o dziwactwach wyprawianych przez jej ludzkich sąsiadów. Jeszcze więcej o tej ich części, którą stanowiła ich zagraniczna części. A jednak musiała skończyć bez zęba, wiejąc przed potencjalnym wsparciem ramię w ramię z dzieciakiem, którego miała pierwotnie pochwycić, żeby doczekać podobnego przedstawienia.
Z początku była zbyt zszokowana, żeby uwierzyć, że stary pryk naprawdę jest w stanie wyrzucać z siebie podobne smaczki. I to do tego stopnia, by nie być w stanie zareagować inaczej niż potężnym wytrzeszczem do czasu, aż została wciągnięta w odmęty Johnny'owego mieszkania, a drzwi ostatecznie zostały za nią zamknięte. Wtedy też wybuchła trudnym do opanowania śmiechem.
- BUAHAHAHAHAHAhahahaha! chwiejnie dopada do najbliższej ściany, ledwie mogąc zapanować nad swoim śmiechem. Obydwoje oczu, nawet to ukryte za przepaską, załzawiły momentalnie. - CO TO NIBY BYŁO?! - wydusiła z trudem, w dalszym ciągu napastowana atakami śmiechu. - Nie wierzę w to co usłyszałam i zobaczyłam! Po prostu, do cholery, nie wierzę! W życiu nie spotkałam równie wielkiego ZGREDA i ZDZIADZIAŁEGO PRYKA!- przycisnęła dłoń do czoła, powoli przechodząc z rubasznego śmiechu do histerycznego chichotu. Brzuch bolał ją w miejscu, w którym ludzie zapewne mieli przepony. O rany. Tego się nie spodziewała! Za cholerę!
Łapiąc kolejne wdechy z trudem, pomachała ręką nad głową na odlew.
- Dam sobie... uff.. Radę... haha... - wydyszała, dopiero po dobrej chwili rejestrując, co tak naprawdę jej niegdysiejszy uczeń miał na myśli, aby nie była "sobą". Ten gnojek... Wyglądało na to, że nadal miał niezły tupet, co? Nie zdążyła w każdym razie opieprzyć go na czas. Zostając samą, miała wreszcie możliwość pokręcić się po miejscu, które najwyraźniej należało do ludzkiego dzieciaka. Jak zauważyła niemal od razu, było-...
- Ghh... BRUDNE. - dwukrotnie omal nie potknęła się o porzucone byle gdzie puszki, bezwstydnie przemierzając całe mieszkanie wzdłuż i wszerz. Zaglądnęła nawet do kilku szafek i szuflad, choć to co męczyło ją najbardziej, zalegało warstwami przede wszystkim na ich powierzchniach. Nie mogąc wytrzymać, wydała z siebie wreszcie potężny, pełen frustracji skowyt, dopadając do kuchni, w której miała nadzieję znaleźć jakąś szmatę, a być może nawet detol, którym mogłaby poprzecierać co tylko zdoła. Po drodze zgarniała też wszystkie puszki, butelki, plastiki i papierki porozrzucane byle gdzie. Może i nie było tego po niej widać, ale tak jak jej mieszkanie, tak i ona była w pewnym punkcie nieco przewrażliwiona pod kątem czystości. Zawsze była zresztą święcie przekonana, że utrzymywanie porządku obrazowało panowanie nad sytuacją we własnym życiu.
- ILE PIEPRZONYCH PUSZEK MOŻE ZALEGAĆ W JEDNYM DOMU?! - ni to wrzasnęła, ni wrzaskliwie wyjęczała w zupełnie nowym trybie istnej torpedy, czy raczej porządkującego miast niszczyć tajfunu, przemierzając mieszkanie. Zanim się zorientowała, miała już przy sobie pełną śmieci siatkę.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
She doesn't want yellow...
avatar

Liczba postów : 130
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Hacjenda Johnny'ego   Sob Maj 26, 2018 5:43 pm

Spór chłopaka z sąsiadem rozpoczął się już w dniu przeprowadzki Johnny'ego do nowego mieszkania. Od samego początku ten zgorzkniały dziad miał do niego przeróżne i totalnie idiotyczne wąty. Obwiniał go za dosłownie każda najmniejszą pierdołę. Pewnego razu w całej dzielnicy zabrakło pod wieczór prądu i oczywiście dziewiętnastolatek został przez niego obarczony winą, ponieważ jego zdaniem wyglądał on na takiego, co lubi niewinnym i uczciwym ludziom podkradać elektryczność i wykorzystywać ją do własnych niecnych, prawicowych celów, żeby wesprzeć jego największego nemezis – Korwina. Nie można zaprzeczyć temu, że młody Lingard nie pozostawał mu za to dłużny i także dokładał wszelkich starań, aby uprzykrzyć życie temu łysiejącemu prykowi. Kiedyś zdarzyło mu się o dziwo posprzątać swoje miejsce zamieszkania, a śmieci, które wówczas zebrał i miał wynieść na śmietnik, wysypał z worków prosto na jego wycieraczkę, kiedy był pewien, że nie było jego adwersarza w domu i że nie był w stanie go przyłapać na gorącym uczynku. Posiadacz duszy sprawiedliwości nigdy nie zapomni jego ryku wściekłości, który później z siebie wydobył, gdy ujrzał ten cały syf pod drzwiami swojego mieszkanka.
Całość zajęła mu jakieś 15 minut. Zdążył się w miarę sprawnie wyszorować, wytrzeć, wrzucić brudne ciuchy do pralki i się przebrać. Młodzieniec uporał się z myciem o wiele razy szybciej niż zazwyczaj i raczej ciężko było się temu dziwić, zważywszy na to, że pozostawił u siebie samą sobie jedną z najbardziej nieprzewidywalnych osób, jakie było mu kiedykolwiek dane poznać w swoim życiu, a trzeba przyznać, że trochę takich znajomości chcąc nie chcąc miał już na swoim koncie. Przed wyjściem stwierdził, że dodatkowo na wszelki wypadek wypsika się jeszcze jakimś dezodorantem, aby być w stu procentach pewnym, że już więcej nie daje od niego śmieciami z blaszanego kubła, którym rzuciła wcześniej w niego Undyne. W końcu nigdy nic w nie wiadomo, huh? Oczywiście szybkie działanie w pośpiechu nie przeszkodziło mu w myśleniu o tym, w jak upierdliwej i przy okazji cholernie żenującej sytuacji się znalazł. Z minuty na minutę coraz bardziej żałował tego, że zabrał do siebie swoją starą mentorkę, ale co miał niby zrobić? A co ważniejsze... Co ma TERAZ z nią zrobić? Najlepiej by było ją tutaj przetrzymać, dopóki nie będzie miał pewności, że da mu wreszcie spokój. Uginały mu się kolana na samą myśl o tym, czym może go później słownie szturmować.
Kiedy wreszcie wyszedł z łazienki, ruszył od razu w stronę kuchni, z której wydobywały się pretensjonalne narzekania. Najwidoczniej to właśnie tam aktualnie pałętał się rudzielec. Wchodząc do środka i dostrzegając to, jak potworzyca zbiera butelki i puszki do worka na śmieci i przeciera szmatą blaty, wytrzeszczył oczy tak, jakby znowu pierwszy raz w życiu zobaczył potwora. Co ona znowu wymyśliła...?
Uwierz mi, że to jeszcze nic. – rzucił obojętnie do ryby, odpowiadając na jej pojękiwania. Przeszedł spokojnie obok niej, po czym otworzył lodówkę i wyciągnął kolejną puszkę piwa, aby w ciągu kolejnych paru sekund wypić jej całą zawartość i następnie odstawić ją pustą na jedną z szafek tylko po to, żeby zrobić piranii na złość. Niemal od razu ponownie wyciągnął piwo, tym razem w butelce i oparł się plecami o ścianę, którą to akurat nic nie zastawiało.
Skoro tak bardzo ci się nie podoba, to może po prostu wyjdź i zapomnij o tym, że mnie dzisiaj spotkałaś, co? – odrzekł po chwili wpatrywania się w rozjuszoną rybę na szczudłach. – Nie mam zamiaru cię tutaj na siłę przetrzymywać... W sumie to i tak pewnie nic by z tego nie wyszło.

_________________

Prowadzone sesje:
ZAJĘTE | ZAJĘTE | Kawiarnia "Garten" (09.08)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 76
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Hacjenda Johnny'ego   Pon Maj 28, 2018 11:11 am

Undyne chyba mogła nazwać się w jakimś stopniu szczęściarą, jako że w jej najbliższym otoczeniu żyły przede wszystkim inne potwory, a te z reguły nieskore były do szukania zwady ze swoimi, zwłaszcza gdy dzieliły z nimi pewien procent przestrzeni życiowej. Wystarczyło jednak przejść się dwie ulice dalej, aby spotkać się z podobnym co przypadek sąsiada Johnny'ego elementem. Kiedyś liczniejszym, obecnie już tylko pojedynczymi sztukami, które i tak potrafiły czasem nieźle dać w kość. Nieważne jak wiele czasu mijało, Undyne w dalszym ciągu nie potrafiła zrozumieć tego typu podejścia, które przecież nikomu nie wychodziło na zdrowie. Początkowo sądziła, że to kwestia typowego dla ludzi rasizmu, jednak wraz z dalszym upływem czasu oraz zdobywanym w trakcie doświadczeniem doszła do dość przerażających wniosków, że nie tyle rasistowskie podejście, co zwyczajnie zła wola i czysta wredność kierowała postępowaniem tego typu osób. Ludzie nie potrzebowali bowiem specjalnego powodu, żeby zachowywać się w ten sposób. A przynajmniej ani ona, ani nikt jej znany nigdy nie usłyszał o podobnym. Człowiek dla człowieka był w świecie Powierzchni wilkiem. Bardzo przykre i rozczarowujące odkrycie. Niemal tak samo rozczarowujące jak... ZAKURZONE BLATY I PÓŁKI W DOMU LINGARDA!!!
Rybia potworzyca zawarczała niczym rozjuszony tygrys, zaś kuchenny blat jęknął pod siłą jaką wkładała w próbę zmycia z niego czegoś, co być może było rozlanym kiedyś piwem, a być może tłuszczem, który ewoluował w nieco inną i bardziej maziowatą formę życia. Niebywałe... To po prostu NIEBYWAŁE, jak można zapuścić własne mieszkanie! Cztery kąty, w których, do ciężkiej cholery, jakoś na co dzień się żyje! Czy naprawdę aż tak zawaliła? Ale nie. Nie miała wcześniej powodu sądzić, że z dzieciaka taki bałaganiarz! Gdyby wiedziała, nauczyłaby go wszystkiego od podstaw, dopóki nie chodziłby jak w ruskim zegarku!
Nie przerywając zamaszystego pucowania, nogą zgniotła kolejną puszkę i dopiero wtedy się po nią schyliła, a następnie wrzuciła do nieźle pękatego już wora. Ponownie wyprostowana, krytycznie spojrzała na blat. Tym razem dosłownie mogła przejrzeć się w powierzchni, która wyglądała jakby ją wypolerowano. Nie wiadomo, czy blat rzeczywiście powinien tak wyglądać, ale przynajmniej był teraz perfekcyjnie czysty.
Jeszcze zanim jej były uczeń wpełzł do kuchni, poczuła zapach męskiego dezodorantu docierającego aż do kuchni. Że niby przez brak nosa jako takiego miała nie posiadać zmysłu powonienia? Pfff! W każdym razie może i nie dbał o dom, ale chociaż umiał zadbać o siebie. Co bynajmniej nie sprawiło, że powitała go przychylnym spojrzeniem gdy tylko pojawił się w polu widzenia.
Lekko obnażając zęby, całkiem spokojnie obserwowała jego dalsze poczynania aż po postawienie kolejnej, pustej puszki, na którą zareagowała drgnięciem dolnej powieki zdrowego oka. W chwilę później jednak szeroki, acz niestety SZCZERBATY - przez brak jednego kła - uśmiech wykwitł na jej twarzy. Gdyby nie to, że w sekundę później puszka z której pił Johnny zamieniła się w cienki, płaski, wgnieciony w blat spodek, Undyne byłaby w stanie nabrać cały świat w szczerość swojego uśmiechu. Biedna puszka, biedny blat...
- Hahahaha~ Wyjść? Zapomnieć? NIE MA MOWY~ - odparła niemalże wesoło i śpiewnie, co w jej wykonaniu przyprawić mogło o ciarki. Przyszpilające spojrzenie również przeczyło kompletnie temu, co prezentowało się na niebieskiej facjacie.
Szybkim ruchem zgarnęła to, co do niedawna było puszką, dorzuciła do worka, zawiązała go, po czym wolną ręką wyrwała chłopakowi butelkę piwa z ręki, aby miast tego wcisnąć mu bardzo natrętnie trzymany przez siebie worek.
- Wynieś najpierw PROSZĘ swój SYF. - zwróciła się do niego sztucznie uprzejmym tonem. - Chyba chociaż tyle jesteś w stanie zrobić? Zamiast uczynnie posprzątać, mogłam przecież "CISKAĆ WŁÓCZNIAMI" i być bardziej "SOBĄ".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
She doesn't want yellow...
avatar

Liczba postów : 130
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Hacjenda Johnny'ego   Czw Maj 31, 2018 6:18 pm

Pomimo pierwszego, niekoniecznie pozytywnego wrażenia, jakiego było dane doświadczyć Undyne przy zetknięciu się z niegrzeszącym czystością miejscem zamieszkania jej byłego "ucznia", nie było w nim wcale aż tak źle, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Fakt, dosłownie WSZĘDZIE porozrzucane puszki i butelki po alkoholu oraz zakurzone, a także z rzadka ubrudzone meble mogłyby świadczyć o czym innym, ale nie można było zaprzeczyć temu, że Johnny chcąc nie chcąc zajmował się tym przybytkiem na swój własny, niezbyt dokładny sposób. Niektóre fragmenty mieszkania dziewiętnastolatka wyglądały tak, jakby ktoś zrobił swoistą podmiankę i wymienił je na te, z jakiegoś zamieszkiwanego przez pedantów domu. Zarówno dobrym, jak i bardzo prostym tego przykładem są wymyte dosłownie na błysk okna. Łazienka także mogła poszczycić się tego typu wręcz niepokojącą czystością. Wyglądało to tak, jakby naprawdę była świeżo po remoncie. Sypialnia chłopaka również w tym aspekcie praktycznie nie odstawała. Ładnie zaścielone łóżko, posegregowane i wyprane ubrania w szafie, a także poukładane na przytwierdzonych do ścian półkach, głównie o tematyce dzikiego zachodu i w większości dalej nieprzeczytane książki. Niestety cały efekt końcowy rujnowały wcześniej wspomniane dziesiątki puszek porozrzucanych dookoła posłania, które były porozstawiane w takich odstępach, że wyglądały jak pieprzony mur. Lingard sam nie wiedział, dlaczego do sprzątania niektórych partii mieszkania przykładał się bardziej, a do innych o wiele mniej. Hej, każdy ma swoje dziwadztwa, prawda? A przynajmniej do tego przyzwyczaiły nas dzisiejsze standardy.
Kiedy pirania wyrwała mu z ręki butelkę piwa, którą miał dosłownie za chwilę otworzyć i władowała mu do łap całkiem srogo wypełniony worek na śmieci, po czym kazała ze szczerbatym uśmiechem go wynieść, nastolatek nie wiedział, czy ma się oburzyć za wydawanie przez nią rozkazów w jego domu, czy paść na ziemię i płakać ze śmiechu z powodu widocznie brakującego rybie zęba. Owszem, dalej nie był świadomy tego, że to on był sprawcą ów przerwy w uzębieniu Undyne. Zwyczajnie nie skojarzył tego, że mogłoby to być z jego winy. Koniec końców skończyło się tylko na pochyleniu głowy nad worem i cichym parsknięciu w odpowiedzi na jej polecenie. W zamian za ten widok, który zdecydowanie pozostanie już na zawsze w jego pamięci, postanowił sobie nawet odpuścić dalsze sprzeczanie się i ruszył pośpiesznym krokiem w stronę drzwi wyjściowych, aby zostawić przy nich wypełniony syfem worek i przy okazji mieć pewność, że ryba nie przyłapie go na ewentualnym, gwałtownym wybuchu śmiechem.
Skoro jesteś dzisiaj taka milusia, szczerbatku, to sama go wyrzucisz, gdy będziesz NIEDŁUGO wychodziła! – rzucił kąśliwie przez ramię w stronę kuchni, lekko podnosząc przy tym głos, po czym ruszył w stronę salonu. – Nie widzi mi się teraz wyłazić na zewnątrz, kiedy jeździ po okolicy z TWOJEJ winy policja.
Kiedy trafił do chyba największego pomieszczenia w swoim mieszkaniu, niemalże od razu dupnął się na swój ulubiony fotel i chwycił za leżący na stole obok pilot, aby odpalić telewizor, strzelając przy tym odruchowo stawami w swojej szyi. Dalej nie miał pomysłu jak niby miałby wykurzyć stąd rudzielca, aby nie przypłacić za to przypadkiem przy okazji życiem.

_________________

Prowadzone sesje:
ZAJĘTE | ZAJĘTE | Kawiarnia "Garten" (09.08)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 76
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Hacjenda Johnny'ego   Sob Cze 02, 2018 4:46 pm

Pierwsze wrażenie pierwszym wrażeniem i od tego nie ma już ucieczki. Nieważne jak czysta była łazienka, której notabene i tak nie widziała, ani jak dobrze prezentowały się inne "drobiazgi" w odosobnionych pomieszczeniach. To co rzucało jej się w oko pozostawało wiele do życzenia i na tym też poprzestała. Lubiła zresztą oceniać innych na podstawie tego, jak prezentowała się ich przestrzeń życiowa. Wiele dało się dostrzec w ten sposób zza kurtyny. Niby nic, a jednak sporo.
Pozbywszy się worka, wrzuciła mocno zużyta przez siebie ścierę do zlewu z zamiarem późniejszego jej wypłukania, po czym przyjrzała się etykietce trzymanej w zamian butelki. Rzadko piła. Zwłaszcza będąc na służbie, choć podejrzewała, że dzisiejszego dnia nie czeka ją już więcej roboty. Chyba że ludzie z górnej półki policyjnego sztabu dostaną dowód na to, że była gdzie była i zechcą zmusić ją do udzielenia w tej sprawie raportu. Niewykluczone, gdy tak się przez chwilę zastanowić. Jeśli dobrze pamiętała, niektórzy mieli telefony w łapskach. Ile i co dokładnie mogli zdążyć nagrać - tego nie była pewna.
...
Z drugiej strony był to właśnie idealny powód do napicia się. Przynajmniej odrobinę.
Ignorując parkania dochodzące od strony Johnny''ego, przyciągnęła butelkę bliżej ust, aby z wyuczoną manierą chwycić kapsel między zębiska. Ciche syknięcie zasygnalizowało powodzenie.
- Grzecznie odprowadzisz mnie, gdy już ZECHCE MI SIĘ wychodzić, a przy okazji SAM wyniesiesz cholerne śmieci. - odpowiedziała już po swojemu, ostro i stanowczo, idąc w ślad za nim niespiesznym krokiem. - Gdybyś postępował zgodnie z moimi zaleceniami, nikt nie musiałby się teraz ukrywać jak szczur. Poza tym WISISZ MI za ten przeklęty ząb! - uchyliła usta i styknęła ustnikiem butelki o górną wargę, blisko miejsca, które nadal pulsowało irytująco lecz przynajmniej nie ciekło od magicznej posoki. Słysząc chrupanie, spojrzała na chłopaka z otwartym obrzydzeniem, krzywiąc się nieładnie.
- Wy, ludzie, naprawdę wiecie jak być obrzydliwymi, eh? - oparła się bokiem biodra o futrynę i rozejrzała uważniej po sprzątniętym już salonie.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
She doesn't want yellow...
avatar

Liczba postów : 130
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Hacjenda Johnny'ego   Nie Cze 03, 2018 2:07 pm

Zapewne każdy inny facet, który znalazłby się w podobnej sytuacji, co młody Lingard, byłby niesamowicie szczęśliwy. Pierw kłócisz się i następnie dajesz po gębie przypadkowo spotkanej na ulicy, potworzej kobiecie, wybijasz jej przy tym zęba, zabierasz ją do domu, a ta w zamian ci go sprząta! Czego chcieć więcej, prawda? Mogłaby mu coś dodatkowo ugotować! Jeszcze lepiej, gdyby ów postawiony na miejscu dziewiętnastolatka mężczyzna byłby przynajmniej w jakimkolwiek stopniu masochistą, aby jarały go ciągłe komentarze na temat tego, jak bardzo jego rasa jest obrzydliwa! Istny stulejarski poradnik pt. ,,Jak wygrać życie'', huh?
Niestety Johnny nie przynależał do tej "większości". Nie miał on ani jednego powodu do radości. W końcu czym niby miał się cieszyć? Tym, że jedna z osób, których ciał za wszelką cenę jak najdłużej unikać, zaczyna się rządzić w jego własnym domu? A nie, przepraszam, jeszcze niczego nie rozwaliła, co było zdaniem chłopaka nie lada wyczynem, a nawet ogromnym sukcesem, znając jej charakter i niektóre porywcze zachowania. Prawdziwe spełnienie marzeń, cholera! W sumie to sam jest sobie tego winien. To on sam ją tutaj sprowadził.
Nastolatek nawet nie zareagował na kolejną już wypowiedź dotyczącą jej obrzydzenia ludźmi. Zachowywał się tak, jakby ryby tu nie było, przy okazji rozmyślając nad tym, jakby się tu pozbyć tego rudzielca.
- Winny za ząb...? Ja? - wreszcie odwrócił pytająco swoją głowę w stronę Undyne, gdy dotarło do niego to, co powiedziała wcześniej, po czym z powrotem skierował swój z lekka zdziwiony wzrok w stronę telewizora z aktualnie włączonym kanałem z najnowszymi wiadomościami z miasta Ebott. Nie da się ukryć, że sam nie wiedział, jak ma to skomentować. Niemniej jednak nie zamierzał za to przepraszać. Jeśli faktycznie to on był winien utraty jej kła, to nawet lepiej! Przynajmniej jędza dostała za swoje!
- Słuchaj... - zaczął niepewnie po paru chwilach ciszy, nawet nie spoglądając na piranię. - Jak tam reszta...? Ktoś się wreszcie wybudził? - zapytał z cichą nadzieją w głosie.

_________________

Prowadzone sesje:
ZAJĘTE | ZAJĘTE | Kawiarnia "Garten" (09.08)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 76
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Hacjenda Johnny'ego   Pon Cze 04, 2018 8:14 pm

Jak w ogóle można było się nie radować, mając pod swoim dachem potworzycę pokroju Undyne?! Takiej rybki to tylko ze świeca szukać! Sprzątnie! Spali dom... Ugotuje! Skopie dupska wszystkich, którzy zajdą ci za skórę! Skopie również tych, którym jeszcze narazić się nie zdążyłeś, ani którzy tobie narazić się nie zdążyli - prewencyjnie. Same plusy! Ale ludzie jak to ludzie, zawsze tak samo niewdzięczni.
Nie zauważając niczego, co mogłoby ją jeszcze mierzić w wyglądzie pokoju, wróciła spojrzeniem do twarzy Johnny'ego.
- Co jest? Teraz rżniesz głupiego? - wywróciła okiem, pokręciła głową i pociągając zdrowo z butelki. - Gdyby okoliczności były inne, chętnie bym kontynuowała. - uśmiechnęła się bardziej do samej siebie. - Minęło trochę czasu, odkąd po raz ostatni ktoś dał mi na tyle mocno po gębie. Odświeżające!
Zapewne mało kto były w stanie nazwać "odświeżającym" oberwanie po mordzie, ale Undyne to nadal Undyne. I na powierzchni i pod nią! Ta sama i wyjątkowo ekscentryczna. Uśmiech na jej twarzy zelżał jednak, gdy chłopak zadał dość niespodziewane pytanie. Choć może nie było wcale aż tak niespodziewane? Nawet jeśli grał zimnego drania, mogła z całą pewnością powiedzieć, że nie robił tego tak dobrze jakby sobie zapewne życzył.
- Nikt. - odpowiedziała wprost, trochę sucho ale w końcu zgodnie z prawdą. - Alphys twierdzi w każdym razie, że rokowania są obiecujące, czy coś w tym guście.
Obserwując swojego ex-ucznia, milczała jakiś czas.
- A jak z tobą, punku? Z wierzchu wydajesz się być w niezłej formie.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
She doesn't want yellow...
avatar

Liczba postów : 130
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Hacjenda Johnny'ego   Pon Cze 04, 2018 9:49 pm

Na samą wieść o tym, że dalej jest jedynym ludzkim szczylem z Podziemia, który się wybudził, zadrżał w ledwie widoczny dla rudego potwora sposób, a jego twarz wyraźnie jeszcze bardziej spochmurniała. Każdy może zawsze spodziewać najgorszego, lecz kiedy wreszcie przyjdzie się z tym zmierzyć, to mało kto jest w stanie sprostać swoim własnym oczekiwaniom. Starał się nie oszukiwać samego siebie, pozostając świadomym tego, że może zaistnieć tego typu sytuacja, ale po prostu nie był w stanie tego znieść. Kto by niby mógł?! Chłopak w pewnym momencie nawet zaczął żałować zadania tego pytania.
Nikt?! – powtórzył z niedowierzaniem i wyraźną irytacją w głosie, po czym gwałtownie zerwał się z fotela i niezbyt wiedząc co ze sobą dalej zrobić, podszedł szybko do okna. – Obiecujące rokowania...? Żartujesz sobie?! Jestem już od dwóch zasranych lat z powrotem na nogach... – wreszcie odwrócił się w stronę Undyne, a na jego twarzy malowała się zwyczajna frustracja. - Jakim cudem TYLKO ja, huh?!
Koniec końców odmachnął tylko rezygnująco ręką w stronę Undyne tak, jakby nie liczył na odpowiedź i nie miał już więcej zamiaru drążyć tego tematu, po czym ruszył w stronę drugiego wejścia do kuchni, aby dorwać się do kolejnej puszki uwielbianego przez siebie trunku.
Nie było pieprzonego dnia, w którym by się nie zastanawiał nad tym, czy faktycznie dał wtedy z siebie wszystko. Nawet jeśli, to było to zdecydowanie za mało. W końcu co mogłoby usprawiedliwić to, że on sam już od takiego czasu jest z powrotem ponownie "pośród żywych", kiedy reszta dalej tkwi w śpiączce? Że niby to dlatego, że był od nich starszy? Gówno prawda! Nie było to żadnym wytłumaczeniem. Byli dla niego jak cholerna rodzina, a on jedyne co mógł zrobić, to dalej grzęznąć w tym bagnie bez żadnej wiary i nadziei na "lepsze jutro". Czasami wydawało mu się, że lepiej by było, gdyby faktycznie wyzionął ducha na stałe podczas śmierci z rąk Asgore'a i nie obudził się po dwudziestu latach tamtego felernego dnia w kamiennej trumnie. Zaoszczędziłby tym sobie i innym wielu problemów.

_________________

Prowadzone sesje:
ZAJĘTE | ZAJĘTE | Kawiarnia "Garten" (09.08)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 76
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Hacjenda Johnny'ego   Sro Cze 06, 2018 8:56 pm

- ...
Nie odpowiedziała od razu. Uniosła za to wyżej butelkę trzymaną w garści i spojrzała w resztkę zawartości, która ładnie połyskiwała, kiedy w szkle odbijało się światło wpadające do pomieszczenia oknami. Zniżając ją ponownie, obejrzała sobie przez nią zniekształconą postać zirytowanego dzieciaka, który mimo iż wyrósł, nadal był tylko dzieciakiem. Temperamentność nad którą pracowała jeszcze w Podziemiu, ponownie zdawała się brać górę gdy przychodziło co do czego. Dał tego dzisiaj więcej niż jeden przykład, lecz nie w tym tkwił główny problem. Inaczej byłaby zbytnią hipokrytką.
- Gdybyśmy wiedzieli, Alphys już dawno wykorzystałaby tę wiedzę. Nie nie doceniaj tego nerda. - przybrała zaskakująco neutralny jak na siebie, wręcz obojętny wyraz twarzy. - I kto wie, być może nawet zdobyłaby ją, gdyby miała okazję. Z tego co wiem, jedna całkiem sprawnie i szybko śmignęła jej sprzed nosa. - przymrużyła oko, które wydawało się przez chwilę błyszczeć intensywniej.
Ponownie zamilkła, acz tym razem trwało to dużo krócej. Zaraz potem parsknęła. Nie było w tym zbyt wiele wesołości, ale też nie był to śmiech ponury czy mający jakikolwiek negatywny wydźwięk. Odstawiła pustą w 3/4 butelkę na najbliższa komodę czy inny mebel, wchodzac przy okazji wgłąb pokoju.
- Zanim zaczniesz wariować z pogłębiającego się poczucia winy, ta, teraz faktycznie żartuję. Twoja dusza zwyczajnie nie osłabła do podobnie skrajnego stopnia co pozostałe, ale niech ci się nie wydaje, że byłeś taki wyjątkowy. - uniosła wyżej lewy kącik ust. - Friska na ten przykład nie ucięła sobie drzemki nawet na godzinę. Niezłe ziółko.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
She doesn't want yellow...
avatar

Liczba postów : 130
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Hacjenda Johnny'ego   Sob Cze 09, 2018 5:14 pm

Będąc jeszcze w kuchni, zastanawiał się nad tym, w jaki sposób mógłby się... Ogarnąć. Delikatnie mówiąc. Przeszło mu nawet przez myśl, aby wsadzić łeb z powrotem do kabiny prysznicowej pod zimną wodę, lecz szybko porzucił ten pomysł. Oczywiście nie był wściekły na Alphys lub jakiegokolwiek innego potwora, tylko właśnie na siebie za to, że tak bardzo się tym przejął. Przecież nie powinno go to już obchodzić. To nie jest już więcej jego świat, prawda? Skoro we własnym mniemaniu porzucił go już tak dawno temu, to dlaczego ciągle czuł się tak, jakby nic się nie zmieniło...? Jakby dalej był tym frajerem, który jedyne co potrafi zrobić to gadać, ciągle polegać na innych i patrzeć na to, jak cierpią. To poniekąd trochę przerażające, jak bardzo chciałby się pozbyć zarówno swoich najlepszych, jak i tych najgorszych wspomnień, które były powiązane, chociażby w minimalnym stopniu z Podziemiem i jego mieszkańcami.
- Chcesz znowu dostać po gębie? - rzucił niemalże prowokującym tonem głosu, mrużąc przy tym oczy, kiedy tylko wrócił z powrotem do salonu, po czym szybko otworzył kolejną puszkę piwa z głośnym syknięciem i pociągnął z niej parę dosyć sporych łyków.
Nie ważne czy ryba powiedziała to żartobliwie, czy po prostu kąśliwie. Ostatnie co by w swojej aktualnej sytuacji zrobił, to zacząłby się zachowywać się jak pępek świata "wywyższać" nad resztą ludzkich dzieciaków, z którymi dane mu było w Podziemiu spędzać czas. A co do Frisk... Na sam wydźwięk jej imienia i wspomnienie o wykreowanym przez nią świecie piekle, dostawał pieprzonych drgawek. To zdecydowanie było już poniżej pasa. Niemniej jednak nie zareagował na nie tak, jakby się normalnie można było się tego spodziewać. To nie tak, że już przyzwyczaił się do myśli o tym, że koniec końców i tak bez kompletnie żadnego ostrzeżenia dupnie znikąd reset, a on zostanie po prostu wymieniony na nowy "model" i zwyczajnie zapomniany, ale po prostu nie miał już więcej siły na użeranie się z Undyne.
- Wynocha... Won z mojego domu. - odrzekł wreszcie dosyć chłodno, kiedy poczuł, jak zaczyna schodzić z niego ciśnienie i frustracja. - Daj mi wreszcie spokój.

_________________

Prowadzone sesje:
ZAJĘTE | ZAJĘTE | Kawiarnia "Garten" (09.08)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 76
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Hacjenda Johnny'ego   Nie Cze 10, 2018 1:33 pm

- Hmm~? - mruknęła z zainteresowaniem, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. - Łudzisz się, że poszczęści ci się i tym razem? - wyszczerzyła zęby we wrednym uśmiechu, który mimo wszystko szybko zniknął na widok kolejnej puszki w dłoni chłopaka. Trudno było jej nie zauważyć, zarówno w trakcie sprzątania jak i teraz, że alkohol wydawał się stanowić kluczowy element diety Johnny'ego. Nieważne jak na to spojrzeć, nie świadczyło to dobrze o jego nowych nawykach. Z tego co zdążyła zauważyć w przeciągu ostatnich dwóch lat, ludzie łatwo popadali w różnorakie nałogi, a alkohol stanowił chyba najpopularniejszy z nich. W wyniku jego nadużywania, łatwo popadali w różnorakie choroby, niektórzy nawet idiotycznie kończyli żywot w wyniku zatrucia. Osobiście nie mogła tego oczywiście doświadczyć. Nie posiadała organów wewnętrznych jako takich, a zatem nie mogła ich uszkodzić, ale nawet dla nich, potworów, przesadzenie z pewnymi substancjami potrafiło skończyć się nieprzyjemnościami, jeśli zaburzyło magię ich ciał. Z tego też powodu była w stanie cierpieć na coś podobnego do kaca, jeśli sama przegięła z ilością trunków na jeden wieczór. Tak czy inaczej, reprymendę na ten temat postanowiła zostać sobie na inny dzień. Wyjątkowo. Dzieciak wystarczająco źle zniósł już jej przytyk, który widocznie odebrał na własny sposób. Ale to już jego problem.
Jeszcze jakiś czas przyglądała mu się uważnie, puszczając mimo uszu słowa, za które mogłaby mu wyczyścić mydłem wnętrze ust - może w ten sposób udałoby się go oduczyć pyskowania na prawo i lewo do osób, którym pyskować nie miał prawa. Zamiast tego jednak przeciągnął się.
- Na dziś. - zgodziła się zadziwiająco jak na siebie dyplomatycznie. Co odwlecze, to nie uciecze. Już nie. - Koniec końców, wiem gdzie mieszkasz i jak wyglądasz, więc choćbyś bardzo próbował, nie dasz rady dłużej przede mną uciekać! - kontynuowała wyraźnie usatysfakcjonowana, obracając się tyłem i kierując w stronę drzwi. - Ah! Prawie zapomniałam! - sięgając po klamkę, przekręciła głowę przez ramię. - Ex-Królowa kazała cię pozdrowić, gdybym kiedyś na ciebie wpadła. Mógłbyś chociaż napisać list do staruszki od czasu do czasu, paskudny niewdzięczniku. Nieważne jak bardzo masz nas wszystkich w poważaniu, nie możesz oczekiwać tego samego w drugą stronę. Nie jesteśmy ludźmi. - nacisnęła na klamkę i pociągnęła drzwi do siebie, otwierając je na oścież. - Postaraj się nie spić do nieprzytomności! Widzimy się wkrótce.

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
She doesn't want yellow...
avatar

Liczba postów : 130
Zamieszkanie : W pobliżu centrum miasta
Praca/Zawód : Pracownik w kawiarni Garten
Join date : 04/04/2018

PisanieTemat: Re: Hacjenda Johnny'ego   Pon Cze 11, 2018 9:16 pm

- ... - przemilczał, będąc nadwyraz zdziwionym nagłej zgody na jego "prośbę" dotyczącej natychmiastowego opuszczenia przez rybę jego domu. Przynajmniej tyle dobrego, huh?
Cóż, nie da się ukryć, że przyprowadzenie Undyne do swojego miejsca zamieszkania nie było mimo wszystko najlepszą tego dnia podjętą przez niego decyzją. Tia... Prawdopodobnie niechcący konkretnie się tym wkopał w niezłe bagno. Znowu... Zrobił to, będąc pod presją zarówno czasu, jak i nie do końca nastawionego pozytywnie do niego kilku osób z tłumu gapiów, którzy koniec końców wzięli go za jakiegoś bandziora i rasistę. Do tego pierdolnika oczywiście miała się jeszcze wpieprzyć policja? Jeszcze czego! Chociaż i tak zapewne znając podejście mieszkańców miasta Ebott do potworów, zostałby cichaczem pochwalony za "prawilną, antypotworzą i ludzką postawę"
Co do Toriel... Chyba nie tylko jej winien był ów wspomniany przez rudą rybę list, prawda? Kozia królowa jako pierwsza dowiedziała się o podjętej przez niego decyzji i był jej wdzięczny za to, że pomimo braku jakichkolwiek konkretnych wyjaśnień, pozwoliła mu odejść i ruszyć w swoją stronę. Nie miał swojej byłej mentorce za złe tego, jak go nazwała. W końcu, gdyby tak było, to byłby cholernym hipokrytą. Johnny był nawet zdania, że "paskudny niewdzięcznik" to i tak dla niego zbyt delikatna obelga, jeśli spojrzeć na to z perspektywy osób, które pozostawił bez żadnego słowa, ale czy nie o to mu właśnie chodziło? Zostawić wszystko za sobą i samemu żyć w tym popieprzonym i niesprawiedliwym świecie do kolejnego, nieustannie nadciągającego resetu? Pozwolić innym na to, aby zapamiętali go przynajmniej w tej linii czasowej takim, jaki był, a nie takim, jaki aktualnie jest, samemu już nie wiedząc, kim tak naprawdę jest osoba, którą codziennie widzi w lustrze? Po prawdzie to był już tylko cieniem dawnego siebie. Czy nie jest tak mimo wszystko prościej? Przecież koniec końców i tak wszystko trafi szlag. Teraz to już wszystko było mu jedno. Nie istniała już żadna droga powrotna, a na pewno nie dla ów posiadacza już wygasłej duszy sprawiedliwości.
- Jesteś niemożliwa... - westchnął bezradnie do siebie, stając naprzeciw otwartych już drzwi prowadzących z jego mieszkania do klatki schodowej i stojącej w nich piranii. Nawet nie był świadom tego, że na jego twarzy pojawiło się coś na kształt naprawdę żałosnego, ledwie widocznego uśmiechu. - Nienawidzę Cię.

_________________

Prowadzone sesje:
ZAJĘTE | ZAJĘTE | Kawiarnia "Garten" (09.08)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Undyne
Anime is f*cking REAL?!
avatar

Liczba postów : 76
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Szef potworzej policji
Ekwipunek : Opaska na oko, portfel, telefon w kształcie dorsza, klucze do domu
Join date : 14/04/2018

PisanieTemat: Re: Hacjenda Johnny'ego   Sro Cze 13, 2018 5:53 pm

Johnny jeszcze tak naprawdę nie wiedział, jak bardzo przesrał sobie życie w momencie, w którym zdecydował się zabrać ją do swojego przybytku. Ryba co prawda zgodziła się nie wtrącać za sprawą prośby Toriel, popartej jeszcze wówczas autorytetem Asgore'a, ale gdyby tego dnia na ulicy nie zareagowała i nie zdecydowała się zaciągnąć dzieciaka na bok, prawdopodobnie gryzłaby się ze zbyt wieloma myślami jeszcze przez kolejne tygodnie. Miała zresztą zbyt gorącą głowę na takie rzeczy. Najpierw działała, potem myślała - nie zawsze, ale często. Na dobre zresztą wyszło. Przynajmniej dla niej.
Kiedy tylko stanęła w drzwiach, jej uszy dotarł zgrzyt rygli dochodzący z tych sąsiadujących od korytarza. Nie musiała nawet zgadywać, jedynie przewróciła okiem. Dziwak mieszkał drzwi w drzwi z jeszcze większym dziwadłem. To się dobrali na sąsiadów! I jedno i drugie paskudne na swoje sposoby!
- HA! Trzymam za słowo! - wyszczerzyła się do Johnny'ego odrobinę mniej wrednie niż zazwyczaj. - Postaraj się nie wpaść w kłopoty do następnego spotkania! Inaczej cela może cię tym razem nie ominąć~ - z tylko sobie znanego powodu wybuchła znanym, rubasznym śmiechem, który mogli usłyszeć wszyscy w okolicy, po czym raźnym krokiem ruszyła w stronę schodów.  

/zt x2

_________________
Karta postaci | Kufer Undyne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Hacjenda Johnny'ego   

Powrót do góry Go down
 
Hacjenda Johnny'ego
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Will
» Johnny Blaze - Ghot Rider

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Welcome to the Surface! :: Powierzchnia :: Miasto Ebott - Obszar centralny :: Dzielnice mieszkalne-
Skocz do: