IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Gregory Vincent Greyhound - soul of Kindness

Go down 
AutorWiadomość
Rana
WinRAR
avatar

Liczba postów : 40
Zamieszkanie : Slumsy
Praca/Zawód : Pomoc w bibliotece, student Kryminologii.
Ekwipunek : Portfel, miętówki, nieśmiertelnik, pęk kluczy od mieszkania i roboty, gaz pieprzowy, bo przecież zawsze warto mieć coś na rezerwie.
Join date : 18/04/2018

PisanieTemat: Gregory Vincent Greyhound - soul of Kindness   Pią Kwi 20, 2018 2:51 pm



Gregory Vincent Greyhound
» A warm smile is the universal language of kindness «

20 lat
Człowiek
Dusza dobroci
Obszar centralny miasta Ebott
Barman w barze "Beer Bros"
- Uwielbia mleko bananowe;
- Jego stara patelnia oraz fartuch wciąż się gdzieś kurzą w odmętach jego mieszkanka;
- Jest ogromnym kociarzem. W swoim domu ma 6 kotów, z czego każdy przygarnięty jest z ulicy;
- Jego grupa krwi to 0RH-;
- Nienawidzi jabłek i papryki;
- Poza gotowaniem i sportem zaczął interesować się motoryzacją i chciałby kiedyś skołować sobie jakiegoś pierdzika, no ale problemem jest brak łapy i średnia sytuacja z pieniędzmi;
- Pisze jak kura pazurem i sam miewa problemy z rozczytaniem własnego pisma;
- Uwielbia muzykę z gatunku lofi hip hop;
- Rajcują go wszelkie magiczne sztuczki, jakieś karty tarota i inne rupiecie;
- Zbiera ładne kamyczki i układa je na parapecie;
- Względem układania to ma on świra pod tym kątem. Każda książka musi być ładnie ułożona, od najmniejszej do największej, ewentualnie kolorystycznie, a za przesuniecie jego idealnie położonej podkładki pod piwo potrafi zagryźć wzrokiem;
- Nie przepada za kwaśnym, ale za to uwielbia ostre papu;
- Co do pająków to może się ich nie boi, ale wyraźnie widać, jak mocno go brzydzą gdy tylko jeden pojawi się przed jego oczyma.
Aparycja
Gregory jest wysokim i dobrze zbudowanym brunetem. Chłopak mierzy sobie dokładnie 194 centymetry, a jego ciało jest nawet w miarę wysportowane, co zawdzięcza wielu treningom od czasu wybudzenia się jak i ogólnej, lubianej przez niego aktywności fizycznej. Chuderlakiem nie można go nazwać, ale też nie osobą szeroką. Jest po prostu w sam raz, nie za ciężki nie za lekki. Małym uszczerbkiem na jego zdrowiu jest fakt, iż nie posiada on lewej ręki. Zazwyczaj na jej miejsce zakłada on zwykłą protezę, która ma bardziej funkcje samego wyglądania jak sztuczna ręka. Jest nieporęczna //hehe// i  nie posiada żadnych funkcji. Chłopak nosi ją tylko dlatego, by nie straszyć innych swoim kalectwem. Jego bujna i niedbała czupryna jak wcześniej wspomniano jest koloru ciemnego brązu. Średniej długości włosy opadają mu na jego czoło, zwisają po bokach twarzy oraz roztrzepują się po całym jego łbie, mimo wszystko tworząc artystyczny nieład. Zwrócenie mu uwagi na temat jego włosów najczęściej skutkuje olaniem, gdyż lubi on ich długość i nikt może się tego nie spodziewa, ale reguluje je w odstępach raz na miesiąc. On nawet je czasem układa... tylko te drzemki nie pomagają mu w trzymaniu ich w jako takim, względnym porządku. Gdy chłopak nie ma na sobie stroju służbowego aka koszulki, dżinsów i fartucha, miewa w zwyczaju nosić różnorakie bluzki z krótkim rękawem oraz dżinsy w połączeniu z parą sportowych butów. Od pory roku zależy, czy jego spodnie będą 3/4 czy długie. Podczas chłodnych dni ubierze na siebie swój znoszony, brązowy płaszcz. Chłopak nie dba za bardzo o połączenia kolorystyczne w swoim ubiorze, przez co czasem wygląda jak... no menel. Ale to czasem. Zazwyczaj ma po prostu farta i dobierze dżins z białą bluzką i czarnymi butami, a finalny efekt wygląda nawet znośnie.
Charakter
Z początku Greg może wydać się chłodną, dość niemiłą osobą ze względu na swoją wiecznie kamienną twarz oraz lekko pogardliwe spojrzenie. Nie jest to jednak odzwierciedlenie jego osobowości, bo w środku jest to odwrócone o 180 stopni. Może i wygląda jak kamulec skurwielus, ale wystarczy z nim chociażby porozmawiać, by usłyszeć jego przepełniony troską i dobrocią ton głosu, który działa jak miód na uszy rozmówcy oraz ujrzeć ciepły, szczery uśmiech skierowany w stronę rozmówcy. Kojący nerwy samą swoją obecnością, troskliwy starszy brat, który traktuje każdego członka podziemi jak rodzinę. Jest w stanie poświęcić się dla dobra innych, o czym świadczy czyn sprzed lat, gdzie dla dobra dwóch potworzych dzieci stracił lewą rękę. Nigdy nie zostawi nikogo w tyle, a każda jego obietnica musi zostać spełniona. Ma on jednak nieco gorącą głowę i łatwo można go zdenerwować bądź zirytować jakąś błahostką. Nie porywa się on jednak od razu do krzyku bądź przemocy, a po prostu z lekko skrzywioną miną stara się złagodzić sytuacje. Bywa też momentami nieco zbyt łatwowierny i lekkomyślny, zwłaszcza w stresujących sytuacjach, przy których stara zachować się trzeźwość umysłu, co jednak nie zawsze mu wychodzi tak, jakby tego chciał. Na szczęście nie panikuje. Nie brakuje mu inteligencji i sprytu.
Biografia
Gregory wiódł bardzo spokojne życie w małej rodzince, w której to mama była tą, która wzbudziła w nim zamiłowanie do kuchni i gotowania. Chłopak był złotym dzieckiem, nigdy nie sprawiał żadnych problemów, był istnym promyczkiem słońca w rodzinie Greyhoundów. Od maleńkości zawsze zaglądał mamie w garnki, pytał czy może obrać i pokroić dla niej cebulę, poobierać ziemniaki, czy po prostu jakkolwiek pomóc jej w czynnościach związanych z gotowaniem. Może był troszkę dziwnym dzieckiem, ale już od małego uwielbiał poznawać nowe przepisy z pomocą książek kucharskich, zamiast uczyć się na lekcje lub czytać ważne lektury. Jako cudowne dziecko, przynosił raz w tygodniu domowe wypieki dla swojej klasy i wszystkich nauczycieli - to ciasteczka, to babeczki, to słodkie malutkie rogaliki, a wszystko to z szerokim uśmiechem na ustach. Był z tego znany w każdej swojej szkole; podstawowej, gimnazjum i szkole wyższej. Niektórzy uważali go z tego powodu za lekkiego dziwaka, ale nikt za bardzo nie ubliżał mu ze względu na jego specyficzny, przesycony dobrocią i troską styl bycia. Miał też kilka sercowych rozterek, gdyż wiele dziewczyn z jakimi się zadawał odbierały jego zachowanie jako zaloty, szybko zadurzały się w nim, a on sam traktując je jak przyjaciół, był zmuszony odmawiać czegoś więcej. Zawsze mu to jednak uchodziło płazem, nigdy nie był poniżony przez dziewczyny czy nawet chłopaków, którym dał kosza. //przez żołądek do serca :v//
Był dość ładny, cieplutki i słoneczny dzień, podczas którego Gregory odbywał praktyki w pobliskiej restauracji, do której i tak z trudem się dostał. Robota na ósmą rano, ponad 8 godzin stania przy garach z tylko trzydziestoma minutami przerwy na kolejnym gorącu. Brzmi cienko, ale Greg to lubił, w końcu spełniał swoje marzenia ku byciu kucharzem, nabywał nowych umiejętności w tej dziedzinie, robił to, co sprawiało mu wielką przyjemność. Praktyki skończył późno, bo mimo maja było już ciemno. Musieli przecież zamknąć lokal, posprzątać, przygotować kuchnię na kolejny dzień, a że grzało niemiłosiernie każdemu w pracy było nieco słabiej, a zwłaszcza Greyhoundowi, który restaurację opuścił z bólem i lekkimi zawrotami głowy. Późnym wieczorem było chłodniej, był to idealny moment na spacer, podczas którego zapuścił się on niestety nieco dalej, niż się spodziewał. Jedyne, co potem pamiętał, to potknięcie się o coś, gdy próbował zdjąć wystraszonego kota z drzewa, następnie obudził się już w podziemiu.
Ostatnie, co pozostało mu z powierzchni, to jego patelnia, którą jakimś dziwnym trafem nosił z domu do pracy, gdyż tam po prostu mieli jakąś starą, pozdzieraną oraz jego zabrudzony fartuch. Podniósł się ciężko, nie rozumiejąc na początku w jakim miejscu się znajduje. Może i miał już siedemnaście wiosen na karku, ale wciąż było to dla niego ogromnym szokiem. Krajobrazy, które mógł sobie tylko wyobrazić lub zobaczyć w fantastycznych książkach, kozia mama, która potraktowała go jak własnego syna, gdy ten okropnie martwił się o swoją prawdziwą rodzinę, gadający kwiat, który próbował targnąć się na jego życie. Osoba, która nauczyła go wierzyć w lepsze jutro, dzięki czemu nigdy nie tracił nadziei na ponowne ujrzenie swoich rodziców. Przesiedział u niej wiele, przywiązując się do potworzycy jak do własnej rodzicielki. Nie porzucił jednak nadziei względem powrotu do rodziny, zmuszony z bólem serca zostawić kozią mamę z tyłu mimo ostrzeżeń i ryzyka, jakie wiązało się z opuszczeniem jej domu. Jako człowiek było ciężko przebrnąć jakkolwiek przez podziemia bez ataku z czyjejś strony, co sprawiło, że chłopaczyna wyrobił sobie obronę na perfekcję. Z czasem zaczął też po prostu przekonywać innych do siebie dzięki swojej dobroci i złotemu sercu. Zanim opuścił jedną lokację. zadamawiał się w niej i wszystko przychodziło mu równo ciężko jak wyjście z domu koziej mamy. Przystanął jednak na dłużej w wodospadach. Widoki był po prostu zbyt cudowne. Po raz kolejny odleciał myślami w niebo, zapuścił się nieco za daleko, ujrzał on jednak przed sobą dwójkę potworzych dzieci bawiących się w okolicy dość sporego spadu. Chciał je ominąć, gdyż spodziewał się negatywnej reakcji z ich strony, jednak jak na całe podziemia. to miejsce było po prostu za spokojne, coś musiało tu być nie tak. Wtem ujrzał wielki głaz, który powoli osuwał się ku ziemi, miał oberwać się najprawdopodobniej za kilka sekund, spaść prosto na dzieci. Złote serce wygrało nad rozsądkiem, nie przemyślał swoich czynów nawet przez chwilę, po prostu rzucił się w obronie potworków, w ostatniej chwili odrzucając je na bok. Ból, wielki ból, krzyk i łzy, zgrzytanie zębami, a to wszystko spowodowane tym, że wielki kamień dosłownie zmiażdżył jego lewą rękę, a sam Greg stał się więźniem wodospadów. Wymusił uśmiech w męce, przez którą przechodził, wystraszone potwory jednak uciekły. Wszystko rozumiał, szokujące zdarzenie oraz człowiek, któremu nie miały prawa ufać, w dodatku stworki miały może ledwo dziesięć lat. Nastało odliczanie do końca. Porzucony, przygnieciony wielkim głazem nie był w stanie się ruszyć, a ze względu na niekorzystną pozę dodatkowo ciężko oddychał. Po każdej próbie zmienienia pozycji chłopak mógłby napisać książkę grubości Zakonu Feniksa z Harrego Pottera o tym, przez jakie katusze przechodził. Ile tak leżał, zapytacie? Trzy dni. Trzy, pieprzone dni bez wody i jedzenia, z kończyną pod kamieniem, płytkim oddechem, coraz większą kałużą krwi, która wydobywała się powolutku z jego ran. W końcu cała lewa strona jego ubrania nasiąknęła szkarłatną posoką. Chłopak krzyczał przez zęby, błagał o szansę na dalsze życie, w końcu z wycieńczenia i dużej utraty krwi stracił przytomność,  w myślach szedł w stronę jasnego światła. Czy to już śmierć? Kroki, coraz to głośniejsze, ciężkie, przytłumione kroki. -Hej, wszystko będzie dobrze! Chłopcze, słyszysz mnie? Matko jedyna... - do jego uszu dobiegał męski głos, jednak brak sił  nie dawał mu jakiejkolwiek szansy na odpowiedź. - Szybko, jest na skraju śmierci! - usłyszał jako ostatnie, gdyż po tych słowach kompletnie stracił świadomość.
Obudził się nieco lżejszy, jakby czegoś mu brakowało, w dodatku w zupełnie nieznanym mu miejscu, a nad jego głową wisiały wyraźnie zmartwione dzieciaki, którym wcześniej uratował życie. - Wybacz, że moje dzieci zostawiły cię w takim stanie. Jestem ci wdzięczny za uratowanie im życia, jesteś dobrą istotą. Nie powinniśmy oceniać książki po okładce. - rzekł ku niemu wysoki mężczyzna, przypominający krokodyla stojącego na dwóch łapach, ubranego w elegancką koszulę, ciemne spodnie i muszkę. W ręku trzymał torbę lekarską, a w całym pomieszczeniu roznosił się zapach ziół. Gregory usiadł bardzo powoli w końcu zauważając, co sprawiało, że czuł się tak lekko. Brak lewej ręki, na co zareagował najpierw z ogromnym przerażeniem, by następnie uśmiechnąć się od ucha do ucha. - Nic się nie stało, moim obowiązkiem było pomóc osobom w potrzebie. - odparł ku stworowi, który najwyraźniej uratował mu życie, po czym po dłuższej rozmowie wynegocjował z nim opuszczenie jego domostwa. Droga jeszcze daleka, musiał przebić więc przez wszystkie przeszkody, jakie stały na jego drodze ku Asgorowi. Było ciężko, nie obyło się bez dodatkowych ran, obić, zadrapań, cierpienia związanego ze świeżo straconą ręką. Przez zaznajomienie się z żółtą dinozaurką otrzymał na swojej drodze nawet osłonę, dzięki której uderzenia nie bywały tak bolesne! Nadszedł jednak czas na opuszczenie labu, wejście do nowego domu, gdzie czekał już na niego kozi król. Czerwony trójząb wyraźnie wyróżniał się w jego łapie. Pogardliwe, bezduszne spojrzenie paraliżowało momentami złotego chłopca. Nie poddawał się, robił wszystko, by móc wydostać się z podziemi i w końcu wrócić do domu. Wszakże mama tak samo jak ojciec musieli się o niego okropnie martwić, a praktyki to na pewno już stracił! Wtem trzask łamanego metalu, który odpadł z jego kikuta odsłaniając bandaże, zdezorientowanie, po którym nastąpił już tylko ból. Po raz kolejny cierpiał, lecz tym razem już tylko chwilę. Wisiał nabity na połyskującą broń, wpatrywał się z uśmiechem na ustach w króla podziemi.  - Czy dałby król radę... przekazać mojej rodzinie i przyjaciołom, że ich kocham? - były jego ostatnimi słowami, zanim ciało zostało oddzielone od duszy, a co się też z tym łączy, jakiejkolwiek świadomości. Pewnego dnia Gregory jakimś cudem otrzymał jednak drugą szansę, by wraz z innymi ludźmi, którzy na przestrzeni lat wpadali do podziemi wrócić do życia, które zostało im tak brutalnie odebrane. Nie działo się tu wiele, a sam chłopaczyna nigdy nie miał większego żalu do koziego króla. Rozumiał jego poczynania, gdy ten chciał dobrze dla swojej rasy. Tym razem nie był już odbierany jako wróg, który swoją dobrocią musiał przekonywać inne potwory do swojej osoby. Był przyjazny, miał pozytywne relacje praktycznie z każdą osobą w podziemiu, a nawet załapał się na pracę w Grillby's jako kucharz i pomocnik ognistego barmana. Początki bywały trudne, nie raz potrzebował pomocy będąc zmuszonym do posługiwania się jedną ręką, ale z chwili na chwile stawało się to coraz łatwiejsze. W końcu mimo kikuta wrócił do dawnej sprawności, będąc zmuszonym jednak skupiać się na wielu rzeczach na raz, podczas, gdy mógł je robić tylko jedną kończyną. Te dwa lata minęły mu nad wyraz spokojnie, prowadził życie takie, jakie mógł i na jakie po części był też zmuszony. Z trudem pogodził się z faktem, iż najpewniej jego rodzina jest już po innej stronie, co jednak zastępował coraz to bardziej rozrastającym się gronem przyjaciół. Uśmiech nigdy nie znikał z jego twarzy. Nastał ten dzień, wielki moment, w którym bariera dzieląca potwory od powierzchni zrównała się z ziemią. Organizm Gregora jak i większości dusz jednak nie wytrzymał siły, z jaką maszyna pochłaniała ich energie, witalność. Zapadł w śpiączkę na kolejny rok, który został mu odebrany. Obudził się wyjątkowo szybko, zastając puste łóżko oraz resztę pogrążonych w śpiączce duszyczek, będących pod opieką potworów. Co tu dużo mówić, nie pozostało mu nic więcej, jak iść dalej. Skołował sobie protezę, która była bardziej jak atrapa jego utraconej ręki, by nie straszyć innych osób, znalazł pracę za barem w "Beer Bros", za pieniądze z pracy ogarnął mieszkanie, przenosząc się ze slumsów do obszaru centralnego Ebott. Żyć nie umierać. Gregory z niecierpliwością czeka na powrót reszty, kto wie, co będzie dalej?
Umiejetnosci
Kucharzyna - Gregory jest wybitnym kucharzem, który potrafi zrobić coś z niczego, gdy tylko da się mu dostęp do kuchni. Chcecie spróbować najdoskonalszych jajek z bekonem? Zatem powinniście zawitać do kuchni Grega! Jako osoba, która czerpała radość z gotowania od zawsze i robiła to od najmłodszych lat chcąc kształcić się w tym kierunku, może się pochwalić statusem jednego z najlepszych kucharzy w całym mieście Ebott. Zna się też na alkoholach, do czego po części zmusiła go jego obecna praca.
Sprawność fizyczna - Jako, iż drugą pasją chłopaka zaraz po gotowaniu był sport, może się on także popisać niezła sprawnością fizyczną. Z łatwością przychodzą mu tutaj długie, wyczerpujące treningi, kilkunastokilometrowe biegi. Łączy się też z tym szybka reakcja, którą wyrobił sobie dość niedawno, bo na treningach siatkówki, na które uczęszcza w wolnych chwilach no i jak można się domyśleć, troszeczkę większa siła, ale w porównaniu do typowych pakerów Greg zatapia się w szarym tłumie.
Empatia - Ze względu na swoje podejście do życia i ludzi, Gregory nabył swoją drogą pasywkę, która robi niewiele, a jednak jest w stanie złagodzić wiele sytuacji. Jest on bowiem chodzącą melisą, a gdy tylko uśmiechnie się do kogoś bądź zwróci się miłym tonem, jego obecność sprawia, że osoby znajdujące się w jego otoczeniu mogą czuć się spokojniejsze, trzeźwiej myślą, mogą nawet stać się nieco bardziej rozmowne i weselsze. Nie działa to jednak, kiedy on sam jest zaniepokojony bądź pogrążony w melancholii.

PRZEDMIOT STARTOWY
Poplamiony fartuch - Może i stary rupieć ma na sobie widoczne ślady użytkowania, to założony podnosi chłopakowi pewność siebie, przez co Gregory jest w stanie łatwiej podejmować decyzje pod presją oraz trzeźwiej myśleć, kierując się bardziej rozumem niż tylko samym sercem.
Utrapienia
Proteza - Cóż, brak ręki może doskwierać nie jednej osobie, a zwłaszcza już kucharzowi lubującemu się w sporcie. Gregory z powodu braku lewej ręki jest zmuszony zastępować ją sobie protezą, która poza tym, że po prostu sobie jest nie ma wielu funkcji. Plastikowa, złamie się przy silniejszym uderzeniu, a by nią ruszyć musi ją przekręcić sprawną ręką. Nie ma za bardzo jak bronić się za jej pomocą poza podniesieniem jej do góry, gdyż uczepiona jest w połowie jego ramienia. Tylko pacnie, a nie jebnie. W dodatku sama proteza odstrasza ludzi i potwory tak samo, jak jej brak w wyznaczonym miejscu.
Zbyt miękkie serce - Człowiek często jest zmuszony do podjęcia ryzykownych decyzji, z którymi często wiąże się też przemoc lub bycie zmuszonym do stanowczych działań. Chłopak ma niestety zbyt kruche serce, a jego zamiłowanie do żyjących istot bywa zgubne tak samo jak jego łagodne podejście do innych. Nawet największemu wrogowi da tysięczną szansę, zawsze postara się pójść na rękę innej osoby i często nie ma własnego zdania, a dodatkowo wierzy, że nawet w największym zwyrolu jest kropelka dobroci. Może brzmi uroczo, ale w praktyce jest to bardzo problematyczne.
Relacje
Toriel - Kozia mama, która okazała mu dobroć i troskę, czym w praktyce wymieniali się nawzajem. Do dziś jest w stanie zastąpić mu prawdziwą rodzicielkę, a chłopak mimo dwudziestki na karku jest w stanie bez wahania podejść do potworzycy i uścisnąć ją, jakby stęsknił się za nią nie widząc jej od wielu lat.
Asgore - Gregory nigdy nie winił króla za jego czyny oraz za przebicie go na wylot. Po rozmowie, wyjaśnieniu zrozumiał jego powody, współczuł mu gdy ten wyjawiał mu, że zrobił to wszystko tylko dla tego, bo chciał dobrze dla swojej rasy, którą chciał chronić i uwolnić od podziemi za wszelką cenę. Zdesperowana istota miała prawo posunąć się do takich rzeczy, było to jak najbardziej zrozumiałe. Ma z nim więc neutralne stosunki, z jego strony jednak bardzo przyjacielskie.
Papyrus, Sans - Może i miał przyjemność poznać się z nimi dopiero po otrzymaniu kolejnego życia, ale przez robotę w Grillby's złapał z nimi przyjacielskie kontakty, gdzie to nie raz pomagał Papowi odstawić śpiącego na ich blacie Sansa do domku w Snowdin. Ma z nimi stosunki przyjacielskie, a przynajmniej tak sądzi.
Undyne, Alphys - Do wymienionych istot nigdy nie miał okazji jakoś bardziej się przywiązać. Wielka ryba miała twarde podejście do innych, kompletnie odwrotne względem Gregora, zaś pani dino nie miała za bardzo czasu, a ich relacja skończyła się na zmajstrowaniu mu zniszczonej już od dawna osłonki na kikut i paru słów. Ma z nimi relacje neutralne.
Flowey, Chara - Z tą dwójką nie lubi się chyba jako z jedynymi. Sam nie wie dlaczego, ale czuje wobec nich pewnego rodzaju odrzucenie, które blokuje mu jakiekolwiek kontakty z nimi, odpycha go na bok gdy tylko jest w stanie ich ujrzeć. Ma z nimi relacje negatywne, chociaż Chare byłby w stanie podpisać pod neutralne.
Frisk - Dziewczę zawsze wydawało mu się być nieco specyficzne, odstające od reszty, tak więc nie miał też okazji zacieśnić więzi między nimi. Ma z nią relacje neutralne.
Grillby - Jego były szef, małomówny, ognisty właściciel baru. Wiele nie ma tu do gadania, ma z nim relacje neutralne idące lekko w stronę pozytywną.
Potwory, ludzie i inne dziwactwa - Jako, że Greg jest wiecznie uśmiechniętą osobą, wobec każdego //no dobra, prawie// tryska sympatią. Z wieloma ludźmi jak i potworami ma więc on relacje pozytywne bądź neutralne.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Bożyszcze tłumów
avatar

Liczba postów : 297
Join date : 26/11/2017

PisanieTemat: Re: Gregory Vincent Greyhound - soul of Kindness   Sob Kwi 21, 2018 6:01 pm

W KP niecnie wdarło się parę drobnych błędów, musisz też na przyszłość bardziej pilnować swojej interpunkcji. Zdarza Ci się stosować zbyt długie zdania, przez które czasami trudno się połapać w całości kontekstu. Na przyszłość postaraj się robić je krótsze, ponieważ widać, że także się w nich momentami gubisz. Czasami bywają problemy z szykiem zdań, ale już mniejsza. Pozwoliłam sobie poprawić to, co raziło najbardziej. BĘDĘ BIĆ NASTĘPNYM RAZEM!
Choć zupełnie inaczej widziała mi się postać duszy dobroci, a ta przypomina raczej duszę odwagi, twoja wizja zostaje zaAkceptowana .

Sprawność fizyczna: będzie odtąd brana pod uwagę podczas rozmaitych akcji w trakcie gry. Ułatwi zapewne wyzwania jak i pomoże na zminimalizowanie ewentualnych przykrości związanych z porażkami.

Empatia: Gregory ma szansę na uspokojenie innej osoby lub przekonanie jej do siebie bądź swoich racji, co może wpłynąć na jej dalsze postępowanie. Podczas rzutów na podobne działanie, otrzymuje +1 do kości. Umiejętność może nie zadziałać na osoby wyjątkowo agresywne lub posiadające wysoki poziom LOVE.

Poplamiony fartuch: kiedy jest przez niego noszony, Gregory może zignorować wszystkie kary wynikające podczas rozgrywki z prób wytrącenia go z równowagi psychicznej (wyjątkiem są zaklęcia magiczne działające na umysł), o ile rzut na takie nie będzie wyższy lub równy 10 oczek na kości.

Na start otrzymujesz: 90G
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://over-undertale.forumotion.com
 
Gregory Vincent Greyhound - soul of Kindness
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» KP SOUL'A
» Blade&Soul

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Welcome to the Surface! :: Wysypisko :: Archiwum-
Skocz do: